Samsung wycofuje się z rynku dla entuzjastów. Tylko tak możemy określić odtwarzacze Blu-ray

News/RTV 18.02.2019
Samsung wycofuje się z rynku dla entuzjastów. Tylko tak możemy określić odtwarzacze Blu-ray

Samsung wycofuje się z rynku dla entuzjastów. Tylko tak możemy określić odtwarzacze Blu-ray

Multimedialne nośniki optyczne w zasadzie przestają być już potrzebne większości użytkowników. Jednak przez przewidywalną przyszłość pozostaną niezmiernie istotne dla entuzjastów. To wszystko rodzi dodatkowy problem, związany z polskim rynkiem.

Niektórzy z was jeszcze odpowiedzą mi na pytanie, kiedy ostatnio korzystali z płyt Audio CD – wszak nadal w wielu samochodach są dostępne ich odtwarzacze. Jednak jeżeli o to samo zapytam w kwestii filmach na Blu-ray, to możliwe, że komentarzach pod tym tekstem nie odezwie się nikt. I nic dziwnego.

Usługi strumieniowania treści z chmury uczyniły płytom Blu-ray dokładnie to samo, co płytom Audio CD. Rozliczenia w formie abonamentu lub możliwość bardzo taniego wypożyczenia treści okazały się wyjątkowo atrakcyjne dla konsumentów, nie tylko z uwagi na cenę. W erze powszechnego szerokopasmowego dostępu do Internetu taki dostęp do treści jest po prostu wygodny. Nie trzeba wstawać z kanapy, by puścić ulubiony album muzyczny, serial czy film. Wystarczy kilka klików pilotem lub telefonem.

Samsung porzuca rynek odtwarzaczy Blu-ray. Jako kolejna z firm.

Niespełna rok temu z dalszej produkcji domowych odtwarzaczy Blu-ray wycofało się Oppo. Sztandarowy produkt Sony – konsola PlayStation 4 – również jest wyposażona w tani napęd optyczny, który nie obsługuje filmów UHD. Samsung dołącza więc do grona producentów, którzy uznają potencjalną liczbę nabywców takich odtwarzaczy za zbyt małą, by sobie nimi zawracać głowę.

Z produkcji zostają wycofane wszystkie odtwarzacze Blu-ray UHD i większość zwykłych odtwarzaczy Blu-ray. Nie jest jasne, dlaczego nieliczne modele pozostaną w ofercie. Wprowadzone na rynek sprzęty będą objęte wsparciem technicznym. Jest jednak oczywiste, co kierowało Samsungiem.

samsung blu-ray

Powyższy wykres pochodzi z badań Nielsena dotyczących sposobu konsumpcji mediów przez typowego Amerykanina. Średnia dla filmów na DVD i Blu-ray to raptem 5 proc. spędzonego czasu przed ekranem. Z kolei według przewidywań NPD, światowa sprzedaż odtwarzaczy BD spadnie z 72,1 mln produktów rocznie (dane na rok 2017) do 68 mln w 2023 r. Sprzedaż płyt BD z 595 mln do 516 mln. Rynek więc jeszcze rośnie, ale wkrótce zacznie się załamywać.

Nie może zniknąć. Zamożni entuzjaści mają nadal zbyt wiele do powiedzenia.

Możemy śmiało założyć, że spora część konsumentów kupuje najdroższe telewizory bez znajomości swoich potrzeb. Część nabywców to jednak klienci świadomi, którzy rozumieją korzyści zapewniane przez świetne matryce i doskonałe algorytmy przetwarzania obrazu. A więc tacy, którzy nadal chcą mieć u siebie prawdziwe kino domowe, ze świetnym obrazem i dźwiękiem.

Twierdzicie, że streaming do tego wystarczy? Przecież Netflix i Prime Video oferują strumieniowanie treści w UHD i w dźwięku przestrzennym. No… nie do końca. Na chwilę obecną infrastruktura sieciowa niezupełnie pozwala na przesyłanie masowo klientom tak dużej ilości danych w tak krótkim czasie. Stosowana jest więc stratna kompresja, która wpływa bardzo negatywnie na szczegółowość obrazu, jego ubarwienie oraz na dynamikę dźwięku.

Płyty Blu-ray odczytywane są przez odtwarzacz z przepływnością 40 Mb/s. W przypadku Blu-ray UHD to wartość 128 Mb/s. Kiedy przyjrzymy się kodekom stosowanym przez popularne usługi streamingowe okaże się, że ich strumienie UHD w rzeczywistości przesyłają dane z przepływnością niższą niż standardowy Blu-ray w 1080p. Istnieją granice magii, jaką zapewnia wspomniana kompresja danych. Obejrzenie czegoś z płyty Blu-ray 1080p prawdopodobnie będzie lepszym audiowizualnym doświadczeniem niż strumień 4K z VoD.

To bardzo złe wieści dla entuzjastów mieszkających w Polsce.

Proste zadanie: znajdźcie mi proszę dowolną część nowych Gwiezdnych wojen na płycie UHD z polskimi napisami. Albo coś z Marvel Studios. Nie ma? Ano właśnie: Disney nie zamierza nawet wprowadzać do obrotu w naszym kraju płyt z najlepszymi wersjami swoich filmów. Jesteśmy prawdopodobnie zbyt mało zamożnym rynkiem, by to mu się opłacało. Przecież płyty trzeba wytłoczyć, opisać, wprowadzić do sklepów, stworzyć system reklamacji – fizyczny nośnik obarczony jest problemami, które nie dotyczą streamingu.

Sytuacja w polskich sklepach z filmami i tak się poprawiła, pojawia się coraz więcej tytułów w 4K i HDR z polskimi tłumaczeniami. Jednak jeśli opisywany trend się utrzyma, to znośna dostępność filmów w polskiej dystrybucji wróci do poziomu sprzed kilkudziesięciu miesięcy. Mniejszy popyt na nowo uczyni zapewnienie podaży nieopłacalną.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że najbliższe lata przyniosą korzystne zmiany w kwestii wysokowydajnych łącz internetowych. To przecież główny powód wysokiej kompresji internetowych strumieni multimedialnych. Oby to nastąpiło szybciej niż powolne znikanie filmów i seriali na Blu-ray z półek sklepowych.

Dołącz do dyskusji