Mowa nienawiści? Wolność słowa? Czas sobie parę rzeczy wyjaśnić

News/Technologie 30.03.2019
Mowa nienawiści? Wolność słowa? Czas sobie parę rzeczy wyjaśnić

Mowa nienawiści? Wolność słowa? Czas sobie parę rzeczy wyjaśnić

Mowa nienawiści nie jest niczym nowym, a mimo to nie jesteśmy w stanie sobie z nią poradzić. Bagatelizujemy jej konsekwencje, mówimy, że to tylko słowa, powtarzamy, powtarzamy bzdury o ochronie wolności słowa. Czas sobie parę rzeczy wyjaśnić. 

Czytasz to, więc masz internet, masz internet, więc się z nią spotkałeś. Mowa nienawiści dotyczy nas wszystkich. Ta sama osoba może posługiwać się mową nienawiści i być jej ofiarą. Świetnie wie o tym jeden z organizatorów debaty „Ja nie hejtuję, ja rock’n’rolluję” Jurek Owsiak. W Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN wraz z gośćmi dyskutował o tym, co zrobić, żeby zbudować tamę dla fali hate’u.

Nieuchwytna definicja. Czym jest mowa nienawiści?

Choć mowa nienawiści jest w Polsce karalna, nie ma jej prawnej definicji. Tę zresztą trudno byłoby stworzyć, jej granice są bowiem trudne do uchwycenia, definicje często zależą od kontekstu, czasami są subiektywne. A mimo to rozpoznajemy ją instynktownie, potrafimy wskazać palcem, kiedy widzimy. Szczególnie gdy to my jesteśmy ofiarami. Gdy to my atakujemy, oczy same się nam przymykają, a usta szukają usprawiedliwienia, w końcu JA mówię, jak jest, mam do tego prawo, to moja wolność słowa, wszelkie próby jej ograniczenia to cenzura. Bzdura.

Walka z mową nienawiści nie ma nic wspólnego z walką z wolnością słowa czy z wolnością sumienia. Anna Błaszczak-Banasiak, dyrektorka Zespołu do spraw Równego Traktowania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, boleje nad tym, ale podkreśla, że w Polsce można legalnie być rasistą, homofobem czy islamofobem. To, czego się boisz tak panicznie, że musisz okazywać temu pogardę, jest twoją sprawą. Granica leży w czynach. Możesz swojemu psu długo i namiętnie tłumaczyć swoje poglądy, mądrzejszy od tego nie będzie, ale przynajmniej nikomu nie zaszkodzisz. Nie możesz za to znieważać innych i nawoływać do nienawiści ani w sieci, ani na ulicy, ani publicznie.

Problem z brakiem definicji prawnej jest poważny. To sprawia, że organom ścigania łatwiej bagatelizować sprawy, które nie powinny budzić żadnych kontrowersji. Jedna z penalistek przytoczyła historię wrocławskiej działaczki organizacji radykalnej, która w ramach manifestacji z dachu samochodu mówiła o tym, że muzułmanie  przyjeżdżają, żeby gwałcić kobiety i obcinać głowy europejczyków. W swojej elokwencji nazwała ich ścierwem. Sprawę umorzono, bo brakło znamion czynu zabronionego.

Zatrute pióro. Mowa nienawiści to nie tylko słowa, to aż słowa.

Mowa nienawiści ma swoje realne konsekwencje, bo jest przyzwoleniem na przemoc. Werbalna po prostu wchodzi na scenę jako pierwsza i otwiera drzwi przemocy fizycznej.

Badania pokazują, że zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce ataki skierowane przeciwko muzułmanom nasilają się najbardziej nie po atakach terrorystycznych jednej z islamistycznych grup. Nasilają się przy okazji wyborów. W trakcie wyborów politycy wyciągają z szaf strachy, a potem stroją je w szaty, którymi najłatwiej będzie przerazić wyborców. Straszą, uogólniają, opowiadają przerażające historie o tym, co się stanie, gdy nie zjednoczymy się przeciwko jakiejś grupie. Wystarczy karta LGBT, a homoseksualiści zawładną światem w swojej szalonej krucjacie do powstrzymania życia na ziemi przez przemianę wszystkich w gejów.

To takie słowa rzucane w programach radiowych, wypowiadane z kanap talk-showów, pisane na portalach społecznościowych, sprawiają, że nienawiść ma szansę zakwitnąć, gorzej nawet, zostać znormalizowana. Rzucając białe rękawiczki słów, trzeba się liczyć z tym, że na zmienią się w rękawice bokserskie.

Myśleć o karaniu mowy nienawiści i o pomocy jej ofiarom.

Joanna Grabarczyk koordynatorka projektu Hejt Stop podkreślała, jak ważne jest zbudowanie systemu wsparcia dla ofiar mowy nienawiści oraz jak bardzo go brakuje. Jeśli osoba pokrzywdzona chce zebrać materiał dowody, który ma szansę obronić się w sądzie, potrzebuje w tym pomocy. Musi też zatrudnić prawnika, a że równolegle potrzebuje pomocy psychologicznej w poradzeniu sobie z tym, co ją spotkało, wielu osób nie stać na to, żeby w ogóle próbować dochodzić swoich praw.

Rzecznik praw obywatelskich odwoływał się też do swoich własnych doświadczeń z hate’em w sieci. Zdarza mu się zgłaszać nienawistne treści w mediach społecznościowych. Nie zdarza się za to, żeby Twitter cokolwiek z takim zgłoszeniem zrobił. Nie są winni tylko prokuratorzy, policjanci czy sędziowie. Na straży hate’u w sieci stoją też inni.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement