Słuchawki, które pozwalają słyszeć… więcej. Plantronics BackBeat Fit 3100 – recenzja

Recenzja/Sprzęt 24.03.2019
Słuchawki, które pozwalają słyszeć… więcej. Plantronics BackBeat Fit 3100 – recenzja

Słuchawki, które pozwalają słyszeć… więcej. Plantronics BackBeat Fit 3100 – recenzja

Na kilka tygodni wrzuciłem swoje ulubione słuchawki z kablem do szuflady i zastąpiłem je takimi zupełnie bezprzewodowymi. Jak było i czy warto?

Na wszelki wypadek zaznaczę – do tej pory korzystałem wprawdzie ze słuchawek przewodowych, ale ich przewodowość ograniczała się do kabla łączącego ze sobą dwie słuchawki. Z tradycyjnych słuchawek, podłączanych przewodem do źródła dźwięku, nie korzystam od lat i nie zamierzam do nich wracać.

Kiedy więc pojawiła się możliwość przetestowania całkowicie bezkablowych słuchawek – Plantronics BackBeat Fit 3100 – długo nie trzeba mnie było nawiać. Tym bardziej, że model 3100 może się pochwalić nie tylko pełną wolnością od przewodów, ale czymś, co faktycznie może wielu osobom, zwłaszcza tym aktywnym, zrobić dużą różnicę.

Plantronics BackBeat Fit 3100 – dlaczego w ogóle warto zwrócić na nie uwagę?

Zanim przejdziemy do dalszych aspektów tych słuchawek, trzeba zwrócić uwagę na jeden szczegół, który może zadecydować o jednej z dwóch rzeczy:

  • albo zainteresujemy się tym sprzętem, może nawet z tego powodu go kupimy,
  • albo całkowicie zapomnimy o tym, że braliśmy te słuchawki pod uwagę i będziemy kontynuować poszukiwania.

O co chodzi? O rozwiązanie Always Aware, czyli specjalne ukształtowanie końcówek słuchawek, które wkładamy do naszych uszu. Zaprojektowano je tak, żeby nawet podczas słuchania muzyki docierało do nas cały czas choć trochę dźwięków z otoczenia – czyli zupełnie inaczej niż w większości dokanałówek, które wciskają nam się do ucha i od razu odcinają od wszystkiego, co dzieje się dookoła.

Zalety takiego rozwiązania są dość oczywiste. Jeśli często biegamy po mieście – zmniejszamy ryzyko, że coś nas zaskoczy i nie usłyszymy np. dzwoniącego roweru czy jadącego auta. W terenie natomiast możemy cały czas pomagać sobie muzyką, jednocześnie nie wyciszając całkowicie przyjemnych odgłosów natury.

Choć, jak się okazało w trakcie moich testów, takie podejście ma też i inne plusy.

I jak spisuje się to w praktyce?

Pierwsze wrażenia po założeniu były… dziwne. Miałem wręcz wrażenie, że słuchawki nie są właściwie dopasowane do moich uszu i rzuciłem się na opakowanie, żeby poszukać zamiennych końcówek. Nic z tego – w zestawie jest tylko jedna para i tak ma być.

Szybko jednak wyszło na jaw, że wcale tych końcówek o innej wielkości nie potrzebuję. Po latach korzystania ze słuchawek dokanałowych byłem po prostu przekonany, że słuchawki po założeniu muszą być do oporu wciśnięte do ucha, i tylko po tym rozpoznawałem, że trzymają się solidnie i nie wypadną podczas biegania czy dłuższego marszu. Tutaj trzeba o tym zapomnieć.

To zresztą ten plus, którego się nie spodziewałem, czyli komfort użytkowania. Moje uszy po tych kilku tygodniach są wdzięczne, że tym razem końcówki słuchawek są do nich na czas treningu wsuwane, a nie wciskane.

Ogromna różnica i ogromna zaleta, która zresztą nie odbija się w żaden sposób na solidności mocowania na uchu. Biegałem w 3100 w różnych warunkach i ani razu nie były one nawet blisko wypadnięcia z uszu. Łatwiej natomiast wyciągnąć je po treningu, bo nie musimy ich – jak dokanałówek – wyrywać z ucha. Po prostu delikatnie je wysuwamy.

A czy faktycznie przepuszczają sporo dźwięku?

Tak i nie. Dużo zależy od tego, jak słuchamy muzyki.

Odpowiedź „nie” jest prawdziwa jednak tylko wtedy, kiedy rozkręcimy źródło dźwięku i same słuchawki na maksymalne poziomy głośności. W takiej sytuacji trudno mówić o tym, że otoczenie do nas dociera. Jest wprawdzie odrobinę lepiej niż przy zwykłych słuchawkach dokanałowych, ale i tak możemy się niejednokrotnie zaskoczyć.

Jeśli jednak szanujemy swój słuch, to na to pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Tak, 3100 potrafią dopuścić do naszych uszu odpowiednio dużo dźwięków z zewnątrz. Nie na tyle dużo, żeby popsuć doznania płynące ze słuchania muzyki, ale też wystarczająco, żeby nie dać się zaskoczyć.

Z pozoru może to nie brzmieć do końca kusząco – w końcu kto kupuje słuchawki np. do biegania, żeby nie odcinać się całkowicie od świata zewnętrznego? Szybko jednak doceniłem tę cechę 3100, kiedy biegając po mojej ulubionej trasie, prowadzącej kawałek krętą drogą przez pole, nie podskakiwałem za każdym razem, gdy mijał mnie samochód – z wyprzedzeniem wiedziałem, że nadjeżdża.

Z drugiej strony 3100 potrafią skutecznie odciąć nas przynajmniej od części mniej pożądanych dźwięków. Przykładowo obawiałem się najgorszego, czyli tego, że będę w trakcie treningu słyszał moje własne sapanie. Na szczęście nic z tego.

I tak jak do tej pory przy wyborze słuchawek dla siebie zawsze zwracałem największą uwagę na to, jak dobrze izolują od otoczenia, tak teraz chyba będę brał pod uwagę to, ile dźwięków… dopuszczają do moich uszu. Różnica w komforcie podczas biegania jest gigantyczna.

A da się całkowicie odciąć od dźwięków otoczenia, jeśli zechcemy?

Nie, nie ma takiej opcji. System dopuszczania dźwięków jest całkowicie mechaniczny i związany z konstrukcją samych końcówek. Nie da się go włączyć lub wyłączyć jednym przyciskiem. Nie ma tu też systemu aktywnej redukcji hałasu w żadnej formie.

Jedyne, co możemy zrobić, to podkręcić głośność na maksymalny poziom. Ale niekoniecznie warto – raz, że zabijamy wtedy największy plus słuchawek, a dwa – z racji ich konstrukcji nie są one po prostu do tego stworzone.

Trzeba się więc zastanowić przed przeanalizowaniem absolutnie wszystkich pozostałych cech 3100, czy takie otwarte dźwiękowo słuchawki są tym, co lubimy, czy może wolimy wciskać sobie dokanałówki wgłąb uszu. Znam np. osoby, które wybrałyby 3100 właśnie z powodu ich budowy, bo dłuższe obcowanie ze standardowymi słuchawkami sportowymi powoduje u nich spory dyskomfort.

Ok, ok, ale są głośne czy nie?

Tak, ale odpowiedź na to pytanie zależy też od tego, jaki efekt chcemy uzyskać i jakim materiałem dźwiękowym dysponujemy.

Przykładowo – czy da się zagłuszyć nimi hałas domowej bieżni? Przy słuchaniu muzyki w dużej mierze tak. Przy słuchaniu audiobooków albo oglądaniu filmów – nie ma szans, wyklucza to brak dodatkowej izolacji.

Czy to wszystko wpływa jakoś na jakość muzyki?

Tak. Ani trochę nie da się ukryć, że konstrukcja końcówek wpływa na nasze doświadczenia muzyczne. Brak uszczelnienia powoduje, że dźwięk nie jest aż tak szczegółowy, bas nie jest tak gęsty, a a wysokie tony tak ostre, ale…

Ale od razu napiszę, że nie ma to większego znaczenia – to nie są słuchawki do rozkoszowania się najdrobniejszymi subtelnościami naszych ulubionych utworów. To słuchawki, które mają nam dać dodatkowy power podczas treningu.

I to właśnie robią. Żeby nie było – nie jest tak, że Fit 3100 grają źle. Grają dobrze, choć będziemy cały czas świadomi ograniczeń, jakie niesie ze sobą ich konstrukcja. I nawet przez moment w trakcie testów nie miałem ochoty wrócić do swoich dotychczasowych słuchawek sportowych. Po prostu Fit 3100 nie grają na tyle dobrze i uniwersalnie, że chciałby w nich siedzieć przed kominkiem, delektując się generowanym przez nie dźwiękiem.

Za to w trakcie treningu – jak najbardziej.

Nie mogę też w żaden sposób narzekać na jakość dźwięku w trakcie rozmów. Zarówno ja, jak i mój rozmówca słyszeliśmy się zawsze bardzo dobrze, niezależnie od tego, w jakich warunkach prowadzona była rozmowa.

Jak do tej pory wygląda dobrze. Są wygodne?

I to jak! Pomijając nawet wspomnianą już kwestię delikatnego wsuwania końcówek, zamiast ich wciskania, Fit 3100 są po prostu zaprojektowane tak, żeby jak najmniej nam przeszkadzały. Owszem, są większe np. od AirPodsów, ale w zamian za to trzymają się ucha doskonale, niezależnie od tego, jak dynamicznie ćwiczymy.

Do tego, mimo wbudowanych akumulatorów, są względnie lekkie (22 g), dzięki czemu nawet podczas dłuższych ćwiczeń nie powinniśmy marzyć o tym, żeby zdjąć je i wyrzucić z ucha.

Oczywiście 3100 nie są absolutnie idealne. Wraz z hakiem, który utrzymuje je na uchu, są całkiem spore, więc nie da się całkowicie zapomnieć o ich obecności. Z drugiej strony – biegałem z nimi pod dość ciasną czapką i nie generowało to żadnego dyskomfortu.

A wodoodporność?

Oczywiście. Według producenta słuchawki spełniają normę IP57, co oznacza, że możemy w nich z powodzeniem pływać.

Nie testowałem tego, ale z całą pewnością są odporne na deszcz i pot. Dużo deszczu i bardzo dużo potu.

Choć w tym drugim przypadku pojawia się drobny i raczej dość niszowy (a przynajmniej sezonowy) problem. Jeśli mamy ciasną czapkę, to dociskane nią słuchawki układają się w taki sposób, że część potu spływa prosto do uszu. W przypadku słuchawek dokanałowych uszczelki chronią nas przed takimi sytuacjami dość skutecznie.

Przy okazji – warto czyścić słuchawki po każdym bardziej wymagającym biegu. W przeciwnym wypadku przy krawędziach przycisków zbiera się potem brud, którego dość trudno się pozbyć.

Przycisków? Gdzie w tych słuchawkach są przyciski?

Na kolorowych częściach obu słuchawek. Przy czym każda z tych powierzchni odpowiada za inne funkcje.

I tak domyślnie prawa słuchawka obsługuje kliknięcia, za pomocą których odbieramy/odrzucamy połączenia, przełączamy utwory czy aktywujemy głosowej asystenta.

Lewą słuchawkę obsługujemy z kolei za pomocą dotknięć – jedno dotknięcie podnosi poziom głośności, natomiast przytrzymanie – obniża ten poziom. Jeśli ktoś nie zmienia w trakcie słuchania głośności, może np. przypisać ten przycisk do stopera, wybranej playlisty albo innej aplikacji. Skonfigurować możemy przy tym dwie akcje – dla pojedynczego i podwójnego dotknięcia.

Tutaj pojawia się chyba największy problem ze słuchawkami bezprzewodowymi. W zimie, kiedy biegam w czapce… po prostu tracę nad nimi kontrolę. W moich dotychczasowych słuchawkach pilot znajduje się na przewodzie, który zawsze dynda gdzieś poniżej czapki. Tutaj muszę posiłkować się telefonem albo zegarkiem.

Ale to już problem całego segmentu, nie tego konkretnego urządzenia.

No właśnie – bezprzewodowe. Jak jest z łącznością?

Prawie bardzo dobrze. Słuchawki błyskawicznie łączą się z telefonem po włączeniu, w zdecydowanej większości przypadków stabilnie utrzymują połączenie w tracie słuchania muzyki i nie sprawiają właściwie żadnych problemów.

Nie miałem też problemów z jakimkolwiek zauważalnym opóźnieniem dźwięku np. podczas oglądania filmów.

Dorzucam jednak do moich odczuć mały minus za to, że na początku kilku treningów Fit 3100 potrafiły zamienić na kilka sekund moją głowę w stół do ping ponga, przerzucając się dźwiękiem z lewej do prawej słuchawki i na odwrót. Nie mam pojęcia, z czego wynika ten problem, bo przeważnie nie występuje. Ale kiedy już się pojawiał, był wyjątkowo drażniący, nawet jeśli przez kolejną godzinę czy dwie nie występował.

Drobne zastrzeżenia mam też do tego, w jaki sposób słuchawki informują o swoim stanie, wprowadzając więcej zamieszania niż porządku. Przykładowo dwa razy zdarzyło mi się, że prawa słuchawka poinformowała o niskim poziomie naładowania, co było o tyle dziwne, że obie przebywały przy ładowarce dokładnie tyle samo czasu. Co ciekawe, mimo że ostrzeżenie otrzymałem na początku dwugodzinnego treningu, to… obie słuchawki jak najbardziej dotrwały do końca. Być może był to po prostu drobny błąd w oprogramowaniu.

A co się stanie, kiedy rozładuje się jedna słuchawka?

Będzie pełnić funkcję niezbyt skutecznej zatyczki do ucha. Na szczęście dźwięk będzie cały czas przekierowywany do tej, która jest jeszcze naładowana.

Można zresztą korzystać z tych słuchawek w trybie mono i sam kilka razy skorzystałem z tej opcji podczas dłuższych spacerów po lesie.

A jak się je ładuje?

Za pomocą dedykowanego pokrowca, w którym do nas docierają. I ma to sporo zalet.

Do zalet trzeba przede wszystkim zaliczyć solidność całej konstrukcji. Bez wahania wrzucałem słuchawki w ładowarce do sporego bagażu wyjazdowego i nie stało im się kompletnie nic, mimo że warunki podróżne miały niezbyt sprzyjające. Łatwiej je też w takiej formie spakować na krótszy wypad w góry czy na rower, kiedy nie wiemy, czy będziemy z nich korzystać, ale na wszelki wypadek chcemy je mieć.

Cieszy też fakt, że obudowa jest też w stanie dwukrotnie naładować słuchawki do pełna, a w kwadrans naładuje je do takiego poziomu, że będziemy mogli słuchać z nich muzyki przez okrągłą godzinę.

Minus muszę niestety przyznać za złącze do ładowania. W 2019 r. wykorzystywanie microUSB powinno być karane. Na szczęście przeważnie i tak ładowałem pokrowiec w domu, a potem nawet na dłuższych wyjazdach nie musiałem go ładować ponownie.

To ile wytrzymają na pełnym ładowaniu?

Według producenta – 5 godzin. Według moich testów – raczej trudno będzie osiągnąć taki wynik.

Przy oszczędnym wykorzystaniu i niskich poziomach głośności można liczyć raczej na wyniki zbliżające się do 4 godzin. Przy głośności rozkręconej do oporu spodziewajmy się wyników raczej o kilkanaście, kilkadziesiąt minut krótszych.

Przenośny pokrowiec-ładowarka jest więc bardzo dobrym rozwiązaniem. Chyba że akurat biegniecie niezbyt szybkim tempem maraton.

Warto czy nie?

Do pełnej oceny brakuje nam jeszcze jednego parametru – ceny. I żeby było zabawnie, w internecie udało mi się znaleźć dwie – pierwszą w okolicach 800 zł i drugą bliżej 600 zł. Ale podobnie było z moimi prywatnymi słuchawkami i podobnie jak w ich przypadku i tutaj mam takie same wnioski. Za tę wyższą cenę trzeba się naprawdę dobrze zastanowić. Za tę niższą natomiast – trzeba tylko upewnić się, czy odpowiadają nam możliwościami.

Bo z jednej strony słuchawki Plantronics BackBeat Fit 3100 mają multum zalet. Są niesamowicie wygodne, nie uciskają ucha w żaden sposób, są w pełni bezprzewodowe, mają solidny pokrowiec ładujący z szybkim ładowaniem, a do tego grają przyjemnie i pozwalają nam słyszeć to, co dzieje się dookoła nas, co jest zresztą jedną z ich największych zalet.

Z drugiej strony ta ostatnia cena sprawia, że bardzo mocna zawęża się grupa docelowa. To słuchawki dla aktywnych, do tego świadomych, że nie zawsze pełna izolacja od otoczenia jest tym, czego należy oczekiwać. Jeśli ktoś woli się całkowicie odciąć od zewnętrznych hałasów albo szuka czegoś o możliwie najlepszej jakości dźwięku, to na rynku znajdą się pewnie lepsze propozycje.

Ja jednak cieszę się, że miałem możliwość testować akurat te słuchawki – właśnie dlatego, że zwróciły mi uwagę na fakt, że do tej pory nie do końca dobrze dobierałem kryteria, którymi kierowałem się przy zakupie słuchawek sportowych…

Na plus:

  • całkowita wolność od kabli
  • ponadprzeciętnie wygodne
  • świetnie trzymają się uszu
  • przepuszczają tyle hałasu z zewnątrz, ile trzeba
  • bardzo solidne etui
  • szybkie ładowanie + dwukrotne pełne naładowanie z etui
  • bardzo sensowna cena (mowa o tej niższej)
  • dobra jakość dźwięku (przy uwzględnieniu ograniczeń konstrukcyjnych) i dobra jakość połączeń

Na minus:

  • przepuszczanie dźwięku z otoczenia zdecydowanie nie jest dla każdego
  • można byłoby trochę dopracować oprogramowanie
  • trochę mniej niż deklarowane 5 godzin na jednym ładowaniu

Dołącz do dyskusji