Rząd lituje się nad płucami Polaków. Będą nowe poziomy informowania i alarmowania o smogu

Artykuł/Ekologia 04.04.2019
Rząd lituje się nad płucami Polaków. Będą nowe poziomy informowania i alarmowania o smogu

Rząd lituje się nad płucami Polaków. Będą nowe poziomy informowania i alarmowania o smogu

Apele samorządowców przyniosły skutek. Ministerstwo Środowiska wreszcie zapowiada obniżenie poziomów alarmowych stężenia pyłów PM10. Zaczynamy upodabniać się do reszty Europy, ale też alarm smogowy usłyszymy tym samym częściej.

Liczba alarmów smogowych wprost wskazuje, gdzie faktycznie jest kłopot z czystym powietrzem, a gdzie to tylko incydent. Do tej pory, zgodnie z rozporządzeniem z 2012 r., w Polsce alarm smogowy był ogłaszany po przekroczeniu średniodobowej wartości 300 mikrogramów na metr sześcienny dla pyłu PM10. Informowanie uruchamiano zaś przy wartościach 200 µg/m3.

W porównaniu z resztą Europy to przepaść. Np. w Belgii alarm smogowy włączany jest przy stężeniu pyłu PM10 rzędu 70 µg/m3, we Francji – 80 µg/m3, a w Czechach – 100 µg/m3. O dostosowanie naszych norm do tych praktykowanych w zdecydowanej większości państw Starego Kontynentu apelowali na początku tego roku samorządowcy. W podobnym tonie wypowiadał się też Piotr Woźny, pełnomocnik premiera ds. programu Czyste Powietrze. Obiecywał, że w ciągu trzech miesięcy powinno dojść do zmiany stosownych przepisów w tym zakresie. I wychodzi na to, że mówił prawdę.

Alarm smogowy znacznie szybciej.

Nowe poziomy dla alarmowania i informowania o smogu zapowiedział właśnie resort środowiska.

Rozporządzenie dot. poziomów alarmowania i informowania o smogu wydawane jest przez ministra środowiska w porozumieniu z ministrem zdrowia. W ostatnich dniach zaproponowaliśmy obniżenie poziomów, które wynosić będą odpowiednio 250 i 150 mikrogramów na m sześc. dla pyłu PM10. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych kilku lat odczujemy zdecydowaną różnicę w jakości powietrza, dzięki inwestycjom realizowanym w ramach programu Czyste powietrze – uważa Henryk Kowalczyk, minister środowiska.

Tylko żeby kalendarza nie zabrakło na dni smogowe.

Zmiana tych przepisów jest niezbędna. Ale jest też trochę ryzykowna – przynajmniej dla tych przedstawicieli władzy, którzy do tej pory temat smogu bagatelizowali. Bo przecież, jak oni byli dziećmi, to też było zanieczyszczone powietrze i jakoś żyją.

Tylko o ile do tej pory przy maksymalnym wysiłku, będąc jednocześnie głuchym na część argumentów, można było umniejszać skalę smogu w Polsce, tak po zmianie poziomów będzie to zadanie niewykonalne. Skąd takie przypuszczenie? Otóż w przypadku co najmniej kilku miast może się po tych modyfikacjach regulacji okazać, że dni bez smogu jest u nich tyle, co kot napłakał.

Przy normach zawyżonych do poziomu 300 i 200 µg/m3 w takim Krakowie odnotowuje się rocznie ok. 165 dni z przekroczeniem stężenia pyłu PM10. W Opocznie 150 dni, a Wodzisławiu Śląskim – 114. Teraz, po deklaracji resortu środowiska względem obniżenia poziomów dla alarmu smogowego, takich dni może być znacznie więcej.

Do norm WHO ciągle nam trochę brakuje.

Deklaracja Ministerstwa Środowiska to dobry znak. Widać, że resort zaczął traktować smog nie jako wyimaginowane zagrożenie, ale jak to rzeczywiście występujące. I pewnie faktycznie alarm smogowy w naszym kraju będzie po tych modyfikacjach znacznie częściej ogłaszany.

Ale musimy sobie zdać sprawę, że smogowych dni w polskich kalendarzu byłoby jeszcze więcej, gdybyśmy zapragnęli swoje normy dostosować do tych zalecanych przez Światową Organizację Zdrowia. Według WHO dopuszczalne stężenia dobowe dla pyłu PM10 nie powinny przekraczać 50 mikrogramów dla PM10, a dla pyłu PM2,5 – 25 mikrogramów na metr sześcienny.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji