iPhone, notch i kopiarki. Wybraliśmy smartfonowe rozczarowanie 2018 roku

Felieton/Sprzęt 02.01.2019
iPhone, notch i kopiarki. Wybraliśmy smartfonowe rozczarowanie 2018 roku

iPhone, notch i kopiarki. Wybraliśmy smartfonowe rozczarowanie 2018 roku

iPhone XR, iPhone XR, wszechobecny notch czy działające na niespotykaną od dawna skalę kopiarki? Co było największym smartfonowym rozczarowaniem 2018 r. według naszej redakcji?

Piotr Grabiec:

Przewrotnie powiem, że będą to… nowe iPhone’y, chociaż sam kupiłem nowy model. Tak jak rok wcześniej iPhone X mnie oczarował, bo wprowadził powiew świeżości na rynku – a konkurencja zaczęła go nieudolnie kopiować jak za starych, dobrych lat – tak w tym roku nowy telefon Apple’a niczym specjalnym się nie wyróżnia. iPhone XS wprowadza za mało nowości względem poprzednika, a większy ekran w iPhonie XS Max uważam za zmarnowany potencjał.

iPhone XR z kolei mile mnie zaskoczył, ale jego cena niestety jest przesadzona, a producent ewidentnie zdawał sobie z tego sprawę, dlatego ograniczył dostępność iPhone’a X z 2017 roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku firma Tima Cooka się wreszcie obudzi i znów pokaże coś fajnego – ale biorąc pod uwagę tempo w przeszłości obawiam się, że na kolejne tąpnięcie na rynku smartfonów ze strony Apple’a poczekamy niestety jeszcze kilka lat.

Marcin Połowianiuk:

Największym smartfonowym rozczarowaniem 2018 roku był trend kopiowania notcha, czyli wcięcia znanego z iPhone’a X. Nie licząc kilku producentów, właściwie cały rynek kopiował iPhone’a na niespotykana skalę. Wcześniej do takich działań przyzwyczaiły nas chińskie firmy, a w 2018 roku kserokopiarki ruszyły nawet wśród zasłużonych producentów popularnych w Europie. To pokazało, że rynek Androida nadal ma wielkie kompleksy względem iPhone’a.

Na szczęście końcówka 2018 pokazuje, że w przyszłym roku pojawią się ciekawsze i bardziej oryginalne rozwiązania projektowe, ale o tym przekonamy się dopiero za jakiś czas.

Karol Kopańko:

Zgadzam się z Marcinem, że rok 2019 powinien przynieść nam odświeżenie w świecie smartfonów związane z sensorami zatopionymi w ekranie czy składanymi konstrukcjami. Rok 2018 zostawił zaś niedosyt na wielu polach. Niby dzięki AI mamy coraz lepsze aparaty (zwłaszcza od Huawei i Google’a), ale sposób korzystania ze smartfona zmienił się w marginalnym stopniu.

W pewnym momencie można nawet było pomyśleć, że hardware’owe innowacje to skończona gra, bo telefony zamienią się w identyczne bryły pokryte ekranem (lub ekranami). Choć proces ich tworzenia jest niesłychanie wymagający inżynieryjnie, to nie rozpala już wyobraźni konsumentów. Dlatego najlepszym wyborem było w 2018 kupno “wszystko-mającego średniaka”, bo często miał wyjście słuchawkowe i ekran bez notcha.

Piotrek Barycki:

iPhone XR. Do tej pory nie bardzo rozumiem, w jaki sposób – szczególnie w tej cenie – ma on faktycznie rozszerzyć ofertę Apple’a. Ten telefon nie jest ani ładny, ani tani, a do tego kosztuje dużo więcej, niż niedobitki X, które pozostały na rynku. Owszem, ma pod maską podzespoły XS, ale to trochę za mało, żeby nie powtórzyć losu iPhone’a 5c.

Kto wie, może za trzecim razem Apple uda się trafić ze swoim dodatkowym telefonem tak samo, jak udało się to z iPhone’em SE? XR jest natomiast nie wiadomo czym – jest zdecydowanie za drogi, żeby traktować go – przynajmniej w Polsce – poważnie.  

Rafał Gdak:

Nieco przewrotnie za największe smartfonowe rozczarowanie, uważam wycofanie iPhone’a X na korzyść iPhone’a XR. Rzecz jasna rozumiem logikę Apple’a, który wprowadzając nowy model nie mógł pozostawić zeszłorocznego, bo mogłoby się okazać, że ten będzie znacznie popularniejszy.

Sam nabyłem iPhone’a X już po premierze iPhone’ów XS, XS Max, XR i nie żałuję. Nie widziałem najmniejszego powodu, by kupić tańszego iPhone’a XR. Na jego niekorzyść przemawia ekran o niskiej rozdzielczości i przede wszystkim brak 3D Touch, z którego korzystam dziesiątki razy dziennie.

 

Łukasz Kotkowski:

Koledzy napisali już o wtórnym designie smartfonów – kolejny rok z rzędu obserwujemy to samo kopiowanie stylistyki iPhone’a X na każdej półce cenowej. Dochodzi do tego, że trudno dziś odróżnić Huaweia za 3000 zł od Motoroli za 999 zł i co gorsza, ten trend utrzymuje się od kilku lat.

Głupszym trendem jest tylko parcie producentów smartfonów na stworzenie „smartfona dla graczy”, który nie oferuje w zasadzie nic istotnie „dla graczy”. Nie licząc Razer Phone’a 2, który zachował stonowaną stylistykę, produkty takie jak Asus ROG czy Xiaomi Blackshark przywodzą na myśl laptopy gamingowe z dawnych dni – są grube, brzydkie i świecą się jak choinki, choć realistycznie nie oferują żadnej wartości dodanej względem „zwykłych” smartfonów. Jak często pisał Szymon Radzewicz – to kolejny rok, w którym producenci smartfonów nie wykorzystali szansy na stworzenie idealnej mobilnej konsoli do gier.

Tomek Domański:

Ja też chciałbym przyczepić się do tegorocznego trendu. Wszyscy (no prawie) skopiowali notcha i… to tyle, jeśli chodzi o 2018 r. Ta ostrożność producentów, jeśli chodzi o eksperymentowanie z formą i funkcjonalnością smartfonów sprawiła, że nawet flagowe modele zaprezentowane w tym roku nie były jakoś przesadnie ciekawe. Ok, Xiaomi pokazało wysuwany aparat w Mi Mix 3, a Huawei wprowadził czytnik linii papilarnych zamontowany bezpośrednio pod ekranem. Oba te pomysły wydają mi się jednak trochę bez sensu, więc zostanę przy narzekaniu. Szkoda.

Maciej Gajewski:

Ten rok to niebezpieczna kontynuacja trendu zapoczątkowanego w roku ubiegłym. A więc rosnące ceny telefonów z wyższej półki. Gdyby mi ktoś kilkadziesiąt miesięcy temu zasugerował, że za sztandarowy model telefonu azjatyckiej firmy przyjdzie zapłacić grubo ponad 4 tys. zł, to bym nie uwierzył. A tymczasem niemal wszyscy liczący się na rynku producenci mają takiego potwora w swojej ofercie.

Spowodowane jest to tym, że rynek telefonów się już nasycił. Co więcej, wprowadzane innowacje nie są już tak znaczące, a to oznacza, że kupujemy mniej tych urządzeń. Bo nie ma potrzeby wymieniać ich na nowsze modele. Z jednej strony to fajnie, bo mój Galaxy S7 nadal świetnie sobie radzi, mimo upływu lat. Z drugiej jednak zazdroszczę znajomym z nowszymi urządzeniami chociażby jeszcze lepszych aparatów. A jednak mimo wszystko nie jestem gotowy płacić takich kwot za telefon komórkowy.

Jakub Kralka:

Sony, LG i HTC, czyli firmy, które jeszcze kilka lat temu wytyczały kierunek rozwoju branży smartfonowej, dziś natomiast w mniejszym lub większym stopniu są na jej aucie. Nierzadko na własne życzenie i konsekwentnie prowadzoną od lat politykę automarginalizacji. Wydaje mi się, że 2018 r. podkreślił, że nikt z powyższej trójki nie ma już szans na powrót do grona liderów.

Dołącz do dyskusji