Zwijany telewizor to pokaz siły. Sprawdziliśmy, czym naprawdę LG chce zainteresować klientów

News/RTV 15.01.2019
Zwijany telewizor to pokaz siły. Sprawdziliśmy, czym naprawdę LG chce zainteresować klientów

Zwijany telewizor to pokaz siły. Sprawdziliśmy, czym naprawdę LG chce zainteresować klientów

LG pokazało pierwszy na świecie „rolowany” telewizor, ale nie jest to jedyna nowość, jaką można było zobaczyć na stoisku firmy podczas targów CES 2019. Sprawdziliśmy, czym jeszcze Koreańczycy będą kusić klientów w nadchodzących miesiącach.

Największą atrakcją firmy LG w Las Vegas był bez wątpienia LG OLED TV R. To pierwszy zwijany telewizor, który może po zakończeniu wyświetlania obrazu udawać ławkę lub stolik. Elastyczny ekran chowa się w prostopadłościennej podstawie, co na filmach wygląda nierealnie. Na żywo zresztą też.

Fragment stoiska firmy LG na targach CES 2019, na którym można było zobaczyć to urządzenie rodem z przyszłości, to jednak nic innego, jak pokaz siły. Firma zdaje sobie sprawę, że to drogi i niszowy produkt. Masowy odbiorca oczekuje czegoś zupełnie innego: tańszego, mniej wyszukanego, bardziej praktycznego.

Na szczęście klienci LG mają w czym wybierać, zwłaszcza jeśli szukają telewizora.

Firma przyzwyczaiła nas już do tego, że jest jednym z liderów rynku w segmencie RTV. Dla wielu odbiorców technologia OLED w wydaniu LG to najwyższa półka, jeśli chodzi o przetwarzanie i wyświetlanie obrazu. Głębia czerni i reprodukcja barw stoją tutaj od lat na fenomenalnym poziomie, ale firma nie spoczęła na laurach i odświeży dotychczasowy line-up.

W sprzedaży pojawią się w 2019 roku trzy nowe modele telewizorów 4K z panelami OLED, które będą bezpośrednimi następcami modeli dostępnych już w poprzednich latach. Są to LG C9 (55, 65 i 77 cali), LG E9 (55 i 65 cali) oraz LG W9 (65 i 77 cali). Wyposażono je wszystkie w porty HDMI 2.1. Wspierają też technologię eARC i napędza je nowy procesor @2, który ma zapewnić jeszcze lepsze przetwarzanie obrazu.

OLED-owe telewizory 4K nie przykuwają jednak już tak wzroku, jak kilka lat temu, bo LG wchodzi w 8K.

Przypominam sobie w takich momentach, dlaczego nie znoszę jeździć na targi elektroniki użytkowej – po powrocie do domu jak patrzę na swój telewizor – a wymieniłem swojego Samsunga Full HD na 4K tej samej firmy dopiero w zeszłym roku – nie robi on już na mnie takiego wrażenia.

Na stoisku LG w Las Vegas miałem okazję obejrzeć z bliska LG Z9, czyli ogromny, aż 88-calowy telewizor 8K (czyli 7680 na 4320 pikseli). Pod względem designu przypomina nieco pokazowy, „rolowany” model LG OLED TV R. Jego podstawa przypomina prostopadłościenną ławę.

Na niej umieszczono pionowo cieniutką taflę szkła.

Co prawda w hali targowej nie sposób go w pełni docenić, a do tego zdaję sobie sprawę, że jeszcze przez lata nie będzie dostępnych treści w tej rozdzielczości, a taka jakość obraz nie będzie dostępny w domowych warunkach poza kilkoma materiałami promocyjnymi – ale nie zmienia to faktu, że obraz składający się z tylu pikseli wygląda wprost fenomenalnie. Zjawiskowo.

Co prawda producent obiecuje, że będzie podbijał wideo o niższej rozdzielczości do 8K z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, ale to nie będzie to samo, co natywne filmy. Czy jest sens kupować OLED-a 8K w tym roku? Obiektywnie patrząc pewnie nie, ale z pewnością wielu entuzjastów sobie tej przyjemności nie odmówi.

Co ciekawe, 8K od LG dostępne będzie nie tylko na panelach typu OLED, ale również w wersji LCD.

Telewizory wykorzystujące technologię LCD, którą LG nazywa NanoCell, również będą dostępne w wersji 8K. Ten model będzie dostępny w 75-calowym wariancie z podstawą o klasycznym, łukowym kształcie. Obudowa z tyłu nie wygląda niestety zbyt atrakcyjnie jak w przypadku wielu innych modeli tej firmy.

Tutaj mam jednak jeszcze jeden, poważniejszy zgrzyt – OLED zapewnia jednak dużo lepszą czerń niż LCD. Z pełną oceną poczekam na cenniki, ale jeśli ceny dla tej samej przekątnej ekranu będą zbliżone, to bliższy byłbym zdecydowania się na model OLED 4K niż na LCD 8K. Głównie ze względu na brak treści.

Słowo klucz: sztuczna inteligencja

Już w minionym roku LG kładło nacisk na sztuczną inteligencję, która zarządza ich produktami. W tym roku nadal do obsługi głosowej będzie można wykorzystać asystenta głosowego ThinQ oraz Asystenta Google. Na tym możliwości się nie kończą. Do gry wchodzi właśnie Alexa. Ten asystent głosowy będzie mógł działać równolegle z pozostałymi dwoma, a wywołać go może przycisk na pilocie do usługi VOD od Amazonu.

Przyznam jednak, że pokaz możliwości asystentów głosowych w wykonaniu LG na tegorocznych targach CES mnie nie porwał. W przypadku Asystenta Google były głównie tekstowe. Po pytaniu o najbliższą restaurację nie spodziewałem się sześciu linijek tekstu, które zajmowały tylko część ekranu, a pełnoekranowej mapy z naniesioną pinezką i zdjęciem knajpy.

Obsługa stoiska miała też spory problem, by w gwarnej hali dogadać się z Aleksą. Ta przez dłuższy czas nie reagowała na komendy. Z naszej perspektywy to jednak i tak mało istotne. Tak jak Asystent Google właśnie debiutuje oficjalnie w naszym kraju, tak Alexa nadal po polsku nie rozmawia i nie zapowiada się, by języka polskiego się prędko nauczyła.

A jeśli nie telewizor, to może projektor?

Telewizory były najmocniej eksponowane przez LG w Las Vegas, ale moją uwagę przykuł też inny produkt wyświetlający obraz. Projektor o nieco przydługiej nazwie LG CineBeam Laser 4K HU85L pozwala na wyświetlenie na ścianie obrazu o przekątnej od 90 do 120 cali, co zawstydza telewizory. Rozdzielczość obrazu to aż 4K.

Świetna wiadomość jest taka, że LG CineBeam można postawić niemal przy samej ścianie. Odwzorowanie barw też zrobiło na mnie spore wrażenie. Trailery filmów, które obejrzałem, bynajmniej nie były wyprane z kolorów, jak to często bywa w przypadku projektorów. Jasność tego modelu to aż 2500 ANSI Lumenów.

LG ma w ofercie również monitory.

Ponieważ firma LG produkuje świetne telewizory, to nic dziwnego, że ma również sporą kolekcję ekranów do komputerów osobistych. Na stoisku mogłem przyjrzeć się kilku z nich. Największe wrażenie robił oczywiście wygięty LG 49WL95C ze względu na ultrapanoramiczne przekątne – aż 32:9! Przekłada się to na rozdzielczość aż 5120 na 1440 pikseli.

Taki ekran mógłby w sobie pomieścić dwa ekrany QHD 16:9, a z kolei dwa takie monitory jeden na drugim tworzą panel 5K 16:9. Monitor wspiera technologię HDR i ma czujnik oświetlenia, by dopasować jasność do warunków. W obudowie nie zabrakło wszystkich niezbędnych portów, w tym USB-C, 2x HDMI i DP oraz huba USB.

LG ma w ofercie również coś dla graczy. Dla fanów obrazu najlepszej jakości przygotowano 37,5-calowy zakrzywiony model o rozdzielczości 3840 na 1600 pikseli odświeżany w 144 Hz ze wsparciem Nvidia G-Sync i pokryciem DCI-P3 na poziomie 98 proc. Dla mniej wymagających osób przygotowano 27-calowy, niezakrzywiony model o rozdzielczości 2560 na 1440 pikseli.

Ekrany można znaleźć też w laptopach.

Wyświetlacze są oczkiem w głowie firmy w LG, więc nic dziwnego, że oprócz telewizorów i monitorów w ofercie producenta można znaleźć również wyposażone w nie notebooki. Nazwa kolekcji, czyli Gram, nie wzięła się z powietrza i sugeruje, że są naprawdę leciutkie.

I faktycznie – biorąc je do ręki miałem wrażenie, że w obudowie czegoś zabrakło, np. ogniwa zasilającego. Waga notebooków marki LG jest bardzo niska w porównaniu do zewnętrznych gabarytów. 17-calowy model waży zaledwie 1,3 kg i ma specyfikację z górnej półki.

Nie tylko RTV

Co ciekawe, na targi CES 2019 wysłannicy firmy z Korei nie przywieźli żadnego nowego telefonu. Na ekspozycji pojawił się co prawda LG V40, ale to model z zeszłego roku. Nowości pojawiły się natomiast… w segmencie AGD.

Nie śledzę co prawda nowości wśród pralek, lodów i zmywarek, ale podoba mi się kierunek, jaki LG obiera w przypadku ekranów dotykowych. Nie służą one do obsługi Facebooka, jak próbowano nas przekonywać jeszcze kilka lat temu.

LG integruje swoje sprzęty AGD z asystentem Amazon Alexa i systemem Amazon Dash.

W zachodnich krajach można dzięki temu z poziomu lodówki zamówić nowe produkty. Prosty system operacyjny pozwoli wyświetlić na drzwiach również przepisy kulinarne bądź… filmy z YouTube’a w ramach przeglądarki internetowej.

Na ekspozycji spodobała mi się też wirtualna szafa. W ramach demo systemu augmented reality mogłem zeskanować swoją sylwetkę, a następnie wirtualnie się ubrać. Widziałem na ekranie, gdzie ciuch będzie luźny, a gdzie będzie mnie uciskał.

Dołącz do dyskusji