Kodak znów gra na sentymencie. Nowa seria aparatów chce powalczyć z Instaksem

Artykuł/Foto 08.01.2019
Kodak znów gra na sentymencie. Nowa seria aparatów chce powalczyć z Instaksem

Kodak znów gra na sentymencie. Nowa seria aparatów chce powalczyć z Instaksem

Kodak, wielka legenda fotografii będąca obecnie cieniem samej siebie, nadal chce powalczyć o serca klientów. Nowy pomysł to gra na sentymencie i walka z Fujifilm Instax.

Dokładnie dwa lata temu podczas zwiedzania stoisk Kodaka i Polaroida na targach CES w Las Vegas naszła mnie bardzo smutna refleksja. Te firmy są cieniem samych siebie, a ich portfolio wygląda jak chiński targ. Naklejkę z logo Polaroida znajdziemy na smartwatchach, dronach, tabletach, kamerach 360, okularach VR i całej masie innego plastikowego sprzętu o wątpliwej jakości. Polaroid ma jednak szansę na wyjście z tego marazmu, ze sprawą nowego właściciela z Polski.

Mniej ciekawie wygląda sytuacja drugiej fotograficznej legendy, czyli Kodaka. Wystarczy powiedzieć, że ta marka firmowała swoim logo nawet… koparkę bitcoinów, którą można było wynajmować. Ten pomysł szybko upadł w oparach absurdu podlanych zarzutami o oszustwo i działanie w szarej strefie.

Nowy rok, nowy Kodak

Początek 2019 roku w wydaniu Kodaka to powrót do fotograficznych korzeni w postaci trzech urządzeń łączących fotografię natychmiastową i cyfrową.

Kodak Smile Classic

Pierwsza nowość to aparat Kodak Smile Classic, który wygląda jak unowocześniona, spłaszczona wersja Polaroida Supercolor 1000. Aparat ma wysuwany wizjer, a zdjęcia są wykonywane w sposób cyfrowy, na matrycy o rozdzielczości 16 megapikseli. Fotografie są zapisywane na karcie MicroSD, ale największą przyjemnością będzie drukowanie ich za pomocą zintegrowanej drukarki bazującej na papierze ZINK w rozmiarze 3,5 x 4,25 cala (ok 8,9 x 10,8 cm). Zdjęcia można wydrukować także ze smartfona, korzystając z łączności Bluetooth.

Kodak Smile Classic trafi na rynek w tym roku w cenie 150 dol.

Kodak Smile

Druga nowość to Kodak Smile, niewielki aparat kompaktowy z matrycą 10 megapikseli, ekranem LCD i możliwością druku zdjęć na małych wkładach ZINK w rozmiarze 2 x 3 cala (5 x 7,6 cm). Cena wyniesie 100 dol.

Kodak Smile

Trzeci produkt to drukarka Kodak Smile Instant Digital Printer, drukująca fotografie na wkładach ZINK wprost ze smartfona. Drukarka łączy się z urządzeniami z Androidem oraz iOS poprzez Bluetooth, a całym procesem sterujemy poprzez aplikację. Cena ma wynieść 100 dol.

Nie wróżę sukcesów. Kodak trzyma się tylko dzięki sentymentowi, ale dziś są lepsze rozwiązania.

Wszystkie nowości wstrzelają się w trend fotografii natychmiastowej, który zyskuje na popularności na świecie. Kodak stawia na niską cenę swoich urządzeń, co wydaje się być największym atutem nowych sprzętów. Obawy wzbudza jednak jakość. Po pierwsze, w ostatnich latach Kodak przestał być synonimem udanych produktów, a po drugie, technologia druku ZINK nie cieszy się najlepszą jakością.

Nie sądzę, by nowe Kodaki mogły zagrozić liderowi rynku aparatów natychmiastowych, firmie Fujifilm. Jej linia Instax od lat odnosi wielkie sukcesy sprzedażowe, zarówno w kwestii liczbowej, jak i finansowej. Znajdziemy już popularne aparaty analogowo-cyfrowe Instax (np. SQ10), a także drukarki działające w tym systemie (np. Instax Share SP–2). Do tego jakość wkładów Instax jest dużo lepsza i przede wszystkim solidniejsza. Usztywnione plecki przemawiają do mnie bardziej niż samoprzylepna folia z papieru ZINK.

Mimo wszystko lepszy aparat niż koparka bitcoinów.

Premiery fotograficzne Kodaka nie są może rewolucją, ale przynajmniej odnoszą się do tradycji fotograficznych tej firmy. Czas pokaże, czy stosunkowo niska cena przełoży się na popularność produktów.

Dołącz do dyskusji