Wydawcy zarobią dzięki najlepszym tekstom – Adquesto testuje swój paywall

Artykuł/Biznes 07.12.2018
Wydawcy zarobią dzięki najlepszym tekstom – Adquesto testuje swój paywall

Wydawcy zarobią dzięki najlepszym tekstom – Adquesto testuje swój paywall

Adquesto to bezpłatny paywall, oparty o odpowiadanie na pytania dotyczące reklamodawcy. Na najciekawszych artykułach konwersja przekracza 90 proc.

Jak działa Adquesto?

Czytelnicy widzą go w postaci banera zasłaniającego tekst. Aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu, wystarczy wskazać właściwą odpowiedź na pytanie dotyczące reklamy. Dzięki temu reklamodawca ma pewność, że jego przekaz został dostrzeżony, przeczytany, a wręcz… zrozumiany.

Wydawca z kolei otrzymuje wynagrodzenie za swoją pracę. W efekcie korzyści odnosi także czytelnik, który może liczyć na lepsze teksty. Wyniki Adquesto pokazują, że im lepszy artykuł tym więcej czytelników płaci zapoznając się z reklamami.

Zrzut ekranu ze strony mambiznes.pl.

O reakcji rynku, a także misji Adquesto rozmawiam z jego współtwórcą, Adamem Majewskim.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Jak czytelnicy przyjęli Adquesto?

Adam Majewski, Adquesto: Zaskakująco przychylne. Polscy internauci najwyraźniej rozumieją, że serwis musi zarabiać, żeby tworzyć wartościowe treści. Testy robiliśmy m.in. w serwisie Weszło, który jest czytany głównie przez mężczyzn, nierzadko wykształconych, co przekłada się na duże nasycenie adblokami, które Adquesto w większości obchodzi. A są to często osoby nie stroniące od krytyki. Delikatnie mówiąc. No i wielkiego niezadowolenia nie było. Wręcz przeciwnie, dominowały głosy, że lepsza jedna czytelna reklama niż mnóstwo migających i skaczących.

Jak dokładnie radzicie sobie z adblockami?

Najpopularniejsze adbloki nie traktują nas jako reklamę, inne wyświetlają planszę z prośbą o wyłączenie blokowania Adquesto na konkretnym serwisie. I użytkownicy najczęściej nie widzą w tym problemu. Te najbardziej agresywne adbloki zostawiliśmy w spokoju, uznając, że hard-userów i tak nie przekonamy do wynagradzania wydawców za ich pracę, a próba wymuszania na siłę nie ma sensu. Na ten moment docieramy więc do ok. 80 proc. użytkowników adbloków. To od wydawców będzie zależało, czy z czasem wprowadzimy pełne blokowanie dostępu do treści dla pozostałych 20%.

Czytelnicy Weszło nie denerwowali się na obchodzenie adblocków?

Wojna z adblockami nie jest naszym celem. Chcemy zmienić raczej – że tak powiem górnolotnie – umowę społeczną na linii reklamodawca-wydawca-czytelnik. Tak, aby wszyscy rozumieli, że są sobie nawzajem potrzebni. A są. Dobrze pokazują to analizy opublikowane niedawno w „The RAND Journal of Economics”. Autorzy wyliczyli, że wzrost liczby osób używających adbloków o 1 proc. powoduje spadek ruchu na stronie o – średnio – 0,65 proc. Znaczy to tyle, że im mniej dany serwis ma zysków z reklam, tym mniej publikuje. Lub publikuje materiały gorszej jakości, które słabiej przyciągają czytelników. A więc jest to samonapędzający się mechanizm. W Adquesto próbujemy go przerwać, wprowadzając naszą bezpłatną bramkę treści.

Myślicie, że ten problem jest odczuwalny dla przeciętnego internauty?

Tak, jest. Wystarczy sobie tylko przypomnieć, ile dobrych blogów i mniejszych portali wymarło lub mocno ograniczyło swoją działalność w ostatnich latach. Te zjawiska zachodzą powoli, więc często ich nie zauważamy, żyjąc z dnia na dzień.

Ile osób rozwiązuje questy, spośród tych, którym zostały one wyświetlone. I od czego to zależy?

Zależy to głównie od jednego czynnika. Jest nim ciekawość artykułu. W sumie trudno się dziwić – rozwiązanie questu jest formą opłaty za dostęp do treści. Im ciekawszy artykuł, tym bardziej nas wciąga i bardziej jesteśmy skłonni poświęcić te kilka sekund uwagi na udzielenie prawidłowej odpowiedzi.

A konkretnie?

Jeśli artykuł zdradza swój sens już na początku lub okazuje się zwykłym clickbaitem, konwersja może spaść poniżej 20 proc.  Ale kiedy treść jest unikatowa, a autor uznany – może przekraczać 90 proc. Adquesto przywraca sens nieco zapomnianej sentencji „content is the king”. I to jest bardzo dobra informacja dla czytelników – w naszym systemie zarobią tylko ci wydawcy, którzy piszą wartościowe teksty. Rozwiązanie questu jest tu czytelnym wskaźnikiem. Tytuł może oszukać i okazać się ciekawszy niż cały artykuł. Ale kiedy ocenę wystawia się już po zapoznaniu się z częścią realnego tekstu, ocena odbiorcy jest dużo bardziej znacząca. Albo wydawca zarobi tych parę gorszy, albo nie – wszystko w rękach czytelnika.

Zostali nam jeszcze reklamodawcy. Jak oni reagują na Adquesto, jako nowy format?

Jeszcze nikt nam nie powiedział „to nie ma sensu”. Adquesto działa na zasadach questverisingu, czyli reklamowania poprzez stawianie zadania lub pytania. Oznacza to, że rozwiązane questy nie mieszczą się w rubryce „reklama odsłonowa”, bo są dla reklamodawców czymś dużo bardziej wartościowym. Ale nie mieszczą się też w rubryce „przejścia na stronę docelową”, bo nie to jest esencją naszego formatu. U nas konwersja następuje już na stronie Wydawcy.

Jasne, tu chodzi po prostu o zapoznanie się z informacją, która jest z jakiegoś powodu ważna dla reklamodawcy.

Dokładnie, dlatego nie musi już przechodzić na stronę docelową. On już wie. Być może wróci za jakiś czas i dokona zakupu, wchodząc przez wyszukiwarkę. Być może właśnie zapoznał się poprzez quest z nowym modelem auta i dowiedział się o wyróżniającej go funkcji, co przełoży się na decyzję zakupową w późniejszym terminie. A może wcale nie. My nie zmuszamy czytelników do podjęcia niechcianej przez nich akcji. My ich informujemy o ofertach i cechach produktów. Ale czy nie do tego powinna sprowadzać się skuteczna reklama?

Pomagacie także Siepomaga. Poprawna odpowiedź generuje jeden grosz dla potrzebujących z fundacji. Na co idą pieniądze?

Cele się zmieniają. Każdego dnia nasi użytkownicy wspierają kogoś innego. Uznaliśmy, że jeśli zmieniamy tę wspomnianą umowę społeczną, to niech inni też coś z tego mają. W końcu wszyscy lubimy pomagać. Reklamodawcy i wydawcy budują swój CSR, a czytelnicy mają świadomość, że klikając w reklamę, pomagają leczyć rzadkie choroby, wspierają schroniska, generalnie robią coś pożytecznego. Grosz wydaje się być kropelką w morzu potrzeb, ale w końcu codziennie czytamy wiele artykułów. Gdyby każdy z nich generował jeden grosz, miesięcznie byłoby już parę złotych. Parę złotych zebranych zupełnie bez wysiłku przy okazji przeglądania internetu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement