Paszport gościa hotelowego lata po Facebooku jako reklama. Znów ten Booking…

News/Bezpieczeństwo 12.03.2019
Paszport gościa hotelowego lata po Facebooku jako reklama. Znów ten Booking…

Paszport gościa hotelowego lata po Facebooku jako reklama. Znów ten Booking…

Skan dowodu klienta obok zdjęcia łazienki? Dlaczego nie? Takie niespodzianki czekają w reklamach Bookingu. Firma nie po raz pierwszy wykłada się na kwestiach związanych z bezpieczeństwem. 

Nie ma to jak nieświadomie stać się twarzą, PESEL-em, adresem i datą urodzenia kampanii reklamowej. Od kilku lat(!) mogą się o tym przekonać klienci Bookingu, którzy znajdują w sieci skany swoich paszportów. Ten znaleziony przez Niebezpiecznika służy za ilustrację kampanii reklamowej serwisu opatrzonej radosnym hasłem Żyj przygodą! Niewątpliwie ktoś tu komuś przygodę właśnie zafundował.

Jakim cudem skany paszportów lądują w reklamach?

Booking nie układa sam reklam, które publikuje w mediach społecznościowych, ale korzysta z systemów, które automatycznie je komponują. Program wybiera losowe zdjęcia przesłane przez współpracujące z firmą hotele, hostele czy inne pensjonaty, skleja je i ładuje w jedną ładną laurkę. Laurkę w teorii. Ponieważ zdjęć nikt nie przegląda, w reklamach ląduje wszystko, co pracownicy umieścili w folderze „Wrzucajcie tutaj wszystkie zdjęcia”, który zgodnie z najlepszą hotelarską tradycją znajduje się na pulpicie. Ponieważ wszystko, to wszystko, trafiają tam także skany i zdjęcia dokumentów klientów.

https://www.facebook.com/niebezpiecznik/photos/a.10151908826186821/10155924721131821/

W skrócie — pracownicy i właściciele hoteli nie przejmują się zbytnio ochroną danych klientów, a Booking nie przejmuje się tym nudnym zagadnieniem wcale. Wszyscy, których skan paszportu nie został właśnie opublikowany w sieci, są zadowoleni ze świetnie wykonanej pracy i tylko nieszczęsny klient prawdopodobnie właśnie zaczyna poznawać smak życia przygodą.

Sprawa nie jest nowa. Takie kwiatki pojawiają się w reklamach albo na stronach hoteli od kilku lat. I to jest główny problem z Bookingiem. Wydaje się bowiem, że firma nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności w sprawie ochrony danych swoich klientów.

To nie pierwsza wpadka Bookingu

A obawiam się, że i nie ostatnia. W 2017 r. NIebezpiecznik opisywał, jakie zabezpieczenia stosuje Booking, przekazując dane kart swoich klientów współpracującym z nim hotelami. Żadne. Znane są mrożące krew w żyłach historie o danych z kart kredytowych zapisywanych na karteczkach walających się po recepcji.

Booking od lat kultywuje niechlubną tradycję swobodnego podchodzenia do kwestii bezpieczeństwa jego klientów. Wydaje się, że główną filozofią stojącą za serwisem jest umywanie rąk i przekazywanie całej odpowiedzialności w ręce współpracujących ze sobą placówek. Nawet jeśli nie są one godne zaufania.

Dołącz do dyskusji