Asus, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili! Miesiąc z ZenBookiem UX433

Artykuł/Technologie 20.03.2019
Asus, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili! Miesiąc z ZenBookiem UX433

Asus, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili! Miesiąc z ZenBookiem UX433

Przyznaję – nie spodziewałem się. Nie spodziewałem się, że Asus UX433 okaże się laptopem tak dobrym, że zacznę kwestionować sens wydawania choć złotówki więcej na mobilny komputer.

Aby nabrać odpowiedniej perspektywy, trzeba przyjrzeć się cenowemu krajobrazowi wśród lekkich komputerów przenośnych.

Asus ZenBook UX433 przyjechał do mnie w topowej konfiguracji – z czterordzeniowym procesorem Intel Core i7-8565U, 16 GB RAM-u, 512 GB SSD i dedykowaną grafiką Nvidia MX150 z 2 GB własnej pamięci operacyjnej. Cena takiego zestawu? 5499 zł w wersji niebieskiej, 5799 zł w srebrno-złotej.

Tymczasem najbliższy rywal Asusa, również ceniony za stosunek ceny do jakości – Huawei Matebook X Pro – w identycznej konfiguracji kosztuje 7499 zł.

Z kolei MacBook Pro 13, z takim samym procesorem, RAM-em i ilością miejsca na dane kosztuje aż 12 tys. zł, a nie ma nawet dedykowanego GPU.

Testuję sprzęty na tyle długo, by wiedzieć, że tak wielka różnica w cenie nie bierze się z powietrza. Gdzieś musi leżeć kompromis. Tylko czy jest on na tyle istotny, by dopłacać do sprzętów konkurencji kilka tysięcy złotych? Miałem cały miesiąc, by odpowiedzieć na to pytanie.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

ZenBook to nie MacBook. Ani nawet nie MateBook.

Biorąc Asusa do ręki nie da się ukryć, że odstaje on jakością wykonania od wymienionych wyżej rywali. Obudowa może i jest aluminiowa, ale całość jest o wiele mniej solidna niż u Huawei, Apple’a czy innych producentów z górnej półki. Klawiatura wyraźnie ugina się pod naciskiem. Zawiasowi zdarza się nieprzyjemnie skrzypnąć, jeśli chwycimy ekran w niewłaściwym miejscu. Spasowanie elementów miejscami pozostawia nieco do życzenia.

ZenBookowi nie można jednak odmówić swoistej maestrii inżynieryjnej. W niebywale kompaktowym opakowaniu (laptop ma format mniej więcej kartki A4, mierzy ledwie 15,9 mm grubości i waży ledwie 1,09 kg) udało się zmieścić nie 13-, a 14-calowy wyświetlacz, okolony cieniutkimi ramkami (jak w Matebooku X Pro).

W górnej ramce zmieściły się nawet sensory podczerwieni do odblokowywania twarzy. I może Windows Hello nie działa w UX433 tak idealnie jak w komputerach Microsoft Surface, ale i tak rozpoznawanie twarzy jest lepsze od większości czytników linii papilarnych, jakie znajdziemy w sprzętach konkurencji.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

Zawias ErgoLift może odchylić się pod kątem 145 stopni i jest na tyle dobrze wyważony, że można otworzyć pokrywę jedną dłonią. Gładzik za dotknięciem przycisku może przekształcić się w klawiaturę numeryczną – ten trick Asus z powodzeniem stosuje w niektórych laptopach od dekady i tutaj również sprawdza się świetnie.

Fot: Dawid Kosiński

Asus UX433 może sobie być nieco gorzej wykonany, ale za to trafia do klienta w najbogatszym zestawie spośród wszystkich laptopów tej klasy. W pudełku znajdziemy nie tylko laptop i kompaktową ładowarkę (szkoda, że nie jest zakończona złączem USB-C), ale także świetne, kopertowe etui i przejściówkę USB-C na Ethernet.

Zresztą, ta „gorsza” jakość wykonania może być pozorna. Owszem, konkurencji w dotyku sprawiają lepsze wrażenie, ale większość z nich nie spełnia norm MIL-STD810G. Asus UX433 przeszedł serię rygorystycznych testów odnośnie pracy w trudnych warunkach i wyszedł z nich obronną ręką, uzyskując certyfikację.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

Asus UX433 na co dzień – gdzie leży kompromis?

Prawdę mówiąc… nie ma się tu za bardzo do czego przyczepić. Obiektywnie można wytknąć w zasadzie tylko kilka kwestii:

  • głośniki współtworzone przez Harman/Kardon grają marnie, zwłaszcza na tle MacBooka i MateBooka X Pro, a do tego są umiejscowione pod obudową,
  • gładzik działa co najwyżej OK, ale zdarzają się momenty, w których nagle bez przyczyny obniża czułość pracy,
  • jak na laptop z Windowsem przystało, na pokładzie jest pełno śmieciowego oprogramowania,
  • laptop bardzo się nagrzewa pod obciążeniem i często uruchamia wiatraczki bez wyraźnego powodu.

Do tego w moim egzemplarzu testowym występowało bardzo donośne piszczenie cewek. Niby nic wielkiego, ale jak ktoś ma słuch wrażliwy na wysokie częstotliwości, to taki drobiazg może uprzykrzyć życie. Subiektywnie nie jestem też wielkim fanem klawiatury, która nieco za bardzo się ugina i jest nieco za słabo tłumiona jak na mój gust. Osobiście nie rozumiem też, po co producent umieścił gniazdo na kartę microSD – to zupełnie bez sensu, tym bardziej, że znalazłoby się miejsce dla pełnego slotu dla kart SD, które są powszechniej wykorzystywane.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

Ach, no i muszę się poznęcać nad liczbą i jakością naklejek na obudowie – serce mi krwawiło, że nie mogłem ich zerwać z egzemplarza testowego. Mamy 2019 r., może czas najwyższy, żeby producenci laptopów z Windowsem przestali oklejać swoje – coraz piękniejsze swoją drogą – maszyny.

Poza tym nie znalazłem żadnego powodu do uwag.

Od strony wydajności Asus UX433 to mały potwór. Radził sobie z absolutnie każdym zadaniem, od pracy nad tekstami, poprzez edycję wielkich bibliotek zdjęć w Lightroomie i retusz w Photoshopie aż po montaż wideo 4K w DaVinci Resolve (z użyciem Proxy, oczywiście). Pograłem też w Skyrim na średnich detalach w pełnej rozdzielczości ekranu – zero uwag.

A skoro o ekranie mowa, to chyba najbardziej pozytywne zaskoczenie, jakie mnie spotkało w tym ZenBooku. Z reguły laptopy do pewnego pułapu cenowego mają, ekhm, ZŁE wyświetlacze. A w każdym razie nienadające się do pracy z kolorem. Co innego Asus UX433.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

14-calowy wyświetlacz IPS LCD ma rozdzielczość Full HD i choć pozbawiony jest warstwy dotykowej, to przynajmniej jest matowy. Co dla mnie ważniejsze, odwzorowuje 100 proc. przestrzeni barw sRGB i jest bardzo równomiernie podświetlony, więc zdjęcia do publikacji w Internecie mogę na nim przygotowywać bez obaw. Graficy i designerzy również będą zachwyceni. Rozdzielczość Full HD może nie robi aż tak powalającego wrażenia jak panele wyższej rozdzielczości w MateBooku X Pro, MacBooku Pro czy Surface Laptopie 2, ale przy tej przekątnej jest ona w zupełności wystarczająca. Ważniejsza od rozdzielczości jest jakość samego panelu, a tej nie sposób nic zarzucić.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie czas pracy – szczególnie używając przeglądarki Microsoft Edge. Korzystając z Chrome’a czy Opery Asus UX433 rozładowywał się mniej więcej po 6-7 godzinach. Korzystając z Edge’a udawało mi się rozciągnąć ten czas do blisko 10 godzin, co jest fantastycznym wynikiem, nie tylko „jak na laptop w tej cenie”. No i naprawdę miło, że ładowarka jest niewielką kosteczką a’la MacBook, a nie nieporęcznym klockiem z kilometrem plączących się kabli. Tak to powinno wyglądać.

Asus UX433 - recenzja po miesiącu

Nie powiem – jestem pod wrażeniem!

Jeśli chodzi o laptopy i ogólnie sprzęt do pracy, trudno mi dogodzić. Od moich maszyn wymagam idealnej pracy, niezawodności i spełniania wyśrubowanych wymagań. Taki sprzęt nie ma prawa mnie zawieść w trudnej sytuacji. Asus UX433 nie zawiódł mnie przez ostatni miesiąc ani razu, ani podczas okazjonalnej pracy w kawiarni, ani podczas wymagającego wyjazdu służbowego za granicę.

Nie jest to sprzęt idealny. Ma wady, ma pewne kompromisy. Tak po prawdzie, to też… nie wyróżnia się specjalnie. Jego ekran nie obraca się o 360 stopni, nie można po nim rysować piórkiem, nie jest nawet dotykowy.

A jednak jest też znakomitym, niezawodnym narzędziem pracy, kosztującym bardzo, ale to bardzo rozsądne pieniądze.

Gdy pierwszy raz wyjąłem ZenBooka z pudełka, nie spodziewałem się, że to powiem, ale… dla znakomitej większości konsumentów nie znajdzie się powód, by wydać na mobilny sprzęt do pracy choć złotówkę więcej.

Parafrazując klasyka: Asusie, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili!

Dołącz do dyskusji