Motorola One, aparaty 2, akumulator 3 tys. mAh, ocena 4 na 5

Recenzja/SW Testuje 10.01.2019
Motorola One, aparaty 2, akumulator 3 tys. mAh, ocena 4 na 5

Motorola One, aparaty 2, akumulator 3 tys. mAh, ocena 4 na 5

Motorola One przyciąga czystym Androidem, ładnym wykonaniem i przyzwoitym aparatem. Szkoda jednak, że producent zdecydował się na ekran 720p i stary procesor – Snapdragon 625.

Zacznijmy od słonia w pokoju:

Czy Motorola One naprawdę jest kopią iPhone’a X?

Coś jest na rzeczy. Spójrzcie tylko na zdjęcia, na których Motoroli towarzyszy model XS Max – podobieństwo jest uderzające. Gdyby gustownie umieszczone w czytniku linii papilarnych logo zastąpić jabłuszkiem, postronny obserwator zapewne bezproblemowo zakwalifikowałby urządzenie do stajni Apple’a. Mamy ten sam wybór kolorów, ramki czy ułożenia aparatów i diody doświetlającej.

Powstaje pytanie: czy podobieństwo do iPhone’a jest problemem lub wadą? Można narzekać na brak oryginalności wzornictwa, ale przecież właściciel Motoroli One nie będzie jej co chwila porównywał z iPhone’em.  Dokona zakupu, a później będzie cieszył się estetycznym wyglądem i zupełnie nie przejmował kopiowaniem od siebie designerskich decyzji przez producentów. Chińczycy kopiują Apple’a od dawna, a i sam Apple nie jest autorem wszystkich innowacji, które się mu obecnie przypisuje (np. notch).

Kopiować też trzeba umieć.

W tym wypadku operacja zakończyła się sukcesem, bo wykonanie telefonu oceniam bardzo wysoko. Srebrna ramka z tworzywa sztucznego spina przednią taflę szkła z tylną, plastikową, dość śliską obudową (świetnie, że producent dołącza przezroczyste etui w pudełku). Z góry mamy wyjście słuchawkowe (plus jak stąd do najbliższej fabryki słuchawek), a z dołu podwójny grill, skrywający przeciętny pojedynczy głośnik i złącze USB-C do ładowania telefonu. Całość doskonale leży w dłoni.

Gdyby tylko notch był mniejszy.

To moja jedyna, dość poważna uwaga w stosunku do designu Motoroli One. Notch kryje tylko trzy elementy – głośnik do rozmów, aparat i diodę – a jest nieprzyzwoicie szeroki. Zabiera tyle miejsca, że na pasku powiadomień mieści się tylko jedna ikonka!

Dodatkowo po jego bokach cały czas widoczne są kropeczki, pokazujące granice notcha na zrzutach ekranu. Niestety tego sprzętowego mankamentu nie da się wyłączyć przesuwając górną belkę w dół. Nie ma takiej opcji w menu. Podobnie zagadkowy wydaje się wydatny podbródek, wykorzystany jedynie na logo.

Kontynuując litanię narzekań – ekran HD.

Myślałem, że nie będzie tak źle, w końcu choć ekran jest wysoki, to jest także dość wąski. Niestety okazało się inaczej. Rozdzielczość 720×1520 pikseli sprawia, że na wyświetlaczu mieści się o wiele mniej informacji niż u konkurencji z panelami FullHD. Takie ekrany są już standardem w segmencie około 1 tys. złotych.

Mała powierzchnia robocza sprawia, że kuleje ogólna, bardzo dobra ocena wygody kontaktów ze smartfonem, bo zwyczajnie trzeba częściej przewijać ekran.

5.9-calowy ekran IPS o wiele lepiej sprawuje się już pod kątem odwzorowania kolorów czy jasności, ale kuleje z kolei, jeśli chodzi o kąty widzenia.

Krótko o ekranie: nawet za tę cenę powinno być lepiej.

Przy okazji ekranu, Motorola wyróżnia się świetnym wykorzystaniem trybu Ambient display, doskonale zastępującym nieobecną diodę powiadomień. Kiedy telefon jest zablokowany, a na ekranie pojawiają się powiadomienia, możemy szybko przejść do ich podglądu. Jak to działa w praktyce? Po przytrzymaniu ikonki komunikatora widzimy wiadomość, na którą możemy szybko odpisać. W ten sam sposób możemy sterować multimediami, przesuwając palec w kierunku kolejnego utworu czy pauzy.

Nic nie stoi również na przeszkodzie w szybkim przejściu z Ambient display do danej aplikacji. Wówczas musimy jednak potwierdzić swoją tożsamość, np. przykładając palec do szybkiego skanera linii papilarnych.

Przyjemność korzystania z Android One.

Największą zaletą nowej Motoroli jest system operacyjny. Na pokładzie mamy bowiem najnowszą, dziewiątą wersję Androida. Na początku stycznia, gdy piszę te słowa, telefon datuje poprawki bezpieczeństwa 1 listopada.

Czysty system operacyjny z gwarancją częstych aktualizacji sprawia, że z Motoroli One korzysta się bardzo przyjemnie. System nie zacina się ani na moment, choć przełączanie się pomiędzy aplikacjami nie należy do błyskawicznych. To już jednak wina niezbyt szybkiego procesora – Snapdragona 625, który jako rozwiązanie dla średniej półki debiutował w lutym 2016 roku. Na razie nie widać, aby szczególnie łapał zadyszkę, na co składa się zapewne bardzo dobra optymalizacja czy niewysoka rozdzielczość, ale jak będzie się sprawował w przyszłości. Wyzwania stawiane przed smartfonami będą przecież coraz większe, a telefonu nie kupujemy raz na kilka miesięcy, ale raczej na przynajmniej 1,5 roku.

Choć Snapdragonowi towarzyszą 4 GB RAMU i układ Adreno 506, to Motoroli nie powinni rozważać fani wydajności. A fani dobrych zdjęć? Dlaczego nie!

Przyzwoity, podwójny aparat.

Z tyłu znajdziemy dwa obiektywy. Pierwszy ma jasność f/2.0, a drugi f/2.4. Pierwszy korzysta z 12-megapikselowej matrycy, a drugi z matrycy 2-megapikselowej. Tyle technikaliów, jak wychodzą same zdjęcia?

Zdjęcia dzienne wyglądają bardzo dobrze. Ładne kolory i mnóstwo szczegółów przy dobrych warunkach oświetleniowych nie należą jednak do rzadkości w mobilnym świecie. Motorola One wyróżnia się jednak szybkim autofokusem.

W pomieszczeniach, przy słabszym świetle wciąż jest bardzo dobrze, choć pojawiają się szumy, a kolory (zwłaszcza w dolnym rzędzie) wydają się nieco wyprane.

Tryb portretowy – ładny dodatek.

Po lewej widzicie zdjęcie z maksymalnym rozmyciem tła, w środku z minimalnym, a po prawej ze standardowym. Jak widać pierwsze z nich nie przechodzi testu małego palca, który również jest rozmyty. Takie niedoskonałości to jednak chleb powszedni trybów portretowych.

Motorola One umożliwia również nagrywanie materiałów wideo w 4K i 30 kl/s. Nie jest to jeszcze jakość flagowców, ale i tak jest bardzo dobrze, zwłasza jeśli chodzi o dostosowywanie ostrości do obiektów na pierwszym planie. Jeśli chcielibyśmy skorzystać ze stabilizacji (albo nagrywać w 60 kl/s) musimy oczywiście obniżyć rozdzielczość – do FullHD.

Akumulator 3000 mAh, niby mało, ale starcza na 1,5 dnia.

Co zapewne jest zasługą świetnej optymalizacji systemu. Byłem zaskoczony tym, jak dobrze telefon potrafi zarządzać dostępną energią. Na plus zaliczam także szybkie ładowanie. Zapełnienie akumulatora zajmuje bowiem niewiele ponad godzinę.

Doskonale sprawdzają się również motogesty. Potrząśnięcie telefonem włącza latarkę, a dwukrotne obrócenie aparat.

Miesiąc z Motorolą był przyjemny, ale czy na rynku nie ma lepszych smartfonów?

Motorola One ma prawie wszystko, czego chciałbym od smartfona, a co nie zdobywa sobie zwykle należnego miejsca w materiałach marketingowych. Mamy bowiem dobrze działający GPS, przydatne NFC i czystego Androida. Konieczność zmieszczenia się poniżej tysiąca złotych wymogła jednak dość daleko idące kompromisy, widoczne w mało szczegółowym ekranie i przeciętnym procesorze. Można się do nich przyzwyczaić i wręcz zapomnieć o ograniczeniach (podobnie jak o notchu). Widzę to po swoim przykładzie, ale kiedy konkurenci oferują więcej, trudno przejść obok nich ze wzruszeniem ramion.

Mowa tu choćby o Xiaomi Mi A2, który w Polsce można już kupić poniżej 900 zł (4/64). Także działa na czystym Androidzie, a przy tym oferuje jaśniejszy aparat, szybszy procesor czy ekran o większej rozdzielczości. Odpowiedzi na pytanie „dla kogo jest Motorola One?” nie ułatwia również sam producent. W jego ofercie znajdziemy przecież bardzo dobrą Motorolę Moto G6 Plus w podobnej cenie. Dorównuje one chińskiemu konkurentowi w prawie każdej kategorii poza ceną.

Motorola One to bardzo dobry telefon, jak na swoją cenę, ale opłacalność jego zakupu nie jest najwyższa.

Dołącz do dyskusji