Sprawdziłem 8 kamer do domowego monitoringu. I wybrałem najlepszą

Artykuł/Sprzęt 02.02.2019
Sprawdziłem 8 kamer do domowego monitoringu. I wybrałem najlepszą

Sprawdziłem 8 kamer do domowego monitoringu. I wybrałem najlepszą

Ile trzeba zapłacić za kamerę do domowego monitoringu, żeby potem nie żałować zakupu? Sprawdziłem, czy 200 zł (z ewentualnie małym haczykiem) wystarczy. 

Tak, przez ostatnich kilka tygodni miałem w domu uruchomionych 8 różnych kamer, z których żadna nie kosztowała dużo ponad 200 zł, a większość kosztowała nawet mniej. Którą z nich kupiłbym sobie po testach?

O czym warto pamiętać?

  • Testowane są naprawdę tanie sprzęty, kosztujące przeważnie mniej niż 200 zł, nie spodziewajmy się więc powalającej jakości obrazu
  • Jeśli więc mowa o dobrej czy akceptowalnej jakości obrazu, to jest to jakość dobra/akceptowalna w tym zakresie cenowym, nie ogólnie
  • To samo dotyczy jakości wykonania testowanych sprzętów – większość z nich (właściwie poza jedną) przypomina raczej tanie, plastikowe zabawki – bo i nie są niczym innym
  • To tanie sprzęty, więc i opcje łączności są ograniczone – tylko jedna kamera obsługuje łączność WiFi 5 GHz
  • Zdecydowana większość kamer przy przejściu z trybu dziennego na nocny (doświetlanie diodami) wydaje z siebie głośne kliknięcie
  • Jest 2019 r., więc dobra aplikacja mobilna jest tutaj kluczowa, dostęp z poziomu przeglądarki internetowej nie ma większego znaczenia
  • Szukam kamery typowo domowej, z jak najłatwiejszą obsługą za pomocą dedykowanej aplikacji dostarczanej przez producenta, więc wsparcie dla zewnętrznych rozwiązań nie ma znaczenia

Na jakim sprzęcie testowane były kamery?

  • Huawei P9
  • iPhone XS Max
  • Router Amplifi HD
  • Internet Domowy od T-Mobile
  • internet LTE w telefonie

Pomieszczenie testowe miało wymiary około 4×3 m i jedno naturalne źródło światła – standardowych rozmiarów okno. Wszystkie kamery były ustawiane mniej więcej na tym samym miejscu, niezależnie od możliwości ich regulacji. Większość nagrań zostało zarejestrowanych tego samego dnia, a jeśli nie było to możliwe – następnego, o podobnej porze.

Co bardzo istotne – większość nagrań poniżej zostało zarejestrowanych z poziomu aplikacji na telefonie, co mogło wpłynąć na obniżenie ich jakości. Zawsze jednak w aplikacji ustawiana była najwyższa dostępna jakość, co jednak nie zawsze przekładało się na najwyższą jakość oferowaną przez kamerkę. Dodając do tego kompresję YouTube’a, można zakładać, że jakość, którą uzyskamy po kupnie kamerki i zapisywaniu danych lokalnie będzie odrobinę wyższa. Ale cudów się nie spodziewajmy.

PS. Dementuję plotki, jakobym nosił dwie różne skarpetki.

EZVIZ Mini O – 189 zł

Wideo: 720p, 25 klatek na sekundę

Wbrew nazwie ta kamera nie jest całkowicie miniaturowa – mierzy sobie ok. 11 cm wysokości i 6 cm szerokości. Bez wątpienia jest natomiast jedną z ładniejszych kamer w tej cenie. Białe tworzywo sztuczne, z którego została wykonana, nie rzuca wprawdzie na kolana, ale całość wygląda spójnie, sympatycznie i nowocześnie.

Na dodatkowe plusy Mini O zasługuje jeszcze z kilku powodów. Po pierwsze ma dość szeroki zakres regulacji, dzięki osadzeniu głównej części kamery na zawiasie kulowym. Do tego kabel zasilający (microUSB) nie tylko jest bardzo, bardzo długi, ale nie stanowi z ładowarką całości, więc bez problemu można podmienić go na krótszy lub dłuższy.

Ezviz Mini O – oświetlenie sztuczne

Zaskakująco stabilna jest także podstawa Mini O. Mimo tego, że kabel podłącza się do górnej części kamery, a nie do podstawy (co jest rozwiązaniem dużo lepszym), nie wpływa to w żaden sposób na ustawienie zestawu. Gdyby jednak to nam nie wystarczało, w zestawie znajduje się magnetyczna płytka montażowa, do której możemy przyczepić Mini O.

Ezviz Mini O – oświetlenie naturalne

Od strony technicznej natomiast, Mini O jest raczej urządzeniem z kategorii podstawowych. Maksymalna rozdzielczość to 720p, przy 25 klatkach na sekundę. Do tego mamy tryb nocny, detekcję ruchu, mikrofon, głośnik, złącze na karty microSD (do 128 GB) oraz łączność WiFi – 2,4 GHz, b/g/n.

I już w tym miejscu trzeba wspomnieć o dwóch wadach. Przede wszystkim obiektyw oferuje kąt widzenia na poziomie 92 stopni, co jest wynikiem gorszym od niektórych produktów konkurencji. Jeśli więc chcemy monitorować małe pomieszczenie, powinniśmy poszukać czegoś szerszego.

Drugim problemem jest… bardzo głośny dźwięk przy przełączaniu się w tryb nocny. Brzmi prawie tak, jakby ktoś przeładowywał karabin, co może drażnić szczególnie wtedy, kiedy kiedy kamera znajduje się np. w pobliżu sypialni. Poza tym, jeśli ktoś włamie się do domu, od razu dowie się, że jest nagrywany.

Jeśli jednak te dwa niedociągnięcia nam nie przeszkadzają, trudno jest przyczepić się do kamery Ezviz. Świetnie wypada przede wszystkim niemal niezauważalne opóźnienie w transmisji, a także bardzo, bardzo czuły mikrofon. Głośnik jest odrobinę gorszej jakości, ale i tak wystarczy do sporadycznej komunikacji.

Pomimo niskiej ceny i maksymalnej rozdzielczości 720p, Mini O dostarcza zaskakująco dobrej jakości obraz – zarówno w dzień, jak i w nocy. Nie będzie w stanie wprawdzie stanowić konkurencji dla GoPro Hero6 Black, ale bez trudu sprawdzimy o każdej porze czy i co dzieje się w monitorowanym pomieszczeniu. Nawet w całkowitej ciemności.

Bez zarzutu spisuje się również aplikacja EZVIV. Działa (przeważnie) szybko, jest prosta w obsłudze i konfiguracji, a wszystkie opcje opisane są w prosty i czytelny sposób.

Jeśli chodzi o konfigurację, to jest ona raczej standardowa. Możemy włączyć lub wyłączyć alarmy ruchu i automatyczne rejestrowanie wideo, włączyć lub wyłączyć dźwięk, włączyć lub wyłączyć diodę sygnalizacyjną, zaplanować harmonogram monitorowania, zmienić czułość wykrywania ruchu, a także ustalić, czy w przypadku wykrycia ruchu kamera ma dodatkowo piszczeć. Zapewniam – przy najwyższym poziomie tego alarmu można obudzić pół domu.

Dodatkowy plus – można zabezpieczyć dostęp do aplikacji za pomocą odcisku palca lub FaceID.

Wnioski? W tej cenie bardzo dobra propozycja.

D-Link DCS-P6000LH Mini – 179 zł

(cena poza promocją: 199 zł)

Wideo: 720p, 30 klatek na sekundę

Również mini według nazwy i tym razem faktycznie można uznać, że jest to określenie zgodne z prawdą. Kamera marki D-Link ma wprawdzie 10 cm wysokości, ale za to tylko nieco ponad 3 cm średnicy, więc bez trudu można ją upchnąć na szafce np. obok książek.

Niestety już w tym miejscu trzeba wspomnieć o wadach DCS-P6000LH Mini. Z tych drobniejszych – kabel do ładowania (microUSB) jest dość krótki i zintegrowany z ładowarką. Jeśli więc chcemy ustawić kamerę dalej od gniazdka, musimy kupić cały nowy komplet, zamiast jedynie kabla. Do tego mała wieżyczka jest na tyle lekka, że bardzo łatwo ją wywrócić. I oczywiście strzela przy przejściu w tryb nocny.

To jednak nic w porównaniu do tego, że w kamerze D-Linka zabrakło jakiejkolwiek opcji lokalnego nagrywania. Jeśli chcemy przechowywać zarejestrowane materiały, musimy zapłacić. Plany są trzy – podstawowy, dla trzech kamer, za 2,5 euro miesięcznie lub 25 euro rocznie, Premium – dla pięciu kamer za 5/50 euro oraz Pro – dla 10 kamer za 10/100 euro.

W rezultacie trudno mówić o tym, że kamera kosztuje 179 zł. Jeśli ma osiągnąć pełnię swoich możliwości, kosztuje 179 zł plus co najmniej 100 zł rocznie.

Nie jestem też w stanie napisać, żebym był fanem aplikacji Mydlink. Wersja dla iOS przygotowana jest zupełnie byle jak, a do tego pełna jest odniesień do innych smart domowych urządzeń D-Linka, z których nie każdy chce korzystać. W rezultacie dotarcie do konkretnych ustawień kamery potrafi zająć zdecydowanie zbyt dużo czasu. Co najgorsze – nawet jeśli raz już tam trafimy, to nie ma gwarancji, że za drugim razem uda się nam to szybciej…

Jeśli jednak pominąć ten problem (do samego podglądu obrazu z kamery da się dostać bardzo szybko), to DCS-P6000LH Mini ma sporo plusów. Opóźnienie przy transmisji jest bardzo niewielkie, a jakość – choć trochę gorsza niż w Mini O – jest absolutnie wystarczająca. Do tego dochodzi jeszcze naprawdę szeroki kąt widzenia – aż 120 stopni, co jest jednym z lepszych wyników w tym zestawieniu. Niestety kamera – ze względu na swoją budowę – nie posiada możliwości regulacji kąta nachylenia obiektywu, co trochę utrudnia jej odpowiednie ustawienie.

Oczywiście samodzielnie możemy zdefiniować monitorowane obszary, czułość wykrywania ruchu, włączenie lub wyłączenie mikrofonu, a także wyłączyć diodę sygnalizującą włączenie kamery. Możliwe jest też zaprogramowanie przedziałów czasowych, kiedy kamera nie będzie rejestrowała obrazu.

I wszystko byłoby naprawdę świetnie, gdyby nie brak opcji bezkosztowego rejestrowania danych i brak możliwości regulacji kąta nachylenia obiektywu.

PS. Dodatkowe wyróżnienie za informowanie o tym, że kamera została odłączona/utracono łączność.

Xiaoyi Yi Home HD LED – 189 zł

Wideo: 720p, 24 klatek na sekundę

Kamera Xiaoyi nie wyróżnia się może parametrami, ale zasługuje na uwagę z kilku powodów.

Po pierwsze, wygląda zdecydowanie najlepiej na tle konkurencji, zwłaszcza w testowanej, matowej szarej wersji. Do tego ma solidną, sporą podstawę, więc nie ma powodów do obaw, że lekkie szturchnięcie ją wywróci.

Ma też zdecydowanie najlepszą – szczególnie po aktualizacji – aplikację. Działa błyskawicznie szybko, jest banalnie prosta w obsłudze, ma sensownie przygotowaną oś czasu i czytelne ustawienia. Do tego oferuje wszystkie opcje, które powinna – od wyłączania diody sygnalizacyjnej, przez ustawianie powiadomień dla wykrycia ruchu i stref monitorowania, aż po harmonogram monitorowania czy proste udostępnianie widoku z kamery znajomym i rodzinie. Kamera i aplikacja Xiaoyi zdecydowanie najlepiej radziła sobie też z przesyłaniem powiadomień do smartfona.

Yi Home HD pozwala też swobodnie wybrać, gdzie chcemy zapisywać materiały wideo. Możemy je przechowywać albo na karcie pamięci, albo w chmurze. Niestety w jednym i drugim przypadku napotkamy na pewne ograniczenia. Jeśli chodzi o nagrywanie materiału na karty pamięci, ograniczeni jesteśmy do 32 GB – większych kart kamera po prostu nie przyjmie. Jeśli natomiast wybierzemy chmurę, to miesięczny abonament za jedna kamerę i nagrywanie wykrytego ruchu będzie nas kosztować 8 euro miesięcznie. 22 euro, jeśli mamy więcej niż jedną kamerę (ale mniej niż 5).

Jeśli natomiast chodzi o samą jakość nagrań, to jest – szczególnie w tej cenie – całkowicie wystarczająca. Kąt widzenia jest bardzo szeroki (111 stopni), a pomimo tego, że wideo nagrywane jest tylko w 720p, powinno z powodzeniem wystarczyć do domowego monitoringu. Może przydałoby się zmniejszyć trochę zupełnie zbędny przy takich nagraniach kontrast, ale zdecydowanie nie jest źle. Sensowny jest także sposób oświetlania pomieszczenia oraz zasięg tego doświetlenia.

Zastrzeżenia można mieć tylko trzy. Po pierwsze kamera Yi Home HD jest jedną z największych powierzchniowo kamer w teście. Po drugie szarą powłokę na froncie bardzo łatwo zarysować, znacząco obniżając estetyczną wartość kamery. Po trzecie głośnik wbudowany w kamerę jest raczej marnej jakości. Na stronie produktu można wyczytać, że za jego pośrednictwem można np. czytać dzieciom bajki. Podejrzewam, że mogą mieć po tym potężną traumę.

Na szczęście to niewielkie zastrzeżenia, które zresztą można wynagrodzić kilkoma miłymi dodatkami, takimi jak chociażby bardzo długi przewód zasilający. Który niestety nie jest dopasowany kolorem do koloru kamery…

PS. Wersja biała jest o 10 zł tańsza. Ale bierzcie szarą.

D-Link DSC-932L – 199 zł

Wideo: 480p, 20 klatek na sekundę (30 klatek przy 240p)

O tym, że DSC-932L jest podróżnikiem z przeszłości (premiera w 2012 r.), świadczą dwa elementy. Jednym z nich jest naklejka na obudowie, zgodnie z którą przed podłączeniem kamery powinniśmy najpierw włożyć do komputera płytę CD. Drugim – maksymalna rozdzielczość rejestrowanego obrazu, wąski kąt widzenia i raczej ciemny obiektyw (2.8).

Oczywiście, do podstawowego monitorowania 480p jest wystarczające, ale jakość obrazu zapisywanego przez DSC-932L jest zdecydowanie poniżej tego, co oferują absolutnie wszyscy rywale z tego zestawienia. Gdyby tego było mało, z poziomu aplikacji mobilnej przy połączeniu przez WiFi jakość obrazu to maksymalnie… 240p.

Gdyby tego było mało, jest to typowa kamera do podglądu i powiadomień. Nie ma ani złącza na kartę pamięci, ani też nie jest obsługiwana przez chmurę D-Linka. Otrzymamy więc na telefon powiadomienie, kiedy wykryty zostanie ruch albo dźwięk – obie te opcje działają wyśmienicie. Musimy jednak samodzielnie przełączyć się w takiej sytuacji na podgląd z kamery – jedyne na co możemy liczyć bez tego, to najwyżej wysłanie nam na maila zdjęcia z momentu wykrycia ruchu.

Miałem też spore problemy, żeby podłączyć DSC-932L do nowej aplikacji mydlink. Dopiero po konfiguracji ze starszą aplikacji mydlink Lite całość zaczęła poprawnie działać.

Co jest więc na tyle ciekawego w DSC-932L, że znalazła się w zestawieniu? Po pierwsze to jedna z niewielu kamer w zestawieniu, która nie wymaga połączenia WiFi. Owszem, może być tak skonfigurowana, ale jeśli nie mamy sieci bezprzewodowej w domu (albo jej nie ufamy) możemy ją podpiąć bezpośrednio do routera lub switcha za pomocą przewodu ethernet.

Plus należy się także za sporą podstawkę i bardzo szerokie możliwości regulacji. Przy czym kamerę i tak najchętniej umieścimy gdzieś w garażu albo pomieszczeniu gospodarczym – jest zdecydowanie niezbyt salonowa. Trzeba tylko zatroszczyć się o gniazdko w okolicy – DSC-932L ma własne złącze zasilania i niezbyt długi kabel.

Ewentualnie możemy po prostu uznać, że w 2019 r. sens kupowania siedmioletniej kamery jest dyskusyjny.

PS. Dodatkowe wyróżnienie za informowanie o tym, że kamera została odłączona/utracono łączność.

Dahua IPC-C12P HD – 159 zł

Wideo: 720p, do 25 klatek na sekundę

Najtańsza kamera w tym zestawieniu, choć nic nie sugeruje na pierwszy rzut oka, żeby była gorsza od konkurencji.

Owszem, jest dość duża, wyraźnie większa od Xiaoyi Yi Home HD LED, ale dzięki temu – a także solidnej i sporej podstawie (w zestawie zestaw do montażu np. na ścianie) – trudno będzie ją strącić.

Poza tym oferuje 114-stopniowy kąt widzenia, łączność WiFi, rejestrację obrazu 720p i – co najważniejsze – wejście na karty pamięci do 64 GB, czyli dwukrotnie większe, niż nieco droższy rywal od Xiaoyi. Ma też w zasadzie wszystko, czego można wymagać od taniej kamery – wykrywanie ruchu, dwukierunkowa komunikacja głosowa i odpowiednia aplikacja mobilna.

Gdzie więc tkwi haczyk?

Cóż, po części prawdopodobnie w mało znanej przeciętnemu klientowi marce. Dahua nie mówi nic większości konsumentów. Jeśli wpiszą tę nazwę do np. App Store, uzyskają wyniki… w większości niezwiązane z właściwą firmą. Jeśli z kolei zeskanujemy kod QR z opakowania, zostaniemy przekierowaniu do aplikacji Imou, której autorem jest Zhejiang Dahua Technology. Dalej nic nie wiadomo.

Sama aplikacja jest natomiast całkiem przyjemna w użytkowaniu, ale widać, że nie przykładano się przesadnie do jej przygotowania w niektórych miejscach. Przykładowo na jednym z etapów konfiguracji C12 proszeni jesteśmy o podłączenie… kabla sieciowego. W urządzeniu, w którym takiego kabla nie ma gdzie włożyć, i którego identyfikacja odbywa się za pomocą kodu QR!

Cały proces konfiguracji jest zresztą albo źle opisany, albo błędny. Ostatecznie kamerę udało się połączyć z siecią przez WPS na zasadzie „a może to będzie działało”. Gdyby tego było mało, większość polskich przycisków i opisów jest beznadziejnie przetłumaczona. Albo nie mają sensu (np. nie aktualizujemy urządzenia, tylko… chmurę), albo nie mieszczą się w ramkach.

Zdarzają się też pojedyncze błędy w podstawowych funkcjach kamery. Przykładowo od czasu do czasu przestaje działać komunikacja głosowa. Połączenie albo nie jest w ogóle nawiązywane, albo nawiązywane z takim opóźnieniem, że można się przestraszyć, słysząc po jakimś czasie własny głos dobiegający z szafki z kamerą.

Trochę szkoda tych wpadek, bo poza tym jakość wideo jest jak najbardziej zadowalająca, a aplikacja jest naprawdę dobra. Działa szybko, sprawnie, jest prosta w obsłudze i można napisać, że jest prawie równie dobra, co aplikacja Xiaoyi. Może po części dlatego, że jest w pewnym stopniu… jej kopią.

Na plus Dahua IPC-C12P HD przemawia też m.in. integracja z IFTTT.

Gdyby tylko udało się zlikwidować drobne błędy i poprawić tłumaczenie na język polski (albo w ogóle się z niego wycofać) – kto wie, może to byłby zwycięzca tego testu?

PS. Dodatkowe wyróżnienie za informowanie o tym, że kamera została odłączona/utracono łączność.

Edimax IC-7112W – 195 zł

Wideo: 720p, do 30 klatek na sekundę

Ta kamera może i nie należy do najpiękniejszych, ale ma jedną trudną do przebicia zaletę – można nią zdalnie sterować, w zakresie 120 stopni w pionie i 355 stopni w poziomie. A to oznacza, że jeśli odpowiednią ją ustawimy, to nic nie ukryje się przed naszym cyfrowym okiem.

Edimax IC-7112W jest poza tym najlepiej i najbardziej uniwersalnie wyposażony w tym zestawieniu – ma zarówno WiFi, jak i złącze Ethernet, a także złącze na kartę microSD. Gdyby tego było mało, w zestawie znajdziemy rozbudowany zestaw montażowy, gdybyśmy chcieli np. zamontować kamerę na ścianie czy pod sufitem, co ma zresztą najwięcej sensu.

Trochę gorzej jest natomiast z aplikacja, która jest po prostu zła. Jest brzydka, nieprzesadnie intuicyjna, fatalnie przetłumaczona na język polski, a do tego w wersji na iOS (przynajmniej na iPhone XS Max) nie obsługuje z jakiegoś powodu kluczowego elementu – zdalnego obracania kamerą. W związku z tym zostajemy z 78 stopniami, czyli wynikiem raczej skromnym, chyba że mamy telefon z Androidem.

Co ciekawe, z wykorzystaniem interfejsu przeglądarkowego da się bez problemu dostać do odpowiednich ustawień. Inna sprawa, że ustawienia z poziomu strony internetowej są dużo wygodniejsze i łatwiejsze do opanowania, niż ma to miejsce w przypadku aplikacji. Nie wspominając już o tym, że po kilku dniach aplikacja na iPhonie po prostu przestała działać, zawieszając się na wieczność na ekranie startowym.

Jakość obrazu nie jest przy tym wybitna, ale stoi na jak najbardziej akceptowalnym poziomie. Dodatkowo powiadomienia działają jak najbardziej prawidłowo, a wśród docelowych opcji zapisu materiału wideo widnieje m.in. NAS. Nie musimy więc obawiać się o brak miejsca na karcie pamięci w urządzeniu.

Do wad kamery trzeba jeszcze doliczyć niestandardowy (czytaj: nie-microUSB) przewód zasilający, który dodatkowo nie jest przesadnie długi

EZVIZ Mini Plus – 209 zł

Wideo: 1080p, 30 klatek na sekundę

Dlaczego Plus? Może dlatego, że chociażby w stosunku do Mini O wersja Plus jest lepsza pod niemal każdym względem. Rozdzielczość? 1080p. Kąt widzenia? 135 stopni (najlepszy w zestawieniu). Do tego jest to jedyna kamera w zestawieniu, która jest w stanie połączyć się z sieciami 5 GHz. Teoretycznie powinna też mieć największy zasięg w trybie nocnym (do 7 m), a jasny obiektyw (f/2.0) powinien zapewnić dobre rezultaty w większości warunków.

Poza tym Mini Plus ma wszystko, co powinna mieć kamera bezpieczeństwa – od złącza na kartę microSD, przez automatyczne rejestrowanie wideo przy wykryciu ruchu, aż po odpowiednio dobrą aplikację – jedną z lepszych w tym zestawieniu.

Przy okazji ta kamera faktycznie jest mini – jest mniejsza od większości sprzętów w tym zestawieniu, a ulokowanie obiektywu na głowicy pozwala na szeroką regulację. Szkoda tylko, że podstawka jest dość lekka i przy standardowym montażu przez postawienie np. na półce, dość łatwo jest ją trącić i przesunąć.

Z Ezviz Mini Plus miałem tylko jeden problem – za nic w świecie nie dała się podłączyć do aplikacji z wykorzystaniem iPhone’a. Z Androida pierwsza konfiguracja przebiegła bez zarzutu, a kamera została przypisana do konta i była widoczna z poziomu pozostałych sprzętów. Co ciekawe, z Mini O takich problemów nie było.

Jeśli natomiast chodzi o jakość wideo, to uwagę zwraca przede wszystkim naprawdę szeroki kąt widzenia, który w przypadku kamer do monitorowania domu jest ważniejszy niż rozdzielczość. Trudno przy tym jednak – szczególnie przy nocnych ujęciach – zauważyć potężną różnicę w samej jakości obrazu. Owszem, detali jest trochę więcej i obraz jest ciut ostrzejszy, ale nie jestem przekonany, czy dopłaciłbym tylko za ten element. Natomiast szerszy kąt to już co innego.

Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że jest jeden powód, dla którego Mini Plus deklasuje większość rywali pod względem parametrów. Standardowo jest od nich ponad dwukrotnie droższa i w normalnej sprzedaży kosztuje 399 zł. Aktualna promocja sprowadza ją jednak do poziomu 249 zł.

PS. Niestety nagrywając wideo z poziomu telefonu nie można wymusić rejestrowania w jakości 1080p. Maksymalna dostępna rozdzielczość to 720p.

PS. Jest jeszcze wersja czarna, ale droższa o 40 zł.

Edimax IC-3210W – 199 zł

Jakość wideo: 480p

Bardzo ciekawy pomysł i bardzo takie sobie wykonanie. Ale może zacznijmy od tego pierwszego.

IC-3210W jest jedyną kamerą w tym zestawieniu, która nie wymaga podłączania do kontaktu. Tak – do środka wsadzamy dwa akumulatorki lub baterie i możemy nasz rejestrator położyć gdziekolwiek. Albo zmieniać jego lokalizację w zależności od naszych potrzeb. Jeśli nie ufamy akumulatorom, możemy IC-3210W podłączyć do powerbanka albo zwykłej ładowarki – w obudowie znajdziemy złącze microUSB. Jeśli natomiast nie chcemy IC-3210W nigdzie kłaść, możemy go zamocować na naprawdę dobrze przemyślanym magnetycznym uchwycie.

Mało tego – IC-3210W jest jedyną kamerą w zestawieniu, która potrafi zapisywać nagrania wideo bezpośrednio na Dropboksie lub Google Drive. Do tego jeszcze – podobnie jak druga kamera Edimaksa z tego zestawienia – na NAS lub karcie pamięci.

W obudowie samej kamery nie znajdziemy jednak odpowiedniego slotu na kartę. Ten znajduje się w dołączanym do zestawu mostku, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania kamery. I tu pojawia się problem – w niektórych domach będzie to kolejny mostek, który trzeba podpiąć do routera, w którym często może już po prostu nie być miejsca. Z drugiej strony do takiego mostka można podpiąć maksymalnie cztery kamery, więc jest to jakiś plus. Podobnie jak to, że kartę SD wkładamy właśnie do tego mostka, więc nawet jeśli ktoś ukradłby kamerę, to dane pozostają bezpieczne.

Poza tym IC-3210W może się jeszcze pochwalić skutecznie działającym wykrywaniem głosu. Ale to byłoby na tyle.

Nie będę się już pastwił nad aplikacją EdiLife, która jest koszmarem – użytkowym, estetycznym i językowym. Samej kamerze niestety też można sporo zarzucić. Chociażby to, że maksymalna rozdzielczość to 480p. Albo że obiektyw 2.8 nie jest przesadnie jasny. Albo że kąt widzenia 58 stopni jest dla kamery domowego monitoringu absolutnie zbyt mały. Albo że tryb nocny praktycznie nie istnieje. Albo mimo że kamera została zaktualizowana do najnowszej wersji oprogramowania, regularnie (na dwóch różnych telefonach) występują problemy z łącznością. Albo że dołączone do zestawu baterie padły przed upływem doby i nie dostałem o tym ani jednego (!) powiadomienia.

IC-3210W, na tle podobnie wycenionej konkurencji, broni się właściwie tylko niedostępną dla innych mobilnością. Ale poza tym… lepiej nie brać jej pod uwagę.

Którą z nich wybrać?

Większość z kamer, które testowałem przez ostatnie tygodnie, miała jakieś mocne strony. Nawet te, które nie powalały jakością obrazu, wyróżniały się jakoś na tle innych – a to obrotową głowicą, a to możliwością działania bez podłączenia do zasilacza, a to niewielkimi rozmiarami albo opcją podłączenia do routera po kablu.

Ale kiedy przychodzi do wydawania pieniędzy, wszystkie te cechy – w przypadku mojego domu zupełnie drugoplanowe – schodzą na drugi plan. Ostatecznie zawęziłem wymagania do:

  • satysfakcjonującego, niekoniecznie pięknego obrazu w dzień i w nocy
  • sensownego zasięgu doświetlenia w nocy
  • obsłudze kart microSD i jedynie opcjonalnej usłudze chmurowej
  • jak najlepszej aplikacji z niezawodnie działającymi powiadomieniami
  • w miarę przyzwoitego wyglądu

Ostatecznie na placu boju pozostały dwie kamery – Dahua IPC-C12P HD oraz Xiaoyi Yi Home HD LED. Ta pierwsza ma tę zaletę, że jest po prostu ok, a do tego kosztuje zaledwie 159 zł, ale ma nie do końca dopracowaną i nie do końca niezawodną aplikację. Ta druga natomiast wygląda najlepiej z całego zestawienia, jest mniejsza od Dahuy, a poza tym jest i ok, i nie można się ani trochę przyczepić do jakości aplikacji. Która zresztą jeszcze w trakcie testów doczekała się sporej aktualizacji. Gdybym miał jednak kupować kamerę do domu (a niedługo będę to robił) wybrałbym… tak, Xiaoyi Yi Home HD LED.

Na wyróżnienie zasługują też bez wątpienia obie kamery Ezviz – szczególnie Mini Plus (dopóki jest w promocji), z najszerszym kątem widzenia i najlepszymi parametrami technicznymi.

 

* Wszystkie kamery do testów udostępnił sklep X-Kom. Dziękujemy! 

Dołącz do dyskusji