Dla większości z nas najlepszy aparat to ten z Instagramem

Felieton/Foto 24.12.2018
Dla większości z nas najlepszy aparat to ten z Instagramem

Dla większości z nas najlepszy aparat to ten z Instagramem

Czy smartfon jest już w stanie zastąpić normalny aparat przyzwoitej klasy? W teorii nie, ale praktyka podpowiada coś zupełnie innego. W 2019 roku będzie to jeszcze bardziej widoczne.

Smartfon z matrycą wielkości paznokcia w małym palcu u dłoni i niewiele większym obiektywem z pewnością nie zaoferuje możliwości takich, jak chociażby najtańszy bezlusterkowiec. Co z tego, skoro ten pojedynek i tak wygra w wielu wypadkach nowoczesny smartfon. Oto kilka powodów, dla których zdecydowanej większości z nas wystarczy smartfon z dobrym aparatem, zamiast klasycznego aparatu cyfrowego.

Smartfon Instagram
Zdjęcie z iPhone’a 7 Plus, fot. Krzysztof Basel.

Instagram, Instagram, Instagram…

Gdy myślę o współczesnej fotografii to do głowy jako pierwszy przychodzi mi Instagram. W zaledwie kilka lat ten popularny serwis społecznościowy urósł do rozmiarów giganta – nie tylko wśród serwisów z fotografiami, ale ogóle wśród ogółu miejsc w sieci. Ten rok jest dla Instagrama przełomowy. W sierpniu przebił granicę 1 miliarda użytkowników, a przyrost nowych jest dwukrotnie większy, niż w latach poprzednich.

Nie byłoby Instagrama, gdyby nie aparaty w smartfonach. To tam ląduje coraz więcej zdjęć z telefonów – czy to na profilach, czy w znikających po 24 h relacjach. To z Instagrama materiały są eksportowane na Facebooka, a nie odwrotnie.

Samsung Galaxy Note 9
Zdjęcie z Samsunga Galaxy Note 9, fot. Krzysztof Basel.

Oczywiście wciąż jeszcze mamy Facebooka, ale tam znajdziemy całą masę różnych innych atrakcji i śmieci – zdjęcia są tylko jedną z nich. To Instagram najbardziej przyciąga twórców fotografii i najszybciej rośnie. Na Instagrama zapanowała w tym roku podobna moda, jak na Facebooka kilka lat temu. Liczba nowych kont jest według statystyk jest dwa razy większa niż w poprzednich latach. Konta zakładają także osoby, które kompletnie nie znają się na robieniu zdjęć, ociężałe w nowoczesnym marketingu firmy czy ludzie, którzy po prostu nie są fanami społecznościówek, ale chcą mieć minimalny kontakt ze znajomymi.

Czy zdjęcia ze zwykłych aparatów są wykluczone z Instagrama? Oczywiście, że nie. Moim zdaniem najlepsze profile publikują głównie lub tylko zdjęcia z bezlusterkowców, lustrzanek czy dronów. Tyle, że to wciąż malutka grupa spośród ponad miliarda użytkowników. Zdecydowana większość ludzi nie wychodzi poza fotografie ze smartfonów.

Zadowalająca jakość, która z każdym rokiem jest lepsza.

Jakość zdjęć z topowych smartfonów jest naprawdę zadowalająca dla większości ludzi. A dla niektórych wręcz świetna. Sporo osób nie widzi różnicy pomiędzy tym samym kadrem wykonanym dobrym jakościowo aparatem w smartfonie, a przeciętnej klasy klasyczny aparatem cyfrowym. To normalne – czułości na fotografię trzeba się nauczyć.

Samsung Galaxy Note9
Zdjęcie z Samsunga Galaxy Note 9, fot. Krzysztof Basel.

Inna sprawa, że producenci smartfonów stają na głowie, aby tę jakość z każdym rokiem podnieść. I tak mamy dwa, cztery i więcej obiektywów, 48-megapikselowe matryce, ale też sztuczną inteligencję, tryby symulujące rozmycie tła, zmiany przysłony czy piękny bokeh w tle.

Za chwilę dojdziemy zapewne do momentu, że przeciętnemu odbiorcy naprawdę trudno będzie odróżnić zdjęcie wykonane najwyższej klasy smartfonem z szesnastoma obiektywami i turbo trybem emulującym plastykę pełnej klatki od fotografii zrobionych pełnoklatkowym aparatem. Fotograf zawsze tę różnicę dostrzeże, ale osoba bez doświadczenia może mieć problemy.

Wielka prostota obsługi aparatu, który mam zawsze przy sobie.

Aparat ma wiele przycisków, pokrętła, tarcze, duże obiektywy z pierścieniami… To może zniechęcać. A smartfon? Włączam aplikację aparatu i fotografuję. Nie da się prościej. W dodatku aplikacje fotograficzne na starcie obrabiają nasze zdjęcia, zatem tuż po ich wykonaniu na ekranie urządzenia mogą one w wielu wypadkach wyglądać lepiej, niż podobne zdjęcie z aparatu. Sam łapię się na tym, że w niektórych sytuacjach wolę wyciągnąć iPhone’a i zrobić nim szybkie zdjęcie.

Pewnie, jakość przy wydruku czy powiększeniu na 27-calowym ekranie komputera, będzie słaba. Ale kogo to obchodzi jeżeli wrzuca zdjęcia do relacji? Poza tym łatwość zrobienia smartfonem panoramy czy efektowych zdjęć HDR naprawdę kusi. Aparat trzeba nosić na ramieniu, w torbie czy plecaku, pamiętać o nim, wydawać dodatkowe pieniądze. A smartfona mam zawsze przy sobie. Mogę w każdej chwili go wyjąć, zrobić zdjęcie, obrobić w VSCO czy Snapseedzie i szybko wrzucić na Instagrama.

Smartfon Instagram
Nieduży aparat z dobrej jakości optyką i matrycą oraz solidny smartfon to mój ulubiony zestaw na wyjazdy. Fot. Krzysztof Basel.

Zdjęcia, które lubią znajomi i algorytmy.

Bardzo możliwe, że uzyskam w ten sposób obrazy bardziej atrakcyjne wizualnie, niż gdybym publikował zdjęcia z aparatu obrobione kilka dni później na komputerze w Lightroomie. Dlaczego? Filtry oraz funkcje aplikacji do obróbki zdjęć są już na tyle dopracowane, że świetnie sobie radzą z poprawianiem naszych niedużych zdjęć wyświetlanych bez przybliżenia. Osoba mniej doświadczona w obróbce fotografii na komputerze może po prostu zrobić to gorzej. A poza tym, algorytmy Facebooka i pewnie też należącego do niego Instagrama, dają lepsze zasięgi zdjęciom wykonanym chwilę przed opublikowaniem. Tym serwisom po prostu zależy, abyśmy wrzucali coraz więcej zdjeć zaraz po pstryknięciu albo wręcz robili zdjęcia tylko po to, aby je tam odrazu opublikować.

To nie znaczy, że zniechęcam do kupowania aparatów i nauki fotografii na poważnie.

Wręcz przeciwnie. Jako fotograf, pasjonat fotografii, chciałbym, aby jak najwięcej osób interesowało się sztuką malowania światłem. Zdaję sobie jednak sprawę, jak wygląda rzeczywistość.

Smartfon Instagram
Fot. Krzysztof Basel

Już teraz czołowe smartfony, jak Huawei P20 Pro, Google Pixel 3, Samsung Galaxy Note 9 czy iPhone XS oferują jakość zdjęć i filmów, która powinna w zupełności wystarczyć większości z nas. Oprócz tego kiedyś za 4-5 tys. zł można było kupić czołowego smartfona i przyzwoitą, tanią lustrzankę. Dzisiaj tyle wydamy na samego smartfona, co też może zniechęcać potencjalnych klientów do dodatkowych inwestycji w sprzęt fotograficzny.

Smartfony już dawno zjadły ze smakiem rynek tanich aparatów kompaktowych. Teraz ostrzą zęby na kolejny kawałek tortu.

W 2019 roku rozwój aparatów w smartfonach oraz ich oprogramowania jeszcze przyspieszy. A to może sprawić, że rynek najtańszych i najprostszych aparatów z wymienną optyką na tym ucierpi. Być może początek końca segmentu aparatów entry-level widzieliśmy już w 2018 roku, kiedy firmy nie pokazały prawie żadnych nowości w tej grupie, inwestując głównie w aparaty drogie, z matrycami pełnoklatkowymi.

Bardzo nie chciałbym, aby moje prognozy się sprawdziły, ale wygląda na to, że sytuacja może się rozwijać w opisanym kierunku. Aparaty i obiektywy będą coraz droższe i kierowane do coraz węższego grona profesjonalnych (i dodatkowo także bardzo zamożnych) klientów. A wszyscy inni będą fotografować coraz bardziej zaawansowanymi smartfonami. Chociaż w zasadzie czy nie jest tak już dzisiaj?

Dołącz do dyskusji