Chrystus bije krzyżem, a Mojżesz tablicami. Wciąż nie mogę uwierzyć, że Fight of Gods pojawia się u Nintendo

Artykuł/Gry 17.01.2019
Chrystus bije krzyżem, a Mojżesz tablicami. Wciąż nie mogę uwierzyć, że Fight of Gods pojawia się u Nintendo

Chrystus bije krzyżem, a Mojżesz tablicami. Wciąż nie mogę uwierzyć, że Fight of Gods pojawia się u Nintendo

Jezus Chrystus schodzi z krzyża, aby spuścić łomot Mojżeszowi, Buddzie i Zeusowi. Fight of Gods to żerująca na uczuciach religijnych bijatyka, która lada moment pojawi się na konsoli Nintendo Switch. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że nowa polityka Wielkiego N dopuszcza takie produkcje na własnej platformie. Niesamowite, jak wiele zmieniło się w tym obszarze na przestrzeni ostatnich lat.

W równoległej rzeczywistości bogowie, święte duchy oraz mitologiczne postacie z całego świata zostają wezwane, aby wziąć udział w nadzwyczajnym pojedynku – tak można streścić całą fabułę gry Fight of Gods, która niebawem pojawi się na Nintendo Switchu. Jak większość produkcji trafiających na tę konsolę, FoG nie jest tytułem nowym. To kontrowersyjna bijatyka, o której głośno było już lata temu, gdy projekt powstawał pół żartem – pół serio jako garażowy tytuł na PC.

Wydawca PQube Limited zwęszył dolary na taniej kontrowersji i postanowił wydać Fight of Gods.

Gra jawnie żartuje z uczuć religijnych, w tym dominujących pośród czytelników Spider’s Web chrześcijan. Grywalną postacią w tajwańskiej bijatyce jest np. Jezus, który schodzi z krzyża i okłada przeciwników kawałkami drewna. Mojżesz masakruje przeciwników kamiennymi tablicami z przykazaniami, z kolei Święty Mikołaj wcale nie jest taki święty, jak można byłoby sądzić. Chrześcijaństwo ma w FoG nadzwyczaj liczną reprezentację, co dobitnie sugeruje prowokacyjny charakter produkcji.

Fight of Gods w połowie 2017 r. pojawiło się na platformie Steam. W półtora roku od daty premiery bijatyka wciąż nie wyszła ze stadium wczesnego dostępu. To również jest dosyć wymownym znakiem dotyczącym charakteru oraz jakości tej produkcji. Oczywiście tytuł posiada swoich fanów i obrońców, zachwyconych możliwością zdenerwowania osób o silnej wierze bądź dużej wrażliwości religijnej.

Teraz FoG trafi na Switcha, a ja wciąż nie mogę przywyknąć do nowej polityki Nintendo.

Zaledwie generację temu Nintendo uważane było za największego cenzora wśród właścicieli konsol do gier. Firma nie miała nic przeciwko brutalnym grom 18+, ale była szczególnie wyczulona na tanie kontrowersje, sadyzm czy tematy z pogranicza tabu. Nintendo było pod tym względem szczególnie wrażliwe, odrzucając wiele produkcji zawierających przemoc seksualną, motywy związane z religią oraz wszelkiego rodzaju tanie sensacje i podniety.

W ten sposób Wielkie N zostało uznane za świętoszkowate i do bólu poprawne obyczajowo. Cenzorzy Nintendo kontrastowali z gatekeeperami Xboksa oraz PlayStation, którzy wydawali się znacznie bardziej liberalni. Gdyby ktoś mi powiedział, że za kilka lat sytuacja będzie zupełnie odwrotna, raczej bym w to nie uwierzył.

Dzisiaj to na PlayStation 4 trafiają pocięte i ocenzurowane wersje gier. Nintendo Switch nie boi się tytułów z pogranicza erotyki, a także produkcji kontrowersyjnych religijnie, społecznie oraz obyczajowo. Najlepiej widać to na przykładzie japońskich produkcji z połowicznie roznegliżowanymi, połowicznie pełnoletnimi bohaterkami. Tego typu gry na PS4 są silnie cenzurowane. Dziewczyny dostają tam dodatkowe warstwy ubrań, co by nie gorszyć graczy. Z kolei na Switchu ma się wrażenie, że wszystko działa w oparciu o zasadę hulaj dusza, piekła nie ma.

Fight of Gods to nie pierwsza gra dla Switcha, która zawstydza cenzorów PS4.

Ta sama gra na PS4 (góra) oraz Switchu (dół).

Nadchodzące Dead or Alive Xtreme 3 Scarlet w wersji dla PlayStation 4 zostanie pozbawione kilku unikalnych przedmiotów, takich jak nawilżający krem do ciała. Edycja dla Switcha pozostanie niezmieniona. Interaktywna opowieść Nekopara Vol. 1 na Switchu posiada więcej nagości, a także system fizyki oddziałującej na piersi bohaterek. Na PS4 brakuje tych elementów. Będąc przy fizyce kobiecych części ciała, ta została wycięta z Warriors Orochi 4 dla PS4. Na Switchu wszystko działa zgodnie z wizją producentów.

Oczywiście absurdalnie poruszające się piersi bohaterek zamienionych na wyidealizowane obiekty seksualne nie jest czymś, co dla starszych i bardziej wymagających graczy jest szczególnie ważne. Powyższe przykłady pokazują jednak, jak bardzo Nintendo spuściło z tonu, jeżeli chodzi o cenzurę produkcji trafiających na ich platformę. Dawniej gry pokroju Senran Kagura były na konsoli Wielkiego N nie do pomyślenia. Dzisiaj to właśnie na nią trafiają najbardziej odważne, obrazoburcze, kontrowersyjne i sprośne edycje programów.

Najlepszym przykładem metamorfozy Nintendo jest kultowy w pewnych kręgach Night Trap.

Night Trap to gra z 1992 r. wykorzystująca elementy prawdziwego materiału filmowego. O tytule zrobiło się głośno ze względu na sceny przemocy oraz przemocy seksualnej wobec kobiet znajdujące się na interaktywej taśmie wideo. To właśnie Night Trap oraz Mortal Kombat przyczyniły się do rozpoczęcia wielkiej debaty na temat przemocy w grach wideo, jaka przetoczyła się przez USA w 1993 r. Owocem tej debaty był system klasyfikacji ESRB, działający do dziś.

Gdy ogólnonarodowe media pastwiły się nad grą Night Trap, ówczesny szef zarządu Nintendo of America zarzekał się, że produkcja tego typu nigdy nie trafi na ich konsolę. Słowa Howarda Lincolna dzisiaj stanęłyby mu w gardle, gdyby zobaczył ofertę eShopu na Nintendo Switchu. Night Trap w wersji 25th Anniversary Edition to jedna z wielu retro gier dla hybrydowej konsoli. Produkcja kosztuje 48 zł bez jednego grosza. Tytuł został dopasowany do współczesnych proporcji ekranu, wzbogacony usuniętymi scenami, nowym trybem przetrwania, a także dwoma dokumentami o grze. Co ty na to Howard?

Wracając do Fight of Gods – twórcy bijatyki stawiają na kontrowersje, ale tak naprawdę trzęsą portkami.

Wyśmiewanie chrześcijaństwa to współcześnie nic trudnego. Zwłaszcza gdy w tle mamy masowy odwrót młodych od kościoła zinstytucjonalizowanego, a także obrzydliwe afery pedofilskie. Gdyby producenci FoG mieli prawdziwe cohones, obok Jezusa, Mojżesza i Mikołaja pojawiłby się na przykład prorok Mahomet. Najlepiej owijający przeciwników świętymi wersami Koranu. Z oczywistych powodów taka postać nigdy jednak nie trafi do gry. Jej producenci spotkaliby się z gigantyczną krytyką i potępieniem. To oczywiście konsekwencje tego pozytywnego scenariusza. Negatywny zakłada strach o własne życie i zdrowie.

Fight of Gods zadebiutuje na Switchu już 18 stycznia 2019 r. Gra w cyfrowej dystrybucji kosztuje 48 zł. Nie jest to wygórowana suma, ale kiepska bijatyka wciąż nie jest warta ani waszego czasu, ani pieniędzy. Co innego Night Trap.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji