„Nikt nie pali śmieciami”? To patrz na to – 20 ton odpadów przygotowanych do ogrzewania mieszkań

Artykuł/Nauka 12.02.2019
„Nikt nie pali śmieciami”? To patrz na to – 20 ton odpadów przygotowanych do ogrzewania mieszkań

„Nikt nie pali śmieciami”? To patrz na to – 20 ton odpadów przygotowanych do ogrzewania mieszkań

Jedna ze wspólnot mieszkaniowych w Zduńskiej Woli miała sprytny plan na ogrzewanie. Za ciepło w domach miały odpowiadać spalane śmieci. Zamiast tego jest afera na całą Polskę.

Przy okazji odbywających się średnio raz w tygodniu dyskusji o smogu, wiele słów poświęca się materiałowi palnemu, który trafia do pieców. Jedni uważają, że właśnie tu jest pies pogrzebany i z zanieczyszczeniem powietrza już dawno byśmy sobie poradzili, gdyby nie gremialne palone śmieci. Drudzy z kolei twierdzą, że to bzdura i na palcach jednej dłoni można policzyć tych, którzy palą mułami, flotokoncentratami lub – nie daj Boże – po prostu plastikiem. Głównego winowajcę smogu widzą w zbyt przestarzałych kotłach.

Takich dylematów nie mieli absolutnie członkowie jednej ze wspólnot mieszkaniowych w Zduńskiej Woli. Tamtejszą Straż Miejską poinformowano, że bloki na osiedlu Karsznice ogrzewane są za pomocą odpadów. Przybyli na miejsce mundurowi ujawnili 20 ton śmieci, dzięki którym mieszkańcy wspólnoty mieli mieć ciepło w domu.

Spalane śmieci, czyli płyta MDF i panele podłogowe.

Wspólnota mieszkaniowa ze Zduńskiej Woli ciepło w swoich kaloryferach zawierzyła zewnętrznej firmie. Ta wyposażyła odpowiednie pomieszczenie w piec i zatrudniła palacza. Gdy Straż Miejska dotarła na miejsce, 20 ton śmieci zajmowało blisko 60 metrów kwadratowych.

Były to odpady po zmielonych płytach: MDF, pilśniowych, meblowych, a także panelach podłogowych, wymieszanych z dodatkami folii i sznurów wykonanych z tworzywa sztucznego – przekazuje Robert Zawiasa, komendant zduńskowolskiej Straży Miejskiej.

Przekroczenie przepisów, czyli kara.

Byłem świadkiem, jak strażnicy gminni wyrażali swego czasu żal, że tak naprawdę do walki ze smogiem nie mają żadnej broni. Mają takie a nie inne kompetencje, które nie pozwalają zanieczyszczającym powietrze wlepić mandatu. Tymczasem spalane śmieci w Zduńskiej Woli zadziwiają jeszcze pod jednym względem. Tutejsi strażnicy nie myśleli o swoich kompetencjach, tylko o złamaniu prawa.

Zostało wydane polecenie natychmiastowego zaprzestania tych odpadów. Z uwagi na bardzo dużą ilość ok. 20 ton spalanych odpadów w postaci zmielonych płyt MDF, płyt pliśniowych, folii i plastiku spawa została przekazana na Policję jako przestępstwo z art. 183 §1 KK. Spalanie tego typu materiałów i w takiej ilości powoduje istotne obniżenie jakości powietrza, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego – poinformowała za pośrednictwem Facebooka Straż Miejska w Zduńskiej Woli.

Kodeks karny też się jak najbardziej nadaje.

Dziwnym trafem zduńskim strażnikom nie były potrzebne nowe i szczególne kompetencje. Uznali ujawniony proceder, czyli spalane śmieci, za przestępstwo. Sprawę przekazali policji.

Kto wbrew przepisom składuje, usuwa, przetwarza, dokonuje odzysku, unieszkodliwia albo transportuje odpady lub substancje w takich warunkach lub w taki sposób, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu wielu osób lub spowodować zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 – głosi przywoływany przez Straż Miejską w Zduńskiej Woli artykuł kodeksu karnego.

Wychodzi więc na to, że w przypadku regulacji prawnych do walki ze smogiem w pierwszej kolejności liczą się chęci. Nie trzeba poszerzać kompetencji albo zmieniać zapisów uchwał. Wystarczy przeczytać rozdział XXII kodeksu karnego pt. „Przestępstwa przeciwko środowisku”. Tyle i aż tyle.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji