Zrobiłem inwentaryzację na Facebooku. Z ponad tysiąca wpisów zostało kilkadziesiąt

Felieton/Social media 23.01.2019
Zrobiłem inwentaryzację na Facebooku. Z ponad tysiąca wpisów zostało kilkadziesiąt

Zrobiłem inwentaryzację na Facebooku. Z ponad tysiąca wpisów zostało kilkadziesiąt

Mija rok odkąd podjąłem spóźnione wyzwanie noworoczne. Każdego dnia przeglądałem i usuwałem swoje wpisy na Facebooku. Do kosza trafiło ich grubo ponad tysiąc.

Sekcja Tego dnia, która nieco później została przemianowana na Wspomnienia, zapewnia łatwy dostęp do treści zamieszczonych przez nas na Facebooku. Po jej wybraniu widzimy statusy, zdjęcia i materiały wideo opublikowane w serwisie w danym dniu od momentu rejestracji.

Mija rok odkąd postanowiłem codziennie zaglądać do Wspomnień i kasować wpisy.

Nie mam najdłuższego stażu na Facebooku, bo konto założyłem w 2009 r. To jednak wystarczająco długo, by zapełnić swój profil. Przeszukiwanie go przy użyciu Dziennika aktywności nie należy do najwygodniejszych, dlatego postanowiłem każdego dnia robić inwentaryzację Wspomnień.

Codziennie, przez 365 dni o godzinie 7:05 cykliczne powiadomienie przypominało mi o tej czynności. Po tygodniu już go nie potrzebowałem.

Przez miniony rok przejrzałem 1161 wpisów. Usunąłem 1099. Była to dla mnie cenna lekcja na temat mediów społecznościowych i tego, jak z nich korzystam.

Czego nauczyło mnie usuwanie własnych postów na Facebooku?

Obserwując wpisy, zdjęcia i udostępnienia z minionych lat zauważyłem, jak bardzo zmieniło się moje podejście do mediów społecznościowych. Na początku dość aktywnie dzieliłem się nie tylko przemyśleniami, ale wrzucałem też choćby zdjęcia z podróży. Po krótkim czasie przykręciłem kurek i zacząłem zamieszczać na Facebooku komentarze czy linki do tekstów. Doszedłem bowiem do wniosku, że nie tylko nie mam potrzeby ujawniania szczegółów życia prywatnego, ale przede wszystkim, że może być to niebezpieczne.

Druga refleksja płynąca z przeglądu dotyczy ulotności tego, co zamieszczamy na Facebooku czy Twitterze. Ze swojego profilu usunąłem większość wpisów, bo bardzo szybko się zdezaktualizowały. W wielu przypadkach nie pamiętałem nawet, co miałem na myśli, pisząc post. Odnosiłem się często do konkretnych sytuacji, które po czasie stały się zupełnie nieistotne.

Media sprawiają, że na newsy reagujemy impulsywnie, odnosząc się do wycinków rzeczywistości. Gdy spojrzymy na te reakcje z perspektywy czasu, nie potrafimy dostrzec szerszego kontekstu lub uznajemy, że dany komentarz jest pozbawiony sensu, a my przyczyniliśmy się do generowania szumu informacyjnego. To cenna lekcja.

Wpisy, które pozostawiłem na profilu są pozbawione wady polegającej na tym, że po kilku miesiącach stałyby się niezrozumiałe dla odbiorcy. Oprócz usuwania starych treści ograniczyłem też dodawanie nowych. W zeszłym roku uzbierało się ich kilkadziesiąt, co stanowi niewielki procent aktywności z poprzednich lat.

Higiena w mediach społecznościowych.

Z roku na rok oddalam się od mediów społecznościowych. Od dawna nie traktuje ich jako źródła informacji o świecie, pamiętając o bańce, którą stworzyłem, dobierając obserwowane strony i osoby.

Korzystając z największego serwisu społecznościowego świata dbam o higienę. Wyłączyłem większość powiadomień. Z rzadka klikam Lubię to pod postami, jeszcze rzadziej komentuję. Można powiedzieć, że traktuję Facebooka dokładnie odwrotnie, niż chciałby jego założyciel.

Przede wszystkim zaś unikam jak ognia quizów wyłudzających dane. Nigdy nie sprawdziłem, do którego superbohatera jestem podobny. Na długo przed wybuchem afery Cambridge Analytica patrzyłem na quizy z podejrzliwością. Z przerażeniem obserwuję za to jak moi znajomi w owczym pędzie oddają swoje dane platformie Nametests, która powstała wyłącznie po to, by je kolekcjonować i sprzedawać. Autorzy książki „Strefy cyberwojny” podają, że Namtests gromadzi dane 100 mln użytkowników w miesiącu.

Żegnaj Facebooku?

Nie ufam Facebookowi. Nie lubię go. Nie szanuję jego szefa, który wielekroć udowadniał, że nie jest człowiekiem godnym zaufania. Facebooka używam z konieczności, przede wszystkim z powodów zawodowych. Choćby dlatego, by obserwować trendy, ale też sprawdzać reakcje znajomych na kolejne afery z nim związane. Prywatnie mam coraz mniej powodów, by korzystać z serwisu i jestem przekonany, że dzień, w którym porzucę platformę Zuckerberga jest bardzo bliski.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji