Microsoft pracuje nad nowym systemem, który celowo nie nazywa się Windows. Nadchodzi Microsoft Lite

Microsoft pracuje nad nowym systemem, który celowo nie nazywa się Windows. Nadchodzi Microsoft Lite

Microsoft pracuje nad nowym systemem, który celowo nie nazywa się Windows. Nadchodzi Microsoft Lite

Wyobraźcie sobie superbezpieczny, niezawodny, lekki i wydajny system. Elastyczny i gotowy na urządzenia przyszłości. Nie powinniście mieć z tym kłopotu, bowiem Microsoft próbuje nas do niego przekonać od pół dekady. I wygląda na to, że nie chce przestać.

Pamiętacie Windows RT? To był pierwszy przeznaczony dla klienta masowego desktopowy system Microsoftu, który był zgodny wyłącznie z procesorami ARM. A przy okazji, z uwagi na powyższe: wyłącznie z aplikacjami ze Sklepu Windows. Odniósł ogromną porażkę: w dniu premiery, a także wiele miesięcy później system ten nie doczekał się wsparcia ze strony twórców aplikacji od firm trzecich.

Drugim podejściem był Windows 10 S. To system ze sztucznym ograniczeniem dla użytkownika, pozwalającym wyłącznie na instalację aplikacji z Microsoft Store. Firma miała nadzieję, że znacznie bogatsza oferta tegoż repozytorium uczyni jej pomysł sensowniejszym. Nie uczyniła, a sam Windows 10 S przekształcił się w opcjonalny tryb pracy dla zwykłego Windowsa. Teraz pracuje nad podejściem numer trzy.

Czym właściwie jest Microsoft Lite?

To bardzo dobre pytanie, biorąc pod uwagę fakt, że Microsoft oficjalnie nic na temat tego produktu nie komunikuje. Według skrawków informacji, jakie do tej pory wypłynęły na powierzchnię, system ten z premedytacją nie jest nazywany Windows. Nie będzie to ani jego następca, ani podwersja. Będzie to zupełnie nowy system operacyjny, choć będzie miał ze wspomnianym Windowsem wiele wspólnego.

Nie bez powodu Microsoft nie chce nazywać tego produktu Windowsem. W przeciwieństwie do Windows RT i Windows 10 S, system ten nie będzie posiadał sztucznych blokad na uruchamianie aplikacji spoza Microsoft Store. Nie będzie on wręcz technicznie do tego zdolny. Microsoft Lite będzie w stanie wyłącznie uruchamiać aplikacje webowe (w tym PWA) oraz wykorzystujące nowoczesną Universal Windows Platform (UWP), bo nie będzie w swoim kodzie zawierał starszych rozwiązań. Nie będą one sztucznie ukryte przed użytkownikiem, po prostu ich nie będzie.

Microsoft Lite miałby więc być zbudowanym na fundamentach Windows Core OS systemem operacyjnym zawierającym wyłącznie środowisko uruchomieniowe Chromium i Universal Windows Platform. Byłby całkowicie pozbawiony kodu Win32 a nawet znajomego interfejsu Windowsa. To jednak nie musi oznaczać absolutnego braku możliwości uruchamiania stanowiących większość dostępnego dla Windows oprogramowania aplikacji Win32: równolegle Microsoft prowadzi prace nad usługą zdalnej wirtualizacji tego typu programów przez chmurę Azure. Choć nie jest jasne, czy ma to jakikolwiek związek z systemem Lite.

Po co Microsoftowi taki system?

Pierwotna idea stojąca za Windows RT i Windows 10 S była jak najbardziej słuszna. To z jej wdrożeniem był problem. Windows to system o zbyt pokaźnym bagażu doświadczeń. Zawiera w sobie rozwiązania, które jedni nazywają dojrzałymi – wszak są one dopracowywane od dekad – a inni zgniłymi, bo są tak stare, że zupełnie niegotowe na potrzeby nowoczesnego użytkownika.

Windows w efekcie może nadal rywalizować z równie przestarzałymi formami, co macOS – a więc z dojrzałymi platformami, o dopracowywanych od dekad fundamentach. Nie ma jednak najmniejszych szans w starciu z iOS-em, Androidem, Chrome OS. A przynajmniej nie w scenariuszach użytkowania, które w tych systemach sprawdzają się szczególnie dobrze. Są banalne w serwisowaniu i administracji, są też lekkie, responsywne i dające się w łatwy sposób modernizować, dostosowane do specyfiki pracy niskonapięciowych procesorów w urządzeniach przenośnych.

Microsoft próbował dostosować Windowsa do tych nowych scenariuszy i poległ. Teraz próbuje po raz ostatni, tworząc system operacyjny niemal od nowa – do budowania go wykorzystując jednak częściowo zbiór dopracowanych już przez niego rozwiązań.

Microsoft Lite kojarzony jest z innymi nazwami tymczasowymi: Centaurus i Pegasus.

To wewnętrzne określenia Microsoftu na sprzęty przyszłości. Pierwsze opisuje rozkładane komputery z dwoma wyświetlaczami, drugie zaś bardziej klasyczne notebooki. To doskonale podsumowuje aspiracje Lite’a, jakimi są chęć konkurowania z systemem Chrome OS i może jeszcze z iOS-em na iPadach. Do poważnej pracy niezmiennie w przewidywalnej przyszłości oferowany będzie Windows 10.

Otwartym pozostaje pytanie związane z sensownością całego tego przedsięwzięcia. Bo tak, bez wątpienia Windows 10 ma zbyt wielki i zbyt ciężki bagaż kompatybilności wstecznej, by móc stawić czoła tym bardziej nowoczesnym, mobilnym platformom.

Z drugiej jednak strony to nadal jest kolejny Windows RT czy Windows Phone. Może lżejszy, szybszy, bardziej energooszczędny i wygodniejszy. Jedyne, co się teraz zmienia – poza lekkością systemu, która będzie trudną zaletą do promowania – to nazewnictwo systemu (to już nie Windows) i zmniejszenia znaczenia natywnych aplikacji na rzecz PWA. Nie jestem niestety pewien, czy to wystarczy.

Zwłaszcza że Chrome OS – choć nadal w niezbyt elegancki sposób – radzi już sobie z aplikacjami z Androida i nie mam zielonego pojęcia jaką korzyść miałby mi zapewnić Microsoft Lite nad propozycję Google’a. Może dowiemy się tego z organizowanej na wiosnę konferencji Microsoft Build.

Dołącz do dyskusji