Hej Mario, spóźniłeś się o dwa lata na własną imprezę. New Super Mario Bros. U Deluxe – recenzja

Recenzja/Gry 09.01.2019
Hej Mario, spóźniłeś się o dwa lata na własną imprezę. New Super Mario Bros. U Deluxe – recenzja

Hej Mario, spóźniłeś się o dwa lata na własną imprezę. New Super Mario Bros. U Deluxe – recenzja

Współczesny Mario jeździ gokartami. Gra w tenisa. Walczy na arenie. Nawet gra w planszówki. Na tym tle New Super Mario Bros. U Deluxe wydaje się zadziwiająco klasyczne. Banalne wręcz. To tytuł, który czerpie garściami z kultowego Super Mario Bros., którego ogrywaliśmy na pirackim Pegasusie.

Pegasus – piracki klon NES-a popularny we Wschodniej Europie – wychował całą generację Polaków na klasykach Nintendo. Jedną z takich kultowych gier było Super Mario Bros. z 1985 r. Do teraz mam w pamięci pierwszy poziom kolorowej gry platformowej i jestem prawie przekonany, że świat 1-1 bez problemu odtworzyłbym z pamięci na karcie papieru. To była absolutna podstawa. Esencja gier wideo wczesnych lat 90-tych. Nie było bardziej obowiązkowej, sztandarowej produkcji na Pegasusa niż Super Mario Bros. Nawet Contra się chowała.

Właśnie z tego klasyka sprzed lat wyrasta New Super Mario Bros. U Deluxe.

Nowa gra dla konsoli Nintendo Switch wcale nie jest taka nowa. To reedycja tytułu wydanego na Wii U, który doczekał się kilku zmian oraz unikalnych nowości. Japończycy kontynuują tym samym politykę kreatywnego odsmażania kotletów, co nie uważam za złą praktykę. Przeciwnie. Wii U było konsolą na tyle egzotyczną, na tyle niszową, że szkoda, aby jej rewelacyjna biblioteka odeszła w zapomnienie. Gracze mają szansę poznać hity tamtej platformy, a Switch dostaje nowe gry tanim kosztem. Wilk syty i owca cała.

New Super Mario Bros. U było trzecią najlepiej sprzedającą się grą na Wii U. Nie ma w tym przypadku. To porządna gra platformowa w dwuwymiarowym rzucie, która czerpie z klasyki gatunku. Powraca skakanie po głowach przeciwników, przeciskanie się przez zielone rury, niszczenie kwadratowych kostek, zbieranie monet i jedzenie grzybków. Jak gdybyśmy cofnęli się do 1985, ponownie grając w rewelacyjną, wiecznie żywą grę platformową.

Oczywiście New Super Mario Bros. U na Wii U było czymś więcej niż tylko sentymentalną wycieczką. Producenci zebrali w tym tytule większość nowych mechanik, jakie obudowały serie Mario Bros. na przestrzeni lat. Mario nauczył się odbijać od pionowych ścian, szybować, zamrażać przeciwników, rzucać nimi, wspinać się po siatkowanych ogrodzeniach czy galopować na biednym Yoshim. Lokacje dostały nowe interaktywne elementy, a paleta przeciwników znacznie się powiększyła.

Chociaż esencja rozgrywki była dokładnie ta sama, co w minionym wieku, Nintendo próbowało wpuścić do pomieszczenia nieco świeżego powietrza. Dla mnie najciekawszym wyróżnikiem New Super Mario Bros. U była możliwość zabawy czterech graczy jednocześnie, na tym samym ekranie. Nawet pięciu, jeżeli dodatkowa osoba chwytała za GamePad Wii U i wcielała się w rolę niewidzialnego pomocnika. Teraz Japończycy przenoszą ideę wspólnej zabawy na Switcha, a także wprowadzają szereg kolejnych nowości.

Najbardziej kontrowersyjnym, trudnym w ocenie elementem New Super Mario Bros. U Deluxe jest nowa postać.

Nabbit to złodziejaszek w fioletowym stroju królika, który wcześniej szkodził drużynie Mario. Postać kradła bohaterom przedmioty, które odzyskiwało się goniąc za szczwanym rabusiem. Trafiając na Switcha, Nabbit dostał rozdwojenia jaźni. Teraz złodziej jednocześnie przeszkadza graczowi (jako NPC ma mapie świata) oraz pomaga mu w roli pełnoprawnego członka drużyny. Do tego takiego, który posiada szokująco potężne umiejętności specjalne.

Wyróżnikiem Nabbita jest fakt, że przeciwnicy w ogóle nie zawracają sobie nim głowy. Nabbit jest nieśmiertelny i żaden boss, żadna rakieta ani żadna kula ognia nie jest w stanie zadać mu jakichkolwiek obrażeń. Postać przechodzi przez trójwymiarowe modele potworków niczym duch. Jedyny sposób na porażkę to runięcie w czeluście przepaści, zanurzenie w zbiorniku z kwasem i tym podobne. Gdyby tego było mało, Nabbit posiada podwójny skok. Rabuś nie może co prawda korzystać z grzybowych power-upów, ale zamiast tego wkłada je do worka, zamieniając fanty na… dodatkowe życia.

Nabbit rozkłada balans New Super Mario Bros. U Deluxe na łopatki. Oczywiście nikt nie zmusza do grania właśnie nim. Gracze mają do wyboru jeszcze tytułowego Mario, jego brata Luigi’ego, niestrudzonego Toada oraz nową bohaterkę – Toadette. Jednak sam fakt, że istnieje postać, którą można po prostu przebiec na ślepo znaczną cześć lokacji, budzi we mnie pewien dyskomfort. Rozumiem, że Nintendo robi w ten sposób ukłon w kierunku młodszych bądź mniej wymagających miłośników platformówek. Szkoda tylko, że dla zachowania odpowiedniego balansu Nabbit nie został w pewien sposób odizolowany we własnym trybie. Tak jak Funky Kong w platformowym Donkey Kong: Tropical Freeze.

Z drugiej strony Nabbit może być świetnym pomostem podczas wspólnego, rodzinnego grania przed jednym ekranem. New Super Mario Bros. to dosyć wymagająca seria. Gdy do jednej drużyny trafia weteran platformówek i niedzielny gracz, powstaje gigantyczna dysproporcja. Nabbit przynajmniej cześciowo ją zasypuje. Dzięki fioletowemu złodziejowi swoich sił może spróbować ojciec z synem albo wnuczek z dziadkiem i nikt nie będzie w tym duecie kotwicą uniemożliwiającą przejście misji. To się chwali, ale wciąż uważam, że implementację Nabbita można było lepiej przemyśleć.

Nie mogę za to napisać złego słowa o bogactwie zawartości. Gra faktycznie jest deluxe.

New Super Mario Bros. U Deluxe to łącznie ponad 160 (!) poziomów do ukończenia. Na grę dla Switcha składa się podstawowe New Super Mario Bros. U, trudniejsze i bardziej wymagające rozszerzenie New Super Luigi U oraz trzy dodatkowe tryby: rywalizacyjny Coin Battle, szybkościowy Boost Rush oraz zręcznościowe Challenges. Jeśli zabawę będziecie sobie aplikować w małych dawkach, na przykład po kilka poziomów dziennie, gra wystarczy na długie tygodnie. O ile nie miesiące. W przeliczeniu na rozrywkogodziny NSMBUD wypada bardzo korzystnie.

Pomimo masy lokacji, poziomy w New Super Mario Bros. U Deluxe potrafią być prawdziwymi perłami. Jak stale poruszający się Snake Tower, w którym gracz nie może się zatrzymać. Albo nawiedzony Which-Wat Labirynth, w którym gracz szuka drogi do wyjścia pośród ciemności, szczurów oraz duszków. Twórcy świetnie bawią się startymi schematami, próbując urozmaicać rozgrywkę, której szkielet jest z nami nieprzerwanie od 1985 r. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy… gatunkowy bagaż gry sprawia, że ta wcale nie jest tak porywająca, jak przypuszczałem. Jako wielki fan Super Mario sądziłem, że od New U Deluxe nie będą mogli mnie oderwać. Jest kompletnie inaczej.

Hej Mario, spóźniłeś się na własną imprezę!

Gdyby New Super Mario Bros. U Deluxe zostało wydane na premierę Nintendo Switcha, bez wątpienia byłby to obowiązkowy tytuł startowy. Taki na równi z The Legend of Zelda: Breath of the Wild oraz (później) Mario Kart 8 Deluxe. Jednak od premiery Switcha minęły już prawie dwa lata. Biblioteka konsoli znacznie urosła, a Nintendo wydało kilka absolutnie rewelacyjnych produkcji z hydraulikiem.

Po trójwymiarowym, oferującym otwarte światy Super Mario Odyssey klasyczna rozgrywka w dwuwymiarowym rzucie przestaje zachwycać. Już nie porywa. Zabawa wciąż jest przyjemna i łatwo zarazić się syndromem jeszcze tylko jednego podejścia. Brakuje jednak tego efektu wow charakterystycznego dla Odyssey. Nie ma zbierania szczęki z podłogi. Jako kontynuacja wspaniałej spuścizny z 1985 r. NSMBUD daje sobie radę. Jako jedna z najlepszych gier dla Switcha – już niekoniecznie. Gdybyście poprosili mnie o rekomendację dziesięciu najlepszych gier dla Switcha na start, omawiany tytuł znalazłby się poza zestawieniem.

New Super Mario Bros. U Deluxe to dobra gra. Problem polega na tym, że są lepsze.

Po tym jak wąsaty hydraulik opanował Tyranozaura w Super Mario Odyssey nic już nie będzie takie samo. Nieco zastana, nieco skostniała seria Mario Bros. jest zjadana przez serię Super Mario. Chociaż to odrębne byty, które nie powinny być ze sobą stawiane bezpośrednio jeden obok drugiego, rewelacyjny poziom Odyssey siłą rzeczy rzuca cień na Deluxe. Nie ukrywam, że zamiast w NSMBUD wolałbym zagrać na przykład w nowego-starego Super Mario Makera.

Największe zalety:

  • Solidna porcja zawartości
  • Klasyczny Mario, którego pokochaliśmy na Pegasusie
  • Zabawa czterech graczy jednocześnie
  • Wymagająca, dosyć trudna rozgrywka
  • Postać Nabbita w sam raz dla młodszych/niedzielnych graczy…

Największe wady:

  • …chociaż Nabbit powinien być lepiej odizolowany, jak np. Funky Kong w Tropical Freeze
  • Model rozgrywki nie bawi już tak samo jak w latach 90-tych
  • Ta gra powinna zadebiutować na Switchu prawie dwa lata wcześniej

Gdy Super Mario Bros. U debiutował na Wii U, gra urosła do rangi trzeciej najczęściej kupowanej produkcji na tej konsoli. Nie dziwi mnie to, bo mówimy o naprawdę dobrej produkcji. Zwłaszcza w wersji na Switcha, gdzie kartridż ugina się od zawartości. Dlatego jestem zdumiony jak mało emocji wywołuje we mnie ten tytuł i jak umiarkowanie przyciąga do ekranu. Problemem nie jest tutaj samo Nintendo.

Twórcy zrobili wszystko co mogli, aby starta formuła była jak najciekawsza. Wadzi sam mechanizm rozgrywki, który nie bawi i nie satysfakcjonuje już tak jak w latach 90-tych.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji