Będzie mi szczerze brakować polskiej przaśności Showmaksa. Jeśli którekolwiek VoD było prawdziwie polskie, to te z Afryki

Felieton/Media 12.12.2018
Będzie mi szczerze brakować polskiej przaśności Showmaksa. Jeśli którekolwiek VoD było prawdziwie polskie, to te z Afryki

Będzie mi szczerze brakować polskiej przaśności Showmaksa. Jeśli którekolwiek VoD było prawdziwie polskie, to te z Afryki

– Już nie żyjesz – główny bohater Ślepnąc od świateł wypowiada swoją kwestię mechanicznym, pozbawionym emocji głosem, a ja tylko przewracam oczami. Neonowa, wymuskana Warszawa w wizji Żulczyka to nie jest miejsce dla mnie. O wiele lepiej mi na polskiej prowincji, gdzie Kapitan Bomba walczy z kosmitami, pół mieszkania zajebane wędkami*, a Smarzowski wali wódę z Vegą.

Wiecie już, że polski Showmax zostanie zamknięty z końcem stycznia. Platforma VoD zwija się z Polski, wracając na ojczysty kontynent afrykański. Większość z was zapewne wzruszy tylko ramionami. Wolicie Netfliksa. Oglądacie HBO GO. Rozumiem, bo sam również więcej czasu spędzam na obu konkurencyjnych platformach VoD. O ile jednak codzienna rutyna zachęcała do odpalania Netfliksa i HBO, tak serce zawsze miałem po stronie Showmaksa. Ludzie za niego odpowiedzialni zrobili w Polsce coś rewelacyjnego.

Jeśli jakikolwiek niepowiązany z linearnym TV serwis VoD jest na wskroś polski, to właśnie afrykański Showmax.

Ludzie stojący za Showmaksem wiedzieli, że nie mają środków, licencji oraz możliwości aby konkurować z Netfliksem. Naspers to nie HBO. Firma-matka nie wyłoży okrąglutkiego miliona dolarów na jeden odcinek flagowego serialu. Dlatego osoby odpowiedzialne za Showmax Polska kombinowały jak mogły, aby mniejszym budżetem zrobić coś naprawdę ciekawego. Coś wyróżniającego się i trafiającego typowo pod gusta widza krajowego.

Pracownicy upadającej platformy wykonali kapitalną robotę, biorąc pod uwagę ich ograniczone środki. Showmax rewelacyjnie przeanalizował polski rynek, polską specyfikę i lokalny folklor. Pierwsze, co zrobiono, to porozumiano się z polskimi reżyserami. Podjęto próbę zrozumienia widowni młodej i młodej duchem. Showmax wszedł z buta w polską politykę i polskie obyczaje. Żył sprawami krajowymi w Uchu Prezesa. Odnosił się do bieżących wydarzeń w Saturday Night Live Polska. Cholera, oni nawet przyłożyli się do sfinansowania produkcji na podstawie… polskiej pasty w Internecie.

Netflix nigdy nie był tak blisko swoich widzów. No i nigdy nie będzie. To globalna firma, w centrali której nie ma żadnej różnicy między Polakiem, Węgrem czy Bułgarem. Wszyscy mają lubić Stranger Things i wszyscy mają płacić za nowy sezon Atypowego. Jasne, po trzech latach od wejścia na nasz rynek Netflix sfinansował serial 1983, ale to tylko kropla w morzu możliwości. Nawet Komisja Europejska naciska na molocha, aby ten realizował więcej produkcji w krajach Starego Kontynentu.

Showmax był jak Polsat w latach 90-tych. Przaśny. Głośny. Niewychowany. Ale przez to jakiś.

Za Netfliksa płacę ponad 50 złotych miesięcznie, a ostatni pełen sezon serialu obejrzałem tam kilkadziesiąt dni temu. Netflix serwuje kilka(naście) głośnych premier miesięcznie, lecz jakościowo nie są to produkcje wybitne. Mało który tytuł można tam uznać naprawdę udany. Szef konkurencyjnego HBO porównał Netfliksa do baru szybkiej obsługi i ja się z tym porównaniem całkowicie zgadzam. Netflix jest jak McDonalds. Wchodzisz tam, żeby szybko się czymś zapchać. Wsysasz w locie odgrzanego cziza, który nijak się ma do tradycyjnego obiadu z Kompanią Braci, Rodziną Soprano czy obsadą Gry o Tron.

Płacę 50 zł za Netfliksa, a nie oglądam go prawie wcale. Showmaksa miałem z kolei od operatora komórkowego i chłonąłem na nim wszystkie autorskie produkcje. Bolałem nad upadającym poziomem każdego kolejnego sezonu Ucha Prezesa. Kręciłem się niewygodnie w fotelu po suchych żartach prowadzących Saturday Night Live Polska i doceniałem humor ekipy Weekend Update. Dzięki Kapitanowi Bombie przypomniałem sobie czasy świetności 4Fun TV, a Egzorcysta kontynuował tę podróż do licealnej przeszłości.

Przyszedł Rojst i pozamiatał. Serial Showmaksa zjada na śniadanie 1983 Netfliksa oraz wymuskane Ślepnąc od świateł na HBO GO. Fanatyk był bardzo ciekawym projektem z pogranicza subkultury Internetu, socjologii oraz komedii. Showmax to również zaskakująco solidna baza tradycyjnej polskiej kinematografii. Tutaj miałem pod ręką pierwszego Pitbulla oraz kultowe Wesele. Świetna Ostatnia Rodzina również znajduje się w bibliotece Showmaksa, tak samo jak Dom Zły.

To na tej platformie VoD po raz pierwszy oglądałem fatalny Smoleńsk. Jesteś Bogiem, Układ Zamknięty, W Ciemności – to także kluczowe punkty w ofercie Showmaksa. W bibliotece tej platformy wciąż można znaleźć ponad 70 polskich filmów oraz prawie 20 polskich seriali. Tych liczb nie pobije ani Netflix, ani HBO GO.

Oczywiście rozumiem, że nie każdy chce oglądać dzieła tworzone w naszym kraju.

Ciągnie nas do wysokobudżetowych hitów w hollywoodzkim stylu, co jest zrozumiałe. Szkoda tylko, że obrywa na tym jedyna platforma, która tak głęboko weszła w otoczenie polskiego widza. Która tak silnie starała się zrobić coś autorskiego i typowo pod nas, pod Polaków. Za te starania zawsze będę miał Showmaksa w pamięci. Będę doceniał ekipę, która od początku miała pod górkę z budżetami, licencjami oraz konkurencją. Naprawdę robili co mogli. Naprawdę walczyli o widza. Dzięki za te dwa lata!

*to nie zbędny wulgaryzm, ale kluczowy cytat z Fanatyka Wędkarstwa.

Dołącz do dyskusji