E-book czy papierowa książka – co jest bardziej eko? Odpowiedź nie jest oczywista

Artykuł/Nauka 08.02.2019
E-book czy papierowa książka – co jest bardziej eko? Odpowiedź nie jest oczywista

E-book czy papierowa książka – co jest bardziej eko? Odpowiedź nie jest oczywista

E-booki są bardziej przyjazne dla środowiska od książek papierowych, prawda? W końcu gdy sięgamy po książkę elektroniczną, ratujemy lasy przed wycinką, ekosystemy przed rozpadem, a atmosferę przed emisją dwutlenku węgla. Niestety… nie do końca tak to wygląda.

Jednym z koronnych argumentów, padających w dyskusjach między zwolennikami czytania na papierze a zwolennikami lektury cyfrowej, jest ekologia. Miłośnicy cyfryzacji zaręczają, że e-booki ratują drzewa przed wycinką, a zamiast drukować katalogi reklamowe lepiej jest rozdawać pendrive’y z tą samą zawartością.

Gdy podchodzimy do sprawy „na chłopski rozum”, taka logika wydaje się słuszna. Książki papierowe, magazyny, sterty dokumentów w urzędach – to wszystko wydaje się nam pomnikiem wystawionym przestarzałym technologiom, które dawno już powinny trafić na śmietnik historii.

A jednak. Gdy spojrzymy szerzej na problem, okazuje się, że „archaiczny” nie zawsze oznacza „mniej ekologiczny”. A e-booki wcale nie są takie „pro-eko”, jak nam się wydaje.

Amazon Kindle Oasis 2 recenzja Czytnik e-booków

E-book czy papier? Co jest bardziej ekologiczne?

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że nie ma na to pytanie jednoznacznej, definitywnej odpowiedzi innej niż: to zależy.

Długo wzbraniałem się przed pisaniem tego tekstu, gdyż w omawianej materii występuje tak wiele zmiennych i jest tak niewiele konkretnych badań i wiarygodnych źródeł, że niemal niemożliwym jest wydanie konkretnego osądu. Do tego ostatnie twarde dane, jakimi dysponujemy, pochodzą sprzed co najmniej 4-5 lat. Zgłębiając tematykę można odnieść wrażenie, że ekologiczność e-booków interesowała nas najbardziej jakieś 10 lat temu, gdy e-czytniki były jeszcze nowością. Po kilku latach świat przestał zawracać sobie głowę tym, czy wygodniejsze e-booki faktycznie wyrządzają mniej szkody środowisku naturalnemu i przeszedł nad tym do porządku dziennego.

Posiłkując się jednak dostępnymi informacjami z rozmaitych źródeł, można dojść do wniosku, że generalnie książka papierowa jest… bardziej ekologiczna od e-booka.

Amazon Kindle Oasis 2 recenzja

Szacuje się, że zakup e-czytnika może się okazać (ale nie musi) wyborem bardziej pro-eko, jeśli czytamy na nim powyżej 20 książek rocznie (choć niektóre badania mówią nawet o 50 pozycjach) – przy czym mowa tu o samej produkcji i użyciu urządzenia, bez uwzględniania tego, co się z nim stanie, gdy jego okres jego przydatności dobiegnie kresu.

Jakim cudem papier – ta „przestarzała technologia” – okazuje się bardziej ekologicznym wyjściem od nowoczesnych, cyfrowych rozwiązań? Już tłumaczę.

Rozprawmy się z mitami. Czytanie e-booków nie ratuje lasów.

Największym nieporozumieniem, podnoszonym o dziwo nie tylko przez nieświadomych czytelników ale też działaczy ekologicznych, jest teza, jakoby książki papierowe przyczyniały się do wycinki lasów.

Według ostatnich danych, jakimi dysponujemy, jest… dokładnie odwrotnie. Przy czym zaznaczyć trzeba, że dane dotyczą krajów Unii Europejskiej. Podobnie sytuacja wygląda w Ameryce Północnej. Niestety, jeśli chodzi o Amerykę Południową i Azję, panuje tam wolna amerykanka, gdyż brakuje regulacji tożsamych ze strategiami zrównoważonego rozwoju przyjętymi przez kraje UE i Ameryki Północnej.

Wracając do kwestii rzekomego wycinania lasów na potrzeby książek papierowych: na miejsce każdego ściętego drzewa z lasów gospodarczych, sadzi się cztery nowe. Młode drzewa dodatkowo mają większą zdolność pochłaniania dwutlenku węgla od starych drzew, co przekłada się również na pozytywny wpływ na zmiany klimatu.

Kindle Oasis

Trzymając się stricte gruntu polskiego: statystycznie zużywamy około 90 kg papieru rocznie. Oznacza to, że na potrzeby 11 osób konieczna jest wycinka 17 drzew. Sęk w tym, że ograniczenie zużycia papieru przez pojedynczego Polaka nie będzie miało żadnego wpływu na wycinkę lasu.

Jak mówiła Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych w rozmowie z naTemat, „do papierni trafia drewno pochodzące z tzw. cięć pielęgnacyjnych. Usuwa się wtedy część młodych drzew, by dać przestrzeń do wzrostu pozostałym. Drzewa te i tak zostałyby wycięte”.

Szacuje się, że w UE i Ameryce aż 80 proc. pulpy drzewnej to właśnie albo cięcia pielęgnacyjne, albo źródła wtórne: spady z fabryk innych gałęzi przemysłu (np. meblowego) czy papier pochodzący z recyclingu. Nie mamy niestety danych co do tego, ile książek może powstać z jednego drzewa w naszych warunkach, ale dobry ogląd daje nam na to amerykańska fundacja OneOak Project.

Według danych fundacji, jeden dąb wysoki na 23 metry wygeneruje ponad 7,86 ton suchej masy. Nawet zakładając, że do produkcji książek wykorzysta się drzewo o 1/4 objętości rzeczonego dębu, oznacza to, że z jednego drzewa może powstać nawet 2000 książek o średniej masie poniżej 1 kg.

Statystyczny nakład większości książek papierowych w Polsce i na świecie nie przekracza 500 pozycji, wyjąwszy oczywiście megabestsellery i książki celebrytów o niczym. Sami policzcie, ile faktycznie potrzeba na to drzew.

Oczywiście wszystko powyższe nie oznacza, że powinniśmy zaprzestać wysiłków w ograniczeniu zużycia papieru. Generujemy go znacznie więcej niż jest to realistycznie potrzebne, szczególnie w takich sektorach jak bilety, plakaty, reklamy, ulotki. Nie mówiąc już o opakowaniach, które co prawda podlegają recyclingowi, ale stanowią znacznie większy procent przemysłu papierniczego niż książki.

Produkcja papieru na książki pochłania też spore ilości wody. Do produkcji jednej książki potrzeba około 7,5 l wody. Dla porównania, wyprodukowanie jednego e-czytnika pochłania blisko 125 l wody, ale na czytniku przeczytamy wiele pozycji. Wystarczy, że będzie ich więcej niż 16, a już zrównoważymy zużycie wody, która byłaby potrzebna do wyprodukowania 16 papierowych książek. Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych rynek wydawniczy zużywa rocznie nawet – uwaga, złapcie się krzeseł – 580 miliardów litrów wody. Do tego książki i magazyny często pakowane są w plastikowe opakowania, choć – na całe szczęście – po ostatniej aferze z National Geographic coraz więcej wydawców deklaruje odejście od tego zwyczaju.

Mimo tego książki papierowe są jednoznacznie bardziej ekologiczne w procesie produkcyjnym.

Trzeba zaznaczyć, że większość wyżej wymienionych wartości pochłania nie produkcja książek, a gazet i magazynów, które mają też nieporównywalnie krótszy okres „żywotności”. Jeśli chodzi o prasę, cyfryzacja jest zdecydowanie bardziej ekologiczna. Podobnie rzecz się ma z branżą reklamową, w której stosowanie ekranów e-papierowych przyczyniłoby się do ogromnego spadku wykorzystania papieru, a także obsługi logistycznej związanej m.in. z rozwieszaniem plakatów.

W przypadku książek, które nie przestają być aktualne po tygodniu od publikacji, sprawa wygląda inaczej. Ich produkcja generuje (szacunkowo) nawet 100 razy mniej dwutlenku węgla niż produkcja e-czytników (a przecież e-booki możemy też czytać na smartfonach i tabletach).

Trzeba też pamiętać, że do produkcji urządzeń elektronicznych wykorzystuje się średnio 15 kg minerałów (na jedną sztukę urządzenia), nierzadko wydobywanych w warunkach uwłaczających człowieczeństwu w państwach ogarniętych wojną. Produkcja urządzeń elektronicznych wytwarza też znacznie więcej odpadów niż produkcja książek, a do tego nadal większość urządzeń elektronicznych nie jest poddawanych recyclingowi (wiele nawet się do tego nie nadaje), lecz ląduje na wysypiskach śmieci.

Nieliczne firmy, jak choćby Apple (iPad to obok Kindle’a najpopularniejszy „czytnik książek” na świecie), w ramach swoich strategii zrównoważonego rozwoju dbają o to, aby korzystać z materiałów nadających się do recyclingu. Nie da się jednak ukryć, że nawet gdy firmy zadbają o pro-ekologiczne procesy produkcyjne i posprzedażowe, ostateczny los urządzenia zależy od nas. A niestety statystyka brutalnie pokazuje, że elektrośmieci w znakomitej większości nie trafiają do ponownego przetworzenia.

Oczywiście można by się sprzeczać, że przecież e-booki same w sobie nic nie kosztują w utylizacji – to tylko zlepki bitów na serwerach, niemające bezpośredniego wpływu na emisję gazów cieplarnianych czy zanieczyszczenie planety, w przeciwieństwie do papierowych książek, które wymagają recyclingu. Czy można jednak odseparować e-książkę od urządzenia, które jest wymagane, by ją przeczytać? Nie sądzę.

To, co dzieje się po wytworzeniu, jest już mniej jednoznaczne

Posługując się ponownie logiką „chłopskiego rozumu”, książki papierowe można uznać za mniej ekologiczne, bo przecież trzeba je przetransportować, przechowywać, wystawić na półkę w sklepie. A przecież większość książek po kilku miesiącach spędzonych na półkach księgarni trafia z powrotem do dystrybutora, co tylko multiplikuje ich ślad węglowy.

Faktycznie, mogłoby się wydawać, że książki papierowe są mniej ekologiczne od strony logistycznej. Tyle że to nie do końca prawda.

Smartfony LG, które dostaną aktualizację do Androida 9.0 Pie - pełna lista, aktualizowana na bieżąco

Tutaj wkraczamy na obszar niemal zupełnego braku konkretnych danych, ale pewne rzeczy możemy przeliczyć.

Większość książek papierowych, jakie możemy kupić w lokalnej księgarni, pochodzi z tego samego kraju. Książki w języku polskim są drukowane, przechowywane i transportowane na terenie Polski, co pozwala nam do pewnego stopnia wyobrazić sobie, ile może kosztować ich zaplecze logistyczne, a przynajmniej ile paliwa zostanie zużytego przy transporcie.

Przeciętny „TIR” z załadunkiem spala ok. 30 litrów paliwa na 100 km. Zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz (trasa północ-południe, około 650 km w jedną stronę), taki transport spali około 195 litrów paliwa, by dostarczyć książki z drukarni do magazynu. Drugie tyle, by powrócić do punktu docelowego z innym transportem. Policzmy więc, że zejdzie ze 400 litrów.

Załóżmy, że potem z magazynu do księgarni książki rozwozi przeciętne auto transportowe kategorii B, spalające 10 litrów na 100 km (tyle pali np. Ford Transit). Nawet jeśli to auto również pokona dystans 650 km w jedną stronę, spali około 65 litrów paliwa, 130 w dwie strony.

Pamiętając, że to bardzo mocno uogólniające wyniki, mamy do czynienia z nieco ponad 500 l spalonego paliwa kopalnego, by dostarczyć książki papierowe z drukarni, poprzez magazyn, aż do księgarni.

Tymczasem niemal cała elektronika na której możemy czytać książki (e-czytniki, smartfony, tablety, komputery, nośniki cyfrowe) produkowana jest w Azji, skąd transportuje się ją kontenerami na inne kontynenty.

Kontenerowiec zużywa dziennie około 250 ton paliwa. Uśredniając, to nieco ponad 352980 litrów dziennie. Czas przepłynięcia statku z Azji do Europy może trwać – zależnie od miejsca załadunku i rozładunku – od 20 do 33 dni. Zakładając wariant najbardziej optymistyczny, kontenerowiec spali 7059600 litrów paliwa, by dostarczyć towar do portu. Gdzie oczywiście musi zostać rozładowany i dostarczony do miejsca przeznaczenia drogą lądową.

Część transportu odbywa się drogą kolejową, ale nawet w tej sytuacji wpływ transportu na środowisko jest ogromny. Jeśli uśrednimy, że przeciętna lokomotywa spalinowa zużywa około 250 litrów na 100 km, a trasa do Chin wynosi około 11 tys. km, taka lokomotywa zużyje 27500 l na przestrzeni 9-14 dni, jakie zajmuje przejazd pociągu towarowego do Polski. To wielokrotnie mniej niż zużyje transport kontenerowcem, ale nadal nieporównywalnie więcej od zużycia paliwa przy okazji lokalnego transportu.

Oczywiście takie uśrednienie jest nieco krzywdzące dla e-czytników czy innej elektroniki, bo na pokładzie kontenerowca czy pociągu zawsze znajdą się towary z innych branż. Największe kontenerowce mogą pomieścić nawet 21413 kontenerów, co daje 21413000 l samego załadunku. Nie obniża to jednak w żaden sposób sumarycznego zużycia paliwa, które generuje – między innymi – konieczność przewiezienia znajdującej się na pokładzie elektroniki.

Nie sposób zmierzyć ekologicznego wpływu sprzedaży książki elektronicznej w porównaniu do papierowej.

Tak, na pierwszy rzut oka papierowa książka znów wydaje się tą mniej „eko”. Bo przecież papierowe książki trzeba składować w magazynie. Transportować. Wykładać na półki w księgarniach, a to wszystko przecież zużywa paliwo i prąd.

Nie znalazłem szacunków, jakie może być zużycie prądu potrzebnego do sprzedaży książki papierowej, no bo jak to zrobić? Zużycie prądu w magazynach jest zależne od ich wielkości i wielu innych czynników. Transport – zależny od odległości, rodzaju, zapotrzebowania i tego, czy kupujemy online czy stacjonarnie. Zużycie prądu zależne jest od wielkości księgarni – wielkopowierzchniowy Empik zużyje go znacznie więcej niż lokalna księgarnia w starej kamienicy.

Tymczasem w powszechnym mniemaniu e-booki prądu nie zużywają. Lądują sobie na serwerach, nie są fizycznie transportowane, magazynowane, nie wymagają miejsca na półkach w stacjonarnym sklepie.

To wszystko prawda, ale błędem jest myślenie, że e-booki nie zużywają prądu. Ostatecznie książki elektroniczne muszą być magazynowane na serwerach, a te zużywają niewyobrażalne ilości energii elektrycznej.

W 2014 roku w Stanach Zjednoczonych centra danych zużywały rocznie około 70 miliardów kWh energii elektrycznej. Mniej więcej tyle, ile w ciągu roku zużywa 6,4 miliona obywateli USA.

Od kilku lat widzimy ustawiczne starania branżowych gigantów – Microsoftu i Amazonu – w zasilaniu jak największej liczby centrów danych energią pochodzącą z odnawialnych źródeł. To jednak wyjątki od reguły. W większości krajów centra danych nadal zasilane są przy użyciu tradycyjnych elektrowni.

Nie mamy jednak konkretnych danych odnośnie tego, jak wiele prądu zużywają konkretne serwerownie na których e-sklepy przetrzymują swoje zasoby. Jednakże do ekologicznych kosztów utrzymania e-booków musimy zaliczyć nie tylko księgarnie cyfrowe, ale także sklepy, które sprzedają urządzenia, na których czytamy. I nagle okazuje się, że książka papierowa wcale nie jest taka znowuż nie ekologiczna, choć powtórzę – w tym konkretnym przypadku nie sposób jednoznacznie stwierdzić, które rozwiązanie jest mniej czy bardziej szkodliwe.

Tym bardziej, że w przypadku papierowych książek, nawet gdy zamawiamy je przez Internet z dostawą do domu, musimy każdorazowo uwzględniać ekologiczny koszt transportu i obsługi sprzedaży.

Tak jak wspominałem we wstępie – zmiennych jest zbyt wiele, by wydać kategoryczny osąd.

W codziennym użyciu sprawa wydaje się prosta: e-booki przegrywają

Raz kupiona książka nie zużywa energii. Kropka. Co najwyżej tyle, ile potrzeba do zapalenia żarówki, by oświetlić pokój.

Według różnych badań, aby zrównoważyć ślad węglowy wykorzystania e-czytnika, trzeba przeczytać od 20 do nawet 50 książek rocznie. Dopiero wtedy proporcje między papierem a e-bookiem zaczynają się wyrównywać. Według Teda Genowaysa, autora książek o tematyce ekologicznej i redaktora magazynu VQR, już w 2011 roku popularyzacja e-czytników i e-booków podniosła czytelniczy ślad węglowy aż dziesięciokrotnie (sic!).

Sytuacja staje się jeszcze gorsza, gdy uświadomimy sobie, jak krótki cykl życia ma e-czytnik (dowolnego rodzaju) w porównaniu z papierową książką.

Książki papierowe przechowywane są w bibliotekach przez stulecia. Nawet w domowych, nieprzystosowanych warunkach możemy liczyć na spokojne kilkadziesiąt lat użytku, nim książka rozpadnie nam się w rękach. Książkę po przeczytaniu możemy przekazać dalej, sprzedać, oddać, zostawić w punkcie wymiany książek (choć takie praktyki z pewnością nie pomagają zarabiać autorom, ale co zrobić – nic nie jest czarno-białe).

Tymczasem dedykowane czytniki książek elektronicznych pozostają w rękach użytkowników średnio przez 2-3 lata.

PocketBook InkPad 3

Zakładając nawet, że ktoś bardzo szanuje swoją własność i nie ma parcia na zmianę sprzętu co rok: przeciętny e-czytnik (Kindle czy inny PocketBook) przestanie być użyteczny po 5-7 latach. Chociażby z powodu zużycia akumulatora, który w tego typu urządzeniach nie jest wymienny i starzenia się podzespołów.

Nie mówiąc już nawet o tabletach czy smartfonach, które również mieszczą się w kategorii „e-czytników”: te urządzenia wymieniamy zwykle co dwa lata, ewentualnie sprzedajemy lub przekazujemy w rodzinie na kolejne dwa lata. Po tym okresie współczesny sprzęt mobilny jest w zasadzie bezużyteczny i trafia zazwyczaj nie na recycling, a na wysypisko śmieci.

Oczywiście to znowuż niezbyt sprawiedliwe porównanie, bo smartfony, tablety a nawet e-czytniki wykorzystujemy w innych celach niż tylko do czytania książek. Skoro jednak nie da się odseparować wpływu ekologicznego od konkretnego użycia danego urządzenia, musimy przyjąć, że e-czytanie ma bardziej negatywny wpływ na środowisko niż czytanie z kartki.

Dlaczego korzystamy z e-booków zamiast trzymać się papieru?

Po pierwsze – choć sam e-booki uwielbiam, to w ujęciu ogólnym… nie korzystamy z e-booków. Według ostatniego raportu Biblioteki Narodowej e-booki stanowią zaledwie 3 proc. polskiego rynku książki. Można by wręcz powiedzieć, że nie istnieją.

Na rozwiniętych rynkach udziały e-booków nie przekraczają 20 proc. i wręcz cofają się z roku na rok (taka sytuacja zachodzi np. w Wielkiej Brytanii). Jest to o tyle ciekawa sytuacja, że gdy e-booki weszły w swoją „złotą erę” w 2012 roku, szacowało się, że do 2025 roku będą stanowić 50 proc. rynku książki. Tempo wzrostu pozwala jednak sądzić, że te przewidywania się nie sprawdzą.

Abstrahując jednak od wielkości rynku e-booków, jest kilka solidnych powodów, dla których ludzie preferują e-czytanie.

Przede wszystkim, jest to wygodne. Tak po prostu. Zakup książki elektronicznej wymaga od nas znacznie mniej zaangażowania; szczególnie na Kindle’u, gdzie możemy zrobić to wprost z poziomu urządzenia.

Książki elektroniczne nie zajmują miejsca na półkach; coraz więcej osób nie chce zagracać swojego lokum papierowymi artefaktami, skoro tę samą treść i wiedzę mogą uzyskać na zajmującym ułamek przestrzeni urządzeniu.

E-booki pozwalają też wygodnie podróżować, zabierając bibliotekę ze sobą. Nie jest możliwym zabranie ze sobą w podróż takiej liczby papierowych książek, jaką jest w stanie pomieścić czytnik w formie cyfrowej.

To wszystko bardzo solidne argumenty, które bez wątpienia mogą przekonać do korzystania z e-booków.

Mam jednak nadzieję, że ten artykuł choć w jakimś stopniu pokazał, że wybierając e-booki z całą pewnością nie możemy powiedzieć, że kierujemy się ekologią. Bo choć nie wszystko w tej układance jest mierzalne, tak w ogólnym ujęciu możemy stwierdzić, że to papier jest rozwiązaniem bardziej przyjaznym środowisku.

PocketBook InkPad 3

Co jest bardziej ekologiczne – książka czy e-book?

To zależy.

Koniec końców to, jak wielki wpływ na środowisko będą miały nasze nawyki czytelnicze, jest zależne w głównej mierze od nas.

To my wybieramy, z jakich źródeł pozyskujemy książki. Czy kupujemy online, czy stacjonarnie. Czy w dużym molochu, czy małej lokalnej księgarni. To od nas zależy, czy po przeczytaniu książki przekażemy ją innym, czy może wyrzucimy na śmietnik, gdy zabraknie miejsca na półkach. To od nas zależy, co zrobimy z urządzeniem elektronicznym, gdy jego czas dobiegnie końca i to od nas zależy, czy będziemy wybierać produkty firm świadomych ekologicznie, czy takich, które w głębokim poważaniu mają środowisko naturalne.

Nie do końca mamy wpływ na to, jak wysoki „podatek od wygody” płaci natura za to, że my możemy oddać się luksusowi pozyskania wiedzy i rozrywki w postaci książek. Zadbajmy więc przynajmniej o to, na co mamy wpływ – o własne postępowanie.

Dołącz do dyskusji