Zapytali mnie, do czego może się przydać smart wtyczka do gniazdka. Więc odpowiadam

Artykuł/Sprzęt 13.02.2019
Zapytali mnie, do czego może się przydać smart wtyczka do gniazdka. Więc odpowiadam

Zapytali mnie, do czego może się przydać smart wtyczka do gniazdka. Więc odpowiadam

Co można zrobić ze zdalnie sterowaną wtyczką do gniazdka? Z takim pytaniem spotkałem się, kiedy pochwaliłem się testowanym sprzętem w redakcyjnym gronie. Czas więc odpowiedzieć na to pytanie.

Przyznam, że spodziewałem się trochę bardziej entuzjastycznej reakcji po ludziach na co dzień obcujących z technologią, ale skoro trzeba im wszystko wytłumaczyć, to dlaczego nie?

Jaka dokładnie wtyczka?

Osram Smart+, współpracująca z HomeKitem. Na szczęście wtyczka nie jest przesadnie skomplikowanym urządzeniem, więc specyfikację techniczną można szybko podać w prostych punktach:

  • maksymalna obsługiwana moc – 3680 W
  • rodzaj łączności bezprzewodowej: Bluetooth
  • maksymalna liczba aktywacji: 100 000
  • obsługiwane temperatury: od – 20 do 40 stopni Celsjusza

Wtyczka nie wymaga przy tym absolutnie żadnej bramki (poza urządzeniem, które pełni rolę bramki w naszym HomeKicie). Nie wymaga też niemal żadnej konfiguracji – z poziomu aplikacji Home wybieramy opcję dodania nowego urządzenia, skanujemy kod znajdujący się na obudowie i to tyle – możemy się już bawić. Kilka minut – wliczając rozpakowywanie paczki od kuriera – i wszystko gotowe. Jeśli po konfiguracji nie mamy przy sobie telefonu albo zegarka, a chcemy włączyć urządzenie podpięte do wtyczki, wystarczy nacisnąć guzik na obudowie. Oczywiście możliwe jest też całkowicie zdalne sterowanie, nawet gdy jesteśmy poza domem.

Nie ma przy tym powodów, żeby obawiać się o to, że wtyczka korzysta z Bluetooth, a nie WiFi. W większości domów zasięg Bluetooth powinien być całkowicie wystarczający do poprawnego funkcjonowania tego urządzenia. Przynajmniej u mnie, na ok. 90 m2 i dwóch poziomach żadne problemy nie wystąpiły.

Jeśli natomiast chodzi o rozmiar wtyczki, to Osram Smart+ jest względnie kompaktowym sprzętem. Mierzy sobie trochę ponad 6 cm szerokości, trochę poniżej 6 cm wysokości i 8,5 cm długości. Jest przy tym tak wyprofilowana, że bez większych problemów udawało mi się ją zamontować w podwójnych i poczwórnych gniazdkach z innymi standardowymi wtyczkami i zasilaczami. Nie jestem jednak pewien, czy na jednym podwójnym gniazdku zmieściły się dwie wtyczki Osram Smart+.

Kluczowe w przypadku smart wtyczki jest jednak nie to, jak wygląda, ale to, co można z nią zrobić.

Uwaga: Wtyczka była testowana w ramach HomeKita, z Apple TV jako urządzeniem centralnym, a także iPhone’em XS Max jako głównym pilotem. W tej samej sieci znajdowały się jeszcze żarówki i piloty Hue, czujniki Fibaro, zewnętrzna taśma LED Osram/Ledvance i kilka innych urządzeń.

Tylko nie mówmy, proszę, o żelazku.

Wielokrotnie w przypadku tzw. smart wtyczek pojawia się przykład… żelazka. Że od teraz, mając taką wtyczkę, możemy już przestać się martwić tym, że zostawimy żelazko włączone i spłonie nam dom, bo jeśli nawet ta pierwsza sytuacja będzie miała miejsce, to do drugiej nie dojdzie – ot, wyłączymy zasilanie zdalnie, z poziomu telefonu.

Z jednej strony ten przykład działa na wyobraźnię – nikt nie chce mieć spalonego domu albo mieszkania, ale z drugiej strony jest kompletną bzdurą.

Oczywiście można tak korzystać ze zdalnie sterowanej wtyczki, ale rodzi to szereg problemów od strony techniczno-logiczno-finansowej:

  • jeśli przypniemy wtyczkę bezpośrednio do przewodu od żelazka, to całość będzie trudniej przechowywać, przenosić, a do tego jest szansa, że podwoimy wartość żelazka. Bez sensu.
  • jeśli korzystamy z różnych gniazdek i nie chcemy przypinać wtyczki na stałe do żelazka, musimy pamiętać o tym, żeby zawsze przed podłączeniem żelazka do prądu podłączyć jeszcze smart wtyczkę. Bez sensu – już lepiej pamiętać o tym, żeby wyjąć na końcu wtyczkę z kontaktu po skończeniu prasowania
  • jeśli korzystamy z jednego gniazdka do prasowania, możemy włożyć tam wtyczkę na stałe. Ma to chyba najwięcej sensu, ale zostajemy wtedy z wtyczką za kilkaset złotych, która przez większość czasu jest… nieużywana
  • ewentualnie możemy na czas bez prasowania podpiąć do wtyczki z punktu coś innego, np. lampę. Tylko jaki w tym sens, żeby na czas prasowania nie dość, że wszystko przepinać, to jeszcze pozbawiać zastępczy sprzęt źródła zasilania.

Tak wiec nie – w tym tekście nie będzie nic o żelazkach. I prawdopodobnie w żadnym kolejnym.

Co jednak nie znaczy, że dla zdalnie sterowanej wtyczki nie znalazłem żadnego zastosowania. Ba, znalazłem ich tyle, że… chyba będę musiał niedługo zamówić ich więcej. Dużo więcej.

Oczyszczacz powietrza

Model oczyszczacza, który posiadam, ma w zasadzie tylko jedna wadę – nie da się nim zdalnie sterować. Ba, nie da się nawet zaprogramować mu żadnego bardziej skomplikowanego harmonogramu niż włącz za X godzin albo wyłącz za Y godzin. I za każdym razem trzeba go tak programować ręcznie.

Ma za to jedną niedocenianą przeze mnie do tej pory zaletę – po odcięciu zasilania i jego przywróceniu, włącza się na poprzednio zadanych ustawieniach. Idealnie.

Zamiast więc wymieniać dobrze działający oczyszczacz i wydawać małą fortunę, wystarczyło podpiąć obecny sprzęt do gniazdka za pośrednictwem testowanej wtyczki, przełączyć go w tryb auto, wziąć do ręki smartfon i ustawić kilka prostych reguł.

Najbardziej zależało mi na tym, żeby oczyszczacz nie szumiał i nie wiał w trakcie snu (stoi w sypialni), ale też żeby nie trzeba go było ręcznie włączać po wstaniu i wyłączać idąc spać (tym bardziej, że okrutnie piszczy przy każdym naciśnięciu).

Tutaj w zasadzie wystarczyły dwie reguły – pierwsza uruchamia oczyszczacz o 6:30 rano, żeby budzić się w czystym, przyjemnym, poruszonym powietrzu. Druga natomiast wyłącza oczyszczacz o 23:30, czyli w okolicach momentu, kiedy zasypiam.

Więcej kombinacji nie było potrzebnych.

Lampka przy łóżku.

Bardzo podobny schemat i bardzo podoba reguła, choć motywacja trochę inna. W przypadku lampki przy łóżku teoretycznie przycisk od jej włączania i wyłączania mam zawsze pod ręką, więc automatyzacja tego procesu jest przykładem patologicznego wręcz lenistwa.

I… nie będę się bronił – tak właśnie jest. Na swoją obronę mam tylko to, że przycisk włącznika na przewodzie zasilającym jest tak umieszczony, że wiecznie ląduje za łóżkiem. Zamiast więc kombinować, jak lepiej ułożyć kabel, rozwiązałem problem wtyczką.

Włącza się przy tym wcześniej niż oczyszczacz, bo na 30 minut przed zachodem słońca, jako jedno z kilku źródeł światła w sypialni. Gaśnie natomiast samodzielnie, jeśli np. zasnę z książką i nie wyłączę go do 1:00.

A jak wyłączam w takim razie lampkę? Albo wywołuję Siri i mówię do niej po prostu Dobranoc (niestety po angielsku), albo korzystam z fizycznego przełącznika Philipsa (tak, przez HomeKit działa jak najbardziej z tą wtyczką) i aktywuję scenę nocną, która gasi wszystkie światła i wybrane wtyczki.

Następnego dnia natomiast lampka automatycznie się włącza, świecąc mi przez godzinę prosto w twarz, będąc tym samym fantastyczną alternatywą dla budzika.

Tak, teoretycznie można to zrobić po prostu sterowaną żarówką, ale do tego niezbędny jest mostek. Nie wspominając już o tym, że sporo lamp obecnie sprzedaje się z wbudowaną na stałe żarówką.

Bieżnia i… wentylator.

Trochę bardziej skomplikowany układ, wymagający przy tym dwóch wtyczek, ale ciekawie pokazujący, jak można włączeniem jednej wtyczki wygenerować cały ciąg reakcji.

Jak działa to u mnie? Jedna wtyczka podłączona jest do bieżni, druga natomiast do wentylatora. Komendą głosową wypowiadaną do zegarka (i tak zabieram go na bieżnię) uruchamiam zasilanie bieżni (oczywiście samo zasilanie, nie napęd pasa), co z kolei aktywuje drugie gniazdko z wentylatorem, a przy okazji zmienia światła w pomieszczeniu na takie, jakie lubię w trakcie treningu.

Lenistwo? W zestawieniu z kilkudziesięciominutowym wysiłkiem na bieżni oszczędność czasu i wysiłku jest pewnie niewielka, ale skraca czas potrzebny na te wszystkie operacje, plus… jest po prostu fajne.

Bojler

W moim przypadku wtyczka miała proste zadanie – włączać elektryczny bojler grzejący wodę wtedy, kiedy prąd jest tani, i wyłączać wtedy, kiedy obowiązuje standardowa taryfa. Prosta automatyzacja, nie ma się co rozwodzić.

Co jednak istotne w przypadku wtyczki Osram Smart+, to maksymalna moc odbiornika, jaki jest w stanie obsłużyć. 3680 W wystarczy nie tylko na bojler (w moim przypadku 1,8 kW), ale i na dużo potężniejsze sprzęty.

Wentylator (tym razem od ciepłego powietrza)

Głupia sprawa – pompę ciepła będę miał dopiero za kilka miesięcy, więc póki co ogrzewam się kiepsko rozprowadzonym kominkiem na drewno, z którego większość ciepła… ucieka przez schody na górę, nie ogrzewając parteru. Rozwiązałem to tymczasowo-chałupniczo, montując po prostu wentylator na schodach i spychając nim ciepłe powietrze na parter. O dziwo – to działa (serio), ale wymaga pamiętania o uruchomieniu go w odpowiednim momencie.

Zamiast więc bawić się w ręczne przełączenia wentylatora, podłączyłem go do wtyczki. Następnie, wykorzystując czujnik CO od Fibaro (ma też pomiar temperatury) i aplikację Fibaro dla HomeKita, ustawiłem regułę, zgodnie z którą po osiągnięciu 21 stopni na piętrze (gdzie przebywam większość czasu) wentylator otrzymuje zasilanie i zaczyna skuteczniej dogrzewać parter.

A kiedy idę spać i nie chcę, żeby towarzyszył mi szum wentylatora, albo wyłączam go jednym z przycisków na ściemniaczu Hue przy łóżku, albo wyłączenie następuje automatycznie po 23:00. Proste.

I wiele, wiele więcej.

Ja podałem tylko kilka przykładów, które przyszły mi do głowy przez okres testów, skupiając się na tych, które faktycznie miały w moim domu sens.

W rzeczywistości jednak kombinacji jest niemal nieograniczona liczba. Wszystko zależy przede wszystkim od tego:

  • co traktujemy jako aktywator
  • co podłączymy przez wtyczkę go gniazdka

Potencjalnych scenariuszy może być multum. Chociażby automatyczne wyłączanie kamery monitorującej dom, kiedy znajdujemy się w nim lub w jego pobliżu. Automatyczne włączanie świateł na dworze o wskazanej godzinie (o ile podłączone są do gniazdka w domu). Automatyczne włączanie wentylatora, kiedy przekroczona zostanie określona temperatura w pomieszczeniu i wyłączanie go, kiedy uda się ją obniżyć. Automatyczne wyłączanie routera WiFi, jeśli komuś przeszkadza, że działa w nocy. Zdalne włączanie lampki, kiedy jesteśmy na wyjeździe, a chcemy symulować naszą obecność w domu.

I w żadnym z tych przypadków nie musimy wyciągać telefonu, odblokowywać go, uruchamiać aplikacji i klikać w ikonę gniazdka. Możemy to wszystko wdrożyć w ramach w pełni zautomatyzowanych scen lub elementów scen. Wystarczy takie gniazdko, i nagle zwykłe sprzęty zaczynają być smart. 

A czy coś mi się nie spodobało?

W skrócie: nie. Wtyczka Osram Smart+ działa w połączeniu z HomeKitem niemal absolutnie wzorowo i jest to zdecydowanie sprzęt, który można polecić.

Wady, owszem, są, ale raczej niewielkie. Chociażby bazowanie na standardzie Bluetooth powoduje, że czasem komendy przesyłane są do gniazdka z niewielkim opóźnieniem. Na tyle niewielkim, że nie przeszkadza to w codziennym użytkowaniu, ale widać, że np. lampka nocna gaśnie chwilę po tym, jak ściemnią się wszystkie pozostałe światła w pokoju. Do tego dźwięk włączania/wyłączania jest raczej wyraźnie słyszalny.

Tym, co trochę ogranicza natomiast udział Osram Smart+ w scenach jest fakt, że nie udało mi się znaleźć żadnej aplikacji współpracującej z HomeKitem, która byłaby w stanie odczytać z tej wtyczki status zasilania. Tzn. nie możemy ustalić sceny np. w aplikacji Eve czy Controller na bazie tego, czy coś podłączonego do tej wtyczki pobiera aktualnie prąd, czy też nie.

Dlaczego to dla mnie istotne? Bo pozwoliłoby np. automatycznie aktywować scenę po włączeniu TV za pomocą Apple TV (Apple TV nie może być aktywatorem sceny). Można byłoby też włączyć wentylator po faktycznym uruchomieniu bieżni, a nie samym włączeniu jej zasilania. I tak dalej, i tak dalej – wedle potrzeb.

Osobną kwestią je cena. Wtyczka Osram Smart+ kosztuje ok. 150 zł, czyli zauważalnie mniej niż większość markowej konkurencji, przy porównywalnych możliwościach i jak najbardziej prawidłowym funkcjonowaniu. I jednostkowo nie jest to wielki wydatek.

Jeśli jednak chcemy faktycznie zautomatyzować większą część domu, to będziemy tych wtyczek potrzebować więcej. Może 3, może 5, a może 15. I wtedy z tych 150 zł zaczynają robić się kwoty przekraczające 1000 zł, a to już wydatek, który w domowym budżecie trudno przegapić.

To jednak nie tylko problem wtyczki Smart+, co całego rynku urządzeń smart home.

Dołącz do dyskusji