Nauka kultu cargo i zębowa wróżka, czyli jak nie dać się nabrać na raporty „instytutu komfortu stóp“

Artykuł/Nauka 19.01.2019
Nauka kultu cargo i zębowa wróżka, czyli jak nie dać się nabrać na raporty „instytutu komfortu stóp“

Nauka kultu cargo i zębowa wróżka, czyli jak nie dać się nabrać na raporty „instytutu komfortu stóp“

Profesor psychologii na Uniwersytecie w Oregon Ray Hyman, powiedział kiedyś: „Zanim zaczniemy coś wyjaśniać, powinniśmy upewnić się, że to się naprawdę wydarzyło”. Mam wrażenie, że gdybyśmy trzymali się tej zasady, byłoby nam wszystkim lepiej na świecie.

Doktor Harriet Hall ukuła określenie na naukę, która zajmuje się nie wiadomo czym lub czymś, co jedynie byśmy chcieli, by istniało: tooth fairy science – nauka o wróżce zębuszce.

Nauka zębowej wróżki

Jeśli macie dzieci albo jesteście dość młodzi, by to pamiętać, zapewne znacie mit o wróżce zębuszce, bądź zębowej wróżce. Gdy dziecko traci zęby mleczne, wkłada się takiego zęba pod poduszkę, bądź pozostawia na stoliku nocnym. Następnie, dzięki magii (w którą duży wkład mają rodzice dziecka), ząbek zamieniany jest w monetę bądź banknot.

Doktor Hall żartuje na ten temat:

Możesz mierzyć, ile pieniędzy zostawia Wróżka pod poduszką, badać czy zostawia więcej za pierwszy czy za kolejne zęby, a może zostawia więcej, gdy owiniemy ząb chusteczką? Możesz zbierać najróżniejsze rodzaje danych, i wyciągać z nich wnioski. Będą one reprodukowalne i będą statystycznie poprawne. Mimo to nie nauczysz się niczego znaczącego – bo nie zadałeś sobie trudu ustalenia, czy wróżka w ogóle istnieje.

I to prawda. Zapewne zauważymy zależności między pieniędzmi zostawianymi przez wróżkę od tego, który ząb wypadł dziecku lub od fazy księżyca. Czy jednak coś z tego wynika? Nie więcej niż z naukowego badania porwanych przez UFO, kręgów w zbożu lub skuteczności modlitw bądź leków homeopatycznych. Więcej przy tym dowiemy się o samym procesie zachodzącym w głowach ludzi – zarówno naukowców jak i osób badanych niż o samym badanym przedmiocie.

Udawana nauka

Poprzez poważne badanie nieistniejących zjawisk uzasadnia się i uwiarygodnia ich istnienie. Przeszukując Internet, YouTube’a ale i księgarnie natrafiamy na ludzi, którzy udają, ze prowadzą badania naukowe, ale tak naprawdę jedynie naśladują czynności wykonywane przez naukowców. Stąd też często stosowana nazwa nauka kultu cargo. To ostatnie określenie przypisuje się akurat słynnemu fizykowi Richardowi Feynmanowi.

Do czego może służyć tego typu nauka? Często służy do promowania produktów – są to różne badania blasku włosów po użyciu szamponu, czy raporty „instytutu komfortu stóp“. Może też służyć przekazywaniu szalonych bądź nie akceptowanych przez naukę teorii – tutaj na myśl przychodzi kilka przykładów:

  • Teorie pseudohistoryków dotyczące różnych pra-polskich imperiów słowiańskich,
  • Teorie „paleo-astronautyczne“, których popularność zapoczątkował zapomniany już nieco Erich von Daeniken,
  • Teorie pseudo-fizyczne, często będące teorią wszystkiego – tutaj ostatnio prym wiedzie mający dobre wyczucie medialne Nassim Haramein,
  • Wiele teorii psychologicznych również nadaje się do opisania jako nauka kultu cargo – co świetnie opisał w swojej pracy „Zakazana psychologia” Tomasz Witkowski.

Jak się bronić?

Na szczęście, nauka posiada narzędzia, aby bronić się przed opisanymi powyżej zjawiskami. Niektóre są oczywiste: jak istnienie w każdej dziedzinie lepszych i gorszych poziomem recenzowanych czasopism. Warto zwrócić uwagę, że nie każde z takich pism zasługuje na pełne zaufanie, co pokazał w swojej prowokacji dr Emanuel Kulczycki ze współpracownikami. Jednak najważniejsze z tych dostępnych procesowi naukowemu narzędzia to

  • Brzytwa Ockhama – zasada zapobiegająca mnożeniu rozważanych czynników i hipotez bez potrzeby. Skoro pojawiające się pieniądze pod poduszką można wyjaśnić aktywnością rodziców, po co zatrudniać do tego wróżkę?

oraz

  • Hipoteza zerowa – polega na założeniu zerowego wpływu badanego zjawiska na mierzone wyniki. Zawsze powinniśmy wziąć pod uwagę ewentualność, że testowany lek jednak nie działa, a nowy dodatek do detergentu nie wpływa na jakość prania.

Dołącz do dyskusji