Końcówka 2018 r. zmieniła sposób, w jaki korzystam ze smartfona. Być może na zawsze

Technologie 27.12.2018
Końcówka 2018 r. zmieniła sposób, w jaki korzystam ze smartfona. Być może na zawsze

Końcówka 2018 r. zmieniła sposób, w jaki korzystam ze smartfona. Być może na zawsze

Kiedy już gotów byłem przysiąc, że w technologiach mobilnych nic w najbliższym czasie mnie nie zaskoczy, nic mnie nie oczaruje, nic nie wybudzi głęboko uśpionych hormonów appleniny – odpowiedź była tak blisko. 

A to było tak. Listopad, pepper.pl. W tłumie smartfonów Xiaomi i promocji na whiskey w dyskontach spożywczych dostrzegam informację, że oto taka ładowarka indukcyjna jest dostępna w promocyjnej cenie 33 zł, że to świetne urządzenie, że super promocja. Pytam Dawida Kosińskiego co o tym myśli. Dawid mówi „bierz”. No to biorę, od razu trzy, to powrzucam rodzinie do świątecznych prezentów. Teraz żałuję, że nie wziąłem trzynastu, ale o tym za chwilę.

Musicie wiedzieć, że o ile trudno nazwać mnie fanbojem jakiejś marki, to mam duży sentyment do Blitzwolf. Podobnie zresztą jak mój listonosz, dlatego niestety co druga przesyłka z zamówieniem dociera do mnie pusta. Jest to generalnie jednak fantastyczna firma produkująca cały ten m.in. mobilny osprzęt – powerbanki (moim zdaniem na papierze mają jeden z najlepszych powerbanków na rynku) czy fantastyczne kabelki o wszystkich końcówkach (w tym lightning), odporne przy okazji na kocie zęby. No więc mając świadomość jakości i sympatię do marki, kupiłem sobie ładowarkę indukcyjną.

I to zmieniło sposób, w jaki korzystam z telefonu

Ani się tej rewolucji nie spodziewałem, a i wobec samego rozwiązania byłem raczej sceptyczny. Zresztą, kogo bym nie znał, to zapytany o ładowanie bezprzewodowe mówi „eee, po co to komu”. No więc ja mimo świadomości wszelkich możliwości tego rozwiązania również przez lata mówiłem „eee, po co to komu”.

Dziś nie wyobrażam sobie ładowania smartfona inaczej.

Kiedy Apple w 2017 r. wprowadzało na rynek iPhone’a X – dziś mało kto o tym pamięta – zwiastowało rewolucję indukcyjną. Że teraz już wszyscy będziemy w ten sposób ładować nasze telefony. Roztaczano wizje o indukcyjnych stolikach w restauracjach itd. Apple, pewnie wiecie, to taka firma, że gdyby np. dziś odkryli marketingowo SMS-y, to wszyscy z powrotem zaczęliby sobie wysyłać klasyczne SMS-y, zamiast korzystać z komunikatorów. No więc z indukcją było podobnie, bo była dostępna na rynku od lat, ale magia i amazing Apple miały im dodać nowego znaczenia. Co fascynujące – nie dały rady. Eeepocotokomizm okazał się silniejszy! Stąd też niniejszy artykuł, gdyż mam świadomość, jak silne jest przywiązanie do klasycznych kabli.

Niepotrzebnie. Jakość mojego smartfonowego żywota podniosła się w ciągu kilku ostatnich dni w sposób wręcz nieprzyzwoity. Pojęcie rozładowanego telefonu praktycznie nie istnieje. Ładowarka stoi sobie po prostu w rogu biurka, a na niej leży smartfon i… W porządku, powiedzmy, że nie musiałem akurat iść w Tatry czy na maraton spotkań z klientami. Ale tak przecież wygląda większość dni naszej pracy, a mimo to wszyscy nerwowo obserwujemy, jak nam się telefon drenuje i że zaraz zaświeci się lampka rezerwy. U mnie od pewnego czasu wygląda to mniej więcej tak:

Zawsze gotowy do gry. Ładowanie indukcyjne to taka smartfonowa Maxigra w wersji ultra. Ale nie tylko permanentna gotowość do gry jest atutem tego rozwiązania. To również wygoda. Telefon dzwoni? Podnoszę, gadam, odbieram, odkładam. Nie ma garbienia się nad smartfonem, który ładuje się w przedłużaczu na podłodze, nie ma stania nad kontaktem, nie ma tych wszystkich irytujących przygód, do których przez lata przywykliśmy.

Jedna rzecz nie daje mi spokoju, a mianowicie fakt, że z tego co widzę, już trwają zapisy na preordery nowszej, ponoć jeszcze lepszej wersji. Czy Blitzwolf to najlepszy producent tego typu urządzeń – nie wiem. Akurat się nawinął. Wiem natomiast, że w najbliższym czasie zaczynam wdrażać projekt ładowarki bezprzewodowej w każdym pomieszczeniu. Nie dajcie się eeepocotokomizmowi, odważnie się zmienić swoje życie na lepsze.

Dołącz do dyskusji