Dziennikarstwo nie umiera, ale przechodzi cyfrową rewolucję. Jakie będzie dziennikarstwo w 2019 roku?

Artykuł/Media 12.01.2019
Dziennikarstwo nie umiera, ale przechodzi cyfrową rewolucję. Jakie będzie dziennikarstwo w 2019 roku?

Dziennikarstwo nie umiera, ale przechodzi cyfrową rewolucję. Jakie będzie dziennikarstwo w 2019 roku?

Nieman Lab co roku publikuje zestawienie prognoz dotyczących dziennikarstwa na zbliżający się rok. Również pod koniec 2018 roku zapytano „najmądrzejszych ludzi w dziennikarstwie i mediach cyfrowych, co ich zdaniem przyniesie najbliższych 12 miesięcy”.

Zebrano 205 prognoz osób związanych z branżą medialną. Niektóre ich opinie to rozbudowane elaboraty, inne są czymś w rodzaju komentarzy i zajmują raptem kilka akapitów. Przeczytałem wszystkie, wybrałem kilkadziesiąt prognoz i podzieliłem je na kilka kategorii, by przedstawić wam w pigułce zestaw wiedzy oraz inspiracji na 2019 rok.

Z niektórymi autorami nie do końca się zgadzam, ale szanuję ich punkt widzenia, po pierwsze z racji ogromnej wiedzy, którą posiadają, a po drugie, bo w mediach nigdy nic nie wiadomo. Jeśli dzisiaj wydaje ci się, że coś jest niemożliwe, możesz być pewien, że za jakiś czas rzeczywistość brutalnie to zweryfikuje. Stąd warto w tej branży mieć na uwadze wiele aspektów i punktów widzenia, by nie dać się całkowicie zaskoczyć.

Dziennikarstwo 2019 według specjalistów.

Branża dziennikarska, choć zmaga się z wieloma problemami często natury egzystencjalnej, jest jedną z tych, które we współczesnym świecie technologii, mają największy potencjał. Trzeba tylko zdać sobie sprawę, że dziennikarstwo nie umiera, a przechodzi prawdziwą cyfrową rewolucję. Zbiera swoje krwawe żniwo w postaci zwolnień, restrukturyzacji, przejęć, zamknięć i upadków, ale na tej bazie powstają nowe modele biznesowe oraz sposoby konsumowania treści.

Wiele takich pozytywnych aspektów zachodzących zmian dostrzegają też eksperci, których o opinię poprosili przedstawiciele Nieman Lab. Przewidują oni, że w 2019 roku staniemy w środku ewolucji audioinformacyjnej, będzie głośno o modelach finansowania dziennikarstwa, ponownie odkryjemy potencjał lokalnego dziennikarstwa oraz zastanowimy się nad czyhającymi zagrożeniami i działalnością w mediach społecznościowych związaną z nowymi sposobami komunikowania się z czytelnikami.

Zmiany klimatu.

Co ma wspólnego dziennikarstwo ze zmianami klimatycznymi? Nie, pisanie tekstów nie ma większego wpływu na ich występowanie. Linda Solomon Wood, założycielka i redaktor naczelna kanadyjskiej mutacji pisma National Observer wysnuła wniosek, że rok 2019 będzie stał pod znakiem reporterów zajmujących się klimatem.

Jeśli rok 2018 był rokiem, w którym bezczynność rządów przyczyniła się do niezapobiegnięcia zmianom klimatu, rok 2019 będzie rokiem reportera klimatycznego – twierdzi Linda Solomon Wood.

Jej zdaniem reporterzy piszący o kataklizmach, „będą coraz bardziej podkreślać rolę zmian klimatu i staną na pierwszej linii frontu raportowania na temat tych zdarzeń”. Jeśli czytelnicy podążą za nimi, politycy, którzy negują anomalie pogodowe i nie zamierzają rezygnować z paliw kopalnych, mogą mieć problem. Nie tylko przed wyborami, ale w każdym dniu swoich rządów, bo gniew ludzi w dobie mediów społecznościowych potrafi być dotkliwy.

O zmianach klimatycznych, ale w kontekście dziennikarstwa lokalnego pisze też Frank Mungeam. Zauważa on, że lokalni meteorolodzy telewizyjni (mowa w dalszym ciągu o USA) mają nie tylko wiedzę o klimacie, którą do tej pory nieszczególnie się dzielili, ale także zaufanie lokalnej społeczności. To nie mrzonki. To już się dzieje. „Brad Panovich, lokalny meteorolog w WCNC w Charlotte został doceniony na szczeblu krajowym przez American Meteorological Society za swoje wysiłki. Climate Central pracuje natomiast nad tym, aby pomóc lokalnym meteorologom w zgłaszaniu skutków zmian klimatu” – pisze profesor z Cronkite School of Journalism w stanie Arizona.

Jego zdaniem ewolucja sposobu oraz intensywności informowania o skutkach zmian klimatu jest możliwa dzięki temu, że osiągnęliśmy wystarczający poziom wiedzy, aby bezbłędnie ocenić, że tego typu zjawiska rzeczywiście mają miejsce i nie jest to efekt złych obliczeń naukowców. „Lokalni meteorolodzy telewizyjni posiadają wiedzę na temat pogody, zaufanie lokalnych społeczności oraz wizualne możliwości pozwalające objaśnić i graficznie przedstawić dane w taki sposób, aby opowiedzieć historię, która będzie miała wpływ” – czytamy.

Dziennikarstwo lokalne.

Na tym polu ciągle jest wiele do zrobienia, by transformacja cyfrowa stała się sprzymierzeńcem tego rodzaju dziennikarstwa, a nie jego grabarzem. W wielu krajach różnie to wygląda. W Polsce często ewolucja lokalnego dziennikarstwa w erze cyfrowej polega na cięciach, zmniejszaniu zasobów ludzkich w redakcjach i zwiększaniu liczby obowiązków tym, którzy zostali. To w dłuższej perspektywie nie prowadzi zazwyczaj do wielu pozytywnych skutków, ale pozwala przetrwać czasy szukania modelu biznesowego opłacalnego dla konkretnej instytucji, a więc monetyzacji działalności internetowej w czasach, kiedy zyski z reklam oraz sprzedaż papierowego wydania spadają.

Rachel Davis Mersey, adiunkt w Medill School of Journalism, Media, Integrated Marketing Communications na Uniwersytecie w Northwestern może nie odkrywa Ameryki, ale przypomina znaną prawdę: „Odbiorcy nie będą płacić za treści, do których mają dostęp w innych źródłach, ale będą płacić za treści, które są niepowtarzalne i cenne dla ich życia”. Warto, by mieli to na uwadze lokalni wydawcy, którzy czasem z wykorzystaniem półśrodków chcą przeczekać burzę transformacji medialnej.

Jeśli lokalne organizacje informacyjne zaczną dostarczać zróżnicowane treści o wysokiej jakości, mogą zacząć budować modele biznesowe – stwierdza Rachel Davis Mersey.

Wiadomości-śmieci.

Niezależnie od tego, o którym rodzaju dziennikarstwa mówią eksperci, warto mieć na uwadze, że powoli przemierzamy drogę od klikalności do jakości i wartości informacji, które publikowane są w mediach. Do perfekcji jeszcze daleka droga. Gdyby się teraz zatrzymać i spojrzeć za siebie, pewnie dostrzeglibyśmy za plecami jeszcze jej początek. Prawdą jest jednak, że „coś” się ruszyło. I dobrze, bo to oznacza, że w 2019 roku ten marsz będzie trwał, co chociaż trochę może przyczynić się do ograniczenia produkcji wiadomości-śmieci.

Ciekawy tekst o tym, ile danych publikujemy każdego dnia, można przeczytać na portalu anglojęzycznego Forbesa: „W obecnym tempie każdego dnia tworzymy 2,5 kwintyliona bajtów danych, a tempo to przyspiesza wraz z rozwojem internetu rzeczy (IoT). W ciągu ostatnich dwóch lat wygenerowano 90 procent danych dostępnych na świecie”.

Aż ciśnie się na usta: „witamy w erze big data!”. Jakby nie patrzeć, należy do niej także dziennikarstwo. Część z tych informacji to po prostu wiadomości-śmieci. Słów krytyki na ich temat, a także na temat swojej działalności nie szczędzi Elizabeth Dunbar z Minnesota Public Radio.

Napisałam w swojej karierze wiele tekstów, które prawdopodobnie miały niewielką wartość z punktu widzenia społeczności, dla których piszę. Większość lokalnych dziennikarzy może powiedzieć to samo. Przewiduję, że w 2019 roku zastanowimy się nad tym i coś z tym zrobimy – tłumaczy Elizabeth Dunbar.

Potrzeba wielu lat.

W przypadku dziennikarstwa stoimy w podobnym miejscu historii, jak w związku ze zmianami klimatu. Po raz pierwszy musimy zastąpić dotychczasowy porządek nowymi rozwiązaniami, które staną się dominujące, a nie dokooptować kolejny model działalności. Jeśli chodzi o ratowanie klimatu, mowa o wycofaniu się z korzystania z paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii. W dziennikarstwie chodzi o to, by dominująca od wieków sprzedaż prasy papierowej została płynnie i jak najszybciej zastąpiona dystrybucją cyfrową. Wtedy zyski z subskrypcji pozwoliłyby utrzymać gazety w papierze, ale w zupełnie innym wymiarze i skali.

Od kilku lat obserwuję wyczekiwanie momentu nadejścia nowego roku, który przyniósłby ulgę dla nieustannie nadszarpywanych nerwów wydawców i właścicieli mediów. Słupki sprzedaży ich tytułów regularnie maleją, ale zdaje się, że 2019 rok nie będzie tym zbawiennym. Tak przynajmniej prognozuje Rasmus Kleis Nielsen, dyrektor Instytutu Reutera ds. Badań Dziennikarstwa i profesor komunikacji politycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Sukces nie przyjdzie łatwo ani szybko. To potrwa lata. Warto pamiętać, ile czasu zajęło w USA zbudowanie masowego biznesu płatnych wiadomości dostępnych w druku – mówi Nielsen.

A ile zajęło? Mniej więcej 50 lat od 1880 roku XIX wieku do 1930 roku wieku XX. W przypadku internetu wszystko dzieje się szybciej, jednak przed nami zapewne co najmniej dekada ciągu dalszego niepewności o byt wielu instytucji medialnych.

The king is… podcast!

Podcasty nie są niczym nowym. Wręcz przeciwnie. I ciągle się rozwijają, a rok 2019 ma być jednym z tych przełomowych. Na polskim rynku w ostatnim roku pojawiło się kilka ciekawych przykładów wśród blogerów, którzy do tej pory wykorzystywali głównie słowo pisane. W świecie dziennikarstwa sportowego powstały programy wideo dostępne m.in. na YouTubie, jak La Liga Locaczy English Breakfast należące do Przeglądu Sportowego, DogrywkaDominika Wardzichowskiego w sport.pl i Prawda futbolu Romana Kołtonia z Polsatu Sport. Przygotowanie ich także w wersji audio nie powinno stanowić wielkiego problemu, a może stworzyć nowe możliwości dotarcia do odbiorców. Pytanie oczywiście brzmi, czy polski rynek już teraz w takim stopniu wykazuje zainteresowanie formatem audio, jak ma to miejsce za Oceanem.

W USA renesans podcastów nastąpił w 2014 roku. Wtedy powstały m.in. takie produkcje, jak Serial, który na Facebooku ma prawie 500 tysięcy fanów. Nie jest to zwykły informacyjny podcast, a trzy sezony serialu kryminalnego w wersji audio, opowiadającego o śledztwie dziennikarskim. W Polsce tego typu produkcje – o ile w ogóle istnieją w podobnej formie – zdecydowanie nie cieszą się taką popularnością. Wiele zależy tu jednak od kultury i potrzeb danej społeczności. O tym, że rynek podcastu w Polsce ciągle ma co nadrabiać, świadczy chociażby fakt, że wpisując w Google frazę: „co to jest podcast”, na wysokich miejscach pojawiają się teksty datowane na 2018 rok.

Nawet jeśli podcastowanie wykazuje oznaki dojrzewania i stabilizacji, przyszłość jest jasna, ekscytująca i pełna możliwości, których nawet nie zaczęliśmy sobie wyobrażać – prognozuje Eric Nuzum, konsultant ds. podcastów, dyrektor NPR i Audible.

Jake Shapiro, współzałożyciel i prezes zarządu RadioPublic mówi coś jeszcze innego i wartego odnotowania, co także w niedługiej perspektywie można by spróbować przełożyć na polski rynek: „W kontekście złego stanu mediów, podcasting daje nadzieję na stworzenie zdrowego ekosystemu, który traktuje słuchaczy z szacunkiem, daje wydawcom bezpośrednią relację z publicznością i oddaje głos nowym talentom oraz społecznościom, których brakuje w tradycyjnych stacjach radiowych”.

Do ewolucji audioinformacyjnej należy dołączyć coraz popularniejsze inteligentne głośniki, a więc m.in. Amazon Alexa i Google Home. Linearne radio, dzięki któremu do tej pory mogliśmy usłyszeć najświeższe informacje i zrelaksować się przy muzyce, powoli odchodzi w niepamięć. Jego miejsce zaczyna zastępować sztuczna inteligencja, która – o ile będziemy wiedzieli, jak o to poprosić, o czym pisze Steve Henn – zrelacjonuje nam wydarzenia na świecie w dowolnej chwili, a nie tylko o ustalonej godzinie.

Przez prawie 100 lat wiadomości w radiu były stałym towarzyszem miliardów ludzi, gdy ich oczy i ręce były zajęte, a umysły pozostawały otwarte na nowe informacje. Rok 2019 będzie rokiem radiowym – przynajmniej w kontekście inteligentnych głośników – twierdzi Steve Henn, odpowiedzialny za Asystenta Google.

Wpływ, głupcze

Wielość tematów, które niosą za sobą wartość, przyczynia się do budowania jakościowego dziennikarstwa, a tylko produkcja tego typu treści może sprawić, że ludzie zaczną prenumerować media cyfrowe na jeszcze szerszą skalę. To właśnie kierowanie się mierzalnością wpływu ma być jednym z trendów), który będziemy mogli zaobserwować w 2019 roku w niektórych mediach (choć spodziewam się, że ciągle niszowym).

Nie możemy poprawić tego, czego nie możemy zmierzyć. Miary wpływu będą naszymi złotymi punktami odniesienia. Musimy zrozumieć, czy to, co tworzymy, ma wpływ na świat, w którym żyjemy. Odsłony i spędzony czas w witrynie ustąpią miejsca liczbie osób, na które wpłynęliśmy – uważa Mariana Santos, dyrektor wykonawcza w Chicas Poderosas.

Wertykalne dziennikarstwo.

Doskonale znanym narzędziem mierzenia wpływu są media społecznościowe. Tam wywołuje się interakcje i tam wzbudza się emocje. Tam też coraz częściej udaje się wydawcom dotrzeć na przykład do użytkowników określanych jako generacja Z (tzw. post millenialsów), a więc urodzonych po 2000 roku. Dokonali tego w minionym roku m.in. Vogue oraz PinkNews. Pisze o tym Francesco Zaffarano, były dziennikarz La Repubblica, który przywołuje te media jako przykłady skutecznych praktyk, które w 2019 roku mogą ośmielić kolejnych wydawców. Na uwagę zasługuje też to, co  na Twitterze pokazało BBC. Redaktorzy przekształcili 20-minutowe wideo w formę łańcucha 34 tweetów połączonych w jeden wątek, który spotkał się z dużym zaangażowaniem, bo w nietypowy sposób opowiadał ważną historię.

Rok 2019 powinien stać też pod znakiem treści w formacie wertykalnym, a więc pionowym. To właśnie w takim położeniu najczęściej trzymamy smartfony. To właśnie w taki sposób tworzy się treści na Instagram Stories oraz Snapchata, nie wspominając już o mutacjach tego typu formatu dostępnych w Messengerze, WhatsAppie, a wkrótce także w LinkedIn. Nie bez powodu Mark Zuckerberg ogłosił jakiś czas temu, że – jego zdaniem – format storiesstanie się w przyszłości wiodącym w kontekście publikacji w mediach społecznościowych, wypierając obecnie znaną oś czasu.

Subskrypcyjna apokalipsa.

„Rozwój modelu subskrypcji był jednym z największych osiągnięć w dziennikarstwie internetowym w ciągu ostatnich kilku lat” – mówi Brian Moritz, zajmujący się badaniem produkcji mediów cyfrowych i dziennikarstwa internetowego w SUNY-Oswego. I trudno się z nim nie zgodzić. Subskrypcje, paywall, abonament czy jakkolwiek nazwać treści „schowane” w internecie za opłatą, pozwoliły przynajmniej w pewnym stopniu pokryć dziury w budżetach organizacji medialnych spowodowane spadkiem wpływów z reklam i sprzedaży.

W ostatnim czasie można było zauważyć, że część wydawców na świecie podniosła ceny pakietów subskrypcji. Chcieli w ten sposób nie tylko więcej zarobić, ale także sprawdzić, ile czytelnicy są w stanie zapłacić. Stąpanie po tym cienkim lodzie powinno wkrótce się skończyć.

Z modelem dostępu do treści opartym na subskrypcji jest jeszcze jeden „problem”. Zwraca na niego uwagę Brian Moritz. To uświadomienie sobie, że nie za wszystko czytelnik będzie gotów zapłacić. Nawet jeśli cena byłaby śmiesznie niska. Tak po prostu. I warto mieć to na uwadze już w 2019 roku, kiedy paywalle cały czas jeszcze ewoluują.

Subskrypcja jest obietnicą, że dostaniesz coś, za co warto zapłacić, coś, czego nie możesz dostać nigdzie indziej. To jest to, co mój przyjaciel dr Andy Billings nazwał modelem HBO – o ile za ścianą subskrypcji jest jedna rzecz, bez której nie możesz żyć, będziesz za nią płacić – uważa Moritz.

Powrót do strony głównej.

Kilka lat temu wiele dyskutowano o tym, że zainteresowanie stronami głównymi portali spada. Za przyczynę podawano media społecznościowe i fakt, że linkowane m.in. na Facebooku czy Twitterze teksty kierują bezpośrednio do artykułów, pomijając właśnie stronę główną. Trend ten ma się zacząć odwracać. Zainab Khan, redaktor strategii dla odbiorców w The New York Times przewiduje, że w 2019 roku będzie można zauważyć odchodzenie części użytkowników od dotychczasowej formy konsumowania treści informacyjnych w portalach społecznościowych.

Powinniśmy spodziewać się powrotu do ruchu bezpośredniego (np. aplikacje, sekcje, strony główne). Dla wydawców oznacza to, że pojawi się okienko, które warto będzie wykorzystać. W tym czasie powinni pracować nad identyfikacją, jak i śledzeniem momentu, w którym użytkownicy będą chcieli zmienić swoje nawyki konsumpcyjne. Tymczasem należy się upewnić, że nasze produkty są na to gotowe – pisze Zainab Khan.

O tym, dlaczego użytkownicy mieliby znów powrócić na stronę główną, pisze Nisha Chittal, redaktor pracująca w Vox: „Właśnie pękła bańka o mediach społecznościowych. Ruch na Facebooku gwałtownie spadł, a wydawcy koncentrują się na dywersyfikacji strategii rozwoju. Widzowie są wyczerpani, cykl wiadomości jest bardziej intensywny niż kiedykolwiek, a kanały są zaśmiecone hałasem i fałszywymi wiadomościami” – czytamy w jej prognozie na 2019.

Można by powiedzieć, że ilu ekspertów, tyle prognoz.

To nie oznacza jednak niczego złego. Wręcz przeciwnie – pokazuje, jak różnorodny jest świat mediów i dziennikarstwa. Takiego bogactwa w tej branży nie było od lat. Z jednej strony można się cieszyć, z drugiej patrzeć z niepokojem szczególnie na zagrożenia i brak odpowiedzi na kilka palących pytań, jak monetyzacja lokalnego dziennikarstwa w erze cyfrowej czy niekończąca się walka z fake newsami.

Wszystkich problemów równocześnie rozwiązać się nie da, ale mnogość prognoz na 2019 rok pozwala mieć nadzieję, że wiele może się zmienić już w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Cóż, czas przeanalizować funkcjonowanie naszych mediów i sprawdzić, czy zapowiedziane innowacje i schematy działania mogą pomóc w rozwoju tego, czym dysponujemy obecnie.

 

* NiemanLab – a właściwie Nieman Journalism Lab zostało założone na Uniwersytecie Harwarda w 2008 roku przez Foundation Nieman Journalism, by zająć się badaniem modeli przyszłości, które mogłyby wesprzeć jakościowe dziennikarstwo.

 

Autorem tekstu jest Sebastian Matyszczak, dziennikarz i doktorant w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu. Autor bloga bastianlab.pl. Bada ewolucję dziennikarstwa i wpływ mediów społecznościowych na sport.

Dołącz do dyskusji

Advertisement