Gdybym dzisiaj kupował oczyszczacz powietrza, to wiem jaki. Blueair 680i – recenzja

Artykuł/Sprzęt 31.01.2019
Gdybym dzisiaj kupował oczyszczacz powietrza, to wiem jaki. Blueair 680i – recenzja

Gdybym dzisiaj kupował oczyszczacz powietrza, to wiem jaki. Blueair 680i – recenzja

Zima, smog, powietrze na zewnątrz o takiej jakości, że aż strach otworzyć okna. Jak sobie z tym poradzić? Ja przez ostatnie tygodnie sprawdzałem, czy rozwiązaniem tego problemu może być oczyszczacz powietrza Blueair 680i.

Nie jest przy tym tak, że obecność oczyszczacza powietrza w moim domu jest fanaberią i efektem mody. Mieszkam na osiedlu starszych domków, w większości opalanych jeszcze starymi piecami na drewno czy węgiel, na którym w zimniejsze dni lepiej nie wychodzić na dwór właśnie ze względu na jakość powietrza. A to, co unosi się w powietrzu na zewnątrz, prędzej czy później trafia do domu – czy to przez otwarte drzwi, czy to przez uchylone okna podczas wietrzenia.

Efekty? W najlepszym przypadku niezbyt przyjemny zapach w mieszkaniu. W najgorszym? Kaszel, problemy ze snem, a także trudne dziś do określenia długofalowe konsekwencje wystawienia na tak kiepskie powietrze.

Poza tym mam w domu kota i psa, a to kolejny element, który wpływa w dużym stopniu na to, czym oddychamy i jak się czujemy. Szczególnie że jeden z domowników jest alergikiem.

Na testy oczyszczacza Blueair 680i nie trzeba mnie więc było namawiać dwa razy.

Blueair Classic 680i, czyli co?

Najmocniejszy, najwydajniejszy i najbardziej zaawansowany oczyszczacz szwedzkiej marki Blueair z serii Classic.

Określenie najwydajniejszy nie zostało tutaj użyte bez powodu – maksymalna powierzchnia pomieszczenia, które jest potrafi oczyszczać 680i, to aż 72 m2 i w takim pomieszczeniu jest w stanie wymienić powietrze 5 razy na godzinę. Można więc myśleć nie tylko o postawieniu go w naprawdę dużym salonie czy biurze, ale też np. w open-space.

Przy takiej obsługiwanej powierzchni nikogo nie powinno więc dziwić, że Blueair Classic 680i jest sporym urządzeniem. Mierzy sobie 66 x 50 x 34 cm, a do tego ma masę 14 kg. Nie ma jednak powodów do obaw – a to z dwóch powodów.

Po pierwsze – według mnie to jeden z atrakcyjniejszych wizualnie oczyszczaczy na rynku. Przy rozpakowywaniu urządzenia nie byłem wprawdzie przekonany do prostego, raczej industrialnego wzornictwa, ale wątpliwości znikły, kiedy zacząłem wybierać dla niego miejsce w domu.

Blueair Classic 680i, właśnie przez swoją prostotę, pasuje wszędzie. Dobrze wyglądał u mnie i w kuchni, i w salonie, i w biurze, i nawet w sypialni. Czy ustawiałem go na tle ścian z płyt GK, czy na tle drewna, czy na tle cegieł – wszędzie pasował. Do tego nie próbuje być elegancki na siłę i niczego nie udaje. Żadnych plastikowych chromów, żadnego błyszczącego czarnego plastiku. Jeśli coś w budowie Blueair Classic 680i wygląda jak metal, to jest wykonane z metalu.

Owszem, przy jego gabarytach trzeba wygospodarować trochę wolnego miejsca, ale po kilku wejściach i wyjściach z pokoju po prostu przestajemy go zauważać.

Do tego całość jest zaskakująco mobilna i stabilna. Blueair Classic 680i postawiono na czterech kółkach, dzięki czemu banalnie łatwo go przesuwać pomiędzy pomieszczeniami, kiedy uznamy, że bardziej przydałby się gdzie indziej.

Niestety zabrakło uchwytów umożliwiających podniesienie urządzenia, ale to może być problemem tylko wtedy, kiedy będziemy chcieli wnieść go na piętro. Jeśli chodzi o mniejsze i większe progi, to kółka przy podstawie z powodzeniem dadzą radę.

Gdzie są przyciski?

Na pierwszy rzut oka front Blueair Classic 680i jest niemal zupełnie jednolity. Ot, biała ściana, ozdobiona jedynie logo firmy. Zerkamy na niego od góry i również nie widzimy żadnych przycisków – jedynie kolejne fragmenty białej obudowy i metalową maskownicę filtra.

Przyciski jednak są jak najbardziej na miejscu. Za ich pomocą możemy ręcznie wybrać intensywność oczyszczania powietrza, włączyć tryb automatyczny, sprawdzić stan filtrów, połączenie z siecią WiFi, a także jakość powietrza.

Tyle tylko, że ukryto je pod zamykaną na magnes klapką, co jest prostym, ale fantastycznym rozwiązaniem z kilku powodów.

Przede wszystkim pozwalają one zabezpieczyć ustawienia urządzenia przed ciekawskimi – chociażby dziećmi (jest też klasyczna blokada rodzicielska) czy np. współpracownikami lub domownikami. Jeśli ktoś postronny podejdzie do oczyszczacza i z ciekawości będzie chciał coś przestawić, to istnieje spora szansa, że… po prostu nie znajdzie panelu sterowania.

Poza tym klapka przyda się też w nocy, jeśli nie chcemy, żeby poświata z podświetlanych przycisków wypełniała pomieszczenie, w którym ustawiliśmy oczyszczacz.

Dla mnie natomiast ukrycie przycisków było doskonałym rozwiązaniem przez wzgląd na to, że… nigdy – po krótkiej, początkowej zabawie – z nich nie skorzystałem.

Po co bowiem podchodzić do oczyszczacza, który stoi na drugim końcu domu, kiedy można skorzystać z aplikacji?

Blueair Friend – przyjaciel twój i oczyszczacza powietrza.

Narzekałem już wielokrotnie, że w obecnych czasach sprzedawanie oczyszczaczy powietrza powyżej pewnej kwoty bez odpowiedniej komunikacji i aplikacji mobilnej powinno być zakazane. Na szczęście Blueair Classic 680i nie rozczarowuje pod tym względem.

Oczyszczacz wyposażono bowiem w moduł WiFi, a z Apple App Store lub Google Play możemy pobrać aplikację kliencką Blueair Friend. I – co niezbyt często zdarza się w przypadku tego typu sprzętu – ta aplikacja jest naprawdę, naprawdę dobra.

Konfiguracja? Banał – przytrzymujemy dłużej jeden przycisk na obudowie oczyszczacza, a z poziomu aplikacji logujemy się do naszej sieci WiFi. Koniec – wszystko działa za pierwszym razem. Możemy oczywiście dodać do aplikacji więcej niż jeden oczyszczacz.

Po konfiguracji uzyskujemy natomiast dostęp do wszystkich ustawień, które inaczej musielibyśmy obsługiwać przyciskami, a także opcji dodatkowych.

Na głównym ekranie możemy sprawdzić parametry powietrza w danym pomieszczeniu, pobierane dzięki wbudowanemu czujnikowi Blueair Aware. Kolejne wykresy przedstawiają szczegółowo stężenie pyłów PM 2.5, lotnych związków organicznych (tVOC), a także temperaturę i wilgotność. Wszystkie te dane możemy śledzić na wykresie generowanym od pierwszego uruchomienia urządzenia, a także ustawić alarmy i powiadomienia, jeśli któryś z tych parametrów spadnie poniżej albo przekroczy określony poziom. Możemy też sprawdzić, jak bardzo różni się jakość powietrza w oczyszczanym pomieszczeniu od tego na dworze.

Jeśli jednak przewiniemy dowolną z zakładek w dół, dostaniemy się do dodatkowych ustawień. Z tego miejsca można albo ręcznie sterować prędkością oczyszczacza (trzy poziomy plus wyłączenie), albo włączyć tryb automatyczny, albo aktywować tryb nocny. Ta ostatnia opcja spisuje się świetnie zwłaszcza w przypadku, kiedy ustawiamy oczyszczacz w sypialni – w zadanych godzinach w zadanych dniach oczyszczacz przełącza się na stałe na dowolną ustawioną przez nas prędkość. Nie musimy więc obawiać się, że ze snu wyrwie nas nagle oczyszczacz aktywujący najwydajniejszy poziom oczyszczania. W trybie nocnym można też całkowicie wyłączyć albo zmniejszyć intensywność podświetlenia przycisków.

Blueair Friend pozwala także sprawdzić, czy przypadkiem nasz filtr nie wymaga już wymiany. Owszem, tę samą informację otrzymamy na jednym z podświetlanych przycisków urządzenia, ale tutaj możemy dokładnie sprawdzić, ile jeszcze pozostało nam do zakupu i wymiany.

I co najważniejsze – wszystko tu po prostu działa. Komunikacja z urządzeniem, harmonogram, prędkość realizacji komend – wszystko funkcjonuje bez najmniejszego zarzutu.

A co jest w środku?

Przede wszystkim aż trzy wielkie i grube filtry, których zadaniem jest eliminacja pyłów, kurzu, sierści, pleśni, bakterii, roztoczy.

I już na starcie muszę pochwalić producenta za sposób, w jaki filtry są montowane. Nie musimy drżącymi rękoma otwierać konstrukcji, po czym wszystko wysypuje się nam na podłogę. Filtry, w odpowiednich obudowach, wsuwa się do środka po zdjęciu górnej osłony, natomiast górny filtr po prostu kładziemy we właściwym miejscu. Czysto, prosto i szybko.

Jak natomiast od strony technicznej działają te filtry? Na początku powietrze jest zasysane do komory z wykorzystaniem naprawdę sporego wiatraka przez dolną, tylną i boczne ścianki urządzenia. Następnie cząsteczki są ładowane, a przy przejściu przez filtry przyczepiają się do ich powierzchni. Takie rozwiązanie ma dwie zalety – po pierwsze, według producenta, pozwala to wychwycić 99,97 proc. cząstek unoszących się w powietrzu, a po drugie sprawia, że cząstki pozostają na filtrach już na zawsze, nawet wtedy, kiedy zbliża się termin ich wymiany.

Takie połączenie elektrostatycznej i mechanicznej filtracji powietrza (określane przez Blueair jako HEPASilent) ma jeszcze jeden plus. I to ogromny.

Ten wielki oczyszczacz powietrza jest prawie zupełnie bezgłośny.

Zgodnie ze specyfikacją Blueair Classic 680i generuje na najniższym biegu dźwięk o natężeniu 32 dB. Dużo? Mało? Postanowiłem to sprawdzić, wstawiając go do mniej więcej 12-metrowej sypialni, w odległości około 1-1,5 m od łóżka, spodziewając się, że będę musiał niedługo go wyłączyć lub wystawić poza pokój.

Nic z tych rzeczy. Hałas generowany przez Blueair Classic 680i na najniższym ustawieniu intensywności jest w zasadzie pomijalny, nawet w momencie, kiedy w domu panuje całkowita cisza. Ba, szum zasysanego i wypychanego powietrza przeszkadza nawet mniej, niż szum generowany przez mój prywatny oczyszczacz, który według specyfikacji… powinien być cichszy.

Gdyby tego było mało, w sypialnianych zastosowaniach (o ile ktoś ma sypialnię o powierzchni 72 m2), doceniłem też fakt, że Blueair Classic 680i po pierwsze wyrzuca z siebie powietrze delikatnie, a po drugie – tylko w górę i na boki. Nie powoduje to więc, że rano budzimy się przewiani.

Ostatecznie, choć kubatura mojej sypialni w ogóle nie odpowiadała możliwościom Blueair Classic 680i, zostawiłem w niej oczyszczacz powietrza na kilka dni.

Trzeba tylko pamiętać, żeby przy ustawieniu Blueair Classic 680i w sypialni koniecznie aktywować tryb nocny z poziomu aplikacji na telefonie. Po aktywacji na drugim biegu urządzenie zaczyna być słyszalne, natomiast na trzecim – zamienia się w małe tornado.

A w czymś większym niż sypialnia?

Jeśli planujemy wstawić oczyszczacz np. do większego biura, to o problemach z hałasem na dwóch pierwszych poziomach nie ma właściwie mowy. Przy natłoku codziennych dźwięków będzie dobiegać do nas jedynie szum powietrza.

Trzeci poziom to już natomiast nieco inna bajka – oczyszczacz zamienia się w małe centrum tornada i nie da się udawać, że nie słyszy się tego hałasu.

Na szczęście trzeci bieg włączał się u mnie (parter, około 50 m2) bardzo rzadko, a do tego – na bardzo krótki czas i to w określonych sytuacjach. Przede wszystkim wtedy, kiedy otwarte zostało okno albo kiedy w jakiś inny sposób do domu dostało się powietrze z zewnątrz, lub ktoś np. spowodował w taki czy inny sposób, że w powietrze wzbił się tuman kurzu.

W pozostałych przypadkach, przez zdecydowaną większość dnia, oczyszczacz pracował na najniższych obrotach, pozostając bezgłośnym, ale funkcjonalnym elementem wystroju salonu.

Z czego wynika taka krótka praca na wysokim biegu? W dużej mierze z faktu, że jest to jeden z najwydajniejszych oczyszczaczy na rynku, z bardzo wysokim współczynnikiem CADR (Clean Air Delivery Rate), który określa objętość powietrza, jaką urządzenie jest w stanie skutecznie przefiltrować.

W przypadku Blueair Classic 680i ten współczynnik wynosi aż 1087 m3 na godzinę dla pyłków, 850 m3 na godzinę dla kurzu i 850 m3 dla dymu. Dla porównania, mój prywatny oczyszczacz, kosztujący sporo ponad 2000 zł, oferuje maksymalnie 396 m3 na godzinę.

Przejrzałem też ofertę najpopularniejszych producentów oczyszczaczy i… trudno jest znaleźć jakikolwiek sprzęt o podobnych parametrach. Niektóre sprzęty mające teoretycznie oczyszczać powietrze w pomieszczeniach o o wiele większej powierzchni oferują wyraźnie niższy współczynnik CADR.

Nic więc dziwnego, że Blueair Classic 680i na pełnej mocy pracuje wyjątkowo krótko – po prostu szybciej i skuteczniej realizuje swoje zadania. To z kolei przekłada się na niższy pobór mocy i niższe rachunki za prąd.

Ale czy to oczyszcza?

Nie mam niestety specjalistyczne sprzętu do pomiarów, ale wiem dobrze, jakie jest powietrze w moim domu w sezonie zimowym, i jakie jest z moim prywatnym oczyszczaczem. Na kilka dni przed testami odłączyłem więc mój oczyszczacz i dałem się powietrzu trochę zanieczyścić.

I po dłuższym użytkowaniu 680i mogę napisać jedno – tak, to działa. To zdecydowanie działa, co widać, cóż, po tym, jak zachowują się domownicy. Błyskawicznie poprawia się jakość snu, łatwiej jest się skupić przez cały dzień (a pracuję z domu, więc ma to znaczenie), mniej jest kaszlnięć i podobnych odgłosów, a także ewentualnych kichnięć, wywołanych obecnością psa i kota w domu.

Trochę nawet zmartwiłem się, że… nie miałem możliwości przetestowania żadnego sprzętu Blueair, zanim kupiłem swój oczyszczacz. 680i jest pod wieloma względami lepszy, a do tego można nim sterować aplikacją, co jest dla mnie istotne.

Jedyne, o czym trzeba pamiętać przy zakupie 680i, to stosunkowo częsta konieczność wymiany kompletu filtrów. Przy standardowym całodobowym użytkowaniu starcza on na około 6 miesięcy (ok. 4320 godzin pracy), a zestaw trzech filtrów kosztuje około 400 zł. Drożśzy jest zestaw filtrów z wkładką SmokeStop – 699 zł. Czyste powietrze w domu jest jednak zdecydowanie warte takiego wydatku.

Czyli kupujesz Blueair 680i po zwrocie testowego egzemplarza?

Nie, ale z prostego powodu – 680i jest zdecydowanie przewymiarowany jak na moje potrzeby. Cały parter mojego domu – a przynajmniej powierzchnia, którą można sensownie obsłużyć oczyszczaczem – nie zbliża się nawet do 72 m2. Wydawanie więc ok. 3000 zł (tyle kosztuje 680i) byłoby więc niepotrzebnym płaceniem za coś, z czego nie skorzystam.

Bardzo jednak prawdopodobne, że jeszcze w tym albo w przyszłym sezonie sprawie sobie któryś z mniejszych modeli z tej linii – 280i (jeśli będę chciał go wstawić do sypialni) lub 480i (jeśli będzie miał trafić do salonu). Pierwszy z nich kosztuje mniej niż 2000 zł, natomiast drugi – około 2200 zł. Różnią się przy tym głównie wydajnością i obsługiwaną powierzchnią, natomiast te funkcje, które są dla mnie istotne, pozostają bez zmian, wliczając w to zarówno wbudowany czujnik zanieczyszczeń, jak i świetną aplikację mobilną.

Dołącz do dyskusji