DICE jak lekarz, który zostawił pacjenta na operacyjnym stole i pojechał na urlop. Battlefield V jest w złym stanie

Artykuł/Gry 04.01.2019
DICE jak lekarz, który zostawił pacjenta na operacyjnym stole i pojechał na urlop. Battlefield V jest w złym stanie

DICE jak lekarz, który zostawił pacjenta na operacyjnym stole i pojechał na urlop. Battlefield V jest w złym stanie

Pod względem wymiany ognia, mechaniki ostrzału i dynamiki rozgrywki Battlefield V jest rewelacyjny. Aż trudno się oderwać. Niestety, producenci robią co mogą aby obrzydzić mi sieciową strzelaninę. DICE pojechało na święta, zostawiając BF-a niczym pacjenta na stole operacyjnym. Z otwartym brzuchem i skalpelem wystającymi ze środka ciała.

Pierwszowojenna strzelanina Battlefield 1 była poprawna, ale brakowało grze mechanizmów przywiązujących do ekranu. Brakowało elementów, dzięki którym gracz chciałby dzień w dzień wracać na serwery po kolejną dawkę emocji. DICE wyciągnęło wnioski z tej lekcji i nafaszerowało Battlefielda V społecznościowymi wyzwaniami, których jest teraz cała masa. Szkoda tylko, że… nie działają. Do tego w niesłychany sposób nadwyrężają czas oraz cierpliwość gracza.

Teatry Wojny to zestaw cotygodniowych zadań, za wykonanie których gracze powinni dostawać nagrody.

Pierwszy tydzień był szansą na zdobycie karabinu maszynowego VGO. W drugim tygodniu mogliśmy dodać do kolekcji arcyciekawy wizualnie hełm. Siedem dni później na nagrodę wybrano Selbstladera 1906 z BF1. Z kolei wyzwania okresu świąteczno-sylwestrowego miały odblokowywać Ag m/42. Twórcy z DICE nastawili serię zadań, dodali dwie alternatywne ścieżki do nagrody, ułożyli wszystko na pięknej wizualnie planszy Tides of War, a następnie udali się na odpoczynek. Sezon świąteczny rozpoczął się w pełni, fani Battlefielda dostali marchewkę, można się rozejść. Tyle tylko, że nic z tego planu nie wypaliło.

Świąteczny zestaw wyzwań w zdecydowanej części dotyczył nowego trybu Grand Operations. W nim gracze biorą udział w trzech starciach z rzędu, odzwierciedlając w ten sposób długie, żmudne i intensywne działania zbrojne z okresu drugiej wojny światowej. Ze względu na swój charakter, jedna pełna rozgrywka w Grand Operations trwa niemal tyle co trzy standardowe mecze w trybie Podboju lub Przełamania. Czyli minimum 45 minut, a często ponad godzinę. Dlatego głodni nagród gracze nie byli przesadnie zadowoleni. Zwłaszcza dlatego, że Grand Operations w swojej aktualnej formie jest bardzo kiepsko zrealizowanym trybem.

Największą bolączką Grand Operations jest fakt, że dwa na trzy starcia nie mają żadnego znaczenia.

Nawet, jeśli obrońcy bohatersko utrzymają wszystkie punkty norweskiego miasteczka podczas pierwszych dwóch etapów bitwy, system i tak zmusza ich do wycofania się w góry. No tak… po to 32 graczy dawało z siebie wszystko, żeby ich wysiłek nie został w żaden sposób doceniony ani nawet odnotowany. Zmiany z tytułu wygrany/przegrany są zbyt małe i zbyt słabo zaakcentowane aby dawały satysfskcję. Scenariusz Wielkich Operacji jest z góry przesądzony, a wyniki pierwszego i drugiego starcia nie mają większego znaczenia. Szkoda. Zwłaszcza, że Operacje z Battlefield 1 generowały znacznie ciekawsze rezultaty, prowadząc do powstania alternatywnej wersji historii. Nie rozumiem, dlaczego nie powtórzono tego lubianego, wzmocnionego fikcyjnymi opowieściami mechanizmu.

Grand Operations w Battlefield V są nie tylko kiepsko przemyślane. Ten tryb jest jawnie niesprawiedliwy. Jeśli drużyna obrońców obroniła wszystkie punkty podczas pierwszego i drugiego dnia konfliktu, ale straciła flagi na ostatniej mapie, na ekranie pojawi się im napis DRUZGOCĄCA PORAŻKA. Nawet pomimo tego, że defensorzy statystycznie wygrali więcej rozgrywek oraz obronili więcej indywidualnych punktów niż ich stracili. Gdzie tutaj sens? Gdzie zachęta do dalszej gry w Wielkie Operacje? DICE fatalnie zrealizowało ten moduł. Tryb jest zbyt długi, przez 2/3 czasu do niczego nie prowadzi, jest niesprawiedliwy i obrzydza zabawę stronie broniącej.

Jakoś przeżyję – rzuciłem pod nosem, zakasałem rękawy i rozpocząłem świąteczną przygodę z Grand Operations. W końcu czego się nie robi dla nagród. Minęła godzina gry, a ja miałem za sobą trzy pełne starcia. Mimo tego wyzwanie otwierające świąteczne Tides of War nie zostało zaliczone. Pomyślałem, że to jednorazowy bug i przystąpiłem do kolejnej rozgrywki. W końcu jest Boże Narodzenie i mam trochę wolnego. Mija kolejna godzina i znowu nic. Reset konsoli, ponowne uruchomienie BFV, podjęcie numer trzy i dalej zero rezultatów. Wujku Google, pomocy!

Okazało się, że świąteczne Teatry Wojny nie zliczają się masie graczy.

Gracze z całego świata donosili, że mimo długich godzin spędzonych w Wielkich Operacjach system nie chce odnotować ich poczynań. Jednym wyzwanie wskakiwało po kilkunastu (!) próbach, innym w ogóle. Wszyscy mieli po dziurki w nosie Wielkich Operacji i wszyscy narzekali na idiotyczne zasady trybu oraz jego przesadnie długi czas rozgrywki. Przez osadzenie Grand Operations w łańcuchu Teatrów Wojny wszystkie słabości tego modułu wypłynęły na wierzch. Uderzyły w graczy ze zdwojoną siłą. O ile bowiem normalnie kiepski tryb można było ominąć, tak tym razem ten był niezbędny by odblokować nowe bronie, mundury czy skórki dla giwer i pojazdów.

Oczywiście nic nie stało na przeszkodzie aby grać w Battlefielda tradycyjnie, bez uwzględniania ścieżki wyzwań. Jednak to właśnie Teatry Wojny sprawiają, że Battlefield V uzależnia. Przywiązuje do ekranu. Zachęca do codziennego logowania się na serwery. To tak jak gdyby nie móc wziąć udziału w polowaniu na egzotyczną broń w Destiny 2 albo rajdzie po komplet nowego pancerza z World of Warcraft. Sprawa wydawała się poważna. Dlatego gracze liczyli, że DICE błyskawicznie naprawi problem dotykający znacznej części klientów.

Niestety, od ponad tygodnia ekipa DICE nie daje znaku życia. Świętuje. Odpoczywa.

Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że każdy ma prawo do odpoczynku. Jednak z tego prawa trzeba sensownie i odpowiedzialnie korzystać. Są zawody, które wymagają większej gotowości, elastyczności oraz dyspozycyjności niż inne. Mimo świątecznego okresu blogerzy Spider’s Web dzień w dzień tworzą materiały tekstowe. Nawet Bethesda potrafiła wrócić z urlopów, gdy okazało się, że wraz z nowym rokiem nuklearne silosy w Falloucie 76 przestały działać. Jak z kolei dobrze wiemy, Bethesda nie jest ostatnio wzorem, jeśli chodzi o standardy dla branży gier. Mino tego ekipa rozpoczęła pracę nad hotfiksem, rozumiejąc nagłość sytuacji.

EA do spółki z DICE reklamuje Battlefielda V jako grę live service. Jako sieciowy tytuł nieustannie w ruchu, w którym zawsze jest coś do zrobienia. Gdy opieramy produkt o takie założenia, rozjechanie się na urlopy całego studia nie wchodzi w grę. Ktoś musi stać na posterunku. Ktoś musi pilnować porządku. DICE tego nie rozumie. Szwedzi liczyli, że jakoś to będzie. No i klops. Czy tam klopsiki.

Już pal licho te nagrody. Cała sytuacja pokazuje coś znacznie gorszego. Dzięki niej mogliśmy zobaczyć, że producenci BFV są kompletnie nieprzygotowani do zarządzania grą w takiej formie, jaką sobie wymarzyli. Szwedzi chwalili się, że dzięki ich nowym narzędziom administracyjnym są w stanie przeprowadzać masę modyfikacji i poprawek nawet bez pobierania latek przez klienta gry. Wystarczy aktualizacja po stronie serwera. Zabawnie kontrastuje to z niedziałającym wyzwaniami, o naprawę których społeczność prosi już od kilkunastu dni. Bez rezultatów.

Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi samej gry.

Pod względem mechaniki Battlefield V to najlepsza odsłona sieciowej strzelaniny od czasu rewelacyjnej Trójeczki. Niestety, DICE do spółki z EA robi co może, aby obrzydzić graczom obcowanie z tytułem. Firmy najpierw pokazały, że kompletnie nie rozumieją swoich odbiorców, publikując dziwaczne zwiastuny zapowiadające. Potem mieliśmy cały szereg niefortunnych wypowiedzi pracowników studia. Teraz DICE udowadnia, że nie do końca rozumie koncepcję live service.

Tak po ludzku szkoda. Teatry Wojny to świetny pomysł, który kapitalnie urozmaica powtarzalną sieciową zabawę. Niestety, wykonanie tego elementu jest znacznie poniżej akceptowalnego poziomu. Tides of War jak w soczewce obnażyło największe problemy strzelaniny oraz największe słabości deweloperów. Nie nastraja to pozytywnie na przyszłość. Mam jednak głęboką nadzieję, że DICE wejdzie w 2019 r. z mocnym postanowieniem naprawy błędów doskwierających graczom. Lista bugów jest naprawdę pokaźna. Dobrze, że frajda z rozgrywki wciąż jest jeszcze większa.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji