Programiści i inni samozatrudnieni na celowniku rządu. Ministerstwo pracuje nad „testem przedsiębiorcy”, który odbierze przywileje

News/Biznes 27.03.2019
Programiści i inni samozatrudnieni na celowniku rządu. Ministerstwo pracuje nad „testem przedsiębiorcy”, który odbierze przywileje

Programiści i inni samozatrudnieni na celowniku rządu. Ministerstwo pracuje nad „testem przedsiębiorcy”, który odbierze przywileje

Polska to kraj przedsiębiorców – z takim stwierdzeniem spotkał się pewnie każdy z nas. Po dokładniejszym zbadaniu słuszności tego stwierdzenia okazuje się, że nie do końca. Z otwieraniem własnych firm raczej nam się nie spieszy, lubimy za to kombinować, jak by tu płacić mniejsze podatki. A Ministerstwu Finansów się to bardzo nie podoba.

Pewnie słyszeliście o słynnej „piątce Kaczyńskiego”? Premier Mateusz Morawiecki przyznał już, że budżet nie jest z gumy i na dodatkowe wydatki socjalne będziemy musieli zwiększyć deficyt. Dodatkowe przychody z uszczelniania VAT-u z roku na rok mają być mniejsze, pozostaje więc szukanie kolejnych źródełek z pieniędzmi.

I jedno, bardzo skromne, resort właśnie znalazł.

Weźmie się za pracowników udających przedsiębiorców. Schemat znany aż za dobrze, wykorzystywany np. przez osoby, które boją się wskoczyć do II progu podatkowego. Weźmy na warsztat przykład programistów – jedną z lepiej opłacanych w Polsce grup zawodowych.

Pensja wyjściowa – 12 tys. zł brutto. Jeżeli pracownik jest zatrudniony na umowie o pracę po odprowadzeniu składek i dochodowego zostanie mu w kieszeni 8428 zł. Po przejściu na samozatrudnienie okazuje się, że bez żadnej podwyżki dostanie na rękę 9286, czyli ponad 850 zł więcej. A przecież będąc na swoim możemy jeszcze odliczać sobie VAT, a część zakupów, jak nowy komputer, wliczyć w koszta prowadzenia działalności (z drugiej strony programiści na etacie mogą korzystać z 50 proc. kosztów uzyskania przychodów).

Plusów jest dużo. Przedsiębiorca płaci 19 proc. podatek i nie wskakuje w II próg podatkowy, niezależnie od tego, ile zarobi w ciągu całego roku. Działa też w oparciu o zryczałtowane składki na ubezpieczenia społeczne, w przeciwieństwie do etatowca, który łoży na nie proporcjonalnie do wysokości zarobków.

Resort finansów powiedział jednak: „dość”.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, urzędnicy pracują nad wprowadzeniem „testu przedsiębiorcy”, wychodząc z założenia, że jednoosobowa firma, która pracuje na umowie z tylko jednym przedsiębiorstwem to kpina z przepisów prawa. Zdaniem Ministerstwa Finansów w taką optymalizację podatkową może bawić się nawet 166 tys. Polaków.

Resort nie podaje jednak, na czym ów test miałby polegać. Czy przedsiębiorcy będą musieli tłumaczyć się przed fiskusem z tego, z iloma firmami współpracowali w ciągu roku? Wydaje się, że taką wersje łatwo byłoby obejść, wystarczy, by wspomniany programista złapał jedno czy dwa zlecenia w ciągu roku, by triumfalnie rzucić urzędnikom w twarz papierami, pokazując, że nie jest w 100 proc. związany z jednym partnerem.

Jedno wydaje mi się za to pewne – rozliczanie się ze skarbówką będzie jeszcze trudniejsze, bo przedsiębiorca będzie musiał gromadzić dokumenty świadczące o tym, że… jest przedsiębiorcą. Kuriozum do kwadratu. I to w kraju, który rzekomo do tej przedsiębiorczości i brania losu w swoje ręce zachęca.

Dołącz do dyskusji