Nie sądziłem, że ta gra będzie tak dobra i tak wielka. Metro Exodus to mój nowy Stalker – recenzja

Recenzja/Gry 13.02.2019
Nie sądziłem, że ta gra będzie tak dobra i tak wielka. Metro Exodus to mój nowy Stalker – recenzja

Nie sądziłem, że ta gra będzie tak dobra i tak wielka. Metro Exodus to mój nowy Stalker – recenzja

Metro Exodus jest lepsze niż przypuszczałem w nawet najbardziej optymistycznym scenariuszu. Otwarty świat to najciekawsze, co mogło spotkać tę grę. Dzieło Ukraińców jest jak nowy STALKER. To survivalowa przygoda tak ociekająca klimatem, że nie sposób się od niej oderwać. Po prostu się zakochałem. Nie jest to jednak miłość ślepa i naiwna.

Żeby osadzić mój zachwyt na odpowiedniej skali, zaznaczę, że dwie poprzednie gry z serii Metro były dla mnie najwyżej dobre. Takie 7/10 oraz 7+/10 w niewynaturzonym systemie ocen pierwszoosobowych strzelanin. To nie tak, że jestem fanatykiem uniwersum Głuchowskiego. Uwielbiam przytłaczającą atmosferę Pikniku na skraju drogi, ale potrafię spojrzeć krytycznym okiem na wszystkie Metra, Stalkery czy Fallouty. Co nie zmienia faktu, że Metro Exodus jest KAPITALNE. Oczywiście jak na możliwości Ukraińców z 4A Games.

Metro Exodus to piękny prezent dla każdego fana Stalkera.

Ciasne, pełne grzybów i wilgoci moskiewskie tunele zamieniamy na wielki świat pod otwartym niebem. Początkowo byłem sceptyczny wobec tego pomysłu. W końcu Głuchowski od zawsze kojarzył mi się z klimatem ciasnoty, klaustrofobii i zaszczucia. Moja rezerwa była jednak niepotrzebna. Wyjście na powierzchnię to najlepsze, co mogło przydarzyć się tej grze. Gracz dostaje kilka otwartych stref do zwiedzenia i każda z nich jest na swój sposób cudowna.

Otwarty świat Metro zachwyca. Czy to radioaktywna pustynia, czy wioska zaraz przy Wołdze, czy Cerkiew pośród gęstych zarośli. Gra urzeka widokami. Strzelanina wywołuje efekt Wiedźmina – zamiast przeć do przodu z karabinem w rękach, non stop będziecie się zatrzymywać i chłonąć widoki. Zupełnie nieoczekiwanie Exodus wyrasta na jedną z najładniejszych strzelanin, jakie kiedykolwiek powstały. Modele 3D postaci i przeciwników pozostawiają trochę do życzenia, lecz sam świat – no po prostu cudo.

W Metro Exodus prawie nie istnieje coś takiego jak liniowy marsz do celu. Niczym w Stalkerze albo Falloucie, po drodze zawsze znajdziemy coś ciekawego. Czasem jest to obóz bandytów, w którym wyswobadzamy zakładników. Innym razem lądujemy w legowisku potworów, na końcu którego znajdują się wspaniałe łupy. Jeszcze kiedy indziej trafiamy do opuszczonego tunelu, który pozwala nam dotrzeć do zupełnie nowego obszaru. Jeżeli uwielbiasz eksplorację, będziesz zachwycony. Twórcy zrobili naprawdę wiele, aby nagrodzić wścibskich oraz dociekliwych graczy.

Do tego misje poboczne w Metro Exodus to prawdziwe perełki.

Scenarzyści bawią się formułą, systematycznie odświeżając rozgrywkę. Nie zawsze musimy walczyć z bandytami oraz mutantami. Czasami naszym przeciwnikiem będą halucynacje wywołane roślinami. Przy odrobinie (nie)szczęścia trafimy do nawiedzonego domu skrywającego straszliwą historię. Kilka misji fabularnych zawsze uzupełnia kilka zadań dodatkowych, które z jednej strony świetnie wpisują się w kontekst postapokaliptycznego świata, ale z drugiej strony ten świat poszerzają i rozszerzają w ciekawych kierunkach.

Szkoda tylko, że zadania poboczne nie oferują ciekawych, unikalnych nagród. Większość modyfikacji broni i pancerza zdobywamy, podążając główną ścieżką fabularną. Na szczęście realizacja misji jest nagrodą samą w sobie. Gracz czuje, że jego akcje mają realny wpływ na drużynę, z którą podróżuje. Jeżeli znajdziemy dziecku pluszowego misia (prawdziwego też znajdziemy, ale jest o wiele mniej przyjazny), to później brzdąc nie rozstaje się z zabawką. To miłe, widzieć po powrocie z misji, jak dziecko bawi się misiem przy ognisku.

Ingerencja gracza w otwarty świat sięga jednak dalej. Nasze czyny rodzą konsekwencje.

Wzorem poprzednich gier z serii, w Metro Exodus istnieje więcej niż jedno zakończenie. Na otrzymany finał wpływają podjęte przez nas działania, które kumulują się po dyplomatycznej lub agresywnej (to moje autorskie określenia) stronie mocy. W grze pojawiają się różne frakcje, które mogą wyrobić sobie stosunek do gracza na podstawie naszych czynów.

Przykładowo nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyrżnąć wszystkich członków zaściankowej sekty. Zwłaszcza że ci chcieli nas uwięzić i zrobić nam coś bardzo, bardzo złego. Jeśli jednak okażemy łaskę i nie będziemy uciekać się do przemocy (albo zamiast zabijać wybierzemy ogłuszanie), to w późniejszej fazie rozgrywki zostaniemy nagrodzeni. Sekciarze nieco się do nas przekonają, oferując klucz do odległego składziku albo informując o alternatywnym wejściu do pilnie strzeżonego fortu.

Zachwyciło mnie, gdy podczas walki z jedną frakcją przeciwnicy zaczęli się poddawać. Gdy z wrogiego, liczącego około 10 osób oddziału zostało raptem dwóch wojaków, ci unieśli ręce do góry. Uklęknęli i zaczęli krzyczeć, że się poddają. Wspaniały przykład realistycznego zachowania na polu bitwy. Przeciwnik zauważył, że jego drużyna jest rozrywana na strzępy. Uznał więc, iż lepiej się poddać i zdać na moją łaskę. Teraz ode mnie zależy, co stanie się dalej. Zabiję ich? Okradnę? Ogłuszę? Zostawię samym sobie? W zależności do wyboru otrzymam punkty dyplomacji lub przemocy.

Wspaniałe pierwsze wrażenie psują błędy techniczne i siermiężne sterowanie.

Twórcy kontynuują tradycję, wydając grę dziurawą technicznie. Kilka razy musiałem wczytywać stan zapisu, ponieważ Artem nie chciał wstać po animacji czołgania. Utknąłem w pociągu, a przycisk wyjścia przestał działać. Innym razem zapadłem się w gruzowisku. Nawet gdy gra działa jak powinna, wszystko jest ociężałe i siermiężne. Na gałki analogowe nałożono gigantyczny obszar martwej strefy, której nie da się zmienić w ustawieniach. Większość akcji wykonujemy przytrzymując przyciski, zamiast je wciskać. To po prostu męczy.

Sytuację częściowo ratuje opcja szybkiego zapisu, wywoływana na konsoli zaraz po wciśnięciu przycisku options. W poradach wyświetlanych podczas ładowania lokacji twórcy uczą, że lepiej zapisywać stan gry jak najczęściej. Jak gdyby wiedzieli, że tytuł na premierę nie działa tak, jak powinien. Metro Exodus to jeden z wielu przykładów, gdy wielkie ambicje twórcze zderzają się z rzeczywistością produkcyjną oraz możliwościami programistów. Realizacja nie zawsze nadąża za piękną wizją.

Wielką gratką jest to, że akcja Exodusu rozgrywa się już po Metro 2035.

Dzięki temu zarówno fani gier, jak i czytelnicy książek zaczynają z tej samej pozycji. Żaden z nas nie wie, co skrywa otwarty świat po atomowej wojnie. Pozwala to producentom na niespotykaną wcześniej kreatywność twórczą, którą dobrze wykorzystują. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że osoby po lekturze Metra 2035 kilka razy będą się mocno drapać po głowie. Producenci gry postawili na głowie kilka czołowych postaci, w tym Młynarza. To zdecydowanie nie jest ten sam bohater, co w książkach Głuchowskiego.

Otwarta struktura, mniej oskryptowanej akcji oraz brak książkowego pierwowzoru – wszystko to sprawia, że Metro Exodus może się wydawać gorsze narracyjnie od poprzednich gier. Tytuł nadrabia jednak światem, który sam w sobie opowiada pewną historię. Wystarczy spojrzeć na to, co stało się z wioskami. Wystarczy przyjrzeć się wielkim lejom. Przeanalizować strukturę dziwnych kształtów na pustyni. Fani znajdą wtedy wiele smaczków, których nie da się wychwycić przebiegając przez główny wątek fabularny.

Skoro poprzednie gry to 7/10 oraz 7+/10, Metro Exodus jest solidną ósemką.

Nawet z plusem, jeżeli uwielbiacie klimat Stalkera oraz Pikniku na skraju drogi. Gra jest piękna, wielka, długa oraz zróżnicowana. Pierwszą otwartą lokację opuściłem dopiero po 10 godzinach eksploracji. Szkoda tylko, że ten efekt psują techniczne niedoskonałości oraz taka sobie narracja. Głównym bohaterem Exodusu wcale nie jest Artem czy Anna, ale niebezpieczny świat pełen zagrożeń, mutantów, bandytów oraz anomalii.

Największe zalety:

  • Otwarty świat to najlepsze co mogło się przytrafić tej grze
  • Klimat Stalkera wymieszany z filmem akcji
  • Niesamowity wygląd lokacji
  • Rozwój broni oraz pancerzy
  • Zbieractwo, skarby, sekrety
  • Pociąg Aurora to prawdziwy dom
  • Uniwersum Metro pięknie się rozwija
  • Działania gracza wpływają na otoczenie
  • Szybki zapis!
  • Przygoda na dziesiątki godzin dla jednego gracza

Największe wady:

  • Wiele technicznych błędów i niedoskonałości
  • Ociężałe sterowanie
  • Taka sobie narracja
  • Nagrody za zadania poboczne (a raczej ich brak)
  • Mutanty mogłyby się odradzać nieco wolniej

Jeśli przymkniecie oko na drewniane dialogi i skupicie się na poznawaniu postapokaliptycznego świata, spędzicie z grą wiele dobrze zainwestowanych godzin.

Zrzuty ekranu pochodzą z gry uruchomionej na PlayStation 4 Pro. Metro Exodus będzie miał swoją premierę 15 lutego 2019 r. Grę kupisz m. in. na Amazon.de.

Dołącz do dyskusji