Canon EOS RP w naszych rękach. Nareszcie pełna klatka dla Kowalskiego

Artykuł/Foto 15.02.2019
Canon EOS RP w naszych rękach. Nareszcie pełna klatka dla Kowalskiego

Canon EOS RP w naszych rękach. Nareszcie pełna klatka dla Kowalskiego

Canon EOS RP to młodszy brat Canona EOS R. Jak nowa budżetowa konstrukcja wypada na żywo? Miałem okazję to sprawdzić.

Czytając specyfikację nowego Canona EOS RP można wysnuć wniosek, że skoro aparat jest tak lekki i mały, musi leżeć w dłoni jak przysłowiowa wydmuszka. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. EOS RP sprawia wrażenie solidnego sprzętu i ani trochę nie kojarzy się z zabawką.

canon eos rp
Canon EOS RP obok EOS-a R.
canon eos rp
Nowy korpus jest znacznie mniejszy.

Kolejnym zaskoczeniem jest grip. Jest on nieco płytszy niż w EOS-ie R, a ponadto nie mieści małego palca, ponieważ korpus jest niższy niż w EOS-ie R. Nie jest to jednak zarzut, bowiem EOS R ma jeden z najlepszych uchwytów, a grip EOS-a RP jest po prostu w porządku. Piszę to z perspektywy użytkownika Sony, więc jestem przyzwyczajony do małych gripów.

Canon EOS RP świetnie leży w dłoni z obiektywem RF 35 mm f/1.8 IS Macro STM. Konstrukcja jest idealnie wyważona, lekka i niepozorna. Spory problem robi się przy ciężkich obiektywach. Korzystając z okazji, podłączyłem do EOS-a RP gargantuiczny zoom RF 28–70mm f/2L USM, a taki zestaw nie miał wiele wspólnego z ergonomią.

Opcjonalny grip EG-E1 bardzo poprawia jakość uchwytu, zwłaszcza jeśli korzystamy z dużych obiektywów.

canon eos rp

Nowy EOS RP ma dedykowany grip, który nie ma żadnej dodatkowej funkcji poza zwiększeniem powierzchni chwytu, ale w tej jednej roli sprawdza się doskonale. Uchwyt po dołączeniu gripa staje się bardzo wysoki i bez problemu mieści wszystkie palce. Praca z dużymi obiektywami przestaje sprawiać trudności. Grip ma klapkę dającą dostęp do akumulatora i karty SD, a poza tym ma też mocowanie statywowe.

Obsługa Canona EOS R nie powinna być problemem dla osób, które korzystały z lustrzanek Canona. Osoby zaznajomione z EOS-em R poczują się jak w domu, choć na korpusie brakuje górnego wyświetlacza OLED i dotykowego paska. Nie zabrakło jednak dwóch pokręteł nastaw i łącznie 12 programowalnych elementów. Do obsługi EOS-a RP zdecydowanie mógłbym przywyknąć, tym bardziej, że dotykowy i odchylany ekran sprawdza się świetnie.

canon eos rp
Canon EOS RP z gripem jest wyższy od EOS-a R.

Wizjer OLED nie jest zły, ale dużo traci przy bezpośrednim zestawieniu z EOS-em R. W starszym bezlusterkowcu powierzchnia obrazu jest większa, a rozdzielczość zauważalnie wyższa. Ponownie: EOS RP jest słabszy, ale zachowuje dobry poziom.

Autofocus sprawdza się bardzo dobrze.

canon eos rp

Trudno ocenić jakość autofocusu przy godzinnym obcowaniu z aparatem, dodatkowo będąc w tylko jednym pomieszczeniu kawiarni. Na tyle, na ile udało mi się przetestować EOS-a RP, układ AF nie sprawiał żadnych problemów i był szybki. Liczba aktywnych pól AF wynosi dokładnie 4779, a pokrywają one 100 proc. wysokości kadru i 88 proc. szerokości.

canon eos rp
Małym minusem jest fakt, że karta SD mieści się pod tą samą klapką, co akumulator.
canon eos rp
Nie zabrakło wejścia mikrofony i wyjścia słuchawkowego. Jest też USB-C 2.0 do ładowania.

Problemem na pewno będzie akumulator. Widać to było nawet na pokazie premierowym, gdzie trzeba było szukać zapasowych ogniw. Według pomiarów akumulator wystarcza na zaledwie 250 zdjęć.

Jeśli chodzi o jakość zdjęć, niezmiennie przyznaję, że jestem fanem natywnych obiektywów linii RF, które potrafią zdziałać prawdziwe cuda. Czy to samo można powiedzieć o matrycy aparatu? Na pierwszy rzut oka, raczej nie. Przedstawiciele Canona zarzekają się, że EOS RP ma inną matrycę niż dwuletni 6D mk II, ale między wierszami można wyczytać, że sensory różnią się tylko rozkładem mikrosoczewek zoptymalizowanym pod prace na różnych odległościach od bagnetu.

Mimo to, jeśli chodzi o szumy, aparat trzyma się dzielnie do poziomu ISO 12800. ISO 25600 to już duże wyzwanie dla matrycy. Poniżej znajdują się wycinki ujęć na różnych czułościach, a oryginalne pliki JPG i RAW można pobrać z paczki umieszczonej na końcu tekstu.

Rozczarowaniem jest też tryb cichy, który jest zaledwie protezą. Canon EOS RP co prawda ma migawkę elektroniczną, ale działa ona tylko przy pełnej automatyce, więc można zapomnieć o sterowaniu parametrami ekspozycji.

Ciekawostka: Canon EOS RP przy wymianie obiektywu nie zasłania matrycy migawką. Osłonięty sensor – tak jak ma to miejsce w EOS-ie R – daje nadzieję na to, że do aparatu nie będzie dostawał się kurz.

Filmowanie jest bardzo słabe.

Lista wad i braków jest naprawdę długa. Ogromny crop w 4K, brak trybu 24 kl/s w Full HD, brak płaskich profili obrazu, brak sensownego slow-motion – to wszystko trudno wybaczyć, ale jeszcze gorzej wypada rolling shutter, który przy 4K jest po prostu nieakceptowalny. Lepiej jest w trybie Full HD, gdzie rolling shutter jest najmniejszy przy 50 kl./s.

Obraz w Full HD jest też dość miękki. Wielka szkoda. Canon EOS RP z pewnością nie jest aparatem stworzonym z myślą o filmowaniu, a przecież Canon ma bogate tradycje w tym zakresie. Cięcia funkcjonalności są zbyt duże, tym bardziej, że konstruktorzy nie poskąpili odchylanego ekranu i gniazd mikrofonu oraz słuchawek.

Jest budżetowo, ale zupełnie wystarczająco.

W powyższym tekście jest sporo narzekania, ale jeden pozytyw góruje nad wszystkimi mniejszymi i większymi mankamentami EOS-a RP. Jest to cena. Aparat został wyceniony na 6299 zł w momencie premiery. To bardzo dobry start, tym bardziej, że sami przedstawiciele Canona sugerują, że ceny będą spadać.

canon eos rp
Canon EOS M50, EOS RP i EOS R.

Czy 6299 zł to wysoka cena za Canona EOS RP? Uważam, że zdecydowanie nie. Żyjemy w czasach, kiedy tyle kosztuje iPhone XS Max w wariancie 256 GB. W Polsce jest mnóstwo pasjonatów, którzy nie utrzymują się z fotografii, a więc nie potrzebują topowej specyfikacji, a po prostu zależy im na obrazku, jaki generuje pełna klatka. Jest bardzo duża grupa osób, która jest w stanie wydać na swoje hobby 6 tys. zł.

Po wielu latach gonienia konkurencji, Canon nareszcie wychodzi przed szereg z nowym aparatem, którego brakuje u konkurentów. EOS RP to de facto nowa półka na rynku bezlusterkowych pełnych klatek. Konstrukcja z pewnością będzie konkurowała z czteroletnim Sony A7 II. Który aparat wybrać? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, bo ilu fotografów, tyle preferencji.

Choć jestem użytkownikiem systemu Sony, to Canon EOS RP bardzo przypadł mi do gustu. Myślę, że bardzo bym go polubił w roli sprzętu wyjazdowo-spacerowo-rodzinnego. Szczególnie, że Canon ma sporo niewielkich obiektywów, które nawet z przejściówką na system EF (na marginesie, rewelacyjną) pozwalają stworzyć z EOS-a RP bardzo kompaktowe narzędzie o możliwościach obrazowania pełnej klatki.

Paczkę zdjęć JPG i RAW w pełnej rozdzielczości można pobrać kilkając TUTAJ.

Dołącz do dyskusji