Bałagan i okres przejściowy sprawiły, że Microsoft udostępnił już testerom Windowsa 10 z 2020 roku

News/Oprogramowanie 01.03.2019
Bałagan i okres przejściowy sprawiły, że Microsoft udostępnił już testerom Windowsa 10 z 2020 roku

Bałagan i okres przejściowy sprawiły, że Microsoft udostępnił już testerom Windowsa 10 z 2020 roku

W marcu ubiegłego roku dział Windows w Microsofcie został zrównany z ziemią i rozczłonkowany. Opiekę nad rdzeniem systemu powierzono działowi Azure, warstwę aplikacyjną nowemu zespołowi. Za rok przekonamy się co z tego wyniknie.

Windows nie jest już postrzegany w Microsofcie jako rozwiązanie przyszłościowe – a przynajmniej nie w obecnej jego formie. Nie da się jednak ominąć faktu, że ten sam Windows stanowi znaczną część przychodów tegoż Microsoftu. I że nadal polegają na nim setki milionów użytkowników. Dlatego też firma nadal będzie w niego inwestować, choć na chwilę obecną już nawet nie jest reprezentowany przez jeden dział inżynieryjny.

W marcu ubiegłego roku na polecenie Satyi Nadelli dział zajmujący się Windowsem został rozbity. Dalszą opiekę nad jego rdzeniem (jądro, system plików, stos sieciowy i tym podobne) powierzono sekcji zajmującej się chmurą i sztuczną inteligencją. Z kolei warstwa aplikacyjna trafiła pod opiekę zespołu od, według nomenklatury Microsoftu, „doświadczeń i urządzeń”. By zrozumieć pointę: Windows jako produkt nie jest już reprezentowany w tak zwanym SLT (senior leadership team), a więc w najwyższym szczeblu kierownictwa Microsoftu, odpowiadającym bezpośrednio przed prezesem.

Na razie nie jest jasne jak to wpłynie na Windowsa. Ale w końcu udało nam się ustalić, kiedy właściwe się o tym przekonamy.

Niedawno w programie Windows Insider (program publicznych beta-testów przyszłych wersji Windowsa) wystąpiła pewna anomalia. Testerzy zapisani do kręgu Skip Ahead (to osoby, które testują nie najbliższą, ale jeszcze kolejną aktualizację Windowsa) otrzymały kompilację 20H1, zamiast 19H2. Dla przypomnienia: pierwsze dwie cyfry oznaczają planowany rok wydania (2020 r.), ostatnie dwa znaki połowę roku (H1 to pierwsza połowa, H2 druga).

Windows 10 otrzymywał do tej pory co roku dwie aktualizacje rozwojowe: wiosną i jesienią. Czy pominięcie 19H2 i serwowanie testerom 20H1 oznacza, że tym razem Microsoft da firmowym adminom święty spokój i odpuści sobie jesienną aktualizację? Jak wynika z śledztwa Mary Jo Foley: nic z tych rzeczy. A całe zamieszanie to tymczasowy bałagan wywołany przeorganizowaniem wewnętrznej struktury Microsoftu. 20H1 będzie bowiem pierwszą wersją Windowsa 10, nad którą pracuje zespół ludzi opiekujących się chmurą Azure.

Azure stoi na Windowsie. Ale nie takim, którego ty możesz użyć.

Programowym sercem Azure’a jest Windows Server, ale w znacząco zmodyfikowanej na potrzeby tej chmury wersji. Te modyfikacje wynikają z faktu, że do tej pory zespół pracujący nad Windowsem nie oglądał się na potrzeby najważniejszego działu w Microsofcie. Priorytetem byli producenci urządzeń, klienci firmowi oraz dział Xbox. Z oczywistych i wskazanych wyżej względów, po przeniesieniu rdzenia Windows do działu Cloud+AI, priorytety się zmienią. Windows i Windows Server mają być rozwijane tak, by przede wszystkim spełniać potrzeby Azure’a.

To wbrew pozorom sugeruje bardzo dobre wieści dla zwykłych użytkowników Windowsa. Jeżeli system ten będzie dalej rozwijany z myślą o zastosowaniach, w których istotne są bezpieczeństwo, stabilność, wydajność to trudno to uznać za wadę, jakkolwiek na to spojrzymy.

Dlaczego więc testujemy Windows 10 20H1, zamiast 19H2?

Ten bałagan wynika z okresu przejściowego, jakim jest przekazanie sterów nowemu zespołowi. Windows 10 19H2 jak najbardziej się pojawi, również w kanale Windows Insider. Ta aktualizacja będzie jednak czymś w rodzaju Frankensteina. Zawierać będzie zestaw poprawek oraz część rozwiązań z 20H1, które następnie zostaną przeportowane w miarę możliwości do 19H2. Nie będzie tego jednak zbyt wiele i ma to być relatywnie mało istotna aktualizacja.

Wszystko to dość skomplikowane i tak na dobrą sprawę z punktu widzenia nas – użytkowników – mało istotne. To, co jest godne odnotowania, to fakt, że Windows będzie kroczył teraz w nieco innym kierunku. Ma pozostać dojrzałą platformą operacyjną o walorach serwerowego systemu klasy enterprise. Czy to się uda, to oczywiście osobna kwestia. Miejmy jednak w pamięci, że Azure to druga największa i najczęściej wybierana chmura na świecie przez firmy i korporacje. A już samo to stanowi swoisty certyfikat jakości.

Dołącz do dyskusji