AirPlay rozpycha się łokciami. Zmierza do Windowsa i Androida

News/Oprogramowanie 14.01.2019
AirPlay rozpycha się łokciami. Zmierza do Windowsa i Androida

AirPlay rozpycha się łokciami. Zmierza do Windowsa i Androida

Twórcy darmowego odtwarzacza VLC zapowiedzieli, że trwają już zaawansowane prace nad wdrożeniem obsługi Apple AirPlay do ich aplikacji. Również w wersji na systemy, które z macOS-em i iOS-em mają niewiele wspólnego.

Z pewnym zdziwieniem i dużym entuzjazmem odnotowaliśmy nieformalną obecność Apple’a na targach CES 2019. Sama firma w ramach swojej świeckiej tradycji nie pojawiła się na wydarzeniu, a i tak było jej tam pełno. Głównie za sprawą otwarcia się jego platformy rozrywkowej na urządzenia innych producentów.

Usługa filmowa iTunes będzie dostępna dla użytkowników nowoczesnych telewizorów w formie aplikacji do pobrania, a wspomniane urządzenia zyskają obsługę rozwiązania Apple AirPlay. To drugie to protokół ułatwiający odtwarzanie multimediów na innym urządzeniu, pozwala w prosty sposób – na przykład – na puszczenie na naszym Apple TV wideo z naszego iPhone’a.

Niedługo będzie można wysłać wideo z komputera lub smartfona bezpośrednio z aplikacji VLC.

najlepsze aplikacje dla windows

Odtwarzacz VLC ma bowiem za miesiąc zyskać obsługę AirPlay, przy czym VideoLAN zastrzega, że mogą być pewne opóźnienia. Mowa tu o prawie wszystkich wersjach odtwarzacza, a więc również tego na Androida i Windows. Co to znaczy „prawie”?

Na niektórych systemach operacyjnych nie są dostępne odpowiednie API, by móc wprowadzić obsługę rozwiązania pokroju AirPlay. Jak najłatwiej sprawdzić, czy ten wykorzystywany przez nas będzie obsługiwał protokół Apple’a? Jak informują twórcy, jeżeli nasz VLC dostał aktualizację wprowadzającą obsługę Chromecasta, dostanie również i tą związaną z AirPlay. Wspomniany Chromecast ma być również dowodem na to, że VideoLAN potrafi wykonać zadanie, którego się podjął.

VLC ma też dalsze plany na rozwój.

Odtwarzacz ma w przewidywalnej przyszłości zyskać możliwość odtwarzania na nim filmów VR. Planowane są też jego wersje na nowe platformy, w tym na PlayStation 4 i Nintendo Switch. Program pozostaje niezmiennie darmowy, jego przyszłe aktualizacje nie będą płatne. Gdzie tkwi haczyk?

Co zabawne… w niczym. VLC nie zarabia na reklamach ani na profilowaniu swoich użytkowników. Od samego początku swojego istnienia utrzymuje się wyłącznie z dobrowolnych datków. Pobrano go już pięć mld razy, a na chwilę obecną jest jednym z najlepszych produktów w swojej kategorii, bezbłędnie radząc sobie z większością mniej i bardziej popularnych na rynku formatów multimedialnych.

Dołącz do dyskusji