Ograłem nowy tryb battle royale w Red Dead Redemption 2. Jest okropny

Recenzja/Gry 14.01.2019
Ograłem nowy tryb battle royale w Red Dead Redemption 2. Jest okropny

Ograłem nowy tryb battle royale w Red Dead Redemption 2. Jest okropny

Po pierwsze, Gun Rush nawet nie zasługuje na miano modułu battle royale. Po drugie, nowy tryb jest okropny. Po trzecie, z Red Dead Online w Red Dead Redemption 2 dzieje się coś bardzo niedobrego.

Gun Rush to zupełnie nowy tryb sieciowy, w którym gracze szukają broni, a następnie walczą między sobą na stale pomniejszającym się terytorium. Maksymalnie 32 śmiałków rozpoczyna wyzwanie na krawędzi mapy, schodząc w kierunku obfitego w bronie centrum areny. Na papierze może się to wydawać ciekawe. W praktyce bywa okropnie.

Gun Rush to nawet nie battle royale, tylko klasyczny last man standing.

Częścią magii battle royale jest początkowa bezbronność każdego gracza. Uczestnicy wyzwania rozbiegają się we wszystkie strony, zbierając bronie, amunicję, pancerze, gadżety, medykamenty i inne zasoby. Zebrane fanty mają przede wszystkim pomóc przetrwać. Mają zwiększać szansę podczas konfrontacji, która w rasowym battle royale zawsze powinna być ostatecznością.

W Red Dead Redemption 2 / Red Dead Online jest inaczej. Nawet bezbronni kowboje mogą rzucać się sobie do gardeł. Gracze potrafią walczyć na pięści, przewracać przeciwników i okładać ich po twarzach. Moduł od samego początku pcha rywali do bezpośredniej konfrontacji. Nie ma tutaj emocjonujących podchodów. Nie ma systematycznego zdobywania ekwipunku, dzięki któremu realnie zwiększamy swoje szanse na przetrwanie.

W Gun Rush wszystkie bronie są widoczne na mapie. Pancerze nie istnieją. No, nie licząc metalowego wiadra, które można założyć na głowę (?!). Na arenie nie pojawiają się żadne przedmioty leczące. Żadne gadżety. Zabrakło produkowania własnych broni albo ulepszeń. Nie trzeba skórować zwierząt ani korzystać z przepisów. Rozgrywka została uproszczona do minimum. Biegnij przed siebie. Podnieś broń. Strzelaj.

System automatycznego celowania w Red Dead Redemption 2 / Red Dead Online to koszmar.

RDR2 to gra do bólu konsolowa. Czuć to zwłaszcza podczas mierzenia z broni, gdy mechanizm automatycznego celowania kompletnie przejmuje kontrolę nad spluwą. Skrypt od razu nakierowuje celownik na naszego wroga, o ile gapimy się mniej więcej w jego kierunku. To, co w konsolowych grach pokroju Battlefielda nazywane byłoby aim-botem oraz oszustwem, w Red Dead Online jest powszechnie obowiązującym standardem.

Przez wszechobecny, skrajnie inwazyjny model automatycznego celowania strzelaniny są odrealnione i sztuczne. Trzymając w dłoniach karabin wystarczy patrzeć w kierunku przeciwnika, nacisnąć przycisk celowania, a następnie bez mierzenia oraz bez żadnej korekcji wcisnąć spust. Bang. Rywal zastrzelony. Czysta automatyka w najgorszym wydaniu. Wymiana ognia w Gun Rushu to tak naprawdę zabawa „kto pierwszy kogo zobaczy”. Reszta to już mechanizm niezawodnego wspomagania celowania.

Początkujący gracze będą ginąć na masową skalę, zabijani perfekcyjnymi strzałami w głowę oddanymi zaraz po półobrocie. Jeżeli jakaś osoba pozostanie na tyle zdesperowana by zrozumieć mechanikę celowania, sama zamieni się w żniwiarza świeżaków. Tyle tylko, że zabijanie zdezorientowanych, mniej doświadczonych graczy nie daje żadnej satysfakcji. Przez cały czas czujesz bowiem, że wygrana nie jest twoją zasługą. To kwestia idiotycznego systemu celowania, który zdawał egzamin wyłącznie w kampanii dla jednego gracza.

Tutaj dochodzimy do sedna – battle royale w Red Dead Redemption 2 nie satysfakcjonuje.

Podczas weekendowej przygody w Red Dead Online zabiłem kilkudziesięciu graczy. Prawie żaden z tych fragów nie dał mi radości. Nie czułem, żebym to naprawdę ja pokonał przeciwnika. Jedyne satysfakcjonujące momenty odnotowałem wtedy, gdy udało mi się zajść rywala po cichu, od tyłu, z nożem myśliwskim w ręku. Wtedy naprawdę czułem, że jestem łowcą, który dopadł swoją zwierzynę. To jednak nieliczne wyjątki odstające od smutnej (i nudnej) reguły.

Kilka razy udało mi się wygrać Gun Rush. Jednak nawet to w żaden sposób nie polepsza mojej oceny modułu. To fatalnie przemyślana namiastka trybu battle royale, w której automatyczne celowanie zabija jakąkolwiek realną rywalizację. Moduł nie wykorzystuje potencjału drzemiącego w polowaniu, wytwarzaniu przedmiotów oraz szabrowaniu otoczenia. Tak naprawdę mówimy o byle jakim trybie last man standing z zawężającą się areną.

To już kolejny raz, gdy przekonuję się, że Red Dead Online w aktualnej formie jest znacznie poniżej oczekiwań. Rockstar nie potrafi przekuć sieciowego modułu na hit pokroju GTA Online. Grając w Gun Rush bez zastanowienia zamieniłbym Dziki Zachód na San Andreas. A już najlepiej na rundkę w Fortnite, H1Z1 albo Battlefielda. Twórcy muszą najpierw wrócić do stołu kreślarskiego i przemodelować podstawowe założenia modułu sieciowego, a dopiero potem powiększać go o nowe tryby oraz wyzwania.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji