Ruszył drugi sezon Lemmingów. Zostanę z nimi na stałe

Felieton/Gry 12.02.2019
Ruszył drugi sezon Lemmingów. Zostanę z nimi na stałe

Ruszył drugi sezon Lemmingów. Zostanę z nimi na stałe

Mobilne Lemmingi to gra, po którą sięgam kilka razy dziennie, odkąd się pojawiła. Wbrew głosom krytyki, że jest zbyt prosta, a twórcy zrobili skok na kasę.

Wczoraj ruszył 2. sezon w grze Lemmings. To doskonała okazja, by napisać kolejną laurkę. Pierwszą sporządził od serca Jakub Kralka, ale jak to zwykle bywa – nie został zrozumiany. Dlaczego? Bo gra ma być zbyt prosta. Bo twórcy chcą wyciągnąć pieniądze od graczy. Bo chyba w nią nie grał, skoro mu się podoba. Ech.

Czytałem podobne komentarze ze smutkiem, bo sam gram w Lemmingi codziennie, pamiętając przy tym o ograniczeniach.

Należę do pokolenia, które pamięta oryginalną grę, dlatego kompulsywne po nią sięganie racjonalizuję jako przejaw nostalgii. To taka, powiedzmy, „łza dla cieniów minionych”. Zanim więc napiszecie hejterski komentarz, zastanówcie się dwa razy, bo sentyment to potężna siła, która z łatwością oprze się waszym racjonalnym argumentom.

Drugi sezon Lemmingów potrwa niecałe 3 tygodnie.

W pierwszym sezonie zebrałem je wszystkie. Było ich 28 i reprezentowały 7 rodzin.

W 2. sezonie zadanie będzie trudniejsze, bo do zdobycia są 32 stworki zgrupowane w 8 rodzin.

Lemmingi wykluwają się z jajek, które można (a jakże!) kupić za złoto. By zdobyć złoto, kręcimy kołem fortuny, oglądamy reklamę lub wydajemy prawdziwe pieniądze.

Problem z kolekcjonowaniem Lemmingów jest fundamentalny. To tylko dodatek, który poza – forma zamierzona – grywalizacją w grze, niewiele wnosi. Z faktu, że zdobyliśmy je wszystkie, płynie bowiem całe nic. Ot, wizualnie nasza zgraja wyróżnia się osobowościami i przestaje być bezkształtną masą złożoną z mięsa armatniego. Oprócz tego dostajemy jakiś bonus po skompletowaniu każdej z rodzin, na przykład tryb nieśmiertelności.

Zbieractwo potrafi być jednak magnesem. Co prawda wspomniany wyżej Kuba Kralka mnie do tego nie upoważnił, ale zdradzę jego mroczny sekret – przestał walczyć o kolejne poziomy po tym, gdy zdobył 28 Lemmingów w pierwszym sezonie.

Lemmingi mnie uspokajają.

Krytycy twierdzą, że Lemmingi są zbyt proste. Prawdą jest, że kolejne poziomy nie są wyrafinowane. Dysponując odpowiednią ilością energii, bez problemu da się obejść pułapki. Poza tym w razie potrzeby można wymienić złoto na energię, a wcześniej, jak już wspomniałem, prawdziwe pieniądze w złoto.

Obiektywnie na rzecz patrząc, krytycy mają sporo racji. Rozgrywka nie wymaga ilorazu inteligencji Einsteina. Niewykluczone, że z kolejnymi poziomami poradziłby sobie średnio inteligentny szympans.

I co z tego? Pytam się!

Gdy potrzebuję treningu dla mózgu, nie sięgam po Lemmingi. Z drugiej strony ta gra ma w sobie coś – zabijcie mnie – z programowania. Za pomocą określonych instrukcji trzeba wywołać efekt w postaci uratowania stworków. Robić to można na wiele sposobów. Innymi słowy rozwiązujemy jakiś problem, korzystając z określonych narzędzi.

Mnie to uspokaja. Relaksuje tym bardziej, że nie muszę frustrować się trudnościami nie do pokonania. Gdybym zapragnął torturowania mózgu, zacząłbym się uczyć Darta lub Objective-C. Ewentualnie sięgnąłbym po ambitniejsze gry logiczne. Lemmingi pełnią inną funkcję – pozwalają mi się rozerwać.

Freemium to rak?

Skoro już odpowiadam na zarzuty krytyków MOJEJ ULUBIONEJ GRY MOBILNEJ ostatnich miesięcy, zmierzę się i z tym, że jej twórcy próbują wyciągnąć od graczy pieniądze.

Kochani, macie rację. Deweloper chce zarobić. Skorzystał przy tym z pogardzanej przez wielu graczy formuły. Produkt dostajemy za darmo, ale komfort gry zapewniają prawdziwe pieniądze. Możemy ewentualnie oglądać reklamy. Te ostatnie doczekają się chyba osobnego tekstu, bo promują gry tak niskiej jakości, że trzeba to napiętnować.

Kilka miesięcy temu opowiadałem o tym, że obejrzałem 29 reklam tylko po to, by zdobyć dwie licencje pilota w grze na iPada. Tak, zakupy w aplikacjach potrafią zabić przyjemność grania. O dziwo w Lemmingach zupełnie tego nie odczuwam.

Zasiedliłem dotąd 53 planety i planetoidy na 11 poziomach gry. Wydałem na to może kilkanaście złotych. W zasadzie mógłbym nie wydać ani złotówki, ale złamałem się, chcąc skończyć ten czy inny poziom.

Pełna dawka energii wystarcza na uratowanie kilkudziesięciu Lemmingów. Później musimy czekać lub zapłacić 400 sztuk złota za jej dodatkowy zastrzyk. Bywa to oczywiście frustrujące, ale grając pamiętam, że nie mam do czynienia ze świetnym FPS-em, w którym za wszelką cenę chcę zdobyć kolejne poziomy. Gram, by się rozerwać. Zrobić krótki przerywnik. Zrelaksować się bez zobowiązań.

Nie zamierzam przekonywać do gry nieprzekonanych, ale nie rozumiem też hejtu, który w wielu miejscach w sieci spadł na Lemmingi. Twórcy poradzili sobie z legendą. Umiejętnie zagrali na sentymencie, czego jestem dowodem, podobnie jak wspomniany już dwukrotnie mój redakcyjny kolega.

Dołącz do dyskusji