Niby trener wiedzioł, ale jednak się łudził. Pokemon Let’s GO to nie jest gra dla starych ludzi

Recenzja/Gry 07.12.2018
Niby trener wiedzioł, ale jednak się łudził. Pokemon Let’s GO to nie jest gra dla starych ludzi

Niby trener wiedzioł, ale jednak się łudził. Pokemon Let’s GO to nie jest gra dla starych ludzi

Pokemon Let’s GO od samego początku budziło ogromne kontrowersje. Game Freak poszedł o krok za daleko w kastrowaniu zawartości z myślą o dzieciach i fanach Pokemon GO.

Na łamach Spider’s Web najnowszą grę z serii Pokemon, a zarazem pierwszego RPG-a z tego cyklu na konsolę Nintendo Switch, recenzował już Dawid Kosiński. Mój rywal w walce o tytuł Mistrza Pokemon, po przejściu głównego wątku w jeden weekend, ocenił grę pozytywnie. Jako trener ze znacznie większym doświadczeniem, nie mogę się w pełni zgodzić z tą opinią.

Za dużo ze znanych mi elementów mechaniki poszło w Pokemon Let’s GO pod nóż.

Oczywiście spodziewałem się już od miesięcy tego, że nowa gra mnie nie porwie. Podczas pierwszego kontaktu z remakiem Pokemon Yellow podczas targów E3 2018 w Los Angeles czułem przez skórę, że nie był on pisany dla mnie. Game Freak na szczęście otwarcie informował o charakterze swojej nowej produkcji.

pokemon lets go pikachu eevee e3 2018 gameplay 1

Pokemon Let’s GO w obu wariantach – Pikachu i Eevee – jest w końcu, mimo słów Masudy, bardziej spin-offem serii niż kolejną odsłoną cyklu. Nie wprowadza nowej generacji stworków. Oczywiście jako fan, który nie przegapił żadnej z gier do tej pory, mimo wszystko postanowiłem w tę odsłonę zagrać – nabyłem nawet edycję z bajeranckim Poke Ball Plusem.

Mą czujność uśpił fakt, że pierwszy kontakt z własną kopią Pokemon Let’s GO był bardzo pozytywny. Tak jak reedycję Pokemon Yellow na Nintendo 3DS porzuciłem po godzinie, gdyż archaiczna mechanika i oprawa mnie odrzuciły, tak łapiąc Pikachu w nowej grze na Nintendo Switch, poczułem się znów jak małe dziecko.

Niestety im dalej w veridiański las, tym gorzej. Tak jak w pełni rozumiem, dlaczego Game Freak wykastrowało Pokemon Let’s GO z mnóstwa elementów, tak uważam, że – nawet pamiętając o tym, do kogo kierowana jest ta gra, czyli do dzieci i do fanów Pokemon GO na smartfony – twórcy poszli o krok za daleko.

Najbardziej boli to, że Pokemon Let’s GO… przechodzi się samo.

Pokemony uwiodły mnie za małolata tym, że gra na Game Boya była naprawdę wymagająca. Do dzisiaj pamiętam, jak bardzo musiałem się nakombinować, by pokonać pierwszego lidera areny. Mój pierwszy podopieczny, czyli Pikachu w Pokemon Yellow, mógł tylko bezradnie patrzeć na pomiatającego nim Oniksa.

Gra, na której Pokemon Let’s GO bezpośrednio bazuje, w bolesny sposób mnie nauczyła, że elektrycznego Pokemona nie ma co wystawiać do pojedynku na kamienie i ziemię. Niestety najnowsza odsłona serii za bardzo dba o to, by nie zniechęcić wyjątkowych płatków śniegu graczy i stosuje mnóstwo ułatwień.

Po godzinie gry niskopoziomowy Pikachu w pojedynkę rozgromił stworki Brocka.

Potem było tylko gorzej. Pikachu przechodzi przez kolejne walki jak przez masło. Na potrzeby Pokemon Let’s GO parametry partnera gracza zostały podrasowane, a do tego może się on nauczyć nowych, potężnych ataków. Gra w ogóle nie zachęca do tego, by budować drużynę, która może poradzić sobie w każdej sytuacji.

Nigdy wcześniej kolejne walki nie dawały mi tak mało frajdy. Balans rozgrywki w Pokemon Let’s GO jest po prostu skopany. Gra rozdaje punkty doświadczenia na lewo i na prawo – czy to za walki, czy to za łapanie nowych Pokemonów, czy to za branie jednego z nich na spacer w Poke Ball Plus.

W dodatku wystarczy grać ze znajomym i można podwoić liczbę punktów doświadczenia zdobywanych podczas łapania nowych okazów.

Na domiar złego Exp. Share jest aktywny od początku i to przez cały czas. Każda walka i każde złapanie stworka podnosi poziom całej drużyny bez opcji wyłączenia tego ułatwienia. Gra nie daje tym samym już żadnej motywacji, by korzystać z jakiegokolwiek innego Pokemona poza początkowym partnerem. Pikachu może tłuc Geodude’y, a Bulbasaur i tak zmieni się po chwili w Venusaura.

Nowym graczom może to się podobać, ale przez ostatnie 20 lat konsole Nintendo przyzwyczaiły mnie do grindu, czyli wykonywania cały czas tych samych czynności w celu delikatnego polepszenia parametrów drużyny. Wielokrotnie musiałem planować i kombinować. W przypadku Pokemon Let’s GO twórcy przesadzili jednak w drugą stronę i ta magia gdzieś uleciała.

Nie widzę nawet powodu, by korzystać z nowego systemu Candy, który potrafi podnieść parametry jednego ze stworków.

Pokemon Let’s GO pozbyło się części elementów mechaniki z poprzednich odsłon, w tym zdolności, trzymanych przez stworki przedmiotów i efektów pogodowych. Pokemon Let’s GO stało się przez to zbyt łatwe i powtarzalne, a w rezultacie po prostu… nudne. Nie oznacza to jednak, że zabrakło nowości w ogóle. Te zaczerpnięto żywcem z… mobilnego Pokemon GO.

System karmienia stworków cukierkami to nowy sposób na ręcznie poprawianie parametrów EV. Niestety gra nie daje żadnego powodu, by to robić. Brakuje w niej wyzwań, które faktycznie by tego wymagały, bo walki to formalność – jeśli gracz poświęci chociaż chwilę na łapanie kilku stworków w nowej lokacji, potem wystarczy naciskać w kółko przycisk A.

Nie ma też sensu, by trenować stworki z myślą o walkach online.

Game Freak całkowicie położył kwestię multiplayera w Pokemon GO. System wymian i pojedynków został uproszczony do granic możliwości. Nie ma już dostępu do Global Trade Station, gdzie gracze mogli wystawiać oferty wymian. Nie ma też Wonder Trade, co pozwalało wysłać wybranego stworka, by otrzymać w zamian Pokemona-niespodziankę od innego gracza.

Pokemon Let’s GO

Zabrakło nawet takiej podstawowej funkcji jak wysyłanie zaproszeń do wspólnej zabawy graczom na liście kontaktów zgromadzonej w ramach konsoli! Jeśli ktoś chce powymieniać się lub powalczyć ze znajomym, musi wejść do menu i wpisać w tym samym czasie co on kod składający się z trzech symboli – i modlić się, by nie wybrali tej samej kombinacji w tym samym czasie inni gracze.

Za to mam do twórców Pokemon Let’s GO chyba największy żal.

Opłaciłem abonament Nintendo Switch Online z myślą o Pokemon Let’s GO, ale z pewnością go nie przedłużę. Nie w momencie, gdy jedyna gra, w którą chcę grać online, i tak wymaga ode mnie znajdowania partnerów do wymian i walk po serwisach społecznościowych.

Aż prosiło się o to, by wdrożyć w Pokemon Let’s GO system znany z Pokemon X/Y, gdzie na dolnym ekranie cały czas mieliśmy podgląd na listę znajomych, którzy w danej chwili byli online. Zabrakło też systemu, który pozwoliłby na organizowanie turniejów online.

Menu zarządzania kolekcją Pokemonów to również krok wstecz.

Z ulgą przyjąłem informację, że gracze mogą wymieniać stworki w swojej drużynie bez odwiedzania Pokemon Center. To by było jednak na tyle, jeśli chodzi o zmiany na plus. Nowe menu, w którym można przeglądać posiadane stworki, to jedna długa lista, którą można jedynie sortować na różne sposoby. Po kilku godzinach zacząłem się w niej gubić.

Twórcy gry zrezygnowali z pudełek, w których można było przechowywać stworki, by się nie pogubić w kolekcji. Z początku miałem plan, by zdobyć po jednym egzemplarzu każdego gatunku w każdej z płci. Po kilku godzinach przestałem sobie tym zawracać głowę i zacząłem wszystkie Pokemony, których nie używam, odsyłać do profesora w zamian za cukierki.

Zdobycie ich wszystkich nigdy nie było takie proste.

Od zawsze do sklepów trafiały przy każdej premierze nie jedna, a dwie gry z serii Pokemon różniące się delikatnie zawartością. Nie inaczej jest i tym razem – niektóre gatunki można zdobyć jedynie w Pokemon Let’s GO Pikachu, a inne tylko w Pokemon Let’s GO Eevee. Do tego niektóre finalne formy można zdobyć tylko poprzez wymiany z innymi graczami.

Teraz można sobie to zadanie jednak ułatwić poprzez integrację z Pokemon GO. Po kilkunastu godzinach gry i zdobyciu trzech odznak odkrywa się GO Park. To kompleks zlokalizowany w miejscu starego Safari Park w Fuchsia City. Od momentu okrycia go można wysyłać do Pokemon Let’s GO stworki złapane na smartfonach. W dowolnej ilości.

Integracja z Pokemon GO burzy cały rynek wymian pomiędzy graczami.

Nawet jeśli ktoś nie gra w Pokemon GO na smartfonie, to bez problemu znajdzie graczy, którzy odstąpią mu stworki trudne do złapania – w tym te legendarne. Dla osób grających w Pokemon GO nie mają one większej wartości. Sam mam kilka bonusowych Mewtwo. W dodatku wystarczy złapać jeden okaz, by uzupełnić w PokeDeksie wpisy dla obu płci.

pokemon lets go integracja pokemon go

W przypadku poprzednich odsłon narzekałem, że złapanie wszystkich gatunków to droga przez mękę, bo jest ich już za dużo – blisko 1000 gatunków, a do tego dochodzą warianty (płeć, formy). Pokemon Let’s GO poprzeczki nawet nie obniża, tylko pozbywa się jej całkowicie. Złapanie ich wszystkich to już żadne wyzwanie.

Z zaskoczeniem odkryłem jednak, że nowy system łapania stworków to strzał w dziesiątkę.

W całym tym morzu krytyki muszę przyznać jednak GameFreakowi, że jeśli chodzi o nowy system pozyskiwania kolejnych egzemplarzy stworków, udało im się zmienić coś na plus. Dzikie okazy Pokemonów widać teraz bowiem w świecie gry. Brak konieczności łażenia po trawie i czekania, aż wyskoczy z niej znienacka ten konkretny stworek, na którego gracz poluje, to świetna nowość.

Nie brakuje mi też walk z dzikimi Pokemonami. Łapanie ich poprzez ruch kontrolera (Joy-Cona bądź Poke Ball Plus) w trybie stacjonarnym lub poprzez celowanie konsolą w trybie mobilnym, daje naprawdę dużo frajdy i wcale nie nudzi się po pięciu minutach – chociaż to system żywcem wzięty z Pokemon GO, gdzie złapałem w podobny sposób już 39 580 różnych Pokemonów.

Jedyny minus, to ułatwione starcia z legendarnymi Pokemonami.

W starych grach trzeba było się do nich solidnie przygotować. Zapdosa, Moltresa, Articuno i Mewtwo trzeba było najpierw osłabić, a dopiero potem można było próbować je złapać. Gracze kombinowali, jak tu zadać możliwie wysokie obrażenia i nałożyć specjalny efekt – np. uśpienie lub paraliż – bo jeśli takiego stworka pokonali, to nie mieli już szansy rzucić Poke Ballem.

Pokemon Let’s GO nadal pozwala walczyć z takimi bossami, ale już nie trzeba dbać o to, by ich przypadkiem nie pokonać. Dopiero potem pojawia się ekran łapania ich – gdzie nie trzeba się martwić o to, by reszta drużyny przetrwała kolejne silne ataki po nieudanych rzutach. Niestety strasznie spłyca to te wyjątkowe starcia.

Mam jednak nadzieję, że GameFreak w przyszłym roku się zrehabilituje.

Twórcy serii wystawiają cierpliwość fanów na próbę. Kupiłem konsolę Nintendo Switch z nadzieją, że pogram na niej w nowoczesne Pokemony, zaraz po premierze. Minęły już niemal dwa lata, a na razie jedyne gry z serii to portowana z Wii U bijatyka Pokken Tournament, dostępne również na smartfonach Pokemon Quest oraz właśnie Pokemon Let’s GO.

To problem, bo gracze tacy jak ja, są już wygłodniali. Na pełnoprawne jRPG w tym uniwersum, będące kontynuacją Pokemon Ultra Sun/Moon, poczekamy jednak aż do przyszłego roku. Niestety zmiany poczynione w Pokemon Let’s GO nie nastrajają mnie pozytywnie. Obawiam się, że zbyt dużo uproszczonych elementów z tej odsłony trafi do głównej serii w nowej generacji.

Nie zmienia to jednak paradoksalnie faktu, że Pokemon Let’s GO to świetna gra… dla dzieci i niedzielnych graczy, którzy grali w Pokemony tylko na smartfonach, a także dla osób, które ostatnio miały styczność z tą serią na Gameboyu. Najwytrwalsi fani muszą sobie jednak zdawać sprawę z tego, że ta gra nie powstała z myślą o nich.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement