Efekty wprowadzenia podatku bankowego po 3 latach. Banki niewzruszone, klienci dostali za to po kieszeni

Artykuł/Biznes 18.02.2019
Efekty wprowadzenia podatku bankowego po 3 latach. Banki niewzruszone, klienci dostali za to po kieszeni

Efekty wprowadzenia podatku bankowego po 3 latach. Banki niewzruszone, klienci dostali za to po kieszeni

Banki poradziły sobie z podatkiem wprowadzonym w 2016 r., nieco gorzej wyszli na tym klienci – wynika z podsumowań tworzonych z okazji 3-lecia „podatku bankowego”. W jaki sposób może to zauważyć przeciętny czytelnik? Ot chociażby zerkając na…oprocentowanie swojej lokaty.

Przenieśmy się na chwilę do roku 2016. 1 lutego rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadza tzw. podatek bankowy, nad którym Sejm pracował od kilku miesięcy. Od tego momentu instytucje finansowe mają obowiązek przekazywać państwu co rok 0,44 proc. wartości swoich aktywów (powyżej kwoty 4 mld).

Eksperci są sceptyczni. Wyliczają, że choć do budżetu wpłynie w ten sposób dodatkowe 5-6 mld złotych, to banki sobie poradzą, Pieniądze zostaną za to wyciągnięte z portfeli klientów.

Trzy lata później okazuje się, że te przepowiednie były w sporej mierze prorocze. Choć nie nie jest oczywiście tak, że instytucje finansowe w żaden sposób nowej daniny nie odczuły. Bo odczuły.

Budżet zyskał, ale mniej niż zakładano.

Money.pl podsumowało, że 3 lata obowiązywania podatku kosztowało banki 10 mld złotych. Najmocniej po kieszeni dostali państwowi giganci – PKO BP i Pekao SA, którzy wpłacili odpowiednio 2,6 i 1,5 mld zł. Kolejni w kolejce „donatorzy” to Santander (1,3 mld), mBank (1 mld) i ING Bank Śląski (980 mln).

Początkowo wydawało się, że będzie bardzo źle. Na przykład w pierwszym roku obowiązywania podatek zjadł 1/4 potencjalnego zysku PKO BP, a w Pekao SA 20 proc. – sumuje „Parkiet”. W kolejnych bankach te liczby również oscylowały w granicach kilkunastu-dwudziestu kilku procent.

Analitycy lamentowali, że uwzględniając podatek dochodowy czy opłaty na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, sektor bankowy stał się najbardziej opodatkowaną branżą w Polsce. Trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie. A to okazało się nadzwyczaj proste – trzeba ściąć oprocentowanie.

Ujmując rzecz jak najbardziej ogólnie – w 2016 r. oprocentowanie depozytów dla przeciętnego Kowalskiego wynosiło 1,71 proc. Pół roku temu było to już tylko 1,51 proc. To samo stało się z oprocentowaniem dla firm, które zleciało z poziomu 1,36 do 1,15 proc. „Parkiet” podliczył, że m.in. dzięki temu banki zwiększyły swoją marżę odsetkową, co tylko w 2018 r. dało im dodatkowe 4,9 mld złotych względem roku 2016.

Efekt? – Niektórym bankom, takim jak PKO BP, ING Bankowi Ślaskiemu, Millenium i Aliorowi, już po trzech latach udało się z nawiązką odrobić podatek – puentuje gazeta.

Jak by tu jeszcze zaoszczędzić?

Inna sprawa, że banki nie skupiały się wyłącznie na klientach i szukały też innych dróg optymalizacji. Jedną z nich okazało się inwestowanie pieniędzy w obligacje Skarbu Państwa, które nie podlegają opodatkowaniu na rzecz podatku bankowego (ale akurat tym rządzący politycy zapewne się nie martwią). Sposobem na uniknięcie daniny był też wdrożenie w banku programu naprawczego.

Bardziej kontrowersyjnym tematem okazała się za to kwestia prowizji. To właśnie nimi Polacy straszeni byli najczęściej w kontekście wprowadzenia podatku bankowego. Ze statystyk KNF wynika jednak, że nie poszły aż tak znacząco w górę. W 2017 r. cały sektor zarobił na prowizjach 13,7 mld zł, co stanowiło wzrost o 1,15 mld (r/r). Z drugiej strony – w pierwszych 3 kwartałach 2018r.  dochody z opłat i prowizji spadły o prawie pół miliarda w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r. i wyniosły 9,8 mld zł.

Wychodzi więc na to, że banki wyciągnęły od nas pieniądze tam, gdzie akurat się tego nie spodziewaliśmy. Zamiast łupić klientów w żywe oczy i żyłować poziom opłat za swoje usługi, po prostu…ograniczyły nam możliwość zarabiania pieniędzy.

Dołącz do dyskusji