Drugi aparat w smartfonie jest dzisiaj tym pierwszym. DxO w końcu zaczyna testować kamery selfie

Felieton/Foto 24.01.2019
Drugi aparat w smartfonie jest dzisiaj tym pierwszym. DxO w końcu zaczyna testować kamery selfie

Drugi aparat w smartfonie jest dzisiaj tym pierwszym. DxO w końcu zaczyna testować kamery selfie

DxO od dawna testuje aparaty smartfonów, ale dopiero teraz zaczyna wystawiać oceny przednim kamerkom. Czas najwyższy, bo marginalizowana kamerka do selfie staje się dziś głównym aparatem, a czasami wręcz podstawą biznesu.

Serwis DxO znany z testów matryc, obiektywów i smartfonów, dołącza do swojego arsenału testy przednich kamer w smartfonach. Na razie serwis przetestował ledwie kilka kamerek, ale ocena przedniego modułu na stałe zagości w procedurze testerów DxO. Obecnie liderami jakości przednich kamer są Google Pixel 3 i Samsung Galaxy Note 9.

Przednia kamerka kojarzy się głównie z pustymi zdjęciami selfie lub ewentualnie z wideorozmowowami na Skype, Messengerze, czy FaceTime. Czy aby na pewno? Śmiem twierdzić, że to coś znacznie większego.

Im młodsze medium, tym mocniej bazuje na przedniej kamerce smartfona.

Za pomocą przedniej kamery smartfona można dziś prowadzić relacje, live’y, streamy, a nawet całe profile w najnowszej odnodze mediów społecznościowych, takich jak np. TikTok. Patrząc na historię mediów społecznościowych wyraźnie widać, w którą stroną zmierza rozwój.

  • Facebook (2004) – posty z tekstem lub zdjęciami,
  • Twitter (2006) – krótkie wpisy tekstowe,
  • Instagram (2010) – zdjęcia, głównie mobilne,
  • Snapchat (2011) – całkowite postawienie na smartfony i przednią kamerkę,
  • TikTok (2016) – j.w.
  • Instagram Stories (2016) – gros Relacji powstaje przy użyciu przedniej kamery smartfona.

Gdzieś równolegle jest rozwijany YouTube, który obecnie również skręca w stronę wykorzystania przedniej kamery za sprawą transmisji live i znikających relacji.

Cały czas traktujesz kamerkę do selfie po macoszemu? Pewnie nie wiesz, że można za jej pomocą zebrać milion złotych w trzy dni.

Dosłownie kilka dni temu, przy okazji zbiórki pieniędzy dla WOŚP, pisaliśmy o rewelacyjnej akcji Nicole Sochacki-Wójcickiej, znanej szerzej jako Mama Ginekolog. Znana w świecie parentingowym blogerka ma na swoim Instagramie ok. 400 tys. obserwujących. W ramach zbiórki na WOŚP Mama Ginekolog przekazała cały dochód ze sprzedaży swoich książek na rzecz fundacji Jurka Owsiaka.

W trakcie trzech dni intensywnej kampanii na Instagramie, Mama Ginekolog zebrała 1,2 mln zł. Bardzo podobały mi się niektóre komentarze, pod naszym artykułem na ten temat. Znajdziecie je poniżej (pisownia oryginalna):

„Instagrama można lubić, bądź nie, ale fakt jest taki, że są tam wielkie pieniądze.”

„Świetna akcja. Właśnie przez takie sytuacje można zobaczyć, że mimo iż wydaje się to czasami tylko próżny świat instagrama, to jest siła w tych ludziach.”

„[Mama Ginekolog] pokazała mi jak potężnym narzędziem jest IG – na serio, nie miałem świadomości, rozpatrując ten portal tylko w kontekście zdjęć celebrytek z mydłem i powidłem w tle”

Jeżeli obserwowaliście zbiórkę Mamy Ginekolog, na pewno wiecie, że kluczową rolę odegrały w niej Insta Stories. Znikające wiadomości były oczywiście nagrywane przednią kamerką smartfona. Takie przykłady można mnożyć. Bardzo wiele punktów usługowych, restauracji i sklepów prowadzi na Instagramie półamatorskie Relacje, które napędzają ruch i pozwalają pozyskać nowych klientów.

Tak, brzmi to kuriozalnie, ale przednia kamera smartfona może dziś być ważną częścią biznesu.

Instagram to dziś taki sam biznes jak każda inna działalność. Cały czas pokutuje przekonanie o tym, że nie jest to tzw. prawdziwa praca, ale takie postrzeganie tej platformy to pokaz ignorancji lub niewiedzy. Coraz częściej pojawia się ktoś, kto nie wie, że nie da się zarabiać na Instagramie i… zaczyna to robić. To wszystko nie byłoby możliwe bez przedniej kamery w smartfonie.

Dołącz do dyskusji