Nie mówmy o premium, a będzie dobrze. Wideorejestrator jazdy Goclever Drive DVR Fastgo Full HD Premium – recenzja

Recenzja/Sprzęt 09.02.2019
Nie mówmy o premium, a będzie dobrze. Wideorejestrator jazdy Goclever Drive DVR Fastgo Full HD Premium – recenzja

Nie mówmy o premium, a będzie dobrze. Wideorejestrator jazdy Goclever Drive DVR Fastgo Full HD Premium – recenzja

Ustalmy na początek jedno – ta kamera nie ma nic wspólnego z premium ze swojej nazwy. A skoro to już wiemy, to możemy przejść do właściwej recenzji.

Goclever Drive DVR Fastgo Full HD Premium – tak brzmi pełna nazwa niedrogiego rejestratora jazdy, który kilka tygodni temu trafił do mojego samochodu. Dla ułatwienia i ograniczenia liczby znaków w tym tekście, będę go nazywał po prostu Fastgo Full HD Premium.

Niedrogi, czyli ile trzeba zapłacić za Goclever Drive DVR Fastgo Full HD Premium?

199 zł – taką cenę możemy zobaczyć w oficjalnym sklepie tego producenta, choć w internecie można znaleźć oferty zarówno o 10-20 zł wyższe, jak i niższe. Dostępna jest też bardziej rozbudowana wersja, opisywana jako 2 kamery przód tył, co raczej mówi samo za siebie.

Tak, do tego niedrogiego rejestratora można podłączyć kamerę cofania (a raczej po prostu tylną kamerę), która pozwoli nam rejestrować obraz za autem. I biorąc pod uwagę fakt, że różnica w cenie to zaledwie 30 zł (w ramach promocji), taki podwójny pakiet wydaje się o wiele bardziej atrakcyjny cenowo.

W ofercie Goclevera jest też trzecia kamera – też Fastgo (chociaż zapisywane już jako Fast Go), też Full HD, ale już bez premium. Czym się różni? Brakuje w niej kilku bonusowych dodatków (o których za chwilę), jest wyraźnie mniejsza, ma mniejszy ekran, węższy kąt widzenia i jest… o połowę tańsza. Możemy ją kupić za 99 zł, ale uwaga – to cena promocyjna. Teoretycznie kosztuje bowiem niemal dokładnie tyle samo co testowana kamera, czyli 189 zł.

Czy znajdę tu choć odrobinę premium?

Ani grama. Mój modelik Porsche, któremu same z siebie odpadły boczne lusterka, jest bardziej premium (choć prawda jest taka, że jest też droższy od tego rejestratora). W budowie zewnętrznej Fastgo Full HD wszystko jest po prostu, bez żadnej wątpliwości, tanie.

Obudowa? Kilka rodzajów trzeszczących tworzyw sztucznych. Przyciski? Twardy plastik i typowy tani klik, choć trzeba im przyznać, że nie można mieć wątpliwości, czy faktycznie udało nam się wcisnąć guzik.

Uchwyt montażowy? Z jednej strony solidny i pod każdym względem skuteczny, a do tego z możliwością szerokiej regulacji. Z drugiej strony zaczep na kamerę w moim egzemplarzu był chyba nie do końca precyzyjnie wycięty i miałem wrażenie, że zanim połączę kamerę z uchwytem, uda mi się wyrwać albo wypchnąć przednią szybę.

Do tego dochodzi jeszcze chyba największa wada tej kamery – próba uczynienia jej wizualnie premium, poprzez otoczenie obiektywu plastikowym chromem. Nie tylko wygląda to tanio, ale też sprawia, że kamerę przyczepioną pod szybą widać z daleka. Szkoda, bo nie każdemu chce się zdejmować kamerę za każdym razem, kiedy zatrzymuje się np. po to, żeby wyskoczyć na szybkie zakupy.

Co ciekawe, z tego co widzę na stronie producenta, dość szybko wycofano się z udawanego chromu i teraz kamera sprzedawana jest w wersji z czarną obudową obiektywu. Brawo. Uważajcie tylko, żeby nie brać wersji z pakietem chrom, bo takie również są obecne w sprzedaży.

W kwestiach montażowych minus przysługuje niestety też za lokalizację gniazda zasilania. Jestem w stanie jeszcze przeżyć fakt, że w 2019 r. (ok, kamera jest z 2018 r.) do ładowania wykorzystywany jest przewód miniUSB, ale umieszczono go w taki sposób, że właściwie nie da się go podłączyć, kiedy kamera jest zamocowana w pozycji, jaką jej wybrałem. Trzeba ją lekko przekręcić albo odchylić, i dopiero wtedy można włożyć kabel. Następnie należy oczywiście ustawić kamerę we właściwej pozycji.

Niefortunna lokalizacja gniazda ładowania generuje jeszcze jeden problem. Owszem, rejestrator można zasilać z powerbanków (co przyda się w trybie postojowym), ale nie ma szans, żeby podłączyć do niego prosty kabel. Konieczny jest zakup takiego z zagiętą końcówką, jaki dołączono do zestawu. Niestety ten, który otrzymujemy, jest zintegrowany z ładowarką.

Na szczęście jest naprawdę długi, więc akurat z podstawowym zasileniem rejestratora nie powinniśmy mieć problemów.

Ponarzekałeś, ponarzekałeś – nic trudnego przy tanim sprzęcie. Teraz napisz coś dobrego.

Narzekania na jakość wykonania taniej kamery są łatwe. Ale równie łatwo znaleźć powodu, żeby ją pochwalić.

Przede wszystkim z tyłu kamery znajdziemy całkiem spory, czytelny ekran o niezłej rozdzielczości i jakości, który pozwala na swobodny podgląd wszystkich zarejestrowanych materiałów (można go wyłączyć na czas jazdy). Jego obecność nie sprawia też, że kamera jest rozmiarów lusterka wstecznego – jeśli kupimy wersję z czarnym obiektywem i chwilę pokombinujemy, najprawdopodobniej uda nam się ją ukryć pod szybą bez większych problemów.

Mała uwaga – przy wyłączonym ekranie o statusie kamery (i ewentualnym nagrywaniu) informuje nas malutki, niebieski LED. Niestety jest tak mały, tak słaby i tak głęboko osadzony, że nawet w nocy trudno jednoznacznie określić na jego podstawie podczas jazdy, czy nagrywanie trwa czy zostało przerwane.

Zaskakująco wygodna jest też nawigacja po prostym, pozbawionym miliona podgrup menu. Tym bardziej, że na obudowie jest aż 7 dedykowanych przycisków, których wprawdzie trzeba się najpierw nauczyć, ale kiedy już to zrobimy, nie będziemy godzinami zastanawiać się, jak zmienić daną opcję.

Samum wyglądem rejestratora i jego jakością wykonania nikt się nie będzie jednak dłużej przejmował. Kluczowe jest to, jaki jest nagrywany obraz.

Jak to nagrywa?

Do wyboru jest kilka rozdzielczości, ale prawdopodobnie i tak wszyscy korzystać będą z najwyższej, czyli 2304 x 1296 pikseli (kąt widzenia – 170 stopni), przy 30 klatkach na sekundę, z dodatkowym, opcjonalnym zapisem dźwięku. Wybrać możemy też oczywiście czas nagrywania wideo po zakończeniu jazdy, a także długość pojedynczych nagrań wideo – do wyboru jest 1, 3 lub 5 minut.

Standardowo dla rejestratorów jazdy materiały wideo nagrywane są w pętli, tj. jeśli skończy się miejsce na karcie microSD (maksymalnie 128 GB według instrukcji), najstarsze nagrania zostaną zastąpione nowszymi i tak w kółko. Zapobiec temu można na dwa sposoby – albo ręcznie blokując dany materiał, albo zdając się na wbudowany czujnik. Z niewiadomych powodów domyślnie opcja automatycznego blokowania nagrań wideo jest wyłączona – trzeba ją włączyć w opcjach.

Sugerowałbym też zakup jak największej możliwej karty pamięci. Pojedyncze, 5-minutowe nagranie bez dźwięku zajmuje niemal równo 600 MB. Łatwo więc policzyć, że w na 8-gigabajtowej karcie, z której korzystałem, mieści się ledwie godzina materiału – a tyle niektórym zajmuje dojazd do pracy. W jedną stronę.

Filmy można oglądać na trzy sposoby.

Pierwszym z nich jest odtwarzanie materiałów bezpośrednio na kamerze, w czym niesamowicie pomaga 3-calowy wyświetlacz. Aplikacja do podglądu jest bardzo prosta, ale ma dwa przydatne rozwiązania. Po pierwsze dzieli wideo na te zarejestrowane przednią i tylną kamerą, na te zablokowane, na te wykonane w trybie parkingowym, a także osobno daje dostęp do zdjęć.

Oglądają filmy możemy je też przyspieszać, żeby nie czekać niepotrzebnie na właściwą akcję, jeśli np. ustawiliśmy 5-minutową długość nagrywania.

Drugą opcją jest wyświetlenie materiału na telewizorze, wykorzystując do tego przewód HDMI (brak w zestawie). Trzecią, najbardziej oczywistą, jest po prostu wyjęcie karty pamięci, włożenie jej do adaptera i podłączenie do czytnika w komputerze. Ewentualnie podpięcie do komputera przewodem miniUSB (również brak w zestawie).

I jak wtedy wygląda wideo?

Uwaga: Grafiki ilustracyjne są zrzutami ekranu z wideo, pomniejszonymi do 1500 pikseli na dłuższym boku. 

Jeśli ktoś oczekuje filmowej jakości, to oczywiście będzie rozczarowany. Ale nie o to w końcu chodzi w rejestratorze samochodowym za 200 zł, żeby konkurować ostrością obrazu i odwzorowaniem barw z GoPro.

Po pierwsze – Fastgo Full HD Premium ma obejmuje obiektywem naprawdę spory obszar przed samochodem. Dobrze ustawione 170 stopni pozwala monitorować z powodzeniem 2-3 pasy drogi i do tego ogromny kawał pobocza. Nawet stojąc na światłach tuż za innymi samochodami, na kamerze zapisuje się to, co dzieje się na sąsiednich pasach:

Po drugie – to, co najważniejsze, czyli identyfikacja innych samochodów, jest jak najbardziej możliwa na bazie danych z testowanego rejestratora. Bez trudu będzie można zidentyfikować markę, model, a także tablice rejestracyjne. Oczywiście przy tym ostatnim trzeba postawić kilka znaczących gwiazdek.

Przede wszystkim kamera potrafi pogubić się, kiedy w grę wchodzi naprawdę mocne światło słoneczne, padające prosto na tablice. Widać to doskonale na powyższym zrzucie ekranu – numer rejestracyjny da się odczytać z odbicia na masce mojego samochodu, natomiast z faktycznej tablicy już nie.

Tak samo przy jeździe pod słońce obraz potrafi się w niektórych miejscach paskudnie rozsypać. Nie ma to większego wpływu na kluczowe informacje na nagraniach, ale wygląda niezbyt pięknie.

Ograniczona jest też odległość, z której rejestracje są czytelne i widoczne. Kilka czy kilkanaście metrów to żaden problem. Szybko przejeżdżające obok nas auto – również bez trudu. Ale powyżej tej odległości tablice rejestracyjne zaczynają się zlewać w biało-szare plamy i nie ma szans nic z nich odczytać.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że głównie będziemy chcieli zarejestrować taką kamerą kogoś, kto znajduje się w bezpośredniej bliskości naszego auta, taka jakość powinna jak najbardziej wystarczyć.

Jeśli chodzi o zmianę parametrów nagrywania, to poza długością i rozdzielczością możemy kontrolować też ekspozycję, co może trochę poprawić czytelność nagrań w określonych sytuacjach.

A jak wygląda wideo w nocy i tryb parkingowy?

Jeśli chodzi o ogólne doznania wizualne z oglądania filmów nocnych – jest mocno tak sobie. Wartość rejestracyjna jest jednak akceptowalna.

Z tym pierwszym nie ma co dyskutować. Obraz rejestrowany w nocy jest niskiej jakości, pełen szumów i w ziarna tak dużego, że momentami aż bolą oczy. To jednak tylko część prawdy.

Z drugiej bowiem strony, jako dokumentacja jazdy, te filmy mogą w zupełności wystarczyć. Tablice rejestracyjne są nadal czytelne przy podobnych zastrzeżeniach, co podczas jazdy dziennej. Markę i model samochodu możemy bez trudu rozpoznać, bazując na nagraniach. Jak najbardziej czytelne są też oznaczenia poziome i pionowe, a także wszelkiej maści tablice informacyjne czy drogowskazy, może z wyjątkiem mniejszych tabliczek, np. niektórych z nazwami ulic czy przystanków.

Zdecydowanie nie chciałbym więc oglądać tych materiałów dla przyjemności. Ale jako dokumentacja – mogą być.

Tryb parkingowy natomiast działa prawidłowo, ale trzeba pamiętać, że kamera nie ma nadprzyrodzonych mocy i nie widzi w całkowitej ciemności, a co za tym idzie – nie potrafi wychwycić w niej ruchu. Wystarczy jednak odrobina światła, żeby zareagowała i zarejestrowała nagranie.

I to już wszystko?

Nie, oczywiście, że nie. Kamerę wyposażono w dwa systemy bezpieczeństwa – LDWS i FCWS. Ten pierwszy informuje o nieplanowanym zjeździe z pasa ruchu, natomiast ten drugi – o zbytnim zbliżaniu się do pojazdu poprzedzającego.

I tak – oba te systemy po odpowiedniej konfiguracji faktycznie dają nam namiastkę tego, co możemy znaleźć w nowszych samochodach. Może nawet kogoś będą w stanie uratować przed stłuczką. Ale ich wykonanie, cóż, nie stoi na najwyższym poziomie.

LDWS jest przede wszystkim – i wspomina o tym nawet instrukcja – rozwiązaniem raczej na autostrady czy drogi szybkiego ruchu, gdzie pasy są wyraźnie oznaczone, a drogi długie i proste. W mieście można dostać szału z ciągle powtarzającymi się komunikatami o przekroczeniu linii, które pojawiają się czasem nawet wtedy, kiedy… stoimy na światłach.

Mało tego – komunikaty docierają do nas nie w formie ostrzegawczego piśnięcia z wbudowanych głośników – są wypowiadane (i dodatkowo sygnalizowane ikoną na ekranie). Poważnie. Czasem i 5 razy pod rząd, kiedy już dawno zmieniliśmy pas. W mieście więc zdecydowanie lepiej je całkowicie wyłączyć. W trasie natomiast spisują się przyzwoicie, a linie rysowane na ekranie przeważnie pokrywają się z tymi na drodze (widać na powyższym zdjęciu).

FCWS jest dla mnie natomiast systemem… zupełnie niezrozumiałym. Zerkając na ekran widzę wyraźnie, że dobrze oznacza samochody i przyzwoicie określa odległość od nich (widać na powyższym zdjęciu). Na nic jednak takie rozeznanie, kiedy nagle otrzymuję informację, że jestem zbyt blisko samochodu, który jest 15 m przede mną. Albo 17 m. Albo otrzymuję tę informację stojąc (równe 0 km/h) w korku.

Możliwe, że to problem z faktem, że ostrzeżenia nie są piszczące, a wypowiadane. Zanim lektor odczyta 5 komunikatów, sytuacja na drodze już się zmienia, a ja dalej słyszę, że jestem zbyt blisko auta przede mną.

Ponownie – na autostradzie system ten sprawdza się o wiele lepiej, ale gdybym miał decydować, to prawdopodobnie po prostu bym go wyłączył. I ten drugi też. Dlaczego? Bo komunikaty wypowiadane są przez bardzo ciche i kiepskiej jakości głośniki – brzmią bardziej jak jakieś przebitki z radia. Nie mówiąc już o tym, że usłyszeć czy zrozumieć je jest sporą sztuką.

Warto czy nie?

Można to pytanie zadać trochę inaczej: czy polegałbym w momencie stłuczki lub innej niebezpiecznej sytuacji na materiale zarejestrowanym przez tę kamerę? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: jak najbardziej. Nie byłby to może materiał, który jakościowo pozwoliłby na jego publikację w Spider’s Web TV, ale jako dokument zdarzenia – całkowicie wystarczy. Może w nocy radzi sobie gorzej, ale nie oczekiwałem, że będzie inaczej.

Do tego wideorejestrator robi to, co powinien, tak jak należy. Uruchamia się szybko, działa sprawnie, ma odpowiednią liczbę fizycznych przycisków, spory, czytelny ekran, solidnie siedzi pod szybą, nagrywa naprawdę szeroko i ma funkcje, których można od niego oczekiwać.

Gdyby ktoś jednak zapytał mnie, jak można go poprawić, to – oprócz chromowanego obiektywu, co chyba już poprawiono – zaproponowałbym… usunięcie dodatkowych asystentów bezpieczeństwa i obniżenie w zamian za to ceny chociażby o kilkanaście złotych. LDWS i FCWS nie są może całkowicie złe, ale ich realizacja od strony powiadomień jest raczej irytująca niż pomocna.

Ale nawet z nimi, jeśli uda wam się trafić na jakąś promocję poniżej ceny sugerowanej – ten wideorejestrator może być sensownym wyborem.

Dołącz do dyskusji