Boeing 737 MAX nie był dostatecznie przetestowany. Do katastrof mogło dojść z winy producenta

Boeing 737 MAX nie był dostatecznie przetestowany. Do katastrof mogło dojść z winy producenta

Boeing 737 MAX nie był dostatecznie przetestowany. Do katastrof mogło dojść z winy producenta

Po dwóch katastrofach z udziałem Boeingów 737 Max, większość państw zamknęło swoją przestrzeń powietrzną dla tego modelu. Z analiz i informacji sączących się do mediów wynika, że amerykański producent popełnił całą masę błędów, które przyczyniły się do śmierci kilkuset osób.

Z wciąż trwającej analizy zapisów radiowych i rozmów w kokpicie prowadzonych tuż przed katastrofą Boeinga 737 Max linii Lion Air wynika, że tuż przed upadkiem piloci byli kompletnie zdezorientowani całą sytuacją. Mówiąc wprost: wertowali instrukcję obsługi samolotu w poszukiwaniu odpowiedzi na to, dlaczego maszyna zachowuje się w niezrozumiały dla nich sposób. Ta informacja została potwierdzona przez trzy osoby, które rzekomo odsłuchały treść nagrań zapisanych na czarnej skrzynce.

Głównym podejrzanym w tej sprawie jest system MCAS.

W przypadku obu katastrof, tuż po starcie Boeingi 737 MAX bardzo gwałtownie zwiększały i zmniejszały wysokość lotu. Biegli uważają, że takie zachowanie mogło być wynikiem niesprawnego systemu MCAS. System ten jest odpowiedzialny za stabilizację toru lotu. Taki scenariusz brzmi dość prawdopodobnie. Pilot, który wystartował z Addis zgłaszał dziwne zachowanie maszyny kilka minut po starcie i prosił o pozwolenie na powrót na lotnisko.

MCAS jest stosunkowo nowym dodatkiem do systemu sterowania, który pojawił się ze względu na zastosowanie nowych, mocniejszych silników w Boeingach. Ich większa masa i nowe umiejscowienie na samolocie zwiększają ryzyko tzw. przeciągnięcia. Chodzi o sytuację, w której skrzydło samolotu, przez niską prędkość i swoje ustawienie przestaje generować siłę nośną.

Firma Boeing chciała uniknąć takich sytuacji i wyposażyła swoje maszyny w system MCAS, który miał im przeciwdziałać. Niestety w przypadku katastrofy w Indonezji jeden z czujników MCAS był niesprawny i przekazywał fałszywe informacje do modułu sterowania, który przez to nieustannie opuszczał dziób maszyny.

Piloci nie zostali odpowiednio przeszkoleni.

Gorączkowe wertowanie instrukcji obsługi samolotu przez pilota tuż przed katastrofą brzmi niedorzecznie. Problem polega na tym, że Boeing nie przyłożył się za bardzo w kwestii szkolenia pilotów z obsługi swojej nowej maszyny. Jak podaje CNN, amerykańscy piloci przeszli np. krótki kurs internetowy, w którym – jak twierdzą sami zainteresowani – ani razu nie padła nazwa systemu MCAS. Kurs obejmował cztery obszary, w których nowe maszyny różniły się od starszych modeli Boeinga.

Po drugiej katastrofie amerykańskie związki zawodowe pilotów zaczęły domagać się od Boeinga dodatkowych szkoleń obejmujących również ćwiczenia na symulatorze. Negocjacje wciąż trwają.

Dodatkowe systemy bezpieczeństwa w Boeingu 737 MAX były… opcjonalne i dodatkowo płatne

Chodzi o dwa dodatkowe systemy komputerowe, które w oparciu o dane z tzw. czujników kąta natarcia asystują systemowi MCAS i stanowią dodatkowe zabezpieczenie przed tzw. przeciągnięciem. Boeing niestety postanowił oferować je za dodatkową opłatą, co siłą rzeczy poskutkowało tym, że większość linii lotniczych zdecydowało się na zakup modeli MAX w wersji podstawowej…

Od strony prawnej wszystko oczywiście było w porządku, gdyż żaden organ odpowiedzialny za regulacje kwestii bezpieczeństwa lotniczego nie wymaga tych dodatkowych systemów. Problem polega jednak na tym, że MCAS w wersji podstawowej w połączeniu z nieprzeszkoloną załogą okazał się zbyt problematyczny.

Obie katastrofy to kombinacja kilku drobnych błędów

Tak zresztą możnaby opisać większość katastrof lotniczych. Rzadko bowiem dochodzi do sytuacji w której dochodzi do poważnej awarii jakiegoś pojedynczego systemu. Większość katastrof, jak te z udziałem Boeingów 737 Max wynika z połączenia kilku lub kilkunastu drobnych błędów i niedopatrzeń.

W przypadku modeli 737 MAX wiele wskazuje, że największą winę ponoszą nie do końca przetestowane (i być może nie do końca sprawne), nowe i lekko wybrakowane systemy komputerowe. Dodatkowo piloci tych maszyn nie odbyli odpowiedniego szkolenia z ich obsługi i zostali zaskoczeni przez nienaturalne zachowanie maszyn.

Miejmy nadzieję, że dwie tragiczne katastrofy z udziałem tego samego modelu samolotu wymuszą na organach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo lotnicze wprowadzenie nowych regulacji dotyczących szkoleń pilotów i wykorzystania systemów bezpieczeństwa. Fakt, że firma Boeing oferował dodatkowe wspomaganie dla systemu MCAS w ramach płatnej opcji na pewno nie pomoże jej w odbudowywaniu swojego dobrego wizerunku.

O ile odbudowywanie czegokolwiek będzie w ogóle możliwe. Jest to bowiem bez wątpienia jedna z najgorszych wpadek w historii nowoczesnych samolotów pasażerskich, która może zakończyć karierę Boeinga. Oszczędność nie zawsze popłaca…

Dołącz do dyskusji