Czarne chmury nad Ursusem. Firma może stracić zamówienie na 1000 autobusów

Artykuł/Biznes 28.03.2019
Czarne chmury nad Ursusem. Firma może stracić zamówienie na 1000 autobusów

Czarne chmury nad Ursusem. Firma może stracić zamówienie na 1000 autobusów

Od pewnego czasu informacje, które dobiegają na temat Ursusa, są coraz bardziej przygnębiające. Wydawało się, że ratunkiem będzie zamówienie od NCBR-u na zaprojektowanie i dostarczenie przeszło 1000 autobusów elektrycznych. Teraz jednak i to stoi pod dużym znakiem zapytania. A bez tych pieniędzy przyszłość polskiej spółki rysuje się naprawdę tragicznie.

O problemach Ursusa pisze się od lat. Za każdym razem firma dowodzona do niedawna przez Karola Zarajczyka miała jednak jakieś argumenty, które pozwalały mieć nadzieję na lepsze jutro. Teraz próbę szukania pozytywów trzeba zostawić już niepoprawnym optymistom.

Jeszcze w 2017 r. Ursus mimo pogarszającej się sytuacji finansowej obiecywał inwestorom podbój zagranicznych rynków. Ta wizja w niemałej mierze opierała się na wysyłaniu ciągników do Afryki. Polski sprzęt nie uchodził może za szczególnie nowoczesny, ale był stosunkowo prosty i tani. A to miejscowym rolnikom miało całkowicie wystarczać.

Plany okazały się mocno przestrzelone. Wcześniej Ursus dostarczył wprawdzie traktory do Etiopii i Tanzanii, przy okazji największego kontraktu podpisanego z Zambią coś się jednak zacięło. Zarząd oskarżał o to polskie MSZ, całość brzmiała jednak mocno niepoważnie. Zarzuty dotyczyły bowiem wstrzymania wypłaty tzw. pomocy wiązanej dla Zambii.

Abstrahując już od tego, że taki rodzaj pomocy rozwojowej jest mocno dyskusyjny (bo kraj-darczyńca przekłada sobie przecież pieniądze z kieszeni do kieszeni), to uzależnianie kontraktu na 100 mln dol. od tego, czy środki wyłożą na nie nasi rodzimi politycy było mocno ryzykowne. A ci uznali, że ten środkowoafrykański kraj nie jest zbyt wiarygodny.

Potem było już tylko gorzej.

Pamiętacie jeszcze huczną prezentację elektrycznego dostawczaka Ursus Elvi? Gdy okazało się, że na sprzedaży ciągników coraz trudniej jest dobrze zarobić (na polskim rynku popyt także malał) firma Zarajczyka zaczęła iść w kierunku pojazdów napędzanych energią elektryczną. W listopadzie 2017 r. zaprezentował Elvi. Z samochodu mogłaby korzystać np. Poczta Polska więc wydawało się, że jest szansa na zdobycie lukratywnych kontraktów.

Elvi powinien jeździć na naszych drogach w połowie 2018 r. Nic z tego. Na razie nie ma nawet homologacji, a NCBR wycofało się właśnie z 8-milionowego grantu, który miał pokryć połowę wydatków.

W ramach inwestycji w elektromobilność Ursus poszedł jednak dużo dalej.

Jeszcze w 2015 r. wyodrębnił ze swojej struktury spółkę Ursus Bus. Nowy podmiot miał skupić się przede wszystkim na autobusach elektrycznych, na które polskie miasta zaczęły mieć coraz większy apetyt. Nakłady, które Ursus poniósł na tę innowację, zdają się go jednak dzisiaj przerastać. W połowie 2016 r. miało być to już 30-40 mln zł. Dodajmy, że dzisiaj za podobną kwotę Ursus próbuje się swojej spółki-córki pozbyć.

Po drodze Ursus Bus zdążył jednak zgarnąć multum kontraktów i wcisnąć się do czołówki producentów e-autobusów w Europie. Cóż jednak z tego, skoro Ursus zaczął przeżywać coraz większe problemy.

Od początku roku słyszeliśmy już o odwołaniu zamówienia na 5 autobusów w Katowicach, przedstawiciele firmy nie stawili się też na wygrany przetarg w Miechowie. Potem dowiedzieliśmy się, że PKO BP w związku z długami nasłało na spółkę komornika, a firma, która chciała kupić Ursus Busa w ostatniej chwili się wycofała.

Wszystko trzyma się w tej chwili w zasadzie na jednym włosku. Ten włosek nazywa się: „przetarg NCBR na dostarczenie 1000 autobusów elektrycznych”. Wartość zamówienia – 3 mld zł – mogłaby pomóc stanąć producentowi na nogi. W pierwszych 3 kwartałach ubiegłego roku spółka przyniosła bowiem aż 44 mln zł strat.

Ursus przetarg już wygrał, ale i tu na horyzoncie pojawiają się ciemne chmury.

O szanse na podpisanie ostatecznej umowy NCBR zostało zapytane przez Transport Publiczny. No i zonk. Centrum odpowiedziało, że przed podpisaniem umowy zamawiający zrealizuje czynności przewidziane w ustawie. A, że prawo zamówień publicznych daje możliwość wykluczenia spółki z problemami finansowymi, to sytuacja pozostaje otwarta. NCBR skorzystało już z tej furtki przy okazji Elvi, może skorzystać i teraz.

Na najlepsze podsumowanie obecnej sytuacji Ursusa zdobył się chyba (jeszcze w styczniu) minister rolnictwa Krzysztof Ardanowski. Zapytany w programie „Money. To się liczy” o to, czy rząd wspomoże finansowo zakład odparł:

Z Ursusa został tylko znaczek i szyld. Nic z historią Ursusa tej firmy już nie wiąże. Firma oczekiwała, że rząd przejmie na siebie finansowanie firmy, a oni będą eksportowali do Afryki za pieniądze polskiego rządu. Czyli my kupimy traktory i rząd da pieniądze żeby przetrwali. Firma musi szukać innych pomysłów. Z tego co wiem to jest autobus elektryczny i próbują coś robić – wytknął Adamowicz.

Pełna zgoda. Dodajmy tylko, że autobusów elektrycznych też za chwilę już nie będzie, bo po Ursus Busa ustawia się ponoć kolejka chętnych. Długi za to zostaną.

Dołącz do dyskusji