Nie zrobimy lepszych zdjęć niż nasza wyobraźnia – mówi nam Łukasz Bożycki, jeden z najlepszych fotografów przyrody w Polsce

Artykuł/Foto 13.02.2019
Nie zrobimy lepszych zdjęć niż nasza wyobraźnia – mówi nam Łukasz Bożycki, jeden z najlepszych fotografów przyrody w Polsce

Nie zrobimy lepszych zdjęć niż nasza wyobraźnia – mówi nam Łukasz Bożycki, jeden z najlepszych fotografów przyrody w Polsce

Podróżuje po całym świecie, ale twierdzi, że najlepsze zdjęcia przyrody powstają, kiedy siedzi w bujanym fotelu przy lampce wina. Daje się oblepić pijawkami, aby sfotografować upragnione ptaki nad ranem, ale zanim to zrobi, dokładnie sprząta okolicę. Łukasz Bożycki, jeden z najlepszych fotografów przyrody w Polsce, opowiedział mi o sekretach swojej pracy i zdradził, dlaczego uwielbia porażki.

Łukasz ceni porażki tak bardzo, że niebawem poprowadzi wyjątkowe warsztaty o porażkach w fotografii.

Jego wystąpienie będzie częścią jednej z największych imprez fotograficznych w historii Polski, czyli Olympus Perspective Playground we Wrocławiu. Impreza startuje już w najbliższy piątek 15 lutego we Wrocławiu, a udział jest bezpłatny.  W dodatku każdy uczestnik otrzyma za darmo kartę pamięci SD i będzie mógł wypożyczyć i przetestować najnowsze aparaty i obiektywy marki Olympus.

Program wydarzenia jest imponujący. Przez ponad 3 tygodnie w starej zajezdni tramwajowej „Dąbie” we Wrocławiu na entuzjastów i zawodowych fotografów czeka ponad 2000 m2 atrakcji. Kreatywna instalacja artystyczna pokazuje w zabawny i artystyczny sposób, jak ogromne znaczenie mają obiektywy i technologie optyczne wykorzystywane w aparatach fotograficznych w naukach przyrodniczych i medycynie. Inspirująca wystawa sztuki staje się fotograficznym placem zabaw.

Oprócz samej instalacji artystycznej stworzonej przez artystów z całego świata, będzie można wziąć udział w wielu darmowych warsztatach i wykładach.

Lista prowadzących mówi sama za siebie. Sam już zarezerwowałem sobie czas, aby posłuchać Jakuba Kaźmierczyka, Arcadiusa Mauritza, Marcina Dobasa, Krzysztofa Śliwaka czy właśnie Łukasz Bożyckiego. A to tylko część prowadzących zajęcia. Pierwszy wykład, już w sobotę 16 lutego, to wystąpienie Bożyckiego pt. „Animalista o anatomii porażki w fotografii”.

Zaintrygowany tym tytułem postanowiłem porozmawiać z fotografem i dowiedzieć się nieco więcej. A Łukasz naprawdę wie, co robi i mówi. Jest nie tylko biologiem i doktorantem Polskiej Akademii Nauk, ale także dziennikarzem, autorem cotygodniowej popularnonaukowej audycji radiowej „Animalista” w RDC Polskie Radio. A oprócz tego świetnym fotografem. Jego ogromna pasja i wiedza na temat przyrody jest widoczna w twórczości fotograficznej, która została doceniona nie tylko w Polsce. To dwukrotny laureat międzynarodowego konkursu fotograficznego organizowanego przez BBC Worldwide i Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

Krzysztof Basel: Czym zajmuje się animalista Łukasz Bożycki?

Łukasz Bożycki: Animalista zajmuje się wieloma różnymi rzeczami, ale wszystkie dotyczą zwierząt i przyrody. Głęboko wierzę w to, że jeśli ludzie dobrze poznają przyrodę, to będą dla niej lepsi, nie będą jej wyrządzać krzywdy. Na przykład wiele osób nie odróżnia gatunków ptaków. A przecież jest ich mnóstwo i każdy jest wyjątkowy. Takie jerzyki potrafią latać 3 lata i w tym czasie nie lądować. W powietrzu jedzą, piją, odpoczywają, a nawet śpią, wyłączając jedną, a potem drugą półkulę. Nie potrafią siedzieć na gałęziach, bo tak dobrze sobie radzą w powietrzu. Taka wiedza zupełnie odmienia perspektywę patrzenia na ptaki. A zatem animalista zajmuje się opowiadaniem o pięknie przyrody.

Dlaczego zamiast opowiadać o sukcesach, chcesz mówić o porażkach?

Robiąc doktorat czytam wiele publikacji. Moją uwagę przykuła pewna publikacja, w której znany naukowiec zajmujący się badaniem mózgu, opublikował swoje CV. Ale to nie było zwykłe CV, mimo że ma się on czym pochwalić. Mógłby w nim wpisać wiele grantów, nagród, publikacji, artykułów naukowych.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Naukowiec ten opublikował CV porażek. Zawarł w nim granty, o które aplikował, ale ich nie dostał, artykuły, których nigdy nie opublikował, doświadczenia, które mu się w życiu nie udały. Zobaczyłem, że jeden z najwybitniejszych naukowców świata ma imponujące CV porażek. Naukowiec ten chciał przez to powiedzieć, że jeśli nie mamy porażek w naszym życiu zawodowym, to oznacza, że zbyt nisko postawiliśmy sobie poprzeczkę, bo za każdym razem ją przeskakujemy. Jeśli chcemy się rozwijać, powinniśmy odnosić porażki. Wtedy poprzeczka jest odpowiednio wysoko. Nie za każdym razem ją przeskakujemy, ale robimy postępy.

Jak to się łączy z fotografią?

Już tłumaczę. Bolączką polskiej nauki jest fakt, że naukowcy aplikują o małą liczbę grantów i zadowalają się tym, co jest. Myślę, że podobnie to wygląda w fotografii, a już z pewnością w fotografii przyrody. Jeśli wychodzimy na zdjęcia i wykonujemy wszystkie kadry, jakie sobie zaplanowaliśmy, to chyba poprzeczka jest zbyt nisko.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

W fotografii przyrody jest całe mnóstwo czynników zmiennych, na które nie mamy wpływu. Zwierzaki robią to, na co mają ochotę. Do tego nieprzewidywalna pogoda, która mocno wpływa na zdjęcia, i warunki losowe. A za tym wszystkim stoi jeszcze sprzęt, który może nam pomóc, ale jeśli go dobrze nie znamy, to może też być przeszkodą. No i na koniec ludzkie słabości – zdarza się, że nie chce nam się wstać z samego rana na zdjęcia, a kiedy indziej zasypiamy w czatowni, zamiast robić zdjęcia.

Chciałbym zatem poruszyć w moim wystąpieniu we Wrocławiu temat porażki i pokazać, jak jest istotny przy rozwoju. Porażka to coś naturalnego. Nie ma co się tym przejmować. Nie ma co przejmować się tym, że cytryna jest kwaśna, ponieważ ona nigdy nie stanie się słodka. Ale można z niej zrobić lemoniadę i wypić z przyjemnością.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

W trakcie tej prezentacji opowiem o zdjęciach, które nigdy nie mi wyszły, ale miały słuszną ideę. O naturze, która była zbyt mało aktywna, albo nadaktywna. O sytuacjach, które przespałem. O tym, że byłem przekonany, że jestem szybszy niż autofokus, i zdjęcia okazały się nieostre. Anatomia porażki to spektrum tego, co może się wydarzyć w fotografii przyrodniczej i co może pójść nie tak. Mówię o tym po to, aby osoby początkujące nie zniechęcały się tym, że czasami nie można podejść tak blisko zwierząt, wykonać takich kadrów, jak chcemy. Wystarczy sporo cierpliwości i ciężkiej pracy, a zdjęcia z czasem będą lepsze.

Jak reagujesz na porażki? W jaki sposób wpłynęły one na twój rozwój jako fotografa?

Kiedy orientuję się, że właśnie zaliczam porażkę, najpierw zaczynam się uśmiechać do siebie. A zaraz potem bacznie przyglądam się czynnikom, które wpłynęły na porażkę, aby już więcej do porażki nie doprowadziły. Mówię tu np. o zapomnianych akumulatorach, wyłączonym autofokusie czy zalanym aparacie. Są oczywiście także czynniki, na które wpływu nie mam, np. podnosi się poziom wody w rzece. Takie sytuacje nie powodują u mnie irytacji, ale uśmiech właśnie.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Kiedyś fotografowałem rybitwę czarną. Te ptaki polują głównie na polujące owady. Ale rano, kiedy jest jeszcze chłodno i owady nie latają, rybitwy polują na małe ryby i pijawki. Żeby je sfotografować, wstałem w środku nocy, ubrałem się w skafander nurka i wszedłem do pływadełka, czyli specjalnej platformy do fotografowania ptaków z lustra wody. Proszę sobie wyobrazić tę sytuację. Suche drzewa, unosi się mgła, zachodzący księżyc, a ja siedzę w ukryciu. Nie mam przy sobie telefonu, latarki, tylko podwieszony aparat w pływadełku.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

W pewnym momencie czuję, że mam coś na szyi. Dotykam, czuję, że jest to galaretowata rzecz. Łapię ją, próbuję oderwać i wtedy uświadamiam sobie, że jest to pijawka, która przyczepiła mi się do szyi. Cały byłem w skafandrze nurka, zatem ona nie miała gdzie się przyczepić. Szyja była pierwszym miejscem, w którym pijawka miała kontakt z ciałem. Zrywam ją, wyrzucam. W panice sprawdzam szyję i czuję, że mam coś ciepłego i lepkiego na dłoni. Nie mogę sprawdzić, czy to krew czy nie. Obmacuję całą szyję, czuję kolejną pijawkę, zrywam ją i wyrzucam. Krew leje mi się po szyi, bo pijawki wypuszczają hirudynę, czyli substancję powodującą, że krew nie krzepnie. A na dodatek ja się bardzo boję pijawek, one mnie przerażają. No i to jest sytuacja bardzo niebezpieczna.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Pływadełko to przykryta folią bańka. Energicznie poruszając nogami powodujemy, że z dna uwalnia się dużo siarkowodoru czy metanu, który zbiera się pod kopułą. Kilku kolegów fotografów już w takich warunkach niestety się utopiło. Sytuacja zrobiła się nerwowa. Wpadłem w panikę. Było ciemno, groźnie, lała się krew, wszędzie były pijawki. Podjąłem decyzję, że muszę opanować sytuację. I wtedy zaczyna się filmowa scena, którą doskonale pamiętam.

Pijawka wychodzi z wody, idzie po moim brzuchu, po moim skafandrze, wspina się, wspina, a ja czekam na moment, kiedy ona zawróci. Okazuje się, że ona nie zawraca, ja ją zrzucam, nurkuję, wypływam, przyczepiam pływadełko do nogi i odpływam na brzeg. Wychodzę na wał, siadam i patrzę. Wówczas wychodzi słońce i widzę, że wszystko, co zaplanowałem, się zgadza. Przylatują rybitwy i polują na małe rybki, wodą się pięknie mieni w promieniach porannego słońca, ale ja siedzę na brzegu. I nie zrobiłem żadnego zdjęcia, bo się przestraszyłem i uciekłem.

I tak sobie siedząc i obserwując rybitwy, dostrzegłem, że ptaki te mnie zupełnie ignorują, przelatując nad moją głową z rybami w dziobie. Pomyślałem, że przyjadę tu następnego dnia i stoczę kolejną walkę z pijawkami. Ale nie zrobię już tak, że się zanurzę i wynurzę, a pijawki będą wchodzić po mokrym skafandrze. Będę miał od wysokości pach suchy skafander, posmaruję się mugą i pijawki czując mugę i suchy skafander, będą spadać do wody.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

I rzeczywiście tak było. To była skuteczna metoda. Następnego dnia przyjechałem jeszcze raz. Zanurzyłem statyw w wodzie do poziomu głowicy. Jak podnosiłem rękę, miałem masę pijawek przyczepionych do skafandra, ale nie były w stanie zrobić mi krzywdy. Rybitwy przyleciały, było piękne światło i wspaniała okazja, aby zrobić zdjęcia polujących ptaków. Porażka powoduje, że trzeba się zastanowić co zrobić i jak zrobić, aby się udało. To hartuje charakter, powoduje, że człowiek jest wytrwalszy. Cenię sobie porażki i podchodzę do nich z życzliwością. Oczywiście, kiedy jest ich dużo i się skumulują, człowiek podupada i klęka, ale się podnosi silniejszy.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Co zrobić, aby skutecznie fotografować zwierzęta z bliska?

Ludzie wyrządzają zwierzętom bardzo dużo krzywdy i one się nas boją. Są badania naukowe, które pokazują, że zwierzęta bardziej boją się ludzi niż innych zwierząt. Sarna czuje większy strach przed człowiekiem niż wilkiem. Także ptaki dostają dużo złego od ludzi. Praktycznie cały basen Morza Śródziemnego poluje na ptaki. Niektórzy nawet smarują smołą tyczki i stawiają je obok trzcin. Ptaki przyklejają się do nich, a ludzie później je odrywają. Niestety już bez nóżek, które zostają przyklejone do tyczek. Takie złe rzeczy im robimy. Zwierzęta to zapamiętują i boją się ludzi.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Żeby się do nich zbliżyć, musimy zdobyć ich zaufanie. Można to zrobić na wiele różnych sposobów. Możemy na przykład zaspokoić ich potrzeby, dając ziarno zimą dla ptaków wróblowatych, słoninę dla dzięciołów, czy mięso dla ptaków drapieżnych. Ale możemy też latem wykładać latem wodę w poidełkach. Albo wykładać materiał do budowania gniazd. Jeśli dobrze odczytamy intencje przyrody i jeszcze skutecznie się zamaskujemy, zwierzęta do nas zapewne przyjdą i będziemy mieli okazję do zrobienia zdjęć. Staram się jak najbardziej wtopić w otoczenie. Wtedy zwierzęta będą bardziej ufne, będą się zachowywać naturalnie, a ja mam więcej okazji do zrobienia ciekawych ujęć.

Rozpoznajesz wcześniej teren czy raczej idziesz na żywioł?

Zwykle przyjeżdżam dzień wcześniej i obserwuję zwierzęta przez lornetkę, jak żerują. A gdy już ich nie ma, sprawdzam, gdzie są tropy, pióra, odchody. Sprawdzam w aplikacjach w telefonie, o której wschodzi słońce, gdzie będzie cień. Patrzę jak wygląda tło, czy nie ma nic rozpraszającego. Szukam, czy nie ma powyrzucanych butelek, śmieci, podpasek, zużytych prezerwatyw, bo to wszystko niestety zdarza się zobaczyć nad Wisłą. A później to wszystko sprzątam. Dodatkowo przygotowuję kadry dla różnych zwierząt. Ptaki, które mają krótkie nóżki, będą na płytkiej wodzie, te z długimi – na głębszej. Warto też wstawić ładny, omszony patyk, na którym być może siądzie zimorodek.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Trzeba też sprawdzić poziom wody. Jeśli kilka dni wcześniej w Krakowie padał intensywnie deszcz, może się okazać, że w okolicach Warszawy poziom wody podniesie się np. o pół metra. Jeśli moja kryjówka jest blisko poziomu wody, to podwyższenie poziomu wody nawet o 10 cm sprawi, że kryjówka zostanie zalana w ciągu nocy.

Kryjówka na ptaki nad Wisłą, fot. Łukasz Bożycki
Kryjówka na ptaki nad Wisłą, fot. Łukasz Bożycki

Niestety zdarzyła mi się taka sytuacja, bo nie sprawdziłem, czy wcześniej w Krakowie nie padał intensywnie deszcz. Jak widać, to jest długotrwałe planowanie scenerii i myślenie o wielu, wielu aspektach. A później to już tylko cierpliwość, walka z komarami i jest szansa, że zwierzęta do nas przylecą i uda się zrobić dobre zdjęcia.

Jak daleko sięgają twoje przygotowania?

Wymyślam sobie konkretny, wymarzony kadr i potem staram się go zrealizować w naturze. Często siadam sobie w bujanym fotelu z lampką wina w ręku i wyobrażam zdjęcie, jako czarną tablicę wykonaną z rzepów. A na stopę przede mną leżą sobie wszystkie elementy, jakie mogę sobie wymarzyć. I układam te elementy na tablicy, dodając światło, wszystko planuję w głowie i buduję idealny kadr, do którego zmierzam. Potem opowiadam o moim planie żonie, znajomym. Zazwyczaj wszyscy mówią, że to się nie może udać. I rzeczywiście, w 99 proc. mają rację. Ale jest ten jeden procent, kiedy oni się mylą i to my możemy mieć rację. Wychodząc w teren, możemy zrobić wspaniałe zdjęcie i przeżyć jeden z najpiękniejszych dni w swoim życiu.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Myślisz, że ta metoda sprawdzi się u innych fotografów?

Polecam planowanie wszystkim fotografom, szczególnie początkującym. Uważam, że nie uda się nam zrobić zdjęć lepszych niż te, które podpowie nam wyobraźnia. Jeśli nie mamy rozbudowanej wyobraźni, to nie zauważymy wymarzonych kadrów i nie zrobimy zdjęć. Nie zrobimy lepszych zdjęć niż nasza wyobraźnia.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Brzmi rzeczywiście wspaniale, ale wiele osób może powiedzieć, że nie ma okazji do zrobienia takich wymarzonych zdjęć.

Kiedyś 2-3 lata myślałem, jak sfotografować ropuchę. I w końcu ją sfotografowałem tak, jak sobie wymarzyłem. Co ważne, to zdjęcie powstało niedaleko mojego domu, w znanym miejscu pomiędzy lasem Kabackim, a Ursynowem, gdzie wielu ludzie przyprowadza psy na spacer. Znajduje się tam mała sadzawka, w której w czasie godów można spotkać różne płazy. Tam też spotkałem ropuchę. Takich miejsc obok nas jest więcej. To miejsca, gdzie wiadomo, że znajdziemy zwierzęta. Wiadomo, jakie tam są warunki, jak pada światło, jaka jest sceneria. Tylko nasza kreatywność ogranicza nas w tym, jakie zrobimy w takiej sytuacji zdjęcie.

Beelzebub - Lord of the Flies, fot. Łukasz Bożycki
Beelzebub – Lord of the Flies, fot. Łukasz Bożycki

W takich sytuacjach trzeba uważać na przyrodę. Możemy ją traktować jak tworzywo, jak malarz pędzle czy płótno. Tyle, że przyroda czuje i cierpi, że możemy jej wyrządzić krzywdę. Nie fotografujmy przy gnieździe, nie zmuszajmy ptaków, aby decydowały, czy uratują życie piskląt czy poświęcą swoje. Nie doprowadzajmy do sytuacji stresowych, nawet jeśli nie wyrządzimy im żadnej krzywdy. Trzymając się jednak tych granic, możemy rozsądnie tworzyć i kreować, w taki sposób, że zwierzętom nic się nie stanie, a my możemy wykonać świetne zdjęcia. Zdjęcia, które sobie wymarzymy. Inne niż dokumentalne, gdzie ptaszek siedzi na patyku na jednolitym tle. Takie zdjęcia się świetnie klikają w sieci, ale jest też inny rodzaj fotografii. Fotografii kreatywnej, kiedy korzystamy z przyrody i malujemy obrazy. Takich zdjęć nie da się zrobić inaczej, niż siedząc w bujanym fotelu.

Komu polecisz fotografię przyrodniczą?

Tym, którzy jadąc z gór nad morze, zatrzymują się po drodze. Tym, którzy cenią samą podróż, a nie tylko dotarcie do celu. Bo jeśli jesteśmy osobą, dla której najważniejszą sprawą jest wyłożyć się na plaży w Sopocie, a cała podróż jest bez celu, to rozczarujemy się fotografią przyrodniczą. Często jest tak, że wybieramy się w teren, przygotowujemy, spędzamy masę czasu, ale wracamy bez zdjęć. Przyjemność sprawia jednak samo wędrowanie, dochodzenie do zdjęć. Jeśli cenimy podróż samą w sobie, to fotografia przyrodnicza przyniesie nam wiele radości.

Fot. Łukasz Bożycki
Fot. Łukasz Bożycki

Dziękuję za rozmowę.

Dołącz do dyskusji