Twórcy Destiny 2 rozstają się z Activision. Zaskakuje mnie hurraoptymizm fanów studia Bungie

Felieton/Gry 11.01.2019
Twórcy Destiny 2 rozstają się z Activision. Zaskakuje mnie hurraoptymizm fanów studia Bungie

Twórcy Destiny 2 rozstają się z Activision. Zaskakuje mnie hurraoptymizm fanów studia Bungie

Ta przygoda miała trwać minimum 10 lat. Jednak już po 8 latach prac nad marką Destiny studio Bungie oraz wydawca Activision rozstają się. Prawa do serii pozostają przy producentach, którzy stają się niezależni oraz samodzielni. To wcale nie musi być dobra wiadomość dla fanów Destiny 2.

Activision, EA, 2K, Ubisoft – wielkie wydawnictwa stosujące agresywne metody zwiększania przychodów (mikrotransakcje, przepustki sezonowe, DLC) nie cieszą się wielką sympatią graczy. Uwielbiamy serie finansowane przez te firmy, ale wobec samych korporacji często pozostajemy w stosunku permanentnej kontestacji. Krytykowanie wielkich, pazernych molochów zawsze przychodzi nam z wielką łatwością. Mamy to we krwi.

Dlatego nie dziwi mnie, że wielu graczy zareagowało hurraoptymistycznie na rozstanie Bungie z Activision.

Z oficjalnego wpisu na blogu Bungie wynika wprost: to koniec związku producentów Destiny z wydawcą Activision. Związku, który miał trwać minimum 10 lat. Od podpisania porozumienia minęło tych lat raptem 8, a obie strony rozstają się przed czasem. Co ważne, prawa do serii Destiny pozostają przy Bungie. W ten sposób twórcy gry zostają jednocześnie właścicielami całej marki, mogąc nią swobodnie dysponować. Co oznacza m. in. dalsze tworzenie DLC, rozszerzeń czy kontynuacji.

Pierwsze reakcje graczy na tę wiadomość były łatwe do przewidzenia. Internauci wskazywali, że teraz to dopiero rozpocznie się złota era Destiny. Bez nacisków z góry gra stanie się lepsza, ciekawsza i dokładnie taka, że aż 10 na 10. No a Destiny 3… to dopiero będzie! Zero wpływu chciwego wydawcy. Zero mieszania się w proces produkcyjny. Zero naciskania na deweloperów aby korzystali z mikro-transakcji i innych okropieństw.

Zaskoczyła mnie ta naiwność graczy. To będzie cholernie trudny moment dla Bungie.

O Activision można napisać wiele złych rzeczy. Co nie zmienia faktu, że to właśnie ten wydawca wyłożył pieniądze na pierwsze i drugie Destiny. Sfinansował oba projekty, łącznie z rozszerzeniami i DLC. Zajął się marketingiem, dystrybucją oraz reklamą. Promował markę na najważniejszych targach oraz imprezach branżowych. Wziął na siebie kontakty z mediami, logistykę i masę innych elementów, o które Bungie nie musiało się przesadnie martwić.

Activision dało Bungie coś jeszcze, o czym wielu graczy zdaje się kompletnie zapominać. Chodzi o dwa studia pomocnicze, które współtworzyły zawartość do Destiny 2. Nad grą pracowało nie tylko Bungie, ale również Vicarious Visions oraz High Moon. To gigantyczna pomoc, dzięki której mogła powstać spora część D2. Teraz tej pomocy najprawdopodobniej zabraknie. No bo po co Activision miałoby oddawać pracowników własnych studiów podmiotowi, z którym przestaje prowadzić interesy?

To też nie tak, że teraz Bungie w stu procentach skoncentruje się na Destiny.

Studio zdążyło podpisać umowę z chińskim gigantem NetEase. Na mocy porozumienia producenci stworzą zupełnie nowy produkt w zamian za 100 mln dol. inwestycyjnego zastrzyku. Oznacza to, że jakaś część utalentowanej ekipy, mniejsza lub większa, zostanie przesunięta z prac nad Destiny do zupełnie nowego projektu. Takiego, którego docelowym rynkiem będzie ten leżący w Chinach. Marka Destiny straci więc nie tylko dwa studia pomocnicze, ale również część podstawowej załogi. To już potężny cios z perspektywy częstotliwości ukazywania się nowej zawartości. Ta z kolei jest dla serii takiej jak Destiny kluczowa.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby Bungie zatrudniło dodatkowych pracowników. Jednak im więcej ludzi, tym więcej pensji do wypłacenia. Im większa ekipa, tym większe koszty. Bungie dotychczas nie musiało zaprzątać sobie tym głowy. Po prostu dostawali środki od wydawcy. Najpierw od Microsoftu (Halo), potem od Activision. Teraz się to zmieni. Pracownicy Bungie będą musieli dbać o zupełnie nowe obszary działalności.

Wszystko to sprawia, że jestem daleki od hurraoptymizmu. Jako komentator oraz jako fan Destiny.

Moce przerobowe Bungie ulegną znacznemu osłabieniu. Firma będzie musiała zmierzyć się z zupełnie nowymi wyzwaniami. Studio zyska samodzielność, również w procesie twórczym, co jest wielką i wspaniałą wartością. Firma osiągnie to jednak wielkimi kosztami. Ekipa Bungie będzie musiała nauczyć się masy nowych rzeczy, które są niezbędne do przetrwania na rynku. Oczywiście o ile studio faktycznie chce pozostać samodzielne. Jestem przekonany, że np. Microsoft chętnie rozważyłby możliwość kupna deweloperów, którzy lata temu przynieśli świetność serii Halo oraz konsoli Xbox.

Na całej tej sytuacji wiele może za to zyskać Activision. Wydawca przeniesie deweloperów z High Moon oraz Vicarious Visions do bardziej opłacalnych projektów. Na przykład Call of Duty. Pomocnicze studia będą projektować dodatkową zawartość do lepiej sprzedających się produktów niż Destiny 2. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że dodatek Porzuceni dla D2 zarobił znacznie mniej niż chciałoby Activision. Dlatego firma może przenieść deweloperów tam, gdzie ich praca przyniesie większe zyski. Czysta matma.

Trzymam kciuki za Bungie. To producenci najbardziej satysfakcjonującego modelu wymiany ognia w grach FPP, jakiego można doświadczyć na konsoli. Jednak w przeciwieństwie do moich kolegów i koleżanek jestem daleki od radości. Podążanie drogą niezależnego dewelopera nie jest łatwe. Zwłaszcza, gdy ma się na utrzymaniu taki projekt jak Destiny.

Dołącz do dyskusji