Polska firma stworzyła bank energii jak żaden inny. Sprawdziłem powerbank Green Cell GC Prime

Polska firma stworzyła bank energii jak żaden inny. Sprawdziłem powerbank Green Cell GC Prime

Polska firma stworzyła bank energii jak żaden inny. Sprawdziłem powerbank Green Cell GC Prime

Ze Słupska do Warszawy pociągiem, z Warszawy do Londynu samolotem. I z powrotem. Kilka tysięcy kilometrów, długie godziny w podróży i jeden powerbank, dzięki któremu mogłem pozostać w łączności ze światem.

O ile w prywatne wojaże często wypuszczam się bez zapasowego źródła energii dla swojego smartfona, tak podczas wyjazdów służbowych jej zapas to absolutny mus. Szczególnie gdy smartfon ma przeciętny akumulator a tabor PKP o gniazdkach elektrycznych nie słyszał (podobnie jak samoloty LOT-u). A w kontakcie „z bazą” przecież być trzeba nieustannie. Nie mówiąc o tym, że nawet gdyby pozostała elektronika zawiodła, mając pod ręką naładowany smartfon wciąż jestem w stanie dostarczyć do redakcji materiały, po które zostałem wysłany.

Na ten konkretny wyjazd – premierę nowego Samsunga Galaxy S10 – pojechałem uzbrojony w wyjątkowy powerbank.

Greencell Prime

Green Cell GC Prime, czyli energia prosto z Polski.

Ten czarny, wykonany z tworzywa blok skrywa ogniwa o pojemności 10000 mAh. W sam raz na trzykrotne doładowanie LG V40 lub LG V30, które towarzyszyły mi w czasie wyjazdu.

Jak na powerbank o tej pojemności, Green Cell GC Prime wyróżnia się smukłymi gabarytami. Mierzy 135 x 65 x 13 mm i liczy sobie 197 g masy, czyli zauważalnie mniej o większości powerbanków o tej pojemności. Ma też foremne kształty więc łatwo go wsunąć do kieszeni spodni, czy wąskiej przegrody w torbie fotograficznej. Nie jest to normą – wiele urządzeń tej klasy o takiej pojemności to nieforemne, grube bryły, które trudno zmieścić w przegrodach torby, o wsunięciu do kieszeni nie wspominając. Prime na tym tle wypada bardzo dobrze, a też waży niewiele więcej od przeciętnego smartfona.

Prime cieszy też oko swoimi kształtami i przemyślanym, industrialnym wręcz designem. Punkty dla Green Cell należą się za utrzymywanie spójnej linii stylistycznej między swoimi urządzeniami: wystarczy jedno spojrzenie na Prime’a i od razu wiadomo, kto jest jego twórcą. Inni producenci powerbanków zazwyczaj nie przykładają do tego cienia uwagi.

Jedynym, co rozprasza prostotę bryły są (oczywiście) porty USB: USB-A do podłączenia urządzeń i microUSB do ładowania powerbanku, oraz włącznik i cztery diody sygnalizujące poziom naładowania.

Greencell Prime

Green Cell GC Prime bardzo dobrze odprowadza ciepło podczas ładowania. Wyposażono go także w kilka przydatnych zabezpieczeń: przed zwarciem, głębokim rozładowaniem czy przegrzaniem.

Prime jest też bardzo solidnie wykonany i nie sprawia wrażenia taniego gadżetu z Chin, jak większość powerbanków.

I nie bez powodu – bo choć Green Cell GC Prime składany jest w Państwie Środka, to zaprojektowany został w całości nad Wisłą.

Szybkie ładowanie, takie, jak potrzebujesz.

Czymś, co wyróżnia Green Cell Prime na tle wielu rywali, jest zaawansowana technologia szybkiego ładowania. Autorskie rozwiązanie GC Ultra Charge, według danych producenta, jest w stanie w pół godziny podładować smartfon do 70 proc. i jest kompatybilne z wiodącymi rozwiązaniami szybkiego ładowania: QC 3.0, Samsung AFC, Huawei FCP, Apple 2,4A czy Mediatek Pump Express.

Greencell Prime

Funkcja pass-through umożliwia zaś ładowanie powerbanku i podłączonego doń urządzenia w tym samym czasie. Nie trzeba więc przerywać ładowania smartfona, by uzupełnić zapas banku energii.

Od strony czysto technicznej, Green Cell GC Prime może ładować urządzenia z maksymalną mocą 18W i stosunkiem napięcia do natężenia rzędu 5-6V/3A, 6-9V/2A, 9-12V/1,5A.

A przekładając to na ludzki język – jakiegokolwiek smartfona byśmy nie podpięli, naładuje się równie szybko, jakby był podłączony do szybkiej ładowarki włożonej do gniazdka.

Oczywiście powerbankiem możemy ładować też inne urządzenia niż smartfony.

Green Cell Prime okazał się nieoceniony podczas wyjazdu.

Przyznaję, że nie miałem do tej pory powerbanku z funkcją szybkiego ładowania i nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest to użyteczne. Zazwyczaj gdy musiałem podładować smartfon w czasie wyjazdu, wkładałem po prostu powerbank do torby, a telefon z wystającym zeń kablem wpychałem do kieszeni. Mało eleganckie, mało poręczne, ale skuteczne.

Teraz było inaczej – gdy widziałem, że poziom naładowania smartfona spadł poniżej 50 proc., podłączałem go do powerbanku, np. w czasie posiłku czy podczas przejazdu busem z jednego miejsca w drugie. Gdy docieraliśmy do miejsca docelowego i trzeba było popracować, nie musiałem biegać z kablem wystającym z kieszeni, bo telefon był już naładowany do pełna.

Greencell Prime

Uczciwie powiem tylko, że zabrakło mi drugiego portu do ładowania, żeby móc jednocześnie podładować smartfon i inteligentny zegarek. No i szkoda, że powerbanku nie ładujemy złączem USB-C, które w moim odczuciu już dawno powinno stać się standardem, nawet w niedrogich akcesoriach.

To jednak drobiazgi, które w żaden sposób nie umniejszają przyjemności korzystania z powerbanku Green Cell GC Prime.

Greencell Prime

Za 130 zł otrzymujemy produkt polskiej firmy, do tego zaprojektowany w Polsce, a nie na bazie schematu kupionego w fabryce w Shenzhen.

Czy można kupić tańszy powerbank o tej samej pojemności? Można. Czy jednak warto oszczędzać na źródle energii, które – jeśli ulegnie awarii – może nawet uszkodzić nasz telefon? Absolutnie nie warto.

*Materiał powstał we współpracy z marką Green Cell

Dołącz do dyskusji