Firmy kłamią, że zajmują się sztuczną inteligencją. Skrót „AI” służy głównie do zarabiania pieniędzy

News/Biznes 06.03.2019
Firmy kłamią, że zajmują się sztuczną inteligencją. Skrót „AI” służy głównie do zarabiania pieniędzy

Firmy kłamią, że zajmują się sztuczną inteligencją. Skrót „AI” służy głównie do zarabiania pieniędzy

To nie pojedyncze wypadki – skala jest masowa. Firmy w całej Europie (ale pewnie nie tylko) podbijają sobie wyceny rynkowe kłamiąc inwestorom w żywe oczy na temat przedmiotu swojej działalności – taki niewesoły obraz wyłania się z badania przeprowadzonego przez londyńską firmę inwestycyjną MMC Ventures.

Wystarczy zapytać pierwszego lepszego inwestora, który ma do czynienia z młodymi firmami (ew. startupami), żeby dowiedzieć się, że od pewnego czasu większość z nich uderza w jedną i tę samą nutę. W modzie jest dzisiaj przede wszystkim blockchain, sztuczna inteligencja, cloud computing i big data. Founderzy szastają tymi pojęciami bez umiaru, bo wiedzą, że weryfikacja jest dość trudna, a zyski… bardzo szybkie i namacalne.

Żeby nie pozostać gołosłownym. W 2018 roku mediana rundy finansowania startupu, który deklarował zajmowanie się AI była o 15 proc. wyższa niż konkurencji. Z tej specyficznej nowomowy lubią też korzystać nasze rodzime spółki. „Puls Biznesu” przytaczał rok temu przykład firmy notowanej na NewConnect – Novina ASI.

Novina zatrudniała wówczas tylko jedną osobę w postaci prezesa. Bardzo lubiła się jednak przebranżawiać. Zadebiutowała więc jako kawiarnia, potem przerzuciła się na inwestowanie. Wyglądało to nieprofesjonalnie? Nie szkodzi. Potem firma ni stąd, ni zowąd poinformowała o założeniu spółki Blockchain Technology. A jej kurs od razu wystrzelił o 60 proc.

Podobny myk zastosowała wcześniej amerykańska firma Long Island Iced Tea Corp. Pewnego pięknego dnia spółka przemianowała się na Long Blockchain Corp. wycena w ciągu jednego dnia wzrosła z 24 do 138 mln dol. Zapytacie dlaczego blockchain znalazł się w nazwie producenta mrożonej herbaty? Cóż, wystarczyło, że założyciele obiecali, że dołożą trochę pieniędzy na przedsięwzięcia związane z tą technologią.

40 proc. startupów nadużywa  terminu „sztuczna inteligencja”.

Jak widać amatorów łatwego zysku wciąż nie brakuje. Badanie MMC Ventures odbiło się z zachodniej prasie grubym echem. I nic dziwnego. Inwestorzy przebadali 2830 startupów z całej Europy. Każdy z nich twierdził, że zajmuje się badaniami nad sztuczną inteligencją. Problem w tym, że w 40 proc. z nich nie stwierdzono, by AI było ważną częścią produktu, a raczej kwiatkiem do kożucha.

Z punktu widzenia własności intelektualnej wykorzystanie sztucznej inteligencji w ten sposób nie ma żadnej wartości – tłumaczy w rozmowie z CNBC Peter Finnie z Gill Jennings and Every.

W tym kontekście nie zaskakuje także wzrost liczby startupów związanych ze sztuczną inteligencją. W 2015 roku w Europie założono ich ogółem w granicach 3 proc. W ubiegły roku ten odsetek wzrósł już do 8 proc. Cała nadzieja w tym, że badania takie jak te wspomniane otrzeźwią nieco zapędy inwestorów. Inaczej czeka nas dalsze pompowanie bańki, takiej jak ta z 2000 roku, nazywana dzisiaj bańką dot-comów.

Pewną nadzieję może stanowić też to, że za temat AI wzięła się Komisja Europejska. Unijni urzędnicy chcą stworzyć zbiór wytycznych i dokładniej zdefiniować pojęcie sztucznej inteligencji.

Obecnie ta definicja jest dość szeroka. Mówi o technologii, która pozwala na analizowanie środowiska i podejmowanie decyzji „z pewną autonomią”. Ale w takiej formie nie podoba się ani firmom technologicznym ani organom regulacyjnym.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji