Od lat wiedzieliśmy, że coś kręcą. Zatrzymano twórcę kryptowalutowej piramidy OneCoin

News/Biznes 11.03.2019
Od lat wiedzieliśmy, że coś kręcą. Zatrzymano twórcę kryptowalutowej piramidy OneCoin

Od lat wiedzieliśmy, że coś kręcą. Zatrzymano twórcę kryptowalutowej piramidy OneCoin

Twórca platformy kryptowalutowej Konstantin Ignatov został zatrzymany przez prokuraturę w Stanach Zjednoczonych. Pytanie, które ciśnie się na usta nie jest jednak: „dlaczego?”, a raczej: „dlaczego dopiero teraz?”.

Eksperci mają o kryptowalutach bardzo mieszane opinie. Zdarza się jednak, że w konkretnych sprawach są w zasadzie jednomyślni. I to jest właśnie przypadek OneCoina, o którym już 2-3 lata temu pisało się jako o piramidzie finansowej.

Jesteśmy nowym bitcoinem. Czy gdyby młody Mark Zuckerberg zaproponował ci pakiet akcji Facebooka też byś odmówił? – takimi sztuczkami według relacji inwestora Radosława Chodkowskiego, wabione były na spotkaniach osoby zainteresowane włożeniem oszczędności życia w nową kryptowalutę. Już to powinno wzbudzać niepokój.

Inwestowanie w e-waluty to nie handel leczniczymi materacami czy „magicznymi” garnkami.

Ale dalej było jeszcze lepiej. Uczestnicy zamiast tokenów mieli dostawać „pakiety edukacyjne” (onecoiny były do nich darmowym dodatkiem) za co najmniej 100 euro. Później uczestnicy spotkania byli namawiani do wkręcania w ten interes znajomych. – Kolega kupi, ty dostaniesz prowizję – schemat aż nazbyt dobrze znany ze struktur MLM.

Kryptowaluta działała w najlepsze od początku 2014 roku (swoją drogą ciekawe, że powstała akurat po hossie na bitcoina). Od tamtego momentu niemal na każdym kroku można było natknąć się na ostrzeżenia. Czasami były to pojedyncze relacje, czasem dłuższe materiały dziennikarskie, w końcu sytuacja zaczęła dojrzewać na tyle, że głos zabrał nawet UOKiK.

Polski urząd wystosował komunikat ostrzegający przed „pakietami edukacyjnymi” w 2017 roku. W podobnym okresie śledztwo w sprawie OneCoina wszczęli mi.in. Finowie, Niemcy (którzy ostatecznie zakazali spółce OnceCoin Ltd. działalności), Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Ukraińcy i państwa bałtyckie. Problemy dosięgnęły też twórców kryptowaluty w ich mateczniku, bo do siedziby w Bułgarii wkroczyły organy ścigania.

To wszystko już jednak nieco po czasie. Zdaniem prokuratora z Manhattanu między 2014 a 2016 rokiem OneCoin zanotował ok. 3,7 mld dol. przychodu.

W sieć e-waluty miało wpaść 3 mln członków.

Wygląda zresztą na to, że w pewnych kręgach wiara w ten projekt była silna do samego końca. Prokuratorzy twierdzą, że Ignatov ze swoją siostrą, Rują, okłamywali inwestorów, by podbić wartość OneCoin. I udało się. Od początku roku wywindowali kurs z 0,56 dol. do 33,65 dol. W wewnętrznej korespondencji firmowej pojawiły się sugestie, by „wziąć pieniądze, uciec i obwinić kogoś za to wszystko”.

Wcześniej Ignatov wykazał się też nie ladą bezczelnością. Gdy inwestorzy zaczęli dopytywać się o możliwość wypłaty coinów mieli usłyszeć:

„Jeśli jesteś tutaj, by wypłacić pieniądze, natychmiast opuść ten pokój. Nie rozumiesz, czym jest ten projekt”.

Teraz Konstantin Ignatov jest zagrożony karą do 20 lat więzienia. W gorszej sytuacji jest jego siostra, która dostała łącznie 5 zarzutów (nawet do 85 lat) dot. na przykład prania brudnych pieniędzy.

Dołącz do dyskusji