Foto-środa: czy mała kamerka może zastąpić dużą, czyli kulisy pracy w mediach

Felieton/Foto 20.03.2019
Foto-środa: czy mała kamerka może zastąpić dużą, czyli kulisy pracy w mediach

Foto-środa: czy mała kamerka może zastąpić dużą, czyli kulisy pracy w mediach

Dziś będzie trochę kuchni naszej pracy na Spider’s Web, a konkretnie poruszymy kwestię sprzętu. Czy w dobie kieszonkowych kamerek warto jeszcze tworzyć treści internetowe dużymi, tradycyjnymi aparatami?

Niedawno miałem przyjemność realizować materiał z BMW Tech Club, gdzie sprawdzaliśmy nowe rozwiązania zastosowane w autach BMW serii 8 i BMW X5. Tekstową relację z tego wydarzenia zilustrowałem własnymi zdjęciami, a do tego przywiozłem film.

Dlaczego stworzenie takiego filmu jest wymagające technicznie?

Można by rzec, że to tylko prosty vlog, nagrany mimochodem. Z zewnątrz faktycznie może to tak wyglądać, ale w praktyce nagranie takiego materiału jest bardzo wymagające. Tutaj odsłonię nieco zakulisowych szczegółów naszej pracy.

Główna część wydarzenie odbywa się w czasie jednego dnia, z bardzo napiętą agendą. W trakcie wydarzenia jest właściwie tylko jedna przerwa, na lunch. Reszta dnia jest całkowicie wypełniona aktywnościami, w tym głównie jazdą samochodami.

Jaka jest moja rola? Po pierwsze, jestem uczestnikiem wydarzenia, a do tego kierowcą. Spędzam za kółkiem kilka długich godzin, w czasie których muszę być skupiony na jeździe.

Po drugie, jestem redaktorem, a więc moim głównym celem wydarzenia jest zrobienie ciekawej relacji. Muszę poznać i sprawdzić systemy działające na pokładzie auta.

Po trzecie, jestem fotografem. Krótkie chwile „czasu wolnego”, tj. przesiadki pomiędzy autami czy kilka minut oczekiwania na inną grupę, wykorzystuję na sfotografowanie aut. Mam ambicje nie tylko zawodowe, ale też prywatne, by dostarczyć jak najlepsze zdjęcia.

A w końcu po czwarte, jestem filmowcem i chcę zrobić ciekawą wideorelację.

To właśnie na połączeniu tych wszystkich ról polega współczesna praca w nowoczesnym medium.

Do tego każdy element trzeba wykonać przynajmniej dobrze. Będąc jednoosobową ekipą redakcyjno-fotograficzno-filmową, a jednocześnie prowadząc przez większość dnia auto, wymaga to bardzo dobrej organizacji i znajomości sprzętu.

Nie zabrzmi to przesadnie skromnie, ale myślę, że jest niewielu twórców, którzy są w stanie wywiązać się ze wszystkich tych zadań w pojedynkę, mając tak mało czasu na zebranie materiału.

To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie miniaturyzacja sprzętu.

małe kamery kontra dże

Z tego względu sprzęt widoczny po lewej zastąpiłem na wyjedzie sprzętem po prawej. Na co dzień nagrywam aparatem Sony A7 III, do którego na to konkretne wydarzenie dobrałbym szeroki kąt i długi obiektyw makro służący do robienia zarówno sylwetek aut, jak i detali. Do tego posiłkowałbym się gimbalem.

Już podczas poprzedniego wydarzenia BMW Tech Club zrozumiałem, że przy tak dużym tempie prac nie da się zrobić wszystkiego na sto procent. Przy ciągłej zmianie aut nie sposób dbać o dobór obiektywów, wyważenie gimbala, a do tego mocowanie aparatu wewnątrz (i na zewnątrz) kolejnych pojazdów. Jest to po prostu użeranie się ze sprzętem. Zwłaszcza przy pracy w pojedynkę, przy jednodniowym planie, z napiętym grafikiem, kiedy na dodatek cały dzień pada deszcz.

małe kamery kontra dże

Schowałem więc ambicje jakościowe do kieszeni i nagrywałem tylko przy użyciu dwóch miniaturowych kamerek: DJI Osmo Pocket i Xiaoyi Yi 4K+. Jest to sprzęt o kilkunastokrotnie mniejszej wartości od mojego podstawowego zestawu. Obie kamery mają malutkie matryce rodem ze smartfonów, ale każda sprawdza się świetnie w swojej niszy. DJI ma mechaniczny gimbal, więc zapewnia bardzo dobrą stabilizację przy nagrywaniu z ręki, a Xiaoyi ma kapitalny szeroki kąt obiektywu.

Era małych kamer już nastała.

Często do moich filmów włączam pewne elementy nagrane małymi kamerkami, ale tym razem po raz pierwszy zrobiłem całą relację tylko przy ich użyciu.

dji osmo pocket recenzja

Wnioski? Jest to jak najbardziej możliwe. Jakość i możliwości miniaturowych kamer stoją na poziomie, który kilka lat temu był nieosiągalny. Nie musicie wierzyć mi, sprawdźcie telewizję. Mimo restrykcyjnych wytycznych obrazowania, część materiałów zastosowanych w programach telewizyjnych – zwłaszcza przy relacjach – powstaje na kamerach GoPro. Są one wmontowane tuż obok nagrań z wielkich i piekielnie drogich kamer.

Nigdy nie zastąpiłbym pełnoklatkowego aparatu miniaturową kamerką, ale przy zadaniach specjalnych są one kapitalnym uzupełnieniem sprzętu. No właśnie: uzupełnieniem, nie zastępstwem.

Bardzo długo zajęło mi zrozumienie sentencji „done is better than perfect”.

Nigdy nie akceptowałem i nie zaakceptuję bylejakości w pracy – zwłaszcza w kwestii wizualnej – ale zrozumiałem, że czasami warto odpuścić kwestie sprzętowe i postawić na miniaturyzację. Nawet kosztem spadku jakości, o ile jakość pozostanie na odpowiednio dobrym poziomie.

Nie ukrywam, że na wydarzenie BMW wziąłem mój aparat, ale tylko w celu fotografowania. Chyba nigdy nie dojrzeję do zostawienia aparatu w domu na rzecz smartfona, zwłaszcza mając świadomość, że jadę na bardzo fotogeniczne zlecenie. Jest to jednak moja fanaberia.

Miniaturyzacja niesie za sobą jedną pułapkę.

Żyjemy w czasach, kiedy można być twórcą zarabiającym na wykorzystaniu sprzętu dosłownie kieszonkowego. Jest tu jednak pewna pułapka. Sprzęt nigdy nie zastąpi umiejętności i doświadczenia. Nie da się kupić z doskoku DJI Osmo Pocket i zacząć robić ładne wizualnie materiały.

Jestem zdania, że kieszonkowy sprzęt jest świetny, ale każdy świadomy twórca powinien przejść drogę od dużego sprzętu, do małego. Zrozumienie zasad ekspozycji i radzenie sobie z problemami podczas nagrań to elementy, które trzeba w sobie wykształcić. A najefektywniejszą drogą do nabrania doświadczenia jest praca na tradycyjnych rozwiązaniach.

Dołącz do dyskusji