Piękna baśń Disneya skrywa zdumiewająco wiele mroku. Kingdom Hearts 3 – recenzja

Recenzja/Gry 17.02.2019
Piękna baśń Disneya skrywa zdumiewająco wiele mroku. Kingdom Hearts 3 – recenzja

Piękna baśń Disneya skrywa zdumiewająco wiele mroku. Kingdom Hearts 3 – recenzja

Nie mogę się pogodzić z tym, co scenarzyści Square Enix przygotowali dla jednej z moich ulubionych postaci. Kingdom Hearts 3 to na pozór kolorowa, ciepła, baśniowa przygoda dla starszych i młodszych. Jednak za fasadą licencji Disneya kryje się bagaż trudnych doświadczeń i traumatycznych przeżyć, które zmuszają gracza do nieprzyjemnych refleksji.

To była wspaniała przygoda! Spędziłem 40+ godzin w świecie Piratów z Karaibów, Toy Story, Potworów i Spółki, Herkulesa, Big Hero 6, Zaplątanych, Kubusia Puchatka oraz Krainy Lodu. Jako nie-tak-zdolny, nie-tak-potężny, ale obdarzony wielkim sercem Sora przemierzyłem wiele wymiarów, chcąc powstrzymać Organizację XIII. Przez cały ten czas scenarzyści Square Enix energicznie wiązali wątki poprzednich gier, próbując ujednolicić historię uniwersum. Co nie jest proste, gdyż Kingdom Hearts to opowieść rozłożona na barkach kilku głównych bohaterów, żyjących w różnych czasach oraz wymiarach.

Nowe światy Disneya prezentują bardzo nierówny poziom.

Z jednej strony mamy prawdziwe dzieła sztuki, jak zielone królestwo Corony czy piękny wymiar Piratów z Karaibów (który doczeka się osobnego tekstu). Egzotyczne Karaiby są rozbudowane i pełne unikalnych mechanik rozgrywki. Druga strona medalu to na przykład Monstropolis z Potworów i Spółki. Wielka fabryka jest serią szarych i nijakich korytarzy wypchanych przeciwnikami do ubicia. Dlatego jakość rozgrywki znacząco różni się w zależności od odwiedzanego wymiaru. Czuć, jak gdyby pracowały nad nimi kompletnie różne ekipy deweloperów.

Na szczęście większość światów jest absolutnie REWELACYJNA. Droga na górę Olimp obfituje w niesamowite widoki. Corona to miejsce tak przyjazne graczowi, że nie będziecie chcieli opuszczać tanecznego festiwalu. Wcześniej wspomniane Karaiby budzą jak najlepsze skojarzenia z Assassin’s Creed: Black Flag. Amerykańskie przedmieścia w Toy Story wyglądają niesamowicie autentycznie. Jak gdyby wyjęto je prosto z bajki studia Pixar. Na tym tle rozczarowują wcześniej wspomniane Potwory, a także taka sobie Kraina Lodu.

Tam, gdzie lokacje mogłyby być lepsze, sytuację ratują bohaterowie

Pomysł na wykorzystanie lodowego potwora z Krainy Śniegu to absolutne 10/10 w skali gier wideo. Sekwencje z Roszpunką, która po raz pierwszy opuszcza wieżę, chwytają za serce niczym uścisk marynarza. No bo jak mają nie chwytać, gdy urocze dziewczę po raz pierwszy w życiu wchodzi do stawu, a gracz ma okazję rozpoczęcia bitwy wodnej. Dziewczynka Boo z Potworów i Spółki jak zwykle jest urocza (Majk Łyzalsky!), a Hades wymiata. Dosłownie.

Postaci na licencji Disneya zostały świetnie napisane. Nie mogę powiedzieć tego samego o wszystkich autorskich herosach Square Enix. Główny bohater Kingdom Hearts 3 to chodzący stereotyp mangowego chłopca o wielkim sercu. Towarzyszy mu przyjaciel-rywal o modniejszym wyglądzie i koleżanka, którą trzeba wiecznie ratować z opresji. Japończycy uwielbiają taki podział ról w drużynie, a nowa przygoda Sory tylko powiela starte schematy.

To mój główny zarzut wobec Kingdom Hearts 3 – postaci Square Enix nie są tak barwne i ciekawe jak te po stronie Myszki Miki. Pomiędzy dwoma światami zionie dysproporcja jakości. Widać ją zwłaszcza w końcowym etapie rozgrywki, gdy Japończycy przestawiają wajchę na ratowanie całego uniwersum. Zbyt mało dzieje się w środku przygody, z kolei faza finałowa jest tak zagęszczona filmami, zwrotami akcji i nowymi postaciami, że może od tego rozboleć głowa.

Mimo tych mankamentów Kingdom Hearts 3 to cudowna przygoda.

Potrzebowałem takiej produkcji. Autentycznie potrzebowałem. Po dziesiątkach gier wideo silących się na pozorowany realizm Kingdom Hearts 3 jest jak lemoniada pita w ogrodowym leżaku. W końcu odpoczynek. W końcu rozluźnienie. Wspólne pływanie z Jackiem Sprarrowem to frajda sama w sobie. Kto by nie chciał zjeżdżać ze stromej góry razem z Kaczorem Donaldem? Nawet wspólne gotowanie ze szczurkiem z Ratatuj nie nudzi.

Kingdom Hearts 3 jest pełne aktywności urozmaicających rozgrywkę. Każdy świat zaskakuje niespodziankami. Wszędzie znajdują się sekrety oraz skarby do zebrania. Podczas tego kina podróży nigdy nie czułem znużenia. Nigdy nie czułem, że mam dosyć. Zawsze było coś do zrobienia i zawsze chciałem wracać na już poznane światy. Zwłaszcza, że te potężnie się zmieniają po przejściu głównej osi fabularnej, obfitując w dodatkowe atrakcje oraz lokacje. KH3 to prawdziwy skarb dla poszukiwaczy i kolekcjonerów.

Gra jest jednocześnie jednym z niewielu tytułów, w których sama rozgrywka jest nagrodą. Produkcja została pozbawiony jakichkolwiek mikro-transakcji, DLC czy skórek. Nadrzędnym celem Kingdom Hearts 3 jest dostarczenie rozrywki w najczystszej postaci. To od razu czuć. Miejscami gra spisuje się jak powalające grywalnością platformówki z lat 90-tych. Jestem pełen uznania dla twórców, że nie dali się współczesnym trendom w branży. Dzięki temu dostałem sto procent frajdy i żadnego zbędnego balastu.

Co oczywiście nie oznacza, że Kingdom Hearts 3 jest idealne.

Poza wcześniejszymi problemami narracyjnymi, warto zwrócić uwagę na powtarzalność walk. Typów przeciwników jest zbyt mało, z kolei unikalnych bossów jeszcze mniej. Na szczęście konfrontacje urozmaica system rozwoju postaci. Dzięki niemu starcie z początku oraz końca Kingdom Hearts 3 to dwa różne światy. Sora uczy się takich sztuczek, że na moment przed napisami jest niczym Neo z Matriksa. Lata, biega po ścianach, czaruje – walki bywają niezwykle efektowne. Do tego rozwój drużyny jest satysfakcjonujący, a nowe umiejętności i bronie zawsze dają dziką frajdę.

Dla wielu problemem może być także nieco archaiczny system punktów zapisu. Chcesz zachować rozgrywkę i wyłączyć konsolę? Żaden problem. Musisz tylko najpierw uzbierać 300 muszli dla kapitana Jacka Sparrowa. To nie żaden przekolorowany przykład. tylko autentyczna scena z gry. Moi znajomi byli zachwyceni, gdy musieli czekać w lobby Apex Legends, ponieważ miałem w koszyku raptem 163 muszle. KH3 nie jest grą, do której podchodzi się z doskoku, ot na pół godzinki. To epicka przygoda na kilka tygodni grania.

W sieci spotkałem się z krytycznymi opiniami na temat osobnego modułu rozgrywki, jakim jest eksploracja kosmosu. Latanie statkiem z klocków faktycznie nie jest najlepszym elementem KH3, lecz odnalazłem w nim wiele radości. Zabawa przypomina trochę przygodę z automatami. To ciekawe urozmaicenie, a sam kosmos jest pełen opcjonalnych skarbów oraz unikalnych mini-bossów. Bez żadnego zawahania przehandlowałbym statek międzygwiezdny na dodatkowy chodzony świat Disneya (Aladyn!), ale cieszę się, że dostaliśmy kosmiczny dodatek. Natomiast każdy, kto nie chce eksplorować nieznanego, zawsze może lecieć prosto do celu fabularnego.

Baśń? Coraz bardziej taka od braci Grimm.

Jedna kwestia nie daje mi spokoju… to ogrom mroku, cierpienia i samotności, jaki spotkał znaczną część bohaterów Kingdom Hearts 3. Pod płaszczem pogodnych, kolorowych licencji Disneya kryje się prawdziwie tragiczna historia. Zakończenie tylko pozornie jest szczęśliwe. Pojawia się wiele łez i są to krople ze wszystkich miar uzasadnione. To, przez co przeszła część bohaterów serii, załamałoby niejednego protagonistę innych gier wideo.

Herosi światła doświadczyli rzeczy straszniejszych niż śmierć. Czuję się nieswojo, gdy producenci gry tak łatwo przechodzą nad tymi traumatycznymi epizodami do porządku dziennego. Jak gdyby jeden uśmiech Myszki Miki wystarczył, aby o wszystkim zapomnieć i wszystko wybaczyć. Nie kupuję takiej narracji. Bohaterowie Kingdom Hearts 3 to ofiary wielkiej gry, w której byli przedmiotowymi pionkami. Po prostu należy im się odpoczynek w gronie najbliższych. Jednak nawet tego Square Enix nie może im zagwarantować i za to mam do producentów nieco żal.

Największe zalety:

  • Baśniowa przygoda na kilkadziesiąt godzin
  • Zero skórek, DLC i mikrotransakcji
  • Tona mini-gier, sekretów i skarbów
  • Piraci z Karaibów!
  • Zadziwiająco dobra warstwa wizualna

Największe wady:

  • Archaiczny system zapisu
  • Potwory i Spółka
  • Starte schematy japońskiej popkultury
  • To nie jest zakończenie, na jakie zasłużyli bohaterowie Kingdom Hearts

W ostatecznym rozrachunku Kingdom Hearts 3 to worek pełen pozornych przeciwności. Jako przedstawiciel gatunku jRPG tytuł pisuje się średnio, ale jako gra wideo jest kapitalny. Banalna historia mogłaby być lepsza, lecz dialogi oraz narracja są rewelacyjne. Część światów jest poniżej ogólnego poziomu, ale i tak trudno odejść od konsoli. KH3 nie jest łatwe w opisie, ale jest łatwe w ocenie: to wspaniała przygoda, która pięknie jaśnieje na tle bardziej klasycznych gier wideo.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji