Wielki brat, maszyna do warzenia piwa i smart-kuweta to tylko wierzchołek tego, co widziałem w Las Vegas

Relacja/Oprogramowanie 17.01.2019
Wielki brat, maszyna do warzenia piwa i smart-kuweta to tylko wierzchołek tego, co widziałem w Las Vegas

Wielki brat, maszyna do warzenia piwa i smart-kuweta to tylko wierzchołek tego, co widziałem w Las Vegas

Nie samymi telewizorami i smartfonami człowiek żyje. Roboty jeżdżące za ludźmi, maszyna do warzenia piwa i smart-kuweta to jednak też tylko wierzchołek góry lodowej. Sprawdziliśmy, co jeszcze ciekawego przywieźli do Las Vegas producenci elektroniki użytkowej i inni wystawcy podczas CES 2019.

CES, czyli Consumer Electronic Show, to jedne z najważniejszych corocznych targów elektroniki użytkowej obok MWC w Barcelonie oraz IFA w Berlinie. Odbywają się co roku w styczniu, a na kilka dni Las Vegas zamienia się w mekkę wszystkich fanów nowych technologii.

Jak co roku Spider’s Web wybrało się do Stanów, by sprawdzić, czym dokładnie będą klientów kusić w tym roku producenci. Spędziłem na miejscu kilka dni, a w tym czasie odwiedziłem setki stoisk, by wyłuskać spośród morza plastiku i krzemu najfajniejsze ciekawostki. Oto one.

Czym jest iKuddle?

Podchodząc to stanowiska firmy iKuddle, niezbyt wiedziałem, czego się spodziewać. Ogromna skrzynia przywodziła mi na myśl designerską drukarkę 3D. Okazuje się, że służy ona do czegoś zgoła innego.

To… smart-kuweta.

Kot może w niej załatwić swoją potrzebę, a potem elektronika zajmie się resztą, zostawiając właściciela z zawiązanym workiem, który wystarczy wyrzucić.

LG Homebrew, czyli ekspres do piwa.

Ekspresy do kawy są stare jak świat. LG wpadło na pomysł, by stworzyć podobną maszynę, z której będzie lać się nie kawa, a piwo. Niestety słówko ekspres w odniesieniu do LG HomeBrew jest nieco na wyrost. Na browar z kapsułki trzeba poczekać aż dwa tygodnie.

Będziesz kochał Wielkiego Brata.

Na targach CES 2019 mnóstwo było ekranów z kamerami, które wpatrywały się w zbliżających się do nich ludzi. Spięte były razem ze sprzętem i oprogramowaniem do analizy obrazu.

Inne badały odległości, a jeszcze kolejne nakładały w czasie rzeczywistym wirtualny make-up.

Niektóre próbowały rozpoznawać płeć i nastrój… i jak zwykle w przypadku podobnych systemów wykładały się na facecie z brodą. Z wiekiem sobie jednak w miarę radziły.

Większość tych ekspozycji skierowana była do przedstawicieli świata biznesu.

Mogą pomóc one w organizacji pracy w firmie lub w analizie zachowania klientów. Warto sobie zdawać sprawę, ile komputery w przyszłości będą o nas wiedzieć wyłącznie na podstawie analizy danych wizualnych.

Inne rozwiązania tego typu przydadzą się np. organizatorom koncertów.

Czujniki i kamery pozwolą na monitorowanie w czasie rzeczywistym obłożenia ludźmi wybranej przestrzeni i pozwolą zapanować nad logistyką całego przedsięwzięcia.

Nie można też zapomnieć o Smart Cities.

Niektóre ekrany nie potrzebują kamery, by udawać lustro i pozostać przydatnymi. Spodobała mi się ekspozycja wirtualnej tablicy przystankowej. Model na polski rynek musiałby być jednak ze 3 razy większy, żeby zmieścić reklamy.

Ogromne wyświetlacze przydały się też do pokazania innych rozwiązań.

Jednym z nich jest robiący ogromne wrażenie tłumacz działający w czasie rzeczywistym.

Na targach CES 2019 nie brakowało też antropomorficznych robotów.

Przykładem jest LG Cloi. Po podejściu do niego można było zobaczyć na wyświetlaczu umieszczonym obok, w jaki sposób robot „widzi” i rozpoznaje twarz człowieka.

Niektórym urządzeniom tego typu bliżej było do upierdliwego lokaja.

Na hali targowej można było zobaczyć człowieka, za którym robot w postaci podstawki z ekranem cały czas podążał. Było to nieco frapujące.

A jak we współczesnym świecie odnajdują się producenci akumulatorów?

Okazuje się, że tak sobie. Smutne było stoisko marki Duracell, która było wykorzystane do promowania generycznych akcesoriów mobilnych z doklejonym znanym logo.

Na tle Duracella znacznie lepiej wypadło GP.

Firma co prawda chwaliła się żarówkami i latarkami, ale pojawiły się też powerbanki, które znacznie bardziej kojarzą się z tą marką oraz… klasyczne akumulatorki.

Podobnie wyglądało to u Energizera.

Sprawę dodatkowo nieco ratował charakterystyczny różowy królik, który usadowił się obok ekspozycji marki Energizer.

A co dziś robi Polaroid?

Okazuje się, że podobnie jak firmy zajmujące się nieco zapomnianymi bateriami, wszedł w produkcję akcesoriów rodem z Chin z doklejonym logo.

Firma nie zapomniała jednak o aparatach.

Na miejscu można było przyjrzeć się przenośnej drukarce podłączonej do smartfona i wydrukować sobie selfie. Szkoda tylko, że jakość pozostawiała sporo do życzenia – zdjęcie było całkowicie wyprane z kolorów.

Podobnie jak zresztą Kodak.

Firma pochwaliła się nie głośnikami Bluetooth i kablami, tylko przede wszystkim licznymi aparatami.

Nie zabrakło aparatów robiących zdjęcia w 360 stopniach.

Wygląda na to, że sferyczne zdjęcia to była tylko chwilowa moda. Firma będąca jednym z liderów tego rynku pokazuje jednak, że bardzo chce być partnerem Google’a w projekcie Street View.

Pojawiły się też rozwiązania z kategorii VR, a niektóre były wręcz przerażające.

Jedno z nich pozwala rodzicom przyjrzeć się w wirtualnej rzeczywistości swojemu nienarodzonemu dziecku. VR Fetus brzmi jak pomysł żywcem wyjęty z Black Mirror.

Nieco bardziej klasyczne zdjęcia można robić dronem.

Nadal są to ujęcia mocno niestandardowe, ale przynajmniej nie budzą takiego niepokoju. Od tego roku będzie to zresztą łatwiejsze – firma DJI przygotowała zupełnie nowy kontroler do obsługi swoich produktów.

Kolejna ekspozycja wywoływała z kolei skojarzenia z przeszłością.

Starsi stażem internauci pamiętają pewnie serię książek „dla opornych”, czyli w oryginale „for dummies”. W ubiegłym wieku tłumaczyły, jak korzystać z oprogramowania komputerowego. Dzisiaj ktoś pod tym hasłem sprzedaje… zamienniki do tonerów w drukarkach.

Wystawcy na stoisku z drukarkami 3D wiedzieli zaś, jak mnie zainteresować.

Aquaman domowej roboty robi spore wrażenie – nie mniejsze od potwora ze Stranger Things, który stał obok. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że czas największego szału na drukarki 3D już minął. To sprzęt dla pasjonatów, a nie coś, co w domu powinien mieć każdy Kowalski albo Smith.

Drugą młodość przeżywa natomiast ładowanie bezprzewodowe Qi.

Technologia nowa nie jest, ale akcesoria wyrosły jak grzyby po deszczu dopiero po premierze iPhone’a X. Najbardziej zaciekawiła mnie jednak nie ładowarka – te są u każdej firmy podobne – co nakładka na pada Dual Shock 4 marki AirCharge. Szkoda tylko, że sprawia ona, że trzyma się go niewygodnie.

A co jeśli nie ma w okolicy gniazdka, a powerbank się rozładował?

Pomocne mogą okazać się ładowarki solarne. Nie są one małe, ale zapewnią nieco prądu w awaryjnych warunkach. Trzeba się tylko przestawić z ładowania smartfona w nocy na uzupełnianie prądu w dzień.

Okazuje się też, że da się zrobić ciekawe ładowarki przewodowe.

Przykładem jest BaseLynx. To modułowa podstawka na wiele różnych sprzętów, którą można dopasować do swoich potrzeb.

Niestety nie każda chińska manufaktura radzi sobie dobrze.

Miałem nadzieję, że ładowarka marki Etech przypominająca te od MacBooków wzbogacona w pełnowymiarowy port USB będzie warta uwagi, ale końcówkę wyciąga się z trudem, a chowane w niej piny mają tak mocny zatrzask, że wyciągnięcie ich to wyzwanie. Szkoda.

Nikomu nie udało się też zrobić godnego uwagi klona Face ID.

Zajrzałem ponownie na stoisko marki ELAN, która licencjonuje swoje czytniki linii papilarnych innym firmom. Na ten moment ich klon Face ID od Apple’a nadal działa bardzo słabo. Może będzie lepiej za rok.

Na innym stoisku dostępne są nieco bardziej „analogowe” zabezpieczenia.

Jednym z nich jest kłódka, którą odblokowuje nie kod, a odcisk palca. Obok przewinęły się podobnie zabezpieczone zapięcia do roweru. Fajny pomysł!

Nie zabrakło też innych inteligentnych zamków.

Firma o nazwie Bio-Key oferuje klamki, które można otwierać na kilka różnych sposobów. Wyposażono je w moduł Bluetooth i czytnik linii papialarnych.

Coś dla siebie znaleźć mogli też fani kryptowalut.

Przypominający pendrive’a klucz USB o nazwie Ledger to cyfrowy portfel na bitcoiny. Szkoda tylko, że wbudowany w niego ekran jest tak mało czytelny.

Chętnie przytuliłbym za to klawiaturę Brydge.

Na targach CES 2019 mogłem sprawdzić, jak w praktyce prezentuje się model przygotowany z myślą o tegorocznym iPadzie. Zestaw przypomina nieco MacBooki.

Jeszcze bardziej chciałbym mieć niepełnowymiarową klawiaturę GameSir.

Ma ona tylko kilka przycisków, które są niezbędne graczom i łączy się bezprzewodowo. Chętnie podpiąłbym ją nie do smartfona, a do… komputera.

Mój wewnętrzny geek cieszył się też na widok automatów arcade.

Pewna firma sprzedaje współcześnie produkowany automaty do gier. Może to zaciekawić właścicieli knajp. Widać jednak, że cały czas walczą o prawa do tytułów. Na ekspozycji przy co głośniejszych pojawił się dopisek, że są w trakcie negocjacji licencji. Ciekawe, czy właściciele praw autorskich do tych gier o tym wiedzą…

Dołącz do dyskusji