OK, Google, opowiedz mi o przyszłości. „Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona”

Felieton/Nauka 16.01.2019
OK, Google, opowiedz mi o przyszłości. „Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona”

OK, Google, opowiedz mi o przyszłości. „Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona”

Ok, Google – opowiedz mi o przyszłości.

Na początku było słowo. Ten biblijny cytat jak nigdy wcześniej pasuje do opisu rozwoju współczesnej technologii i rewolucji, która de facto jest zatoczeniem ewolucyjnego koła. Na początku było słowo, a dziś ponownie staje ono na pierwszym miejscu.

Twórca literackiego gatunku cyberpunk, William Gibson, powiedział, że „przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona”. Trudniej o bardziej trafne podsumowanie dotychczasowej sytuacji z dostępnością asystentów głosowych na naszym rynku. Dzisiejsze uruchomienie Asystenta w języku polskim jest znacznie ważniejszym wydarzeniem niż można by przypuszczać po ubogiej funkcjonalności. To swoisty koniec cyfrowego wykluczenia z rewolucji.

Przyszłość jest głosem.

Tak ją sobie wyobrażaliśmy i w tym kierunku podąża technologiczna ewolucja. Nieważne, czy mówimy o Star Treku, Jetsonach czy innym dziele science-fiction, interakcje głosowe są tam podstawą korzystania z technologii. Już pół wieku temu z komputerami chcieliśmy rozmawiać w sposób tak naturalny, jak między sobą.

Dziś jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek do zrealizowania tej wizji. Na początku tego roku Google ogłosił, że wkrótce Asystent dostępny będzie na miliardzie urządzeń. To w większości smartfony, oczywiście, ale tylko w ubiegłym roku pojawiło się również 10 tys. sprzętów kompatybilnych z Asystentem. Rok to roku to wzrost o 600 proc. (sic!). A przecież na tegorocznych targach CES największą kategorią produktową były właśnie urządzenia wyposażone w Asystenta Google – inteligentne głośniki, ekrany, wyświetlacze e-ink przypinane do lodówki, nawet sprzęty AGD! O słuchawkach i samochodach nie wspominając.

Główny rywal Google’a na tym polu – Amazon – zaprezentował wcale nie mniej imponujące liczby. Alexa jest dostępna już na 100 milionach urządzeń. Alexa jest obecna w 150 urządzeniach natywnie i kompatybilna z ponad 28 tys. sprzętów produkowanych przez 4500 producentów.

I nie myślcie, że asystenci to tylko zabawki dla geeków. Wprost przeciwnie – Amazon Echo (w różnych wersjach) był najpopularniejszym gadżetem sprzedawanym w największym sklepie świata w okresie przedświątecznym. Wybaczcie, ale na świecie nie ma aż tylu nerdów, żeby tak podbić statystykę. Alexę po prostu chcą mieć w domach zwykli ludzie.

2019 to rok, w którym asystenci głosowi zaczną być dosłownie wszędzie.

Po targach CES 2019 nie mam wątpliwości, że ciężar internetu kolejny raz przesuwa się na inny typ urządzeń. Tak jak kilka lat temu przeniósł się z komputerów osobistych na smartfony, tak obecnie obserwujemy stopniowe, ale nieuchronne przeniesienie ruchu internetowego na… głos.

Asystent głosowy w telefonie jest marginalnie praktyczny. Niemal wszystko można zrobić szybciej i wygodniej dotykając ekranu. Ale w domu? W telewizorze, lodówce, inteligentnym głośniku? W samochodzie? Obecność asystentów otwiera zupełnie nowe możliwości interakcji.

Nie trzeba już szukać telefonu, żeby uzyskać odpowiedź na pytanie. Nie trzeba biec do komputera, żeby odpisać na maila. Nie trzeba ruszać się z miejsca, żeby sterować urządzeniami w mieszkaniu. Z czasem, w miarę jak technologia się rozwinie i asystenci staną się bardziej proaktywni, tych możliwości będzie coraz więcej.

To oznacza też gigantyczne zmiany dla internetowego „zaplecza”, czyli twórców treści. Przede wszystkim – jak przygotować informację, żeby trafiła do odbiorcy? Na komputerze czy telefonie po wpisaniu zapytania w wyszukiwarkę dostajemy długą listę wyników i sami możemy sobie wybrać, z którego źródła skorzystamy. W asystencie głosowym ten proces wyboru będzie podejmowany za nas. I wydawcy mediów będą się musieli nieźle natrudzić, by wygrać ten wyścig o bycie pierwszym. Oznacza to też, ni mniej, ni więcej, kompletną zmianę reguł, jakimi rządzi się SEO – w końcu głosem zadajemy pytanie zupełnie inaczej niż robimy to wpisując tekst w wyszukiwarkę.

  • Wyszukiwarka: Pogoda Warszawa
  • Asystent: Jaka dziś pogoda?

Widzicie różnicę? Wyszukiwanie w oparciu o słowa kluczowe nie sprawdzi się równie dobrze w interakcji głosowej, bo nie tak mówimy na co dzień. Teraz nie tylko asystenci głosowi będą musieli rozumieć mowę naturalną – będzie ją musiała rozumieć także wyszukiwarka i dostawcy treści.

W ostatnich latach widać też subtelny, ale istotny wzrost treści tworzonych stricte pod głos. Liczba podcastów na świecie i w Polsce rośnie w niespotykanym dotąd tempie. Podczas gdy sprzedaż książek elektronicznych na całym świecie spada lub stoi w miejscu, audiobooki rosną rok do roku.

Interakcja głosowa to powrót do korzeni cywilizacji.

Jeśli na moment zapomnimy o tym, z jak wyrafinowaną technologią mamy do czynienia, można sobie uświadomić, że rosnąca popularność interakcji głosowych z maszynami jest czymś najzupełniej naturalnym. W dosłownym tego słowa znaczeniu.

Głos, mowa, słuch – to najbardziej podstawowe, pierwotne metody interakcji. Pierwotna wiedza nie była zapisywana w księgach, lecz przekazywana z ust do ust. Pierwotną rozrywką były werbalne opowieści, przynoszone przez wędrownych pieśniarzy. Pierwotny dostęp do informacji odbywał się przez interakcję głosową. Teraz w końcu możemy do tego wrócić, nie tracąc jednocześnie dostępu do wszechwiedzy zgromadzonej na przestrzeni tysiącleci w postaci analogowych i cyfrowych nośników.

Choć przez lata wyćwiczyliśmy się w korzystaniu z technologii, dotykanie smartfona czy wpisywanie zapytań na klawiaturze nie jest dla człowieka naturalną formą interakcji. Co innego głos – nasza podstawowa, pierwotna metoda komunikacji międzyludzkiej. Bardziej naturalne jest zapytanie Asystenta, jaka jest pogoda niż sprawdzenie tej samej informacji na ekranie telefonu.

Cała wiedza tego świata, dostępna na jedno zapytanie. No czy to nie jest ekscytująca perspektywa?

Polska w końcu dołącza do rewolucji.

W ciągu najbliższych tygodni Asystent Google rozgości się na smartfonach milionów Polaków. Z początku niewiele to zmieni; Google Assistant w języku polskim potrafi dziś naprawdę niewiele, często się myli i lepiej idzie mu opowiadanie suchych żartów niż udzielanie użytecznych informacji.

Ważne jest jednak to, że od dziś zacznie być karmiony setkami tysięcy interakcji, dzięki którym będzie mógł lepiej poznać język, jakiego używamy na co dzień.

Jeszcze bardziej istotny jest fakt, że wraz premierą Asystenta startuje także polska wersja platformy Actions on Google. Teraz każdy programista będzie mógł stworzyć swoją „akcję”, czyli aplikację na asystenta głosowego. Nie mam wątpliwości, że wkrótce do Play i eSky, którzy stworzyli swoje akcje jako pierwsi, dołączą masowo kolejne instytucje. A Asystent Google’a tym samym będzie zyskiwał nowe możliwości i stawał się coraz bardziej użyteczny.

Z tego powodu, choć Asystent Google’a w telefonie na ten moment do niczego mi się nie przydaje, cieszę się, że w końcu zadebiutował w Polsce. Niewątpliwie Google będzie miał do wykonania ogromną pracę u podstaw. W końcu zwykli Polacy, którzy nie czytają portali technologicznych i nie śledzą nowinek, mają pełne prawo nie wiedzieć, co to jest i jak działa Asystent. Jakby nie patrzeć, pierwsze lata istnienia asystentów głosowych ominęły Polskę szerokim łukiem, więc Polak ma prawo kojarzyć asystenta raczej „z tym czymś na iPhonie, co ciągle nie działa” niż z użyteczną technologią.

Wkrótce na naszym rynku zacznie się też pojawiać coraz więcej urządzeń kompatybilnych z Asystentem Google’a. To może pociągnąć za sobą całą spiralę zdarzeń: ktoś, kto kupi inteligentny głośnik, może np. poczuć większą chęć zakupu akcesoriów smart home, by móc nimi sterować z poziomu stojącego w mieszkaniu głośnika. Potencjał jest ogromny.

Po cichutku liczę też na to, że wejście Google Assistant do Polski nieco szturchnie Amazon, którego Alexa – przypomnijmy – jest przecież tworzona nad Wisłą. A mimo tego nadal nie mówi naszym językiem.

Dzisiejszy poranek jest dokładnie taki sam, jak każdy inny. Premiera Asystenta Google nie sprawiła, że dziś nagle cały świat zmienił barwy, a Polacy zaczęli masowo gadać do swoich telefonów. Jednak w perspektywie kilku lat ta premiera ma szansę kompletnie zmienić sposób, w jaki korzystamy z technologii i pozyskujemy informacje. To początek rewolucji. I cieszę się, że Polska w końcu przestała być z niej wykluczona.

Dołącz do dyskusji