L’Oreal zrobił naklejkę na skórę, która mówi, jakie kosmetyki kupić

News/Sprzęt 07.01.2019
L’Oreal zrobił naklejkę na skórę, która mówi, jakie kosmetyki kupić

L’Oreal zrobił naklejkę na skórę, która mówi, jakie kosmetyki kupić

Firma L’Oreal zaprezentowała na CES gadżet, który analizuje pH skóry i oferuje spersonalizowane rekomendacje na podstawie wyników. To kolejny gadżet, który pomoże nam nadzorować lepiej nasze ciało, i który wywołuje we mnie długie, wewnętrzne hmmm

Na wstępie wyznanie – moja wiedza odnośnie do pH skóry jest dość ograniczona. To raczej ubogą w składniki mieszanką tego, co usłyszałam dawno temu na lekcji biologii (a może to była chemia?) i tego, co pakowały mi przez lata do głowy reklamy różnorakich kremów. Ph może być kwaśne lub zasadowe. Kwaśne pH jest dobre dla skóry. Magiczną liczbą, ku której całą ludzkość jak jeden mąż (i żona) powinna dążyć, jest 5,5. Tyle.

My Skin Track pH od L’Oreal analizuje pH i przedstawia rekomendacje.

Firma L’Oreal (a dokładniej należące do niej La Roche-Posay) z pomocą Epicore stworzyła niewielki gadżet, który ma szybko i w prosty sposób analizować odczyn skóry jego posiadacza. Gdy my gotujemy, rozmawiamy lub z napięciem wpatrujemy się w naklejony na skórę gadżet, sensor zbiera informacje i analizuje skład naszego potu. Cała operacja trwa maksymalnie kwadrans. Po jego upłynięciu robimy zdjęcie gadżetu w aplikacji My Skin Track i dowiadujemy się, jakie mamy pH i co to właściwie znaczy. W aplikacji pojawia się informacja o tym, co robić, żeby osiągnąć doskonałe 4,5 do 5,5 (spoiler: kupić odpowiednie kosmetyki z linii La Roche-Posay).

Czy przeciętnemu użytkownikowi ten gadżet się przyda? Wątpię.

Rok temu podczas CES L’Oréal próbował w podobny sposób uratować nasz skórę przed nadmiernym opalaniem. Naklejany na paznokieć czujnik, wyglądający jak niezmyty kawałek lakieru do paznokci, chronił nas przed zbyt długim pozostawaniem na słońcu, każąc smartfonowi i odpowiedniej aplikacji informować nas, kiedy już nadszedł czas na schowanie się w cieniu. Problem polega na tym, że nie wylegujemy się na słońcu, bo myślimy, że to zdrowe dla nas albo naszej skóry.

Te gadżety rozwiązują problemy, których albo jeszcze nie zdążyli sobie wymyślić mieszkańcy pierwszego świata, albo nie chcą ich rozwiązać. Większość z nas albo wie, jaką ma skórę na podstawie obserwacji, albo ma tę informację w głębokim poważaniu. W większości wiemy, że powinniśmy pić więcej wody. Leżymy plackiem godzinami na słońcu, bo to lubimy.

Jasne można argumentować, że szybkie i łatwe badania pH mogą okazać się przydatne w diagnostyce. Nieprawidłowe pH łączy się na przykład z atopowym zapaleniem skóry czy poważnym jej przesuszeniem. Gadżet wejdzie najpierw do gabinetów dermatologicznych w Stanach Zjednoczonych. Tylko, jeśli takie jest jego główne przeznaczenie, po co aplikacji tłumaczy specjalistom, co znaczy, jaki wynik i jakie są ogólne zalecania w danym wypadku? Do dermatologa, który nie wie z głowy takich rzeczy, wolałabym się raczej nie wybierać.

Dołącz do dyskusji