Asystent Google już w Polsce. Tak może wyglądać przykładowy dzień z Asystentem

Asystent Google już w Polsce. Tak może wyglądać przykładowy dzień z Asystentem

Asystent Google już w Polsce. Tak może wyglądać przykładowy dzień z Asystentem

Asystent Google zaczął wreszcie mówić po polsku. Warto dać mu szansę i sprawdzić, jak może wyglądać dzień, kiedy z telefonem się rozmawia, zamiast na nim pisać. 

Ta straszna chwila, gdy ciepły sen pełen słodkiego śpiewu hurys i łopotu skrzydeł husarów zmienia się w akustyczny koszmar za sprawą budzika. Gdy zakrzywiająca prawa grawitacji poduszka nie daje wstać, ostatkiem sił szepczę: „OK,Google. Opowiedz mi żart”. Nie ma takiego śmiałka, którego suchar od Google’a by nie rozbudził. Do tego robienie jednego facepalmu za drugim może się okazać całkiem niezłym ćwiczeniem fizycznym na początek dnia.

Można wstać. Wkładając stopy w klapki, rzucam jeszcze do telefonu kurtuazyjne „Ok, Google. Dzień dobry”. Inteligentny asystent podaje mi w zamian godzinę, mówi, jaka jest pogoda za oknem i informuje o tym, co mam wpisane do kalendarza na cały dzień. Tak działają rutyny – skróty, którymi można wyzwolić ciąg mniejszych komend. W Polsce działa na razie tylko poranna.

Inteligentny asystent Google pomoże każdemu w trochę inny sposób.

Nie mam problemów z dojazdami do pracy. Od legowiska do biurka mam jakieś 10 kroków. Czasami, co prawda w mojej mikrokuchni robi się korek, gdy ktoś otworzy lodówkę (blokuje wtedy całą jej szerokość), ale wystarczy wyrzucić z siebie kilka karalnych gróźb, żeby trasa wejście – czajnik znów była przechodnia. Z asystenta do planowania tej trasy nie korzystam, co innego z innymi podróżami, szczególnie tymi, podczas których to ja siedzę za kierownicą.

Z asystentem nie ma problemu, żeby dostosowywać trasę w trakcie jazdy. Co lepsze, jeśli zapomnę zatankować przed drogą, mogę poprosić Google, żeby zaczął wyszukiwać pobliskie stacje benzynowe i skierował mnie na najbliższą. Jeśli zgłodnieję ja, a nie mój samochód, mogę poprosić o najbliższe restauracje. Zamiast zezować na ekran telefonu i nieporadnie coś na nim klikać, mogę po prostu gadać. W samochodzie taka pomoc jest nieoceniona, ale przecież nie tylko wtedy mamy zajęte ręce.

Asystent Google działa na słuchawkach lepiej niż w telefonie.

Google sprytnie zdecydował się na wypuszczenie asystenta w zimie. I choć nie jest to bez wątpienia zima stulecia, to i tak odmrożenie palców to doskonała motywacja, żeby skorzystać z pomocy gadającego asystenta. Trzymając wszystkie palce w wełnianej zbroi, możemy lekko poszczękując zębami, sprawdzić, o której mamy autobus. A gdy już przekonamy się, że nie dotrzemy na umówione spotkanie na czas, podyktować SMS-a lub wiadomość na WhatsAppie do przyjaciół, że zima nas zaskoczyła i znów się spóźnimy.

Jeśli korzystamy z asystenta na telefonie, będziemy musieli wyciągnąć z kieszeni telefon, żeby przeczytać wszystkie nieparlamentarne określenia, którymi opisali nas przyjaciele. Jeśli jednak mamy słuchawki, nieco mechaniczny głos asystenta wyszepcze nam je czule do ucha. Nie mogę odżałować, że w smartfonie nie ma tej opcji, chyba jej właśnie brakuje mi najbardziej.

Po południu zwykle mało korzystam z asystenta. Uruchamiam głosowo latarkę, kiedy po raz piętnasty coś wpadnie mi pod kanapę, dodaję przypomnienia do kalendarza i dyktuję SMS-y. Google Asystent nieźle radzi sobie z rozpoznawaniem mowy. Nie jestem mistrzem dykcji, a mimo to wiadomość podyktowana asystentowi i wysłana do ukochanego zawiera mniej przekręconych słów niż gdybym pisała ją własnopalczaście. I choć w moim wypadku nie jest to szczególnie wysoko zawieszona poprzeczka (powinniście widzieć ten tekst przed redakcją), to i tak z dyktowaniem asystent radzi sobie imponująco, nawet jeśli w przypływie dobrego humoru lekko do niego bełkoczę.

Wieczorem jest czas na relaks. Mogę poprosić asystenta, żeby puścił Chromacis na Spotify i ustawić budzik na jakąś barbarzyńsko wczesną godzinę (czyt. każda przed 9:00). Mogę porozmawiać ze znajomym z Hiszpanii, prosząc asystenta o tłumaczenie i udając, że wreszcie nauczyłam się w kastylijskiego. Próbowałam przez chwilę prosić go nawet o wyświetlanie wiadomości, żeby zrobić ostatnią wieczorną prasówkę, ale nie dość, że jestem zadowolona z pokazywanych wyników, to jeszcze muszę sama sobie je czytać. Wolę otworzyć Squida.

Przedstawiciele Google’a jak mantrę powtarzają określenie pierwszy krok.

Tak, jakby świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że na tym etapie ich produkt może rozczarować. Niedosyt muszą czuć ci, którzy korzystali już po angielsku z podobnych rozwiązań i ci, którzy śledzą doniesienia o tym, jak szybko i dynamicznie asystent rozwija się na świecie. Na tegorocznych targach CES łatwiej byłoby znaleźć urządzenia, które korzystały z jego możliwości niż te, które dystansują się od gadających urządzeń.

Dziś, lub w ciągu kilku najbliższych dni, Asystent powinien pojawić się na waszych telefonach. Sprawdźcie sami, czy może się wam przydać w ciągu dnia, możecie sprawdzić wszystkie jego funkcje na tej stronie.

Żeby go uruchomić po raz pierwszy, trzeba dłużej wcisnąć przycisk ekranu głównego. Można też z uporem powtarzać OK Google, ale wtedy pamiętajcie, żeby uzbroić się w cierpliwość. Asystent jest młody i jeszcze się uczy, więc czasami reaguje na komendy głosowe z szybkością zajętego układaniem klocków 3-latka.

Dołącz do dyskusji